piątek, 17 stycznia 2020

"Dobry wilk" Lars Berge


 Przyznam, że „Dobry wilk” Larsa Berge był tym reportażem, który wzbudził moje zainteresowanie, jak tylko pojawił się w zapowiedziach. W końcu, wnioskując z opisu, spokojnie mógłby trafić do serii Menażeria… No ale mniejsza z tym, wypadek z udziałem dzikich zwierząt jest zawsze sprawą dość sensacyjną. Miałam jednak nadzieję, że autor wyjdzie poza poszukiwanie taniej sensacji i poszuka głębiej, przy okazji pisząc może co nieco o kondycji ogrodów zoologicznych jako takich (bo niestety nie jest tak, że są to placówki bez skazy) i o naszym stosunku do wilków. Nie zawiodłam się i od razu przyznam, że chciałabym, żeby ta książka była ze dwa razy dłuższa. 

wtorek, 14 stycznia 2020

"Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem" Lauren Fern Watts


Czasem dzięki blogosferze trafiam na książki, o których istnieniu nigdy bym się nie dowiedziała. Niekiedy są to perełki, innym razem nie, ale zawsze jest to coś ciekawego. Nie inaczej było z powieścią „Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem” Lauren Fern Watt. I jakkolwiek całkiem nieźle mi się tę książkę czytało, tak spodziewałam się, że będzie czymś nieco innym. 

piątek, 10 stycznia 2020

[Zimowe czytanie] "Szara wilczyca" James Oliver Curwood


James Olivier Curwood, obok Jacka Londona, to chyba jeden z najbardziej znanych w Polsce piewców północnoamerykańskiej przyrody. Zwłaszcza tej z północnych obszarów kontynentu. Z dzieciństwa i wczesnego nastolęctwa pamiętam powieści obu tych panów, z tym że akurat wtedy w bibliotece mieli tylko „Włóczęgów północy” w starszym ode mnie wydaniu. Tym bardziej cieszy, że Zysk i s-ka dwa lata temu wznowił bodaj najpopularniejszą u nas książkę autora, czyli „Szarą wilczycę” w bardzo atrakcyjnym wydaniu.

wtorek, 7 stycznia 2020

Na co poluje Moreni: styczeń 2020

Notka z zapowiedziami pojawia się tym razem odrobinę później niż zazwyczaj, bo chciałam dać wydawcom jeszcze tę chwilą na uzupełnienie planów. Jak to w styczniu (bo ludzie wyzbyli się waluty na prezenty, to teraz i na książki nie mają) ilościowego szału nie ma, ale coś ta dla siebie znalazłam. Nie przedłużajmy więc.

Chcę mieć

"Jestem legendą - Piekielny dom - Człowiek, który nieprawdopodobnie się zmniejszał" Richard Matcheson
10 stycznia

Najnowsze Artefakty można było dostać w księgarni Maga już w grudniu, postanowiłam się jednak kierować datami premiery na szerokim rynku. Przyznam, że Matchesona ani nie znam, ani jakoś szczególnie ciekawa nie jestem, ale podobno dobry, no i to omnibus trzech książek i jednak Artefakty, więc nabyć trzeba.
Pośród największych gwiazd na firmamencie horroru i fantasy niewiele błyszczy jaśniej niż Richard Matheson. A choć wielu czytelników zna go głównie z powieści takich jak "Jestem legendą", Piekielny „dom” i szesnastu scenariuszy serialu "Strefa mroku", to najwyższe mistrzostwo osiągnął jako autor mrożących krew w żyłach opowiadań, z których wiele znalazło się niniejszej książce. Od czasu debiutu Mathesona w 1950 praktycznie wszyscy ważniejsi autorzy fantastyki i grozy czerpią garściami z jego dokonań - przyznają się do tego Stephen King i Neil Gaiman, Peter Straub i Joe Hill, a także filmowcy, tacy jak Stephen Spielberg i J.J. Abrams.
Matheson zrewolucjonizował horror, przenosząc go z gotyckich zamczysk i otchłani nieznanego kosmosu na dobrze nam znane i bliskie ulice i przedmieścia. Przesycił opowieści o zjawiskach fantastycznych i paranormalnych mroczną znajomością natury ludzkiej, sięgając do pokładów uniwersalnej grozy samotności i zagrożenia w niebezpiecznym świecie.

sobota, 4 stycznia 2020

Podsumowanie roku 2019

Przyznam szczerze, że rok 2019 nie była jakiś przełomowy w żadnym tego słowa znaczeniu. I przez dłuższy czas z tego powodu myślałam, ze był jakiś gorszy od poprzedniego, aż w końcu doszłam do wniosku, że nie. Ostatnio wszędzie można dostrzec parcie na samorozwój, kolekcjonowanie osiągnięć czy bezustanne spełnianie takich czy innych marzeń. I to jest ok, jeśli czujemy taką potrzebę, a nie przymus. Bo przyjemne i komfortowe życie w zgodzie ze sobą, nawet jeśli teoretycznie nie przemy do przodu, też jest ok i też jest osiągnięciem. A stabilizacja to nie to samo co stagnacja. Tak więc 2019 był dla mnie rokiem stabilizacji. 

środa, 1 stycznia 2020

Stosik #123

Czas na pierwszą notke roku i jak zazwyczaj będzie to stosik, no bo czemu nie. Zakupów w nim niewiele, Mikołaj w tym roku nie poszedł w ksiązki, ale po kilkumiesięcznej przerwie postanowiłam skorzystać z zasobów biblioteki (widać, że Legimi mi zbrakło; ale na swoje usprawiedliwienie mam, że wzięłam tytuły i tak w usłudze niedostępne. W większości). Koniec końców zebrał się pokaźny stos. Strzeżony przez Szczerbatka, bo udało mi się nabyć tego jednego z nielicznych Funko POPów, którego chciałam mieć.


Zacznijmy może od lewego, czyli bibliotecznego skrzydła. Na górze "Zawód położna". Książka opowiada o pracy położnej w Wielkiej Brytanii i mam nadzieję, ze będzie fajną przeciwwagą dla rodzimej "Mundrej" (której reckę rozgrzebałam jakiś czas temu i nie mogę skończyć...). Dalej, "Nieznane więzi natury". Po poprzedniej książce Wohllebena pozostał mi pewien taki niesmak, ale skoro nie muszę za kolejną płacić, to dam mu jeszcze jedną szansę. "Zimowa opowieść" Helprina znalazła się tu w ramach mojego osobistego miniwyzwania, albowiem postanowiłam do końca kalendarzowej zimy przeczytać co najmniej 10 zimowych książek. A to podobno świetna lektura. "Życie na krawędzi" wzięłam, bo było, jakoś tak przypadkiem wpadło mi w oko w internetowym katalogu i pomyślałam, że może być ciekawe. Podobnie rzecz ma się z "Ostatnim pustelnikiem", którego co prawda miałam na liście do przeczytania od dłuższego czasu, ale najwyraźniej potrzebowałam impulsu. "Niewyjaśnione" znalazły się tutaj, ponieważ lubię tajemnicze historie. Może niekoniecznie morderstw, ale też ujdą. Mam nadzieję, że autor poszedł w stronę racjonalizatorskich spekulacji, zamiast czystej sensacji. No i jako ostatni z bibliotecznych nabytków (a przynajmniej tych, które mogłam już odebrać) "Przez dziurkę od klucza" Jane Goodall. nie jestem jakąś szczególną miłośniczką małp człekokształtnych, ale to pozycja dość klasyczna i ostatecznie uznałam, że warto znać.

Na baczność stoją egzemplarze recenzenckie i nabytki własne. Od lewej mamy trzy dary losu od Zyska i s-ki. "Z naszej przyrody" Dyakowskiego to leciwa (bo ponad stuletnia) perełka z pogranicza ekoliteratury i literatury popularnonaukowej, w wydaniu uwspółcześnionym i zredagowanym. Oraz prześlicznym, bo bogato ilustrowanym i solidnym. Mam nadzieję, że treść okaże się równie atrakcyjna jak forma. Nie jestem pewna, czy "Miliardy, miliardy" Sagana (co do których byłam pewna, że ich tytuł brzmi nieco inaczej...) będą najlepszą lekturą na rozpoczęcie znajomości z tym autorem, ale zawsze można się pocieszać, ze w razie czego mam na półce jeszcze jego lepsze książki. A co do "Biegnącej z wilkami", to skorzystałam z okazji, bo akurat w tym miesiącu były dodruki, no bo wszakoż klasyk w feministycznych klimatach. Choć przyznam, że byłam pewna, że książka ma najwyżej połowę rzeczywistej objętości...

I na końcu jedna książka otrzymana i jedna kupiona. "Cała Orsinia" to prezent urodzinowy od Lubego, ostatni tom Le Guin, jaki chciałam mieć. No a "Kosmiczne rozterki" kupiłam sobie sama, żeby były do kolekcji. :)

sobota, 28 grudnia 2019

"Lisy. Historia miłości i odrazy" Lucy Jones


Jako że ekoliteraturę bezdyskusyjnie opanowały ptaki, na każdą książkę, która o nich nie jest czekam z niecierpliwością i ciekawością. Nie inaczej było z „Lisami” Lucy Jones – zainteresowały mnie od chwili, kiedy wypatrzyłam zapowiedź na stronie wydawcy. Miałam nadzieję na interesującą lekturę i przyznam szczerze, że w niektórych aspektach jestem jak najbardziej usatysfakcjonowana. A w niektórych nie.

czwartek, 19 grudnia 2019

Polecanki last minute czyli na wypadek gdybyście nie mieli jeszcze prezentów...


Jakiś czas temu nieopatrznie wpadłam na pomysł zrobienia poradnika zakupowego. Podzieliłam się tym pomysłem na fanpagu i nawet kilka osób uznało, że jest dobry, więc teraz głupio by było go nie zrealizować.

Pewnym problemem jest to, że w tym roku jestem strasznie nie na bieżąco z nowościami. A to, co czytałam, bardzo rzadko zachwyciło mnie do tego stopnia, żeby polecanie jako prezent pod choinkę wydawało mi się zasadne. Dlatego też zestawienie będzie krótkie i składające się niekoniecznie z nowości. Starałam się jednak zawrzeć w nim tylko te tytuły, które da się dostać w księgarniach, no bo inaczej to nie miałoby sensu. Dla ułatwienia podzieliłam je też na trzy kategorie. 

Fantastyka


O antologii „Harda Horda” jeszcze nie pisałam, choć zdecydowanie powinnam i w końcu napiszę. Jest to zbiór opowiadań polskich autorek fantastyki zrzeszonych w nieformalmnym klubie o tytułowej nazwie. Jak w każdej antologii teksty mają różny poziom, ale poniżej pewnej dość wysokiej średniej nie schodzą, a większość jest bardzo dobra. Idealne rozwiązanie, jeśli wiemy, że ktoś lubi fantastykę, ale nie wiemy jaką (bo znajdzie się tu chyba pełny przekrój gatunkowy, z całkiem niefantastycznym piszpan wiktoriańskim kryminałem włącznie), albo chcielibyśmy go przekonać do polskich autorek. Dodatkowo zbiór jest bardzo ładnie wydany, bogato ilustrowany i ogólnie świetnie się prezentuje.

A jak już przy polskich autorkach jesteśmy, to należałoby wspomnieć o Agnieszce Hałas. Jej „Teart węży” to cykl, który powinien trafić do ludzi ceniących oryginalniejsze fantasy, zwłaszcza w nieco mroczniejszym i mniej heroicznym klimacie. Niestety, pierwszy tom jest już właściwie nie do dostania (Rebis najwyraźniej zaspał z dodrukami na święta), bywa jedynie w księgarniach stacjonarnych. Cykl śledzę na bieżąco, więc o wszystkich tomach można przeczytać na blogu.

Z kolei jeśli wiemy o kimś, że ceni klasykę gatunku, to można mu sprezentować któryś z tomów kolekcjonerskiej serii dzieł Le Guin, wydawanej od kilka lat przez Prószyński i s-kę. Jako że jest to kolekcja dzieł wszystkich autorki, znajdziemy tu zarówno jej klasyczne serie, jak i mniej znane utwory, z poezją i internetowymi esejami włącznie. Są ładnie i spójnie wydane, więc każdy bibliofil chętnie kilkoma takimi książkami przyozdobi regał.

Jeśli macie na liście prezentobiorców, którzy cenią sobie Star Trek, a przy tym lubią komfortowe, pełne pozytywnej energii lektury, to polecam cykl Becky Chambers, którego pierwszym tytułem jest „Daleka droga do małej, gniewnej planety”. To lektura, do której bardzo chętnie wracam, zwłaszcza, kiedy potrzebuje poprawy humoru – nie dlatego, że jest zabawna jak książki Pratchetta, ale dlatego, że próbuje nas przekonać, że ludzie mimo wad i różnic potrafią jednak być dobrzy. Po polsku wyszedł jeszcze tom drugi, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku Zysk zrobi mi niespodziankę i wyda trzeci.

A żeby na liście nie było samych pań, czas polecić jakiegoś rodzynka. Otóż Robert M. Wegner i jego cykl meekhański. Byłam przekonana, że to bardzo znane nazwisko, ale okazuje się, że jeśli człowiek wychyli się ze swojego fantastycznego internetowego bąbelka, to zaskakująco mało ludzi o nim słyszało. A to świetny autor dla ludzi lubiących bardziej klasyczną fantasy – nie z elfami i smokami, ale z wojną bogów w mitologii i ścierającymi się imperiami. W dodatku te twardookładkowe wydania są bardzo estetyczne.

Popularnonaukowe i non-fiction

 
Tutaj oczywiście nie może zabraknąć Karstena Brensinga i jego „Misterium życia zwierząt”, które poleciłabym każdemu zwierzolubowi (książkę można obecnie kupić w pakiecie z „Rozmową ze zwierzętami” tegoż autora, ale w sumie nie jest już aż taka dobra). Autor szczegółowo i przystępnie wyjaśnia zagadnienia związane ze zwierzęcymi zachowaniami a także sposoby naukowców na badanie ich. Przy czym nie są to wyjaśnienia li tylko laika-pasjonata, bo pan Brensing ma stosowny tytuł doktorski. Fantastyczna książka.
 
„Glutenowe kłamstwo” z kolei jest już dość trudno dostępne, ale jeśli macie w rodzinie osobę, która ślepo podąża za żywieniowymi modami, tudzież chciałaby trzeźwym okiem zgłębić temat, będzie dla niej idealne. Autor uczy ostrożności względem sensacyjnych doniesień odnośnie diet i pewnej takiej nieufności względem żywieniowych guru. A czyta się to świetnie i całkiem ładnie prezentuje.
 
Jako że w przyszłym roku Polskę ma odwiedzić David Attenborough (choć bilety już ponoć dawno wyprzedane), może warto pomyśleć też o jego książce? „Przygody młodego przyrodnika” to ciekawa, pamiętnikarska podróż do lat pięćdziesiątych i tego, jak wtedy robiono programy przyrodnicze i pozyskiwano zwierzęta do ogrodów zoologicznych. Przy czym to także całkiem ciekawa książka podróżnicza, ładnie wydana i bogato ilustrowana. Myślę, że każdemu miłośnikowi przyrodniczych dokumentów BBC przypadnie do gustu.
 
Przyznam, że na mnie „Kwiaty w pudełku” Karoliny Bednarz wywarły wrażenie dość mieszane, ale mimo wszystko uważam, że to książka warta czytania, propagowania i reklamy. Dla każdego miłośnika japońszczyzny, którego zainteresowania wykraczają poza falujące biusty wielkookich bohaterek anime jest to lektura obowiązkowa, bo pokazuje te aspekty Kraju Kwitnącej Wiśni, które zwykle umykają zachodniej opinii publicznej. Pomoże też waszemu znajomemu japonofilowi zdjąć różowe okulary.
 
A jeśli macie na liście miłośnika dinozaurów (to smutne, że kiedy już dorośniesz, ludzie nagle przestają pytać, jaki jest twój ulubiony), to z pewnością ucieszy go „Era dinozaurów” Steve’a Brusatte (i to niezależnie od wieku, bo książka jest napisana tak przystępnie, że z drobna pomocą zrozumie ją nawet dwunastolatek). To świetny, przekrojowy przegląd wiedzy o tych gadach. Niemniej, jest przeznaczony raczej dla pasjonatów nieregularnych, którym przydałoby się usystematyzowanie wiedzy, ci zaawansowani mogą się nieco nudzić lekturą. Uważam, że to wartościowa pozycja, którą nie wstyd położyć pod choinką.

Fikcja wszelaka

 
Nie ma w tym zestawieniu zbyt wielu propozycji dla młodszych czytelników, więc już śpieszę to naprawić. Cykl o Flavii de Luce Alana Bradleya będzie powiem idealny dla małoletniego miłośnika kryminałów (i w sumie jego rodziców też). To ciekawie napisane książki z inteligentną główną bohaterką i całkiem dobrze rozplanowaną intrygą, rozgrywający się w latach pięćdziesiątych w Wielkiej Brytanii. Jedyny problem polega na tym, że o ile kolejne tomy cyklu można spokojnie zamówić w największych sieciówkach, to pierwszy najłatwiej chyba dostać w księgarni wydawcy…
 
Z kolei „Przyjaciel” Sigrid Nunez będzie świetnym prezentem dla kogoś z nieco snobistycznym podejściem do literatury (albo po prostu lubią jakościową literaturę głownego nurtu). Także dla wielbicieli psów i książek o pisarzach. W sumie to nie za bardzo jestem w stanie wyobrazić sobie kogoś, komu ta niewielka powieść mogłaby się nie spodobać.
 
Pisałam już o comfort book (taki książkowy odpowiednik comfort food) dla miłośników fantastyki, czas na coś dla czytelników głównonurtowych. „Dżentelmen w Moskwie” Amora Towlesa jest właśnie taką powieścią – z głównym bohaterem, którego lubi się od pierwszej strony, cała plejadą malowniczych postaci i głęboką wiarą w to, że prawdziwego dżentelmena żadne warunki nie są w stanie złamać. Poza tym fabuła jest wciągająca i niepozbawiona subtelnego humoru.
 
Cóż, do świat zostało już tylko kilka dni, mam nadzieję, że ten wpis pomoże wam w godzinie próby.

sobota, 14 grudnia 2019

Legimi, Kindle i ja

Dawno obiecywałam już, że napiszę notkę o tym, jak mi się korzystało z Legimi na moim Kindle (pięcioletnim już Touch 7). A że grudzień i każdy rozgląda się za jakimiś prezentami pod choinkę, to może i abonament w Legimi będzie rozważany. Pomyślałam więc, że jeszcze jedna opinia się przyda, choćby i mocno subiektywna. Będzie to raczej zbiór luźnych refleksji, ale starałam się przynajmniej pogrupować je tematycznie.

Abonament kupiłam sobie sama (żeby nie było, że recenzja sponsorowana), w wersji na trzy miesiące.


Dlaczego w ogóle się zdecydowałam? Bo kupuję zbyt dużo książek. Co gorsza po przeczytaniu okazuje się, że mimo iż nieźle się bawiłam, to do większości wracać nie chcę i teraz tylko w domu zalegają. Doszłam do wniosku, że zapewnienie sobie wirtualnej alternatywy zawsze pod ręką pomoże mi stawiać twardy opór promocjom i spontanicznym zakupom. Plan się całkiem dobrze sprawdził.

czwartek, 5 grudnia 2019

Kochany Święty Mikołaju, czyli wpis egoistyczny

Jak niektórzy co starsi czytelnicy bloga pamiętają, w okolicach początku grudnia pojawia się na nim wpis skierowany bardziej do moich znajomych z reala niż regularnych czytelników bloga. mianowicie, ponieważ w grudniu nie tylko wypadają święta, ale i moje urodziny, to zwykle ułatwiam im życie i wrzucam taką okazjonalną ściągawkę (w zeszłym roku jej nie było, bo kupowałam książki na bieżąco, ale w tym ograniczyłam zakupy na ostatni kwartał i odkryłam kilka starszych, a interesujących pozycji). Wiadomo, że jakąś fajną zakładką albo abonamentem na Legimi też bym nie pogardziła, ale ograniczmy się może do książek. Tak więc przygarść tytułów, które chętnie przygarnęłabym na półkę.

1. "Cała Orsinia" Ursula K. Le Guin
Nie żeby brakowało mi Le Guin do czytania, ale serię od Prószyńskiego sobie zbieram i akurat tylko najnowszej (i ostatniej) części mi brakuje. Jak już kupię te nowe regały, będę mogła wszystkie z dumą prezentować ;)

2. "Kosmiczne rozterki" Neil deGrasse Tyson
Co prawda poprzedniej książki autora jeszcze nie czytałam, pierwsza podobała mi się mocno umiarkowanie, ale lubię jego styl. Oraz sposób wydania książek (w ogóle to semikieszonkowe książki popularnonaukowe Insignisu wywołują u mnie pewne rozczulenie). Generalnie chcę mieć do kolekcji.

3. "Szarlatani" Lydia Kang, Nate Petersen
Zdarzyło mi się macać tę książkę w księgarni i powiem Wam, że śliczna. Chętnie postawię na półce. Historia medycyny bywa niezwykle pasjonująca.

4. Kolejne tomy serii o Flawii deLuce
Wciągnęłam się, nie powiem, w tę opowieść o małoletniej samozwańczej detektywce rozwiązującej zagadki małego brytyjskiego miasteczka ku utrapieniu lokalnej policji. Jak na razie mam dwa pierwsze tomy, ale obecnie po polsku ukazało się ich już dziewięć. Tak więc trochę tomów do dozbierania jeszcze mi zostało ;)

5. "Aldebaran"
Wbrew pozorom, lubię komiksy. Niekoniecznie te superbohaterskie (za skomplikowane to, pierdylion serii, z których część wzajemnie się wyklucza...), ale jakieś niezależne historie jak najbardziej. Zwłaszcza w ładnych, solidnych wydaniach zbiorczych. Problem polega na tym, że po pierwsze, takie wydanie kosztuje 2-3 razy więcej niż przeciętna książka, więc zakup testowy raczej nie wchodzi w grę. Po drugie, komiks to takie medium, które musi mnie zachęcić nie tylko fabułą, ale i częścią wizualną, a tą najlepiej obejrzeć sobie na własne oczy. Co z kolei bywa trudne, zważywszy, że w stacjonarnych księgarniach nawet jeśli jakieś komiksy są, to zwykle z popularnych superbohaterskich serii. Ale "Aldebaran" miałam okazje poznać, bliżej i chciałabym w końcu móc doczytać do końca i postawić na półce. No i ta egzofauna...

6. "Ewolucja piękna" Richard O. Plum
To też jest solidny kawał książki - spora objętość, spory format, sporo ilustracji. Niestety, cena też spora, dlatego jeszcze jej sobie nie kupiłam. Z pewnością jest to jedna z tych rzeczy, które na półce będą wyglądać fenomenalnie. No i tematyka z tych ciekawych, ale często pomijanych.

7. Kilka tytułów Serii z Linią od Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego
Seria, która bliżej zainteresowałam się dopiero w tym roku, ma kilka ciekawych starszych i nowszych tytułów w temacie medycznego splotu psychiki z somatyką. Jedną już mam, ale interesujące są jeszcze trzy tytuły, które chętnie widziałabym na swojej półce, mianowicie: "Burze w mózgu" Susanne O'Sullivan,  "Robimy wszystko, co w naszej mocy" Danieli Lamas i "Człowiek, który nie mógł przestać" Davida Adama.

Dla mnie to tyle. Jeśli będziecie chcieli, mogę jeszcze zrobić zestawienie tytułów, które uważam za na tyle dobre, że można nimi obdarowywać ludzi. Dajcie znać.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...