Strony

środa, 21 grudnia 2011

Wesołych Świąt!

Ponieważ dziś wyjeżdżam i nie będę miała dostępu do internetu, chciałabym wam już teraz życzyć Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego roku, obfitego we wspaniałe odkrycia literackie.:)


piątek, 16 grudnia 2011

Top 10 - dziesięć książek/dziesięciu autorów przeczytanych pod wpływem blogerów.

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Dziś przyszła pora na...dziesięć książek/dziesięciu autorów przeczytanych pod wpływem blogerów.


Mój problem z tym zagadnieniem polega głównie na tym, że większości polecanych przez blogerów książek jeszcze nie miałam okazji czytać, a w ciemno wstawiać nie chcę, ale wybrać tylko najlepsze, to i owszem. Z drugiej strony pamięć mam dobrą, ale krótką, więc często zdarza się, że po prostu nie pamiętam, kto i gdzie mi polecił daną książkę. Z tego względu zestawienie będzie dość chaotyczne, a pozycje w nim zawarte będą pochodzić głównie z tego roku.:)


1. Cykl "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" Roberta M. Wegnera.

Jest to cykl, który mijałam obojętnie przez długi czas. Tak już mam z polską fantastyką, że poczytać to owszem, ale kupować niekoniecznie, bo moduł fanowski włącza mi się niezwykle rzadko przy rodzimych pisarzach (a to mój osobisty warunek nabycia). Gdyby nie fakt, że o entuzjastyczne recenzje wręcz się potykałam, pewnie bym nawet nie wzięła do ręki pierwszego tomu. I bardzo, bardzo bym żałowała.


2. Christopher Moore.

O tym panu również usłyszałam dzięki szeroko pojętej blogosferze. Pojawiał się to tu, to tam, kusił innym spojrzeniem na wampira i w końcu dałam się skusić (zwłaszcza, że kompletnym przypadkiem znalazłam go w bibliotece). Na razie zapoznałam się tylko ze starszymi powieściami - nowe są podobno mocno wulgarne i jakoś póki co, nie mam ani okazji, ani ochoty na nie. Co nie zmienia faktu, że chętnie bym coś jeszcze tego pana przeczytała. Sporo zostało.:)




3. Seria "44 Scotland Street" Alexander McCall Smith

Seria również poznana dzięki szeroko pojętej blogosferze, ale specjalne pochwały należą się Magdzie - gdyby nie jej wakacyjna akcja, pewnie nie miałabym okazji się zapoznać z mieszkańcami pewnej kamienicy (a Magda była tak dobra, że po zakończeniu akcji zaopatrzyła mnie w kolejny tom. - dziękuję jeszcze raz;)).






4. "Tatami kontra krzesła" Rafał Tomański.

Kolejna przeciekawa książka, o której nigdy bym nie usłyszała, gdyby nie internet.:) Ciekawy, choć nieco eklektyczny zbiór faktów na temat współczesnej kultury japońskiej był dla mnie tym większą gratką, że o tym kraju wiem niewiele.







5. "Rzecz o zbłąkanej duszy" Siergiej Sadow

Jedna z najlepszych młodzieżówek fantasy, jakie kiedykolwiek zdarzyło mi się czytać. Polecona swego czasu przez izusr.:)








6. "Dom tysiąca nocy" Maja Wolny

Niezwykle poruszająca książka, na którą nigdy nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie blogosfera. Co ciekawsze, do samej autorki jakoś nie mogę się przekonać. Może dlatego, że kojarzę ją z kryminałami. I znów, nie pamiętam, kto mnie przekonał, ale pamiętam, z jakiego blogowego źródełka zassałam książkę (dzięki, Aria!^^).







7. "Biała jak mleko, czerwona jak krew" Alessandro D'Avenia

Cóż, nie oszukujmy się: okładka (piękna skądinąd) sugeruje kolejną powieść dla dziewcząt, a porównywanie do "Love story" w moim przypadku raczej odstrasza, niż zachęca. Dlatego niezmiernie się cieszę, że dzięki blogosferze mogłam si dowiedzieć, że jest inaczej. Ta powieść młodzieżowa jest o tyle cenna, że nadaje się zarówno dla chłopców, jak i dla dziewcząt (co, jeśli się wykluczy przygodówki i fantastykę, wcale nie jest częstym zjawiskiem).




8. Wojciech Cejrowski

Prawda jest taka, że dopóki nie zaczęłam intensywnie grzebać w blogosferze, nie miałam pojęcia, że ten pan pisze książki. I to całkiem fajne, dodajmy, chociaż sam pan ma poglądy... ekhm, może dla mojego komfortu czytelniczego przyjmijmy, że jego poglądy nie istnieją, dobrze?






9. Rick Riordan

Zastanawiałam się, czy w tym punkcie nie wspomnieć jedynie o cyklu "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy", ale doszłam do wniosku, że w obliczu faktu nabycia "Czerwonej Piramidy" byłaby to lekka hipokryzja.;) Kolejny autor, z którym zdecydowałam się zapoznać tylko dlatego, że było o nim głośno w blogosferze.






10. "Czytelniczka znakomita" Alan Bennet

Malutka książeczka o ciężkiej doli nałogowego czytelnika. Niestety nie pamiętam, kto mnie do niej skusił.

środa, 14 grudnia 2011

Koniec jak nożem uciął - "Sfera armilarna" Andrzej Pilipiuk

Recenzja dla portalu Insimilion.

Pana Pilipiuka chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Większość z nas wie również, czego można się spodziewać po jego książkach. Ot, kawałka dobrej rozrywki, ale niczego poza tym. Niemniej jednak szumnie zapowiadany i przez samego autora uważany (przynajmniej przez jakiś czas) za ukoronowanie twórczości cykl „Oko Jelenia” rozbudził nadzieję na coś więcej. Zwłaszcza od ostatniego tomu, czyli „Sfery Armilarnej”, wiele oczekiwałam. W końcu tutaj wszystko miało się wyjaśnić, węzły fabuły miały się rozwiązać, liczyłam więc na zaskoczenie i napięcie rodem z filmu Hitchcocka. A jak było naprawdę?

Tajemnicze Oko Jelenia ciągle pozostaje nieuchwytne dla trójki podróżników w czasie. Jednak łasica wciąż się nie pojawia, a brak nadzorcy napełnia Marka, Staszka i Helę wątłą nadzieją. Tymczasem Gdańsk roku pańskiego 1560 okazuje się nie być miejscem tak bezpiecznym, jak wydawało się bohaterom. Grupa tajemniczych, okrutnych morderców znaczy miasto kolejnymi trupami i wilczymi ogonami, ciężko raniona Hela ciągle pozostaje nieprzytomna, zaś o Marka upomina się Hanza…


Tytuł: Sfera armilarna
Autor: Andrzej Pilipiuk
Cykl: Oko Jelenia
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok: 2011
Stron: 420

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Stosik grudniowy pourodzinowy

Oto i moje zdobycze grudniowe. Urodzinowa jest co prawda tylko jedna, ale jest.;) Przepraszam za nienajlepszą jakość zdjęcia, ale przy słabej żarówce to najlepszy efekt, jaki udało mi się osiągnąć.


1. "Kot Simona i kociokwik" Simon Tofield - to właśnie ta urodzinowa część. Pisałam o niej tutaj. Teraz do pełni simonowej kolekcji brakuje mi już tylko pierwszej części.^^
2. "Magia krwi" Anthony Huso - właśnie czytam. Jak dotąd trudno mi coś o niej powiedzie, bo pod pewnymi względami autor wykazał się pomysłowością i kunsztem, a pod innymi strasznie mnie irytuje. Od wydawnictwa Prószyński i s-ka.
3. "Lewiatan" Scott Westerfeld - ten prezent zrobiłam sobie sama z okazji dnia darmowej przesyłki. Obecnie głównie ślinię się do ilustracji.;)
4. "Ścieżka skarabeusza" Adrian Tchaikovsky - z okazji dnia darmowej przesyłki postanowiłam w końcu dokupić brakujący tom jednego z ulubionych cykli.:)
5. "Kupiliśmy ZOO" Benjamin Mee - do recenzji od portalu Unreal-Fantasy. Prawdziwa gratka dla mnie.^^

Te moje stosiki niby rzadkie i ubogie, a kupka ogólna wciąż rośnie i rośnie...

sobota, 10 grudnia 2011

Mikrorecenzja specjalna - "Kot Simona i kociokwik" Simon Tofield

Jest to notka (bo recenzją trudno ją nazwać) specjalna. Specjalna z wielu powodów, ale głównie dlatego, że do jej stworzenia namówił mnie Luby. Niniejszym więc dedykuję poniższy tekst Lubemu, jako pomysłodawcy sprawnie lobbującemu za realizacją. Z tego samego powodu będzie to pierwsza notka "Z Misiem".

Kilka dni temu miałam urodziny. Jak myślicie, co można by podarować książkoholiczce kociarze, w dodatku tak, żeby nie przepadała z prezentem na długie godziny w krainie fantazji i jednocześnie była szczęśliwa? Luby wymyślił (zawsze bardzo domyślny był) i tak oto zostałam uszczęśliwiona simonowym kociokwikiem. Prawda, książka nie z tych, z którymi się znika na fotelu na długie godziny. Raczej z tych, które w małych, ale regularnych dawkach nieodmiennie poprawiają humor. A więc w imię walki z jesienną chandrą, spędź z kotem Simona kilka minut dziennie, codziennie!

A co w obrazkach tym razem? Ano, niewąskie zmiany zawitały w progi spokojnego (ekhem, ekhem) domu Simona i jego kota. Zmiany na początku wyglądały tak:


Zaś po rozpakowaniu, nakarmieniu i wyczyszczeniu, mniej więcej tak:


starszy kot zareagował dość przewidywalnie:


Ale z małego, słodziutkiego kociaczka też było niezłe ziółko:


Panu też potrafił płatać niezłe psikusy:


Czy małemu kotkowi uda się dogadać ze starszym kolegą i czy Simon, jako właściciel dwóch niezwykle cwanych kotów nie popadnie w obłęd? Nie zwlekaj, kup już teraz i dowiedz się wszystkiego!

Osobiście pokochałam kota Simona Tofielda miłością od pierwszego wejrzenia. Do pełnej kolekcji brakuje mi już tylko pierwszego tomu i kiedyś z pewnością go nabędę. Te proste, rysunkowe historyjki tchną najprzedniejszym angielskim humorem, a każdy miłośnik kotów przynajmniej nad częścią z nich pokiwa głową, z rozrzewnieniem wspominając własne perypetie. Polecam każdemu - zimowe chandry miną jak ręką odjął.:)



Tytuł: Kot Simona i kciokwik
Autor: Simon Tofield

Tytuł oryginalny: Simon's Cat in Kitten Chaos
Cykl: Kot Simona
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok: 2011

środa, 7 grudnia 2011

Quest prehistoryczny - "Wilczy brat" Michelle Paver


Serię „Kroniki Pradawnego Mroku” widziałam nieraz w bibliotece, ale jakoś nigdy nie wzbudziła mojego zainteresowania. Później wypłynęła przy okazji mailowania z JoannązKociewia i postanowiłam jednak się skusić. Fantastyka osadzona w realiach prehistorycznych raczej nie jest zjawiskiem częstym. Osobiście znam ze słyszenia tylko jeszcze dwa inne przykłady z literatury, więc pomyślałam, że miło będzie poszerzyć horyzonty o „Wilczego brata”

Ten wieczór Torak zapamięta do końca życia. Właśnie wraz z Tatą rozbijał obóz, kiedy zaatakował ich wielki, krwiożerczy niedźwiedź. Śmiertelnie zranił ojca chłopca, który przed śmiercią zdążył jeszcze wymóc na synu przysięgę, że chłopiec za wszelką cenę zgładzi bestię. Ostrzegł jeszcze, że zwierzę jest opętane przez demona i żeby spełnić misję, trzeba się udać na Górę Ducha Światła i błagać jej mieszkańca o pomoc. Problem polega na tym, że nikt nie wie, gdzie Góra dokładnie leży.

Torak wyrusza na swoją wędrówkę i już nazajutrz przyłącza się do niego wilcze szczenię – towarzysz odpowiedni, zważywszy na to, że nasz bohater należy do Klanu Wilka. Razem ruszają dalej, bo czasu coraz mniej: kiedy czerwona gwiazda zwana Okiem Tura osiągnie apogeum, demon będzie niezwyciężony. Nastąpi to za jakiś miesiąc. W czasie wędrówki na północ Toaka spotka wiele niebezpiecznych przygód i wiele prób będzie musiał przejść. Spotka także oddanych przyjaciół, ale czy to wystarczy, żeby pokonać wielkiego demona pustoszącego Las?

Świat sprzed sześciu tysięcy lat pani Paver opisuje niezwykle plastycznie. Czytelnik czuje zapach jesiennego lasu, smagnięcia gałęzi na skórze czy ciepło rozpalonego po dniu ciężkiej podróży ogniska. Ma wrażenie, że wraz z Torakiem wpatruje się w jego płomienie. Podwójnie dodają autentyczności także opisy roślin, jakie tworzą las, po pierwsze dlatego, że taki drobny szczegół wyostrza wizję, jaką czytelnik tworzy w wyobraźni, a po drugie dlatego, że dla Toraka posługiwanie się tymi nazwami i wiedza o roślinach, które go otaczają, jest czymś oczywistym. Autorka nie stara się szokować czytelnika, podkreślając różnice np. w rękodziele między tamtym czasem a współczesnością, czy przechwalać się własną wiedzą. W sposób naturalny tworzy przepięknie namalowany obraz, nasączony klimatem i barwami północnego, jesiennego lasu.

Ostrzegam jednak co bardziej wrażliwych młodych czytelników: autorka nie waha się przed naturalistycznym opisywaniem okropności. Mnie samej przy opisie Włóczęgi zrobiło się nieswojo, a takich momentów jest kilka. Opisy dodają autentyczności opowiadanej historii, podkreślając jednocześnie, że życie tamtych pierwotnych ludzi to nie tylko kontakt z naturą i sielankowa koegzystencja – a pokusa ulegnięcia takiemu wrażeniu jest bardzo silna.

Bohaterów pani Paver naszkicowała oszczędnymi, ale wyrazistymi kreskami. Ludzie z Klanów (tak jak i Torak) są małomówni i nieskłonni do filozoficznych rozważań, więc zbyt wielkiej psychologizacji nie ma się co spodziewać. Natomiast ich czyny wiele nam mówią o charakterach – oszczędnie, ale treściwie. 

Autorka w świat prehistorii ludzkości niezwykle umiejętnie wplotła magię. Nie ma tu szermierki na różdżki czy pojedynków na kule ognia, magia Lasu jest bowiem o wiele bardziej subtelna. Każdy mieszkaniec lasu, każde drzewo i kamień, posiada trzy dusze, które po śmierci – jeśli nie pożegna się ich z należytym szacunkiem – mogą zmienić się w demony. Las ma też wielu mieszkańców nieprzychylnych człowiekowi, przeciw którym ani nóż, ani strzała niczego nie zdziałają. Nie lubią się oni afiszować ze swoją obecnością, toteż na kartach książki niewiele o nich napisano. Najwięcej o magii wiedzą Czarownicy Klanu – oni mogą sporo dzięki niej zrobić.

W „Wilczym bracie” nie ma zbyt wielu odkrywczych pomysłów. Bo i czas akcji już ktoś kiedyś wykorzystał, i szamańska magia już była, i prowadzenie narracji z perspektywy zwierzęcia (bardzo wielki plus ode mnie) też, że już o kanonicznym wręcz motywie Wybrańca i Questu nie wspomnę. Jednak jest to jedna z niewielu książek młodzieżowych (czy w ogóle książek), w której świat można wsiąknąć i od której mimo wszystko czuć jakimś powiewem świeżości. Z pewnością przeczytam dalsze części „Kronik Pradawnego Mroku”, do czego i pozostałych czytelników (tych nieprzewrażliwionych na naturalizm) zachęcam.

Tytuł: Wilczy brat
Autor: Michelle Paver
Tłumacz:
Tomasz Piwowarczyk
Tytuł oryginalny: Wolf Brother
Cykl: Kroniki Pradawnego Mroku
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok: 2005
Stron: 360

niedziela, 4 grudnia 2011

Prymusem pomagania być - "Rzecz o zbłąkanej duszy" tom 2 Siergiej Sadow


Pamiętacie, jak biadoliłam przy okazji recenzji pierwszego tomu „Rzeczy o zbłąkanej duszy”, że nie mogę się doczekać w bibliotece tomu drugiego? Otóż właśnie się doczekałam. Bez zbędnych ceregieli zabrałam się do lektury i oto właśnie jest spis wrażeń z niej.

Już wydawało się, że letnie praktyki naszej niebiańsko-piekielnej parki w osobie Ezergila i Alony zostaną uwieńczone sukcesem, kiedy nagle sprawy się mocno skomplikowały. Nie dość, że pewien pop o niespotykanym powołaniu zaczął niepotrzebnie szukać drugiego dna, to całą kwestią zaczęła interesować się mafia. W wyniku czego doszło do tragedii, a mały Alosza (który jest głównym obiektem praktyk zaświatowej młodzieży) został porwany i teraz grozi mu niebezpieczeństwo dużo mniej odległe, niż smażenie się w piekle. Alona i Ezergil muszą działać szybko. Na gościnne występy w tej części ich przygód zostali zaproszeni również: byli komandosi, grupa antyterrorystów oraz przechodzący przypadkiem nieopodal sataniści. Oj, będzie się działo.

Kolejne spotkanie ze światem wykreowanym przez Sadowa mogę zaliczyć do bardzo udanych. Mimo iż bohaterowie się zmieniają (w końcu każda książka dla młodzieży jest w pewnym stopniu opowieścią o dorastaniu, więc nie ma się czemu dziwić, że młodzi bohaterowie dojrzewają), ciągle nie można ich nie lubić. Ezergil nieco złagodniał pod wpływem anielicy i mimo iż nie przestał sypać swoimi złośliwymi żarcikami, nie traktuje towarzyszki jak kamienia u szyi. Alona zaś nabrała pewności siebie i okazało się, że wcale nie jest takim beztalenciem, za jakie się uważała. Dodatkowo Alosza poznał, co to przyjaźń i bezinteresowność. Każdy coś zyskał na tej wyprawie.

Zastanawiałam się, dlaczego kiedy ja byłam młoda, nie było takich fajnych książek. Wtedy przypomniało mi się, że jednak podobne były – choćby pana Makuszyńskiego. W końcu młodzież, zwłaszcza ta młodsza, zawsze lubiła niesamowite zdarzenia, częste zwroty akcji, oryginalne rozwiązania i niespodzianki czyhające na każdej stronie.  Oraz po prostu dobrą zabawę. Ja bawiłam się świetnie, śledząc poczynania anioła i diablika.

Język autora nie zmieniła się od ostatniego razu (co raczej nikogo nie zdziwi) – wciąż jest barwny i pełny życia. Jakość wydanie też jest całkiem dobra, choć mogę być nieco nieobiektywna, biorąc pod uwagę fakt, że jestem zauroczona okładką tej książki. Ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że literówki i rusycyzmy tym razem jakoś mniej dokuczają.

Cóż mi pozostaje, poza poleceniem całej „Rzeczy o zbłąkanej duszy” wszystkim? Chyba tylko wspomnieć, że i mali, i duzi będą z lektury zadowoleni.


Tytuł: Rzecz o zbłąkanej duszy tom 2
Autor: Siergiej Sadow
Tytuł oryginalny: Дело о неприкаянной душе
Tłumacz: Ewa Skórska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok: 2008

Stron: 400

czwartek, 1 grudnia 2011

Podsumowanie ankiety październikowej.

Dziś tylko szybciutko podaję wyniki, bo niedługo wyjeżdżam.;) Tym razem w ankiecie zagłosowało 26 osób, a że każda mogła oddać tylko jeden głos, to wiadomo, ile ich w sumie było. Przejdźmy od razu do podium:

1. "Wichry Archipelagu" Bradley P. Beaulieu - 34% (9 głosów)
2. "Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód - Zachód" Robert M. Wegner i "Zbiercz Burz" tom 2 Maja Lidia Kossakowska - 26% (7 głosów)
3. "Moja historia czytania" Alberto Manguel - 7% (2 głosy)

Poza podium znalazł się jedynie "Sezon migracji na północ" At-Tajjib Salih z jednym, samotnym głosem. Muszę przyznać, że wyniki głosowania nie są zaskakujące.:)

wtorek, 29 listopada 2011

Upiór kolejarstwa - "Pałac Północy" Carlos Ruiz Zafon

Pisałam kiedyś  o „Księciu Mgły”, pamiętacie? Dzisiaj przyszedł czas na kolejną książkę w dorobku Zafona, drugą, jaką napisał. „Pałac Północy” również jest powieścią młodzieżową, pod pewnymi względami bardzo podobną do „Księcia…”. Zasadnicza różnica między nimi tkwi w klimacie. Nie jest to bowiem łagodny klimat europejskiego wybrzeża, a wilgotna i gorąca atmosfera Kalkuty. Posłuchajcie…

Pewnej burzowej nocy w Kalkucie przychodzi na świat dwoje dzieci: chłopczyk i dziewczynka, bliźnięta. Grozi im wielkie niebezpieczeństwo, toteż krewni postanawiają je rozdzielić, łudząc się, że to dzieciom pomoże. Szesnaście lat później Ben, który właśnie wchodzi w dorosłe życie, przypadkiem dowiaduje się, że ma siostrę. Wraz z siostra wraca koszmar z przeszłości i Ben z oddanymi przyjaciółmi, staje w obliczu wielkiej zagadki. Zagadki, której nierozwiązanie przypłaci niechybną śmiercią, a która wiąże się z jego ojcem, spalonym dworcem kolejowym i upiornym, płonącym pociągiem.

Fabuła wykazuje wiele podobieństw do „Księcia Mgły”, więc czytelnik znający go będzie pozbawiony wielu niespodzianek, w porównaniu z pierwszym spotkaniem z autorem. Nie przeszkadzało mi to jednak, chociaż sprawiło, że miałam mniej radości z czytania o przygodach bliźniąt. Zrekompensował to klimat opowieści: duszne noce Kalkuty, jej nieustanne, monsunowe deszcze i nieprzerwane zagrożenie ze strony ognia wraz z upiorną, płonącą lokomotywą tworzą atmosferę najlepszych opowieści o duchach. 

Klimat i barwny, plastyczny język, jakim posługuje się autor to największe atuty książki. Kiedy Zafon o czymś pisze, od razu widzę to oczyma wyobraźni. Skoro twórca już w tych pierwszych powieściach miał tak sprawne pióro, nie mogę się doczekać, cóż takiego mi zaprezentuje w dojrzalszych dziełach.

Napisałam krótko, bo po recenzji „Księcia Mgły” do „Pałacu Północy” niewiele mogę dodać. Jest to przednia powieść młodzieżowa, może trochę mało odkrywcza, ale świetna w czytaniu. Polecam wszystkim, bo to świetna lektura na jeden, dwa wieczory.

Tytuł: Pałac Północy
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Tytuł oryginalny: El Palacio de la Medianoche
Tłumacz: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas
Wydawnictwo: Muza
Rok: 2011

Stron: 288

niedziela, 27 listopada 2011

Top 10 - dziesięć wymarzonych prezentów książkowych

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Dziś przyszła pora na... Dziesięć wymarzonych prezentów książkowych!

Na początek napiszę, żebyście się nie dziwili dużą liczbą cykli. Cóż, mam taką naturę, że często korzystam najpierw z biblioteki, a potem ewentualnie kupuję przeczytaną serię. Przy tym jednak wolę nabywać książki jeszcze nieznane, niż znane, więc często dochodzi do sytuacji, że pierwszy tom nowego cyklu wypożyczyłam z biblioteki, a że zachwycił, to kolejne kupowałam na bieżąco. A ten pierwszy? Kiedyś się dokupi, mamy czas.;) Kolejność w rankingu dowolna.:)

1. Czytnik ebooków.
Najlepiej Kindle albo Onyx Books, z tych mniejszych (nie formatu A4). W zasadzie wolę książki papierowe, ale czytnik ma kilka zalet, których nie mogę lekceważyć. Najbardziej oczywistą jest przydatność w podróży. Jednak podróżuję niewiele, więc nie o to mi chodzi. Dla mnie najważniejszy jest fakt, że na czytniku mogłabym spokojnie czytać kompletne cykle fantasy, które są już tak stare, że w bibliotekach można dostać jedynie rozlatujące się, pojedyncze tomy...





 2. Brakujące części cyklu wiedźmińskiego.
Czyli wszystkie tomy, poza opowiadaniami. To jest właśnie jeden z tych cykli, które czytałam wypożyczone z biblioteki. I niespiesznie kolekcjonuję, bo zawsze coś pilniejszego, a Sapkowskiego i tak będą wznawiać (nie jestem wybredna, wydanie jest mi raczej obojętne - z resztą, wszystkie poza kolekcjonerskim mają paskudne okładki, więc nie robi mi różnicy, czy paskuda będzie biała, czy czerwona - najwyżej się oprawi u introligatora;)).





3. "Historia i fantastyka" Andrzej Sapkowski, Stanisław Bereś
To jedna z tych książek, które czytałam w postaci ebooka i zapragnęłam mieć na półce. Świetny wywiad, choć nieco zbyt dużo o historii w nim, jak na mój gust.









4. Brakujące części cyklu o Harrym Potterze.
W wyniku mojego chaotycznego zbieractwa jestem obecnie w posiadaniu tomów nr 1, 2 i 4. Przydałoby się skompletować. W końcu dorastałam razem z tą książeczką, chociaż ostatnie tomy już nie zachwyciły tak, jak pierwsze. Z wielką satysfakcją odkryłam ostatnio, że pierwsze powieści czyta mi się równie wspaniale, jak kilka lat temu (ekhem). Szkoda tylko, że nie są już tak zaskakujące.;)





5. Jakaś powieść Iana MacLeoda.:)
Najlepiej "Pieśń czasu. Podróże", chociaż innymi też nie pogardzę.;) To autor, którego bardzo chciałabym poznać, tyle, że o okazję trudno. Poza tym jest to sposób na posiadanie w kolekcji chociaż jednego tomu z "Uczty Wyobraźni", a przecież prawdziwy fan fantastyki nie może się bez niego obejść.;)






6. Jakaś powieść Marka S. Huberatha.
Najlepiej w twardej oprawie, jak najgrubsza i z Wydawnictwa Literackiego, bo urzekły mnie ilustracje.;)  A sam autor mnie urzekł zbiorem opowiadań "Balsam długiego pożegnania" i od tej pory chcę go nie tylko czytać, ale i posiadać na własność przynajmniej w jednym egzemplarzu (tym razem najlepiej nie w tym, który już znam;)).






7. "Rio Anaconda" Wojciech Cejrowski
Czytałam niedawno (recenzja już jest, ale nie wiem, kiedy ją wrzucę, bo kolejka obowiązuje;)) i się zachwyciłam. Nie tylko stroną techniczną, która sprawia, że książka wygląda jak prześliczny bibelot, nie tylko świetnymi zdjęciami, ale przede wszystkim opowieścią szamana. To jak dotąd jedyna ksiżka Cejrowskiego, do której miałabym ochotę wracać.





8. "Silmarillion" J. R. R. Tolkien
"Władcę pierścieni" już mam, "Dzieci Hurina" też (przyznaję bez bicia, że kupiłam przede wszystkim dla ilustracji), czas więc na ostatnią perełkę do kolekcji.:) Koniecznie z Amberu, z prześlicznymi ilustracjami, na które mogłabym się gapić godzinami.






9. "Najwspanialsze widowisko świata" Richard Dawkins
Coś z literatury branżowej.;) Ogólnie Dawkinsa jeszcze nie czytałam (wstyd!), ale wydaje mi się, że ta książka sprawiłaby mi więcej radości, niż "Samolubny gen". Poza tym jest przepięknie wydana, więc nawet jako półkowy zbieracz kurzu świetnie się prezentuje. No i mogłabym sobie z Darwinem porównać.;)






10. Niezwykła i przecudnej urody zakładka.
Albo zabawna. Albo oryginalna. Albo wszystko na raz. Nie mam konkretnego typu. Uwielbiam zakładki, zwłaszcza te spełniające powyższe wymogi. Pięknych zakładek nigdy dość, więc i tutaj ich nie mogło zabraknąć. (A zakładki ze smokami mają +10 do przecudności;)).

piątek, 25 listopada 2011

Źle być z podziemia - "Nowy dom" R. A. Salvatore

Recenzja dla portalu Insimilion.

Chyba każdy ma czasem ochotę na taką fantastykę, przy której nie nadwyręży sobie mózgu. Taką, gdzie od początku wiadomo, że dobro zwycięży, a reprezentującemu je protagoniście, mimo licznych zadrapań, włos z głowy nie spadnie. Gdzie w dodatku bohater ów jest niedoścignionym mistrzem we władaniu bronią (magia też może być, ale szermierkę ceni się wyżej), obdarzonym mroczną przeszłością/problemami egzystencjalnymi/złym, niechcianym dziedzictwem/niezasłużenie podłą reputacją (niepotrzebne skreślić). Idealne spełnienie dla takiej ochoty to cykl „Legenda Drizzta”, którego trzeci tom już za mną.

Drizzt Do’Urden, wydostawszy się z Podmroku gdzieś w Górach Kręgosłupa Świata (lub, według innego tłumacza, w Górach Grzbietu Świata), niczego tak nie pragnie, jak asymilacji z tutejszą społecznością. Jest to co najmniej trudne do osiągnięcia, zważywszy na paskudną reputację mrocznych elfów. Niemniej jednak Drizzt nie ustaje w staraniach i zaczyna obserwować rodzinę pewnego mieszkającego na uboczu rolnika z nadzieją, że poznanie ludzkich obyczajów pozwoli mu łatwiej wtopić się w społeczność. Biedny drow miał pecha - familia w krótkim czasie zostaje brutalnie wymordowana, a że Drizzt pokazał się kilka razy tu i ówdzie, wiadomo, komu przypisano tę zbrodnię. Za naszym bohaterem ruszył pościg, zaś plany o życiu w zgodzie i szczęściu z narodami powierzchni legły w gruzach. I tak jeszcze kilka razy w „Nowym domu”.


Tytuł: Nowy dom
Autor: R. A. Salvatore
Tłumacz: Piotr Kucharski
Tytuł oryginalny:
Sojourn
Cykl: Legenda Drizzta
Wydawnictwo: ISA
Rok: 2006
Stron: 345

środa, 23 listopada 2011

Młodzieńcze uczucia - "Biała jak mleko, czerwona jak krew" Alessandro D'Avenia

Książki młodzieżowe czasem miewają pewien problem: bywają infantylne. Jeśli chodzi o powieści przygodowe czy fantastyczne, przypadłość ta zwykle nie jest zbyt widoczna. Gorzej, jeśli mamy do czynienia z literaturą obyczajową: często autorzy chcąc poruszyć sprawy ważne dla dorastającego człowieka, upraszczają i zmniejszają ich wartość, myśląc naiwnie, że w ten sposób przybliżą je młodzieży. Alessandro D’Avenia jako nauczyciel został pozbawiony takich złudzeń i dlatego Biała jak mleko, czerwona jak krew jest zupełnie inna.

Głównym bohaterem jest Leo, szesnastoletni uczeń jednego z włoskich liceów. Ma wszystko, co standardowy szesnastolatek posiada w „ekwipunku”: najlepszego przyjaciela Nico, jedyną w swoim rodzaju przyjaciółkę Silvię, wieczne utrapienie w szkole z nauczycielem-idealistą, rodziców, których najchętniej trzymałby z daleka od swoich tajemnic, kilka pasji i zainteresowań oraz… Beatrice. Niezwykłą dziewczynę o włosach czerwonych jak krew. Niesamowite zjawisko, które zawładnęło jego sercem i wypełniło jego białe życie czerwienią miłości. Niedługo okazuje się, że czerwień Beatrice jest pożerana przez biel choroby…

Wszystkie wydarzenia poznajemy z perspektywy Leo. Niby zwykły szesnastolatek, ze wszystkimi charakterystycznymi dla tego wieku szaleństwami, humorami i problemami, a jednocześnie wrażliwy chłopak, jak każdy młody człowiek łatwy do zranienia. Wszystko porównuje do kolorów: biel jest pustką, czerwień to miłość i pasja, zaś przyjaźń jest niebieska. Ale czy kiedy okaże się, że trzeba przewartościować przyporządkowane już barwy, Leo wykaże się odpowiednią dojrzałością?

Autor książki jest nauczycielem, widać w jego prozie, że potrafi porozumiewać się z młodzieżą. Język, jakiego używa, a także sposób, w jaki konstruuje wypowiedzi swojego bohatera (krótkie rozdziały, czasem nieco chaotyczne, ale zawsze kipiące uczuciami) wskazuje na obeznania z omawianym środowiskiem. Jednocześnie udowadnia, że aby przemówić do młodego czytelnika, nie trzeba posługiwać się slangiem. Język literacki również jest zrozumiały, jeśli określi się nim świat znany nastolatkom. Jego elementy, takie jak telefony komórkowe, Wikipedia czy ikony popkultury wydają się swojskie, nawet jeśli nie mówi się o nich w sposób potoczny.

D’Avenia w bardzo mądry, a jednocześnie przystępny sposób pisze o rzeczach kluczowych dla każdego, ale dla młodego człowieka w szczególności. Co ważniejsze, robi to ciekawie, nie popadając w dydaktyczny ton. Idealnie odmalowuje wszystkie emocje Leo oraz sposób myślenia szesnastolatka, a także proces, jaki w nim zachodzi pod wpływem dramatycznych wydarzeń. Obrazy przekazywane przez słowa są tak żywe i pełne wrażeń, że nie sposób przejść obok nich obojętnie, nie utożsamiać się z bohaterem (nawet, jeśli już dawno przestało się być nastolatkiem). Dzięki temu treści ważne są pobierane drogą osmozy, beż wysiłku, który może zniechęcać. A kto wie, czy wtedy nie oddziałują silniej?

Niektórzy pewnie zarzucą pisarzowi, że jego powieść to w zasadzie zbiór truizmów o pierwszej miłości, zauroczeniu, dojrzewaniu i tragedii. Ale w pewnym wieku człowiek potrzebuje truizmów, bo w czasie kształtowania własnej hierarchii wartości nic nie jest oczywiste. Poza tym ilość wzruszeń, jakich dostarcza ta książka (a które prezentują poziom dużo wyższy, niż harlequiny) i materiału do przemyśleń wystarcza, aby uznać ją za świetną mimo wszystko. Martwi mnie jedynie okładka: sama w sobie jest świetna, problem polega na tym, że dziewczę na okładce może zniechęcić do lektury chłopców (tak samo jak porównanie do „Love story”), co byłoby dla nich ogromną stratą. Książkę warto przeczytać bez względu na wiek, płeć czy stan umysłu. Polecam.

 Recenzja dla portalu Unreal Fantasy.

Tytuł: Biała jak mleko, czerwona jak krew
Autor: Alessandro D'Avenia
Tłumacz: Alina Pawłowska
Tytuł oryginalny:
Bianca come il latte, rossa come il sangue
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok: 2011
Stron: 309

wtorek, 22 listopada 2011

Cudzesy komiksowe, i Świąteczna Promocja

Pamiętacie, jak kiedyś wspominałam o premierze książki "Vlad Dracula" Dariusza Domagalskiego? Książka jest już do kupienia i podobno bardzo dobra ("podobno", bo sama jeszcze nie czytałam. Ale przeczytam!), ale ja nie o tym. Miało być o tym, że pan Tomisław Kucharzak narysował doń kilka uroczych scenek rodzajowych, a ja je zamieszczam ku uciesze gawiedzi, bo mi się podobają.:) Oto one (po kliknięciu można powiększyć):

MNICH i OSIOŁ
Vlad Dracula był wyznania prawosławnego i nie darzył sympatią Kościoła katolickiego, który próbował przyciągnąć na swoje łono ludy zamieszkujące Wołoszczyznę. Z Siedmiogrodu na drugą stronę Karpat co rusz wyruszali kaznodzieje próbujących nawracać na katolicyzm poddanych księcia. To mu się nie podobało i przyłapanych kaznodziejów wyrzucał na zbity pysk ze swojego kraju.
W pamfletach, napisanych na zlecenie saskich kupców, mających oczernić postać Vlada Draculi czytamy o tym jak pewnego dnia przed księciem  stanął mnich z zakonu świętego Bernarda prosząc o jałmużnę. Nędzne było jego życie, ale dzięki niemu miał zasłużyć sobie na Niebiosa. Usłyszawszy to książę zapytał czy chciałby rychło tam się znaleźć, na co mnich odparł, że owszem, płonie z ochoty. Dracula stwierdził, że jeśli taka jest jego  wola postara się żeby jak najszybciej tam dotarł. Rozkazał wystrugać dla mnicha pal i go na niego wbić. Nie miał wyrzutów sumienia, bo jego czyn przecież zakonnikowi korzyść przyniósł – szybciej niż zamierzał trafił przed oblicze Boga.
Na dziedzińcu braciszek zostawili objuczonego osła, który teraz wyszedł na drogę i zaczął ryczeć. Rozgniewany Dracula kazał sprawdzić kto taki hałas czyni. Słudzy po chwili przyprowadzili osła przed oblicze księcia, który stwierdził, że zwierzęciu pewnie też do nieba spieszno i kazał nabić go na pal obok swojego pana.


ZŁOTY KIELICH
Vlad Dracula był władcą surowym, mocno trzymającym w ryzach swoich poddanych. W dobie zagrożenia ze strony  Turków Osmańskich, wprowadził na Wołoszczyźnie srogie prawa, a przede wszystkim nieuchronność kary. Karał za najdrobniejsze nawet przewinienia śmiercią lub ciężkimi torturami. Przestępcy byli ćwiartowani, obdzierani ze skóry, gotowani żywcem, nabijani na pal.
Z gościńców szybko zniknęli rozbójnicy, w miastach zmalała ilość morderstw i gwałtów,  ustały kradzieże. Wszyscy bali się okrutnego księcia. Dochodziło do tego, że ojciec donosił na syna, gdy ten popełnił przestępstwo, bo rozgniewany Dracula gotów był za niegodny czyn, ukarać śmiercią całą rodzinę.
Dracula często poddawał próbie swoich poddanych. Pewnego razu żołnierze złapali złodzieja, który ukradł kupcowi sakiewkę pełną złota. Dracula rozkazał przestępcę nabić na pal, ale zanim oddał sakiewkę kupcowi, wrzucił do niej niepostrzeżenie monetę i kazał mu przeliczyć, czy niczego nie brakuje. Kupiec uczciwie przyznał, że w mieszku jest o jedną monetę za dużo. Gdyby tego nie zrobił skończyłby na palu obok złodzieja.
Pewnego razu książę rozkazał postawić przy studni na rynku w Târgovişte, złoty kielich, żeby każdy spragniony podróżny mógł się z niego napić wody. Kielich nie był przytwierdzony  łańcuchem, nie stał przy nim strażnik,  a mimo to nikt nie odważył się go ukraść. Groziła za to kara śmierci. Ponoć kielich został skradziony tego samego dnia, w którym Vlad Dracula stracił władzę na Wołoszczyźnie.
Rzezimieszki nie mieli łatwego życia za rządów Palownika.

UCHODŹCY
Transylwania zwana również Siedmiogrodem to kraina, która w połowie XV wieku była najbogatszą prowincją Królestwa Węgier. Od XII wieku osiedlali się tam niemieccy osadnicy napływający z Saksonii, stąd potocznie nazywano ich Sasami. Na początku zajmowali się górnictwem i hutnictwem szybko jednak zabrali się za handel wożąc towary z Europy do Lewantu. Główny szlak na Wschód prowadził jednak przez Wołoszczyznę – krainę, którą rządził okrutny Vlad Dracula.
Książę był dalekowzrocznym władcą i wiedział, że nie tylko aspekt militarny świadczy o sile danego państwa, ale również gospodarka. Pragnął ekonomicznie rozwinąć swój kraj i dlatego nadał trzem wołoskim miastom prawo składu i przymusu drogowego, co oznaczało, że wszyscy przejeżdżający tamtędy kupcy, musieli zatrzymać się wystawiając swój towar na sprzedaż. Dzięki temu miasta bogaciły się, a kupcy na tym tracili, bo marża nie była tak duża jaką mogli osiągnąć w innym miejscu. Sasi jak tylko mogli starali się omijać te prawa, lub z pełną świadomością ich nie przestrzegali.
Nic więc dziwnego, że Vlad Dracula w odwecie najechał bogaty Braszów leżący u stóp Karpat, spalił przedmieścia i wymordował setki ludzi nabijając ich na pal. Sasi szukali sprawiedliwości u króla Węgier skarżąc się na swój okrutny los. Ale jeśli przyjrzymy się postępowaniu Draculi okaże się, że tylko stosował kary przewidziane w saskim prawie, bowiem kodeksy zrównywały kupca łamiącego prawo handlowe ze zwykłym bandytą.
Natomiast słynne nabijanie na pal było jedynie odmianą zachodnioeuropejskiej kary śmierci wykonywanej przez łamanie kołem. Można zatem śmiało powiedzieć, że pod względem okrucieństwa wołoski książę nie odbiegał od standardów europejskich.

***

I jeszcze o promocji świątecznej:

Świąteczna promocja Runy - pojedyncze książki 35% taniej, pakiety 40%
taniej


Podobnie jak w zeszłym roku, ogłaszamy WIELKĄ świąteczną obniżkę cen na
stronie Runy:
http://www.runa.pl/ksiazki/

Pojedyncze książki (poza trzema najnowszymi wydanymi w koprodukcji z
Belloną) od dziś do 30 grudnia 2011 r. można kupić z rabatem 35%,
natomiast pakiety z rabatem 40%.

Oznacza to, że np. książka "Russian Impossible", której cena detaliczna
wynosi 35,50 zł, w świątecznej promocji kosztuje 23 zł, natomiast
"Pakiet: TWARDOKĘSEK I WILŻYŃSKA DOLINA", złożony z sześciu książek,
których ceny detaliczne wynoszą łącznie 207 zł, w świątecznej promocji
można kupić za 124 zł.

PS. Pierwsi zamawiający otrzymają wraz z książkami kartki świąteczne z
rysunkiem Roberta Adlera:
http://www.runa.pl/blog/node/505