poniedziałek, 11 sierpnia 2014

PAJĄKI. PAJĄKI SĄ MIŁE czyli arachnofilozofia dla początujących - "Pająki pana Roberta" Robert Pucek

Po roku doczekałam się drugiej książki w serii Menażeria. Szok, szczerze mówiąc bałam się, że projekt umarł. Szkoda by było, bo uwielbiam „zwierzęce” serie. Tymczasem wydawca na tym nie poprzestał i dołożył jeszcze jeden szok – książka jest polskiego autorstwa. Niby nic takiego, bo Czarne często Polaków wydaje. Problem w tym, że Polacy, poza kilkoma nazwiskami będącymi marką samą w sobie, rzadko piszą o zwierzętach – i najczęściej jeśli już to robią, to w lukrowo-sentymentalnym klimacie (swego czasu „Biuro kotów znalezionych” też mnie zaskoczyło brakiem lukru, no ale tam były koty czyli przynajmniej odpowiednio popularna tematyka). Pan Pucek zaś postanowił stworzyć książkę na kilku poziomach niepopularną: raz, że polskiego autorstwa, dwa, że lekko filozoficzną, a trzy… o pająkach. Takiej dozy planowanej niepopularności nie mogłam minąć obojętnie.

O czym właściwie są „Pająki pana Roberta”? No… o pająkach. Z tym, że pan Robert nie jest arachnonerdem, poświęcającym życie i karierę naukową tym ośmionogim stworzeniom (znam ten typ, potrafi trzymać pięćdziesiąt pająków w terrarium w akademiku), tylko filozofem. I filozoficznie właśnie do pająków podchodzi – zamiast fascynować się najnowszymi odkryciami z dziedziny arachnologii, czyta oczarowany zakurzone stare woluminy o naszych rodzimych stawonogach, po czym cytuje je i porównuje z czynionymi własnoręcznie (własnoocznie?) obserwacjami. Trochę przy tym filozofując.

Książka jest więc filozoficznym atlasem przyrody. Są tam opisane obyczaje pająków, jakie każdy z nas spotyka w swoim otoczeniu, z dodatkiem zdecydowanie nienaukowego komentarza. Każdy rozdział opowiada o innym pająku i czasem mocniejsza stroną jest przyroda, a czasem filozofia, więc każdy znajdzie coś dla siebie (no, może poza zatwardziałymi racjonalistami. Osobiście wyrażam pogląd konsultantki naukowej dzieła, która odżegnuje się jednoznacznie od „herezji, jakie autor wypisywał na temat ewolucji” [125]).

„Pająki pana Roberta” mają też pewien nieokreślony urok. Sam autor-narrator (przy takiej zbieżności skojarzenia są nieuniknione) jest bardzo podobny do herbertowskiego pana Cogito. Z resztą, Herbertowi już w przedmowie oberwało się za pomylenie łątki z jętką i autor w tym momencie podbił moje serce (tak, należę do osób, które niesamowicie się irytują takimi drobiazgami. Zawsze to miło znaleźć z autorem jakąś wspólna płaszczone porozumienia). Poza tym narrator obserwuje świat z dziecięcym zachwytem dla całkiem prozaicznych zjawisk, potrafiąc przy tym wciągać dojrzałe wnioski (z tym, że zgoła nienaukowe). Bardzo przyjemnie się to czyta, zwłaszcza, że podane jest przystępnie. Nawet ulotne wrażenie, że autor musiał momentami poskramiał swą naukową manierę pisarską (czysto subiektywne z resztą) nie przeszkadza w delektowaniu się pajęczymi opowieściami.

Śliczne pan Robert ma pająki. Kocha je i szanuje, choć tak naprawdę do niego nie należą. Może z resztą są częścią czegoś większego? Może pan Robert używa ich tylko jako przykładów, okruszków, za pomocą których zadaje nam pytania o obraz całości? Ja wam nie powiem, zgadnijcie sami.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Czarne.


Tytuł: Pająki pana Roberta
Autor: Robert Pucek
Seria: Menażeria
Wydawnictwo: Czarne
Rok: 2014
Stron: 126

12 komentarzy:

  1. Wszystko, naprawdę, mogą być węże, myszy, żaby, ale nie TO. Nie pająki. Brr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się, u nas nie ma jadowitych.;)
      No dobra, sama wole podziwiać pająki z bezpiecznej odległości.;)

      Usuń
    2. Hahaha, u mnie to samo ;D Widzę pająka - wyciągam swój spray na nie... W zasadzie niedługo muszę kupić nowy, bo stary się kończy ;] Pająkom mówimy NIE! :P

      Usuń
    3. Uprzedzone jesteście:P

      Usuń
    4. No pewnie, że uprzedzone :-) Staram się nie świrować, żeby nie zaszczepić dzieciakom niezdrowego podejścia do stworzeń, ale jak mi wlezie do domu taki wielki, kudłaty, to mnie panika ogarnia...

      Usuń
  2. Człowiek w ciągu swego życia zjada około 10 pająków...
    A tak o książce, okładka zwraca uwagę, przywodzi na myśl leksykony przyrodnicze starego typu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jest w ogóle ciekawe, bo spotkałam się też z opiniami, że to bujda na resorach. To w sumie logiczne - pająki pod wodą nie oddychają, ich jaja są wrażliwe na wilgoć, więc czego miałyby szukać w takim mokrym miejscu? Co innego ucho.;)

      Usuń
  3. O kurde, książka o pająkach :D Tego jeszcze nie było :D
    W ogóle nie ogarniam strachu przed nimi - to takie słodkie istotki... a skakuny to już w ogóle! te oczka *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O skakunach jest osobny rozdział.;) A ja wolę ptaszniki, są takie puchate.^^

      Usuń
  4. Wiesz, ja też lubię zwierzęce serie, chyba nie ma ich dużo, prawda? Teraz przypomniała mi się tylko Biosfera (z której mam Nałkowską i Colette, bardzo dobre pozycje).
    Arachnonerd, podoba mi się to słowo. A "Pająki..." wyglądają ciekawie (choć biedny Ron zapewne zemdlałby już na widok okładki ;). Wydawnictwo też wpływa na moje zainteresowanie, oni dużo dobrych książek wydają.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj :)
    Ciesze się, że przyłączyłaś się do mojego wyzwania "Klucznik" :)
    Aktualnie dopinam podsumowanie lipca i chciałam Cię poinformować o punktach, które przyznałam Ci za poprzednie miesiące w związku z tymi pozycjami, które mi nadesłałaś: za marzec +2 punkty, za kwiecień +4 punkty i za czerwiec +2 punkty = łącznie 8 punktów
    Proszę również o przesłanie (o ile takowe masz) zgłoszeń do lipca
    No i życzę miłej zabawy! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzydzę się pająków, ale chętnie bym o nich poczytała. Są okropne, ale póki nie ma się z nimi styczności (dosłownie i w przenośni), mają w sobie jakiś tajemniczy urok. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...