piątek, 9 kwietnia 2021

Na co poluje Moreni: kwiecień 2021

W zeszłym miesiącu zapowiedzi były niezwykle bogate. W tym już na szczęście nie aż tak, ale ciągle pozostaje ich całkiem sporo. Ostatecznie na kwiecień przeniesiono premierę "Co cię gryzie" Carla Zimmera. Marginesy wydają też wznowienie "Świata bez kobiet" Agnieszki Graff. Tę książkę akurat czytałam lata temu, będąc początkującą studentką. I zastanawiam się, czy nie zrobić sobie relektury. Skoro teraz jestem już w zupełnie innym miejscu mojego życia jestem ciekawa, jak i czy w ogóle zmieniłby mi się odbiór tych tekstów.

Niemniej, przejdźmy może do sedna.

Chcę mieć

"Scholomance: Mroczna wiedza" Naomi Novik
13 kwietnia

Jak wiadomo (albo i nie) jestem wielką fanką Naomi Novik i jej książki kupuję w ciemno, ta nie będzie więc wyjątkiem. Ale przyznam, że tutaj tematyka jednak mi nie leży. Pachnie mroczniejszą wersją Hogwartu, a jeszcze mi się nie trafiło, żeby ten pomysł dobrze wypadł. No nic, zobaczymy.

Scholomance to szkoła, w której nie ma nauczycieli, wakacji ani przyjaźni między uczniami – tylko strategiczne sojusze. Przetrwanie jest ważniejsze od stopni, gdyż młodzi magowie nie mogą opuścić szkoły, aż ją ukończą lub zginą. Obowiązujące w Scholomance zasady są proste: nie można chodzić samotnie po korytarzach i trzeba się strzec potworów, które czają się wszędzie. Poza tym niektórzy uczniowie praktykują czarną magię, a nawet mordują innych, żeby zwiększyć swoje szanse przeżycia.
Galadriel Higgins, zwana El, potrafi stawić czoło niebezpieczeństwom czyhającym w Scholomance, ponieważ ma ogromną moc. Mogłaby bez trudu pokonać wszystkie grasujące potwory. Problem polega na tym, że równie łatwo mogłaby także zabić pozostałych uczniów...

sobota, 3 kwietnia 2021

Stosik #137

Zaszalałam w tym miesiącu, mimo że nie kupiłam żadnej nówki książki (takiej wiecie, z pierwszego obiegu). A to wszystko przez Instagrama.

Bo to na Instagramie dostałam cynk, że są książki bardzo tanio do kupienia. Więc kupiłam dwanaście xD. To te od dołu (jak łatwo się domyślić). Na początek są dwa tomy "Fantastyki i futurologii" Lema, nieco sfatygowane. Za to "Gateway. Brama do gwiazd" jest w bardzo dobrym stanie, zwłaszcza jak na tak wiekową pozycję. Tak samo jak dwa tomy "Galaktyki", czyli wydanej przez Iskry antologii fantastyki radzieckiej. A dalej cztery tomy serii Naokoło Świata, której już właściwie więcej miałam nie kompletować, no ale taka okazja... ;) I tak mamy "Ekspedycję Ra", o tym jak naukowcy upletli sobie łódkę z trawy i wypłynęli nią na morze, żeby udowodnić, że ludy Starożytnego Egiptu dały radę (właśnie dokupiłam sobie "Wyprawę Kon-Tiki" tego samego autora, do kompletu. Tam sobie tratwą pływali po Pacyfiku, żeby udowodnić, że właśnie tak mogła przebiegać kolonizacja pacyficznych wysp. Ale to już w stosiku na przyszły miesiąc). "Nad rzeką bobrów" to z kolei relacja traperów kanadyjskich z ich życia w dziczy. "W krainie kangurów" to opowieść o wycieczce wielodzietnej rodziny busem po Australii (w celu fotografowania przyrody). A "Przez śniegi i wody Kanady" to kompilacja dwóch oryginalnych książek francuskich autorów. Ma to być relacja z wypraw na północ Kanady ze szczególnym uwzględnieniem zwyczajów żyjących tam rdzennych ludów.

Jest też sekcja animal fantasy, wszystko w świetnym stanie (a przynajmniej z tej dwunastki). Jest "Dom obiecany", czyli powieść o myszach. Oraz seria "Duncton", o kretach (niestety, u nas wyszły tylko 2 z 3 tomów). "Las Duncton" to tom pierwszy, a "W stronę Duncton", jak się okazało, wydano u nas podzielone na dwa woluminy. A mnie przypadł drugi wolumin, musiałam więc dokupić pierwszy (no nie lubię mieć dziur w cyklach). Toteż zamówiłam na Allegro pierwszy wolumin "W stronę Duncton". Ten już nie był w takim dobrym stanie, wszystkie kartki są seledynowe. Ale niech tam. A żeby nie było mu smutno samemu w paczce, to wzięłam jeszcze "Pieśń Łowcy" Williamsa. 

"Dworzec Perdido" też kupiłam okazjonalnie, na felsikowej grupce. Muszę jeszcze dopaść gdzieś resztę trylogii, a to może być zadanie dość ambitne. "Czysty wymysł" wygrałam w instagramowym konkursie i jestem bardzo ciekawa treści. Zaś "Zodiaki" to jedyny w tym zestawieniu egzemplarz recenzencki i już o nich pisałam.

środa, 31 marca 2021

"Zodiaki: Genokracja" Magdalena Kucenty

 
Czytanie debiutów to zawsze pewna loteria. Można trafić na perełkę, można na kompletną katastrofę, ale zwykle jednak trafia się na książki średnie, które dają nadzieję na rozwój autora w przyszłości. Magdalena Kucenty nie jest taką całkiem świeżą debiutantką, bo pisuje sporo opowiadań (te, które zdarzyło mi się przeczytać były całkiem udane), zawodowo zaś pisze scenariusze do gier. „Zodiaki: Genokracja” (które otrzymałam dzięki uprzejmości księgarni TaniaKsiazka.pl) to jednak jej pierwsza powieść, a przesiadka z krótkiej formy na długą choć zapewnia pewne profity, to bywa ryzykowna.

sobota, 13 marca 2021

Na co poluje Moreni: marzec 2021

Przyznam, że tym razem spis będzie niekompletny. I zabraknie w nim dość istotnych pozycji, to znaczy magowych Artefaktów. "Małe, Duże" i "Ogień nad otchłanią" chętnie bym kupiła, choćby i do kolekcji, ale mają wyjść niby za dwa i pół tygodnia, a w księgarni wydawcy nawet w zapowiedziach ich nie ma. Magowi już w tym względzie nie ufam, więc i w spisie premier nie figurują. Rebis wydaje "Ostatni brzeg", ale mam go w innym wydaniu, więc kolejne mi nie potrzebne. A Zysk wznawia "Wicked" (tym razem bez plakatu musicalu na okładce) i to jest sytuacja, w której wydaje mi się, że mam poprzednie wydanie, ale nie jestem pewna... Za to "Pytanie i odpowiedź" Nessa przesunięto na 3 marca. Tymczasem przejdźmy do konkretów.

Chcę mieć

"Świnia na sądzie ostatecznym" Maja Iwaszkiewicz
10 marca

Książka o tym, jak ludzie średniowiecza postrzegali zwierzęta to coś ciekawego na naszym rynku. Co prawda pewnie przed zakupem zweryfikuję jeszcze na Legimi, czy to na pewno jest to, czego oczekuję, ale fajnie byłoby mieć własną. Z pewnością ma mnóstwo ilustracji.

O TAKIM ŚREDNIOWIECZU NIKT JESZCZE NIE PISAŁ
Co wówczas człowiek myślał o zwierzętach? Jak wyglądała praca dawnego zoologa i jego magiczne eksperymenty? Jak powstały wyobrażenia o ludzko-zwierzęcych hybrydach? Czy w średniowieczu istniały ogrody zoologiczne? Czy wierzono, że zwierzęta pójdą do nieba i należy je sądzić jak ludzi? Barwne opowieści o średniowiecznej faunie wzbogacone zostały o oryginalne ilustracje, które mogą wzbudzać zarówno śmiech, jak i przerażenie. Znaczną część autorka poświeciła opisom stworów fantastycznych: smoków, gargulców i jednorożców. Nie zapomniała też o ówczesnych wegetarianach. Wszystko to prowadzi do zastanawiającego wniosku: świat zwierząt oddziaływał na ludzi w średniowieczu silniej niż obecnie.
Maja Iwaszkiewicz jest historyczką sztuki i mediewistką zakochaną w kulturze średniowiecznej i odszyfrowywaniu jej tajemniczego języka symboli. Próbuje zarazić tą miłością innych.

czwartek, 4 marca 2021

"Matka żelaznego smoka" Michael Swanwick

„Córka żelaznego smoka” wraz ze „Smokami Babel” to były powieści dziwne i w dziwnym świecie osadzone. Ale bardzo odświeżające w tej dziwności, zwłaszcza w zestawieniu z zalewającymi rynek książkami powielającymi wciąż te same klisze w różniących się tylko kosmetycznie uniwersach. Dlatego też nie mogłam się doczekać lektury kolejnej powieści Swanwicka z tej samej rodziny, czyli wydanej niedawno przez Maga „Matki żelaznego smoka” (przeczytanej dzięki uprzejmości księgarni TaniaKsiazka.pl).

poniedziałek, 1 marca 2021

Stosik #136

W pewnym sensie udało mi się w lutym ograniczyć zakupy książkowe. Przynajmniej jeśli chodzi o wydawane kwoty. Fajnie by było, gdyby w marcu też się udało, ale raczej wątpię. Tymczasem w lutym przybyło do mnie trochę książek z drugiej reki.

Może zacznijmy od lewej, od moich allegrowych zakupów z drugiej ręki. To coś, co tak dobrze wtapia się w tło, że ledwo to widać, to "Wielka rodzina" Żabińskiego - książka popularnonaukowa o kopytnych z lat bodajże 70tych. Kupiłam ją w zasadzie tylko do towarzystwa "Wielkiej przygodzie słoni", żeby sama w kopercie nie jechała. To z kolei książka, której opisu z okładki nie mogłam znaleźć nigdzie w internecie, bo jak się okazuje zwyczajnie go nie ma. Ze wstępu wynika, że to coś w rodzaju reportażu o słoniach: zebrane przez autora i ujednolicone/sfabularyzowane opowieści o tych zwierzętach. Zobaczymy.

Od innego sprzedającego nabyłam kolejne pięć książek. "Dlaczego tak mało jest wielkich drapieżników?" to leciwe eseje ekologiczne (nie tylko o drapieżnikach). Wzięłam je dlatego, ze kosztowały piątaka, a Izostar pisał kiedyś, ze to dobra seria jest. Dalej "Gwiezdny terapeuta" White'a, bo akurat był, a ja lata temu postanowiłam zebrać cykl o szpitalu kosmicznym i czasem sobie o tym przypominam. "Opowieści o zwierzętach" musiałam jakoś przeoczyć w swoim wielkim polowaniu na serię Naokoło świata, ale akurat się trafiła. Ale cały ten zakup to przy okazji, bo tak naprawdę zależało mi na dwóch książkach o dinozaurach. "Dinozaury i krater śmierci" to opowieść o odkrywaniu przyczyn wielkiego wymierania kredowego. "Jak zbudować dinozaura?" to zaś pozycja analizująca pomysły z "Parku jurajskiego" pod katem naukowym (uwielbiam takie).

"O kobiecie pracującej" wyłowiłam z kosza z tanią książką. Autorowi się swego czasu oberwało za pominięcie w bibliografii klasycznych tekstów feministycznych na temat pracy kobiet (a potem jeszcze bardziej za kretyńskie tłumaczenie, ze koleżanki feministki mu o nich nie wspomniały), ale za niecałą dyszkę mogę nabyć. A "Wszystkie te światy" kupił Luby, bo już się nie mógł doczekać kolejnej części Bobiversum (ja miałam na Legimi :P).

A "Harde baśnie" to jedyna tutaj pozycja do recenzji (dzięki uprzejmości jednej z autorek). Jestem mniej więcej w połowie i jak dotąd czuję się ukontentowana (zwłaszcza fanfikiem do "Ogniem i mieczem" ;) )

sobota, 20 lutego 2021

"Red, White & Royal Blue" Casey McQuiston


Zasadniczo nie lubię romansów. Ale wychodzę też z założenia, że na cały gatunek nie ma się co zamykać i od czasu do czasu warto sprawdzić, czy ten czy inny tytuł nie jest wart uwagi. Tym razem padło na „Red, White & Royal Blue”, z kilku powodów. Po pierwsze, miał mnóstwo pozytywnych recenzji nawet u tych osób, które same zwykle od romansów stronią. Po drugie, recenzje zapowiadały fluffną historię (czego akurat czasem potrzebuję, a jak się szuka kolejnej lektury po książce o koncepcji drzewa życia i filogenetyce molekularnej to umówmy się, fluff jest pożądany) i trochę wartości dodanych. Po trzecie zaś, jest romansem gejowskim, a to dla gatunku oryginalne (przynajmniej w Polsce). Zabrałam się więc za lekturę.

poniedziałek, 15 lutego 2021

"Początek końca?" Julita Mańczak, Jakub Małecki


Z roku na rok temat zmian klimatu staje się coraz bardziej chodliwy w dziale literatury faktu i popularnonaukowej. A już lodowce to swoiste gwiazdy tego alarmistycznego nurtu. Najwyraźniej ludzie chcą o nich czytać, bo temat bardzo na czasie a problem coraz bardziej palący. Dlatego książki takie jak „Początek końca?” szybko trafiaj do działu bestsellerów (choćby w księgarni TaniaKsiazka.pl): ludzie to kupują, ludzie się interesują. No dobra, ale z faktu, że coś się sprzedaje, nie wynika jeszcze że jest dobre (tu wstawcie sobie przysłowie o milionie much). A więc: czy książka Julity Mańczak i Jakuba Małeckiego jest dobra?

wtorek, 9 lutego 2021

Na co poluje Moreni: luty 2021

W lutym znowu obrodziło premierami (choć na początku się nie zapowiadało). Fakt, że są to w ogromnej większości raczej rzeczy z kategorii "poczekam aż będzie na Legimi i kiedyś w wolnej chwili przeczytam", but still. Może to nawet lepiej, gorących premier do nadrobienia mam na pęczki.

Nie przedłużajmy więc.

Chcę mieć

"Mistyka kobiecości" Betty Friedan
10 lutego

Klasyka myśli feministycznej. Normalnie nie miałabym jakiegoś parcia na papier i pewnie zadowoliłabym się ebookiem (który już od jakiegoś czasu jest dostępny na Legimi), ale mam całkiem spory kawałek serii Biblioteka Kongresu Kobiet i chciałabym ja uzupełnić. A ten tom był już takim białym krukiem, że zdarzało mi się go widywać na Allegro za 250zł. Na pohybel spekulantom, kupię jak najszybciej.

Na czym w takim razie polegał ów nienazwany problem? Jakimi słowami kobiety próbowały go opisać? Czasami jakaś kobieta mówiła: „Czuję się w jakimś sensie pusta… niespełniona” albo: „Czuję się, jakbym w ogóle nie istniała”. Niektóre próbowały zapomnieć o udręce, sięgając po środki uspokajające. Czasami myślały, że problem dotyczy męża lub dzieci, albo że właściwie wystarczy tylko zmienić umeblowanie w domu, przeprowadzić się do lepszej dzielnicy, znaleźć sobie kochanka lub urodzić jeszcze jedno dziecko. Czasami szły do lekarza z objawami, których nie potrafiły opisać: „Czuję się zmęczona… potwornie złoszczę się na dzieci, złoszczę się tak bardzo, że aż mnie to przeraża… Czuję, że zaraz się rozpłaczę bez żadnego powodu”. (Pewien lekarz z Cleveland nazwał to „syndromem gospodyni domowej”.)
Fragment książki
Ameryka była z nich dumna. Mówiło się o szczególnej roli amerykańskiej pani domu, o jej osobistym szczęściu i historycznej misji. Tymczasem Friedan podsunęła tym rzekomo spełnionym kobietom lustro, w którym zobaczyły ogrom własnej frustracji, poczucie pustki, zagubienia, bezsensu i wstydu, że tak właśnie się czują. Dotarło do nich, że nie są same. Że jednak nie zwariowały, bo ich desperacja to doświadczenie milionów innych kobiet. W listach do autorki – a dostała ich całe stosy – pisały z przejęciem, że ta książka zmieniła ich życie.
Mistyka kobiecości to książka-legenda. Książka, która zmieniła świat. Kongres Kobiet otwiera nią swoją Bibliotekę, w której znajdą się kluczowe dzieła feministyczne. Polecamy „Mistykę” tym wszystkim, którzy uważają, że miejsce kobiety jest w domu, bo tak chce natura. I wszystkim, którzy uważają feminizm za dziwactwo, które nie dotyczy „zwyczajnych kobiet”. Ale polecamy ją także tym z Was, które – i którzy – wiedzą, że jest inaczej. To książka, od której zaczął się wielki zryw i wielka zmiana.
Magdalena Środa
Mistyka kobiecości to klasyka feminizmu liberalnego. Friedan dowodzi, że kobiety to przede wszystkim jednostki, które nie mniej niż mężczyźni mają prawo dążyć do samorealizacji w sferze publicznej. Masowe zamknięcie kobiet w domach to gotowy przepis na frustrację i nerwice, a przy tym absurdalne marnotrawstwo ludzkiego potencjału. Ta książka powstała pół wieku temu w Ameryce, ale warto do niej wrócić tu i teraz, bo aktywizacja zawodowa kobiet pozostaje wielkim wyzwaniem polityki społecznej w Polsce i w Europie.
Małgorzata Fuszara

środa, 3 lutego 2021

Stosik #135

Miał być sukces, że stosik taki minimalistyczny i bez zakupów własnych. Ale na fanpagu przypomniano mi, że istnieje coś takiego, jak WOŚPowe aukcje. Więc poszłam sobie obejrzeć, co tam na Allegro. I na charytatywnych aukcjach co prawda nic ciekawego nie znalazłam, ale znalazłam inne rzeczy.

Od lewej mamy trzy książki do recenzji. Pierwsze dwie od księgarni TaniaKsiazka.pl"Początek końca?" zamówiłam na fali katastrofizmu klimatycznego, który był mnie ostatnio dopadł czytelniczo. Jest to wywiad sowicie okraszony pięknymi zdjęciami i ilustracjami, więc czyta się szybciutko, dziwi mnie tylko, że wydawca nie dał mu twardej oprawy, bo się należała. "Matka żelaznego smoka" zaś to oczywisty must have, bo Swanwick mnie poprzednio urzekł. Zaś "Języki zwierząt" przybyły od wydawnictwa Marginesy. Czytałam już powieść tej autorki i nieszczególnie mi się spodobała, no ale to zupełnie inny gatunek, mam nadzieję, że z książką popularnonaukową poszło jej lepiej. Poza tym to kolejny tom serii Eko, więc i tak musiałam mieć.

A reszta to towar używany z Allegro. Obrodziło mi Żabińskimi: "Przekrój przez zoo" już dawno chciałam przeczytać, "Z życia zwierząt, t. I" wzięłam, bo było akurat u tego samego sprzedawcy (jak mi się spodoba, to skompletuję pozostałe 5 tomów), podobnie jak "Ludzie i zwierzęta" (choć akurat ten tytuł też miałam na oku od jakiegoś czasu). Dalej kolejna popularnonaukowa pozycja, czyli "Drapieżca i ofiara", o której wiem niewiele, ale tania była. Poza tym skusiłam się na "Anglicy. Przewodnik podglądacza" z serii Mundus od Wydawnictwa UJ, który już od jakiegoś czasu chciałam przeczytać. A że książki tego wydawnictwa ogólnie tanie nie są i rzadko na promocjach bywają, to używka w świetnym stanie za kilkanaście złotych jest fajną okazją. A "Słodki Goździk" to powieść, w której narratorem i głównym bohaterem jest koń. Zaciekawiła mnie, choć kompletnie nie wiem, czego się po niej spodziewać.

A poza tym, wydawnictwo Czarna Owca przysłało mi ebooka "Końca świata" (mówiłam, że katastrofizm mnie opętał):


Jestem już w połowie i to bardzo przyjemna (sic!) lektura jest. Nie mogę się doczekać, aż dojdę do rozdziału o kosmitach ;)


piątek, 29 stycznia 2021

"Służące do wszystkiego" Joanna Kuciel-Frydryszak

Przyznam, że nie zainteresowałam się „Służącymi do wszystkiego”, kiedy po raz pierwszy o niej usłyszałam. Nie pamiętam już dlaczego, ale zapewne wzięłam ją za pozycję historyczną, a z takimi nieszczególnie mi po drodze. Niemniej, w ostatnim czasie ze wszystkich stron napływały do mnie opinie, jaka świetna jest to lektura, a do tego feministyczna (tu od razu zaznaczę, że chodzi o bardzo szeroko rozumiany feminizm jako pojęcie obejmujące tematy silnie związane z kobietami. Choć z drugiej strony jeśli ktoś szukałby książki idealnie wpisującej się w termin herstorii, to to jest taka książka). I rzeczywiście, jest to pozycja opowiadająca o historii, w sensie świata, który już przeminął. Bliżej jej jednak do reportażu niż do naukowej monografii czy choćby popularnonaukowej książki. 

poniedziałek, 25 stycznia 2021

"Czym jest życie" Paul Nurse


Czasem zdarza mi się trafić na książkę, co do której nie mam ani żadnych oczekiwań, ani żadnych przewidywań, a nawet trudno mi jest określić, o czym tak dokładnie ta książka ma być. Po lekturze wrażenia miewam różne, ale rzadko jest to rozczarowanie, bo trudno zawieść oczekiwania, których nie ma. „Czym jest życie?” właśnie do takich książek należy. Przyznam, że skusiło mnie nazwisko noblisty na okładce no i fakt, że to akurat moja dziedzina. 

czwartek, 14 stycznia 2021

"Splątane drzewo życia" David Quammen


Jeśli chodzi o książki popularnonaukowe, to zasadniczo wolę, żeby pisali je naukowcy. Może i styl nie jest wtedy tak kwiecisty jak u publicystów, ale przynajmniej mam pewność, że niczego nie przeinaczono albo zanadto nie uproszczono w imię ufajnienia tekstu. Tymczasem Quammen, dziennikarz od kilkudziesięciu lat, zdołał mnie oczarować swoim „Splątanym drzewem życia”, które podejmuje niełatwą tematykę. Niestety, opis wydawcy trochę tę książkę skrzywdził, co widać po kompletnie niezasłużonych przeciętnych notach na Lubimy Czytać.

piątek, 8 stycznia 2021

Na co poluje Moreni: styczeń 2021

Nowy rok i nowe zapowiedzi. Tym razem nieco mniej niż w gorącej końcówce zeszłego roku, ale za to na bogato, bo zaskakująco dużo tych książek to moje must have. Przy czym byłoby ich więcej, gdyby nie moja zasada nie pisania o kolejnych tomach cykli, których jeszcze nie zaczęłam czytać. Oraz gdyby Mag konkretniej podchodził do swoich zapowiedzi.;)

Tymczasem nie przeciągajmy.

Chcę mieć

"Matka żelaznego smoka" Michael Swanwick
15 stycznia

Tak, wiem, że można je było kupić już w grudniu, ale poza sklepem Maga pojawią się dopiero teraz, więc skorzystałam z okazji. "Córka żelaznego smoka" bardzo mi się swego czasu podobała, więc chętnie dołączę kolejną Ucztę Wyobraźni do swojej kolekcji.

Michael Swanwick, laureat wielu nagród, wraca do brutalnego postindustrialnego świata fantasy Córki żelaznego smoka, swego arcydzieła obwołanego Ważną Książką Roku przez "New York Timesa", z kolejną, samodzielną powieścią Matka żelaznego smoka.
Caitlin z rodu Sans Merci, półkrwi elfka, jest młodą pilotką inteligentnego mechanicznego smoka. Wracając z pierwszej grabieży dusz odkrywa w sobie niechcianą pasażerkę na gapę. Gdy zostaje wrobiona w zamordowanie swego brata, ratuje się, uciekając do uprzemysłowionego Faerie, by tropić jedyną osobę mogącą oczyścić ją z zarzutów. Niestety jednak nie ma pojęcia, że cała gra toczy się o wyższą stawkę. Jej czyny mają na zawsze odmienić świat.

wtorek, 5 stycznia 2021

Stosik #134

Grudzień okazał się zaskakująco obfity książkowo: trochę kupiłam, trochę wygrałam, a trochę dostałam. Jest się więc czym pochwalić.


Na tej nieskładnej kupie górna sekcja to właśnie wygrana w instagramowym konkursie. "Listy do astrofizyka" Neila deGrasse Tysona były oczywistym must have, bo zbieram jego książki wydane przez Initium (z czytaniem trochę gorzej, zaległości mam). "Zamek w chmurach" to kolejny tom trylogii zamków Jones (o pierwszym w zachwytach pisałam tutaj), więc kolejny must have. "Zabójstwo Brangwina Kąkola" to podobno świetna pozycja dziecięco-młodzieżowa, więc będzie do biblioteczki młodej (a poza tym jest prześlicznie wydana). A na "Supernawigatorów" czaiłam się od chwili premiery, ale książki z Wydawnictwa UJ są dość drogie i rzadko przeceniane, więc potrzebowałam okazji.

Sekcja dolna to z kolei książki do recenzji od księgarni Taniaksiazka.pl. "Pies zawodowiec" okazał się rozczarowaniem, o czym już pisałam. "Splątane drzewo życia" jest znacznie lepsze, ale jeszcze go nie skończyłam.

Sekcja środkowa to zakupy i prezenty. Od lewej trzy prezenty urodzinowe od Lubego. "Biblioteka szaleńca" chyba miała być jakąś sugestią XD A "Podglądając wieloryby" i "Wyobrażone życie" chciałam przeczytać praktycznie od momentu premiery, teraz mam własne i nie muszę czekać, aż wskoczą na Legimi. "Gospodarz Giles z Ham..." jest prezentem spod choinki.

Reszta już kupiona. "Unicestwienie", "Ujarzmienie" i "Ukojenie" to perełka znaleziona na jednej z grup na fejsie i kupiona okazyjnie za 15 zł sztuka. Trzy kolejne to zakupy z Dedalusa. Właściwie chciałam tam kupić tylko "Podziemne życie", ale płacić za przesyłkę dla jednej książki to jednak jakoś niehalo. No to w koszyku wylądowało jeszcze "Jeść przyzwoicie" (śledztwo dziennikarskie w sprawie pochodzenia i jakości jedzenia) i "Dobre ciało" (esej feministyczny. Choć trochę rozczarowanie, bo spodziewałam się pełnowymiarowej książki, a to takie nadmuchane do granic możliwości 100 stron).

sobota, 2 stycznia 2021

Podsumowanie roku 2020

To był dziwny rok. Dla mnie pełen zmian fundamentalnych nie tylko w życiu czytelniczym, ale tak ogólnie. I nie wszystkie były związane z pandemią. Powiedziałabym nawet, że akurat tutaj pandemia niewiele zmieniła, bo będąc najpierw w ograniczającej mobilność ciąży, a później z małym dzieckiem i tak raczej nigdzie by,m nie wychodziła. Największa różnica jest taka, że inni też nie wychodzili.

Wybawieniem czytelniczej egzystencji okazało się Legimi, bo jednak z niemowlakiem na ręku trudno czytać książki papierowe, zwłaszcza jeśli mają postać opasłego tomu w twardej okładce. Co prawda Legimi miałam już wcześniej, ale zmieniły się moje nawyki: teraz częściej niż zupełnie nowe książki czytam symultanicznie w ebookach to, co i tak mam w papierze. Niestety, nabawiłam się też złego zwyczaju czytania na telefonie, ale to akurat dlatego, że mój Kindle nie jest podświetlany, a elektronicznie czytam zwykle przy usypianiu młodej, kiedy bywa ciemno. Eksperymentowałam też z audiobookami, ale tylko po to, żeby się przekonać, że to nie dla mnie.

Jako ilustracja wpisu: 9 najpopularniejszych fotek na moim ksiązkowym Instagramie. Jakby ktoś miał ochotę zaobserwować: kronika.ksiazkoholika

Jakimś cudem udało mi się też wreszcie zaliczyć dwa postanowienia noworoczne, które podejmowałam od lat, bezskutecznie. Mianowicie udało mi się przeczytać w roku 53 książki (wliczając komiksy), z czego ponad 12 było ebookami. Toteż na ten rok nie czynię żadnych postanowień.

Ale dość już ogólników, przejdźmy do cyferek.

Przeczytałam więc 48 książek oraz 5 komiksów. Z tego aż 22 było ebookami (nie liczyłam tu książek czytanych w trybie mieszanym), widać więc wpływy Legimi. Jeśli chodzi o ilość czytanych tytułów miesięcznie, to rok był bardzo wyrównany: 3 do 5, więc nie będę wypisywała najobfitszych i najmniej obfitych miesięcy.

Pod względem ilości stron zanotowałam znaczny wzrost (o ok. 25%) - w tym roku przeczytałam 16 172 strony, aczkolwiek jest to liczba lekko niedoszacowana, bo nie mam pojęcia ile stron ma "Dragoneza". Daje to średnio 344 strony na książkę, czyli o 5 więcej niż w roku ubiegłym. Najgrubszy znowu był Jim Butcher ze swoimi "Zimnymi dniami (714 stron), a najcieńsze dwie książeczki z serii TED Books. "Wrząca rzeka" i "Jak będziemy żyć na Marsie" mają po 112 stron.

Liczyłam, że Legimi pozwoli mi ograniczyć zakupy książkowe, ale się przeliczyłam. W pierwszej połowie roku nawet dobrze się zapowiadało, był nawet miesiąc, kiedy nie kupiłam nic, ale... Później odkryłam internetowe antykwariaty. A później nawiązałam jeszcze nową współpracę i tak minimalistyczne założenia poszły się tarmosić w krzaki. W tym roku przybyło do mnie 117 książek... Z czego przeczytałam jedynie 37 (trzy to tytuły czytane dawno i kupione teraz).

Stosunek płci autorów w tym roku z nieznaczną przewagą kobiet: 20 panów i 22 panie. Do tego 6 książek napisanych przez zespoły mieszane. Jestem całkiem zadowolona z tego wyniku.

Tutaj powinna być sekcja wykresów, ale przyznam Wam szczerze, że piszę to późną nocą licząc, że młode nie obudzi się zanim skończę i nie chce mi się już ich składać. Więc będzie tylko opisowo.

Gatunkowo ku mojemu pewnemu zaskoczeniu, najwięcej przeczytałam fantasy - aż 15 sztuk. Do tego 7 książek SF, czyli fantastyka znowu w natarciu. Głównie dzięki zbiorom opowiadań, ale zawsze. Bardzo mocno trzyma się sekcja non-fiction: 12 reportaży i 11 książek popularnonaukowych  daje razem prawie połowę tegorocznych lektur. Poza tym komiksy i jakieś pojedyncze powieści obce, dziecięce i eseistyka.

Jeśli chodzi o narodowości, to czytałam książki autorów z 8 rożnych krajów (z wyłączeniem komiksów, bo te dodałyby jeszcze kolejne dwa). Najwięcej oczywiście pochodziło z USA (aż 20). Drugie miejsce ku zaskoczeniu absolutnie nikogo zajęła Polska z 13 autorami. Zaskakująco mało czytałam za to autorów brytyjskich, bo tylko 4. Do tego 3 Szwedów (to pewne zaskoczenie), dwie Holenderki i po jednym autorze z Australii, Niemiec i Peru.

Na koniec oczywiście hity 2020 roku (miały być też kity, ale doszłam do wniosku, że nie mogę wskazać obiektywnie złych książek. Raczej takie, które mnie rozczarowały, ale wiem, że istnieje target, któremu będą pasować jak ulał). Muszę przyznać, że czytelniczo był zaskakująco udany, bo podejrzanie łatwio było mi je wybrać. Oto one (kolejność losowa, a właściwie chronologiczna w porządku czytania):

  • "Dobry wilk" Lars Berge - świetny reportaż, trochę kryminalny, trochę mierzący się z zagadnieniem postrzegania przyrody przez współczesne społeczeństwo. Autor nieco gwiazdorzy, ale ma kilka ciekawych wniosków, a poza tym czyta się świetnie.
  • "Dramat zwierząt domowych" Achim Gruber - książka popularnonaukowa, napisana przez profesora patologii weterynaryjnej i kierowana do właścicieli, aby naświetlić im pewne mnie lub bardziej oczywiste mroczne strony wspólnych relacji ludzko-zwierzęcych. Niektóre rozdziały czyta się jakby były najnowszym odcinkiem jakiegoś "CSI", ale nie zawierają naukowych bzdur jak rzeczony serial.
  • "Służące do wszystkiego" Joanna Kuciel-Frydryszak - o tej książce jeszcze notki nie mam, ale spoko, będzie. To coś w rodzaju historycznego reportażu. Autorka postanowiła przedstawić losy jednej z najliczniejszych i, paradoksalnie, najbardziej zapomnianych grup społecznych międzywojennej (i nieco przedwojennej również) Polski, mianowicie służbę domową. Tą niewykwalifikowaną (bo wyrafinowani kucharze czy wyszkoleni kamerdynerzy i pokojówki to trochę co innego), często niepiśmienną, głównie żeńską. I śmiem twierdzić, że jej się udało. Portret z pewnością jest niepełny, ale za to na ile się dało kompleksowy i wyrazisty.
  • "Bezgwiezdne Morze" Erin Morgenstern - najlepsza powieść, jaką w tym roku przeczytałam. Morgenstern to jednak jakość sama w sobie, niewielu jestem w stanie wymienić autorów, którzy operują piórem na tym samym poziomie co ona.

I to tyle. Mam nadzieję, że nowy rok będzie stabilniejszy i bardziej udany. To są zawsze dobre wyznaczniki.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...