wtorek, 27 sierpnia 2013

Dzień 6 - Książka, przy której płaczesz

I tu mam, kurczę, zagwozdkę, bo ja generalnie rzadko płaczę przy książkach (traumatycznych reportaży z zasady nie ruszam, bo jak zaczynamy płakać nad literaturą faktu, to znak, że na świecie dzieje się bardzo źle - a mnie się wtedy dzieje jeszcze gorzej w psychice i łapię okresowego doła). Owszem, często się wzruszam, czasem nawet zaczynam pociągać nosem z powodu zawilgocenia oczu, ale żeby płakać? Niemniej, kilka razy się zdarzyło (głównie w momencie, w którym umierał jakiś pozytywny, zwierzęcy bohater, choć nie tylko).

Książka, przy której, dziecięciem będąc, rozpłakałam się ze smutku i żalu, a która przy tym zapadła mi w pamięć, to "Ania z Zielonego Wzgórza". No bo jak mi mogła autorka ukatrupić ulubioną postać drugoplanową (tak, płakałam po Mateuszu)? Mateusz był dużo sympatyczniejszy i cieplejszy, niż jego surowa siostra i pewnie dlatego jego śmierć wzruszyła małą mnie.

17 komentarzy:

  1. "Ania..." rzeczywiście jest wzruszająca. To dziwne, ale za tym pierwszym tomie zaprzestałam jej czytanie. Na wrzesień planuję "Anię na uniwersytecie", bo wydaje mi się, że idealnie wpasuje się w mój okres w życiu :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zakończyłam przygodę na pierwszym tomie i dopiero lata później przeczytałam "Anię na Uniwersytecie".:) Była co prawda bardzo sympatyczna, ale do trzeciego tomu mnie nie ciągnie.

      Usuń
  2. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie mogłam przekonać się do tego, żeby ją przeczytać... A próbowałam wielokrotnie :) W moim przypadku książka przy której płaczę to "Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" - polecam!
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam "Kwiat Śniegu.." - w ogóle bardzo lubię książki Lisy See.^^ Choć za "Miłość Peonii" i autobiografię autorki jakoś nie mogę się zabrać...

      Usuń
  3. Podobała mi się ta książka za dzieciństwa, ale żeby zaraz nad nią płakać? :D (Powiedziała osoba, która zawsze ryczy na "Pięknej i Bestii" :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na "Królu lwie" nie płaczesz? No jakże to tak!:D

      Usuń
  4. Ja w młodości przeczytałam całą "Anię..." i w ogóle tak wzruszająco ją wspominam :) Ale ja to lubię takie książki czytać, lubię płakać nad kartkami, taki masochizm :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masochizm rozumiem, choć nie podzielam.;)

      Usuń
  5. Jeżeli chodzi o Anię, to ja się zalewałam łzami przy części "Rilla ze Złotego Brzegu". W zasadzie nadal mi się smutno robi, kiedy o tej książce myślę. Btw, chciałam napisać "Rilla z Kołobrzegu" ;p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do Rilli nie doszłam - i raczej już nie dojdę...

      Usuń
  6. Oj, też popłakałam się kiedy umarł Mateusz. :) I szkoda, że autorka "Zabiła" go już w 1 części serii o Ani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, mi też szkoda. Tak pięknie równoważył swoją siostrę i w ogóle był chyba najsympatyczniejszą dorosłą postacią w książce.

      Usuń
  7. Ja miałam kilka takich, przy których łzy leciały, jednak najbardziej to "Wichrowe wzgórza" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przy "Wichrowych..." płakałam. Za bardzo mnie Kaśka wkurzała.;)

      Usuń
  8. Nie płakałam jak czytałam Anię, ale pamiętam, ze tez bylam wzruszona kilkakrotnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie się z serii o Ani bardziej podobały właśnie następne tomy: "Ania z Avonlea", "Ania na uniwersytecie", "Ania z Szumiących Topoli", "Wymarzony dom Ani" (ten może mniej) oraz (zwłaszcza) "Dolina Tęczy", gdzie samej Ani jest niewiele. "Rillę ze Złotego Brzegu" doceniłam dopiero jako dorosła czytelniczka, kiedy już znałam kontekst historyczny (no cóż, mając 10 lat niewiele wiedziałam o bitwach I wojny światowej). A gdy chodzi o mokre oczy przy czytaniu, raczej mi się nie zdarzało ich miewać, co najwyżej byłam zła na autora (najczęściej wtedy, kiedy ginęło/umierało jakieś zwierzę) albo ogólnie źle odbierałam całokształt książki i miałam po przeczytaniu "kaca". Za to łzy mi pociekły ciurkiem na filmie "Gladiator" w momencie, kiedy pada okrzyk "Honor him!" i ciało głównego bohatera jest wynoszone z areny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy, jeśli czytam beletrystykę, to też zazwyczaj bywam zła na autora, że mi ulubione zwierzątko morduje (w ogóle fantastycznych zwierzęcych kompanów autorzy traktują bardzo instrumentalnie, to taka wstrętna manipulacja, mam wrażenie). Problem w tym, że większość książek ze zwierzęcymi bohaterami, jakie czytam to jednak literatura faktu (czasem trochę beletryzowana, no ale), więc nie bardzo jest do kogo uderzać z pretensjami. A właśnie przez "kaca" unikam literatury wojennej i wszelkiego rodzaju literatury faktu dotyczącej przemocy. Za wrażliwa jestem na to...

      Przy filach to ja w ogóle ostatnio wzruszam się podejrzanie łatwo.;) Ale chyba (poza śmiercią Mufasy oczywiście) najbardziej przy śmierci Draco w "Ostatnim smoku" (którą też uważam za bezsensowną, bo wymyślne uwięzienie złego księcia dawałoby lesze perspektywy na sequela;)).

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...