poniedziałek, 17 listopada 2014

Subiektywne prasowanie #29 - Nowa Fantastyka 11/2014

Już na dzień dobry listopadowy numer Nowej Fantastyki ucieszył mnie Hellboyem na okładce (wiecie, bardzo lubię Hellobya). W środku straszą, że miał być bardziej horrorowy, ale jakoś tego na szczęście nie odczułam. Ale do rzeczy.

Jerzy Rzymowski we wstępniaku poświęca chwilę na krótką analizę horroru i jego roli w kulturze. Mateusz Wielgosz w swoim popularnonaukowym felietonie odnosi się do zagadnienia sztucznych inteligencji. Jest to podejście bardzo różne od lubiących straszyć twórców SF. Muszę przyznać, że takie zrównoważone zdanie na ten temat jest zaskakująco ożywcze.

Dalej mamy artykuł poniekąd z okładki, bo poświęcony Hellboyowi właśnie. Czytanie go sprawiło mi dużo radości, bo autor skupił się na komiksowej serii, której nie znam. Dzięki temu dostałam przynajmniej pobieżny wgląd w to, co się działo poza filmowym kadrem. Zapowiedziany na okładce tekst o rogatych bohaterach, wbrew pochodzącym z filmów ilustracjom, traktuje o mitologicznej i ogólnie starożytnej roli rogów, a także o pewnym fenomenie medycznym. Niby też ciekawie, poziom treści nie rozczarowuje, ale po co wprowadzać czytelnika w błąd ilustracjami?

Następnie dostajemy artykuł dość zaskakujący. Jego tematem jest krótka historia paryskiego Teatru Wielkiej Lalki. Bardzo pouczająca, zważywszy że (pewnie tak jak i większość czytelników) nawet nie wiedziałam o istnieniu takiego przybytku.

Kolejny jest wywiad z Paulem J. McAuleyem. To już kolejny wywiad z pisarzem w kolejnym numerze i mam nadzieję, że ta tradycja się utrwali (aczkolwiek nie wymagam za każdym razem rozmów z pisarzami, filmowcy czy ludzie od komiksów również są mile widziani). Zaś sama rozmowa bardzo interesująca. Potem dostajemy jeszcze artykuł o wschodnim kinie fantastycznym – zaskakująco bogatym, jak się okazuje. A książką miesiąca jest „Drugie spojrzenie na planetę Ksi”.

Maciej Parowski w swoim felietonie dalej zajmuje się zjawiskiem wzajemnego inspirowania się pisarzy. Zaczyna od Sapkowskiego, a kończy na Zajdlu (znowu!) i Wolskim. Felieton Rafała Kosika tym razem bardo mi się spodobał, a traktuje o znakach diakrytycznych w dobie globalizacji. Ciekawe podejście i wnioski może nie zaskakujące, ale trafne. Robert Ziębiński też jakby lepiej niż poprzednio. Na tapecie cyrografy i proces ich powolnego wymierania w popkulturze. A Łukasz Orbitowski pisze o „Re-animatorze”.

Dział prozy polskiej zdominowały klimaty narodowe, jako iż pora temu sprzyjająca. Szczęściem, nie są nachalne. „Krótka odwilż Szczepana Dracza” Piotra Górskiego, to przyjemny, lekko postmodernistyczny widoczek na PRL z anachronizmami, okraszony odrobiną sensacyjnej akcji. Dobrze napisany i o przyjemnym klimacie, choć mnie nie zachwycił mimo przyjemności z czytania (ale to nie autora wina, po prostu czasy PRL-u nie są moim ulubionym czasem akcji). „Ballada o Bogdanie wyklętym” Huberta Fryca zaczyna się jako groteskowa humoreska, przechodzi przez fazę rojeń chorego umysłu, by zakończyć się podsumowaniem kondycji współczesnych bojowników, którzy nie za bardzo mają z kim walczyć i przez to cierpią. Mimo kilku bardzo wartościowych elementów i niewątpliwie poprawnego warsztatu autora, przyciężki klimat tekstu nie przypadł mi do gustu.

Proza zagraniczna prezentuje się zdecydowanie ciekawiej. „Kimmeria. Ze „Siudrów z antropologii imaginacyjnej” Theodory Gross to na wielu poziomach interesujący tekst. Fabułę generalnie można zamknąć w jednym pytaniu: „Co by było, gdyby wymyślony w ramach zajęć na studiach kraj pewnego dnia okazał się istnieć naprawdę?”, ale nie wyczerpuje to szeregu zagadnień. Dla mnie jest to najbardziej opowieść o odpowiedzialności twórcy za swoje dzieło i konsekwencjach, jakie musi ponieść w związku z jego powstaniem. Ale interpretacji jest znacznie więcej. „Szybki jak sen, ulotny niczym westchnienie” Johna Barnesa zupełnie do mnie nie trafił. To znaczy tę opowieść o przewrotności losu i psychoterapeutycznych SI czytało mi się całkiem dobrze, ale nie porwała zupełnie. „Kwiaty zła, ciernie dobra” Julii Zonis i Igora Awilczenko dla odmiany podobały mi się bardzo, choć były typowo przygodowym opowiadankiem nie silącym się na głębokie treści – co zdecydowanie wyszło mu na dobre. Prosta historia, epizod z niekończącej się wojny ludzi z rozumnymi roślinami ma jakiś nieprzeparty urok.

4 komentarze:

  1. Z opowiadań podobała my się właściwie tylko Kimmeria. "Odwilż" właściwie nie potfrafiła wykorzystać realiów. A opwiadanie Zonis, tak jak te jej z Kroków w nieznane pozostawiło mnie w sytuacji, w której nie wiem czy mi się podobało, czy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Odwilż" to dla mnie w ogóle rzecz o tyle dziwna, że ja kompletnie nie czuję PRLu w beletrystyce. Dlatego trudno mi oceniać, bo wchodzę z założenia, że jestem uprzedzona.;) A do mnie Zonis trafiajakoś. Pewnie przez tę klasyczność fabuły.

      Usuń
  2. Hm, chyba powinnam zacząć kupować NF. Jakiś czas temu czaiłam się na jeden numer, ale jakoś nie wyszło.

    Wschodnie kino fantastyczne brzmi intrygująco. Były tam jakieś konkrety, tytuły, specjalne polecanki? ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były, cały artykuł to w zasadzie lisa tytułów. Tylko "wschodnie" to w tym przypadku "z byłego bloku wschodniego" (plus przyległości).

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...