poniedziałek, 22 stycznia 2018

"Gottland" Mariusz Szczygieł

Mariusza Szczygła znam ze zbioru reportaży „Zrób sobie raj”. Pisał tam o Czechach współczesnych i o tym, czym się różnią od Polski. Niemniej, najbardziej znaną i nagradzaną książką autora jest „Gottland”. Też o Czechach, ale jakże inaczej.
 
W „Gottlandzie” autor uderza w tony poważniejsze – podejmuje próbę zobrazowania, jak komunistyczne rządy wpłynęły na Czechów. Rezygnuje jednak z szerokiej perspektywy narodowej, aby pokazać kilka jednostek (często w ten czy inny sposób wybitnych), których życie zostało złamane przez system. A przyczyny tego złamania bywały różne.
 
Zbiór otwiera tekst „Ani kroku bez Baty”, który różni się nieco od pozostałych i przyznam, że uznaję go za jeden z najbardziej fascynujących. Opowiada bowiem historię czeskiej potęgi obuwniczej – firmy założonej na początku XX wieku przez Tomasa Batę (wybaczcie brak diakrytyków). Z jednaj strony Bata stworzył kapitalistyczną utopię, której demiurgiem się obwołał (co prawda Batów było dwóch, ale po szczegóły zapraszam do tekstu źródłowego) i w której podobno wszystkim żyło się lepiej pod dyktando wzrastającej wydajności. Z drugiej... no właśnie, pozostaje kwestia ograniczania wolności i tych drobnych szczegółów, które w obrazie idealnego robotniczego życia stanowią o tym, że idealne jest ono tylko na pierwszy rzut oka.
 
Jednak to wyjątek, resztę tekstu stanowią historie ludzi złamanych okolicznościami. I kiedy przyjdzie bliżej się przyjrzeć tym okolicznościom, to robi się zdziwniej i zdziwniej. Bo tak absurdalne historie mogły mieć miejsce tylko w państwie totalitarnym. To czarny humor dziejów, okraszony ludzką tragedią.
 
Przykłady? Mamy młodą wokalistkę, której kariera świetnie się rozwijała, aż do momentu, kiedy zaśpiewała piosenkę pod napisy końcowe w pewnym młodzieżowym serialu. Traf chciał, że piosenka stała się hymnem (z braku lepszego słowa) opozycji. Piosenkarkę zdyskredytowano i zakazano jej śpiewać.
 
Albo pisarz, który tak głęboko wierzył w komunistyczne ideały, tak sprawnie je promował, że władza się przestraszyła i postanowiła go zniszczyć. Inny, aby odciąć się od swojej przedwojennej twórczości i odnaleźć w komunistycznych realiach, nie tylko zmienił nazwisko, ale wręcz uległ całkowitemu przeobrażeniu.
 
Wszystkie te historie autor opisał w charakterystyczny dla siebie sposób – tworząc patchwork z krótkich migawek, ściśle, ale nie bezpośrednio ze sobą związanych. Krótkie akapity, i jeszcze krótsze, czasem jakby urwane zdania. Mnie odpowiada.
 
Czas, o którym pisze Szczygieł, był czasem przedziwnym. Tak niesamowitym, że osobie w moim wieku, która zna go tylko z opowieści, trudno się nawet do niego ustosunkować. Wygląda jednak na to, że w każdym kraju było dziwnie na trochę inny sposób. Pokuszę się o powiedzenie, że w Czechach było dziwnie w sposób wyjątkowy.

Tytuł: Gottland
Autor: Mariusz Szczygieł
Wydawnictwo: Czarne
Rok: 2008
Stron: 232  

sobota, 20 stycznia 2018

"Szepty pod ziemią" Ben Aaronovitch

Na trzeci tom cyklu urban fantasy autorstwa Bena Aaronovitcha polskim czytelnikom przyszło trochę poczekać (bagatela trzy lata), ale w końcu się doczekaliśmy. Nawet dostaliśmy całkiem nowe i całkiem estetyczne wydanie. Tylko że po takim czasie, przyznam szczerze, trochę moja więź z bohaterami i tą historią osłabła. Co może nie być wadą – w końcu dzięki temu łatwiej będzie mi ocenić obiektywnie „Szepty pod ziemią”, prawda?
 
Aha, i ostrzegam przed drobnymi spoilerami do drugiego tomu.
 
Poprzedni tom skończył się niefortunnie dla takiej długiej przerwy, bo dość tęgim cliffhangerem. Oto bowiem nasi dzielni magiczni policjanci odkryli, że nie są jedynymi poważnymi magami działającymi w Londynie i że jest ktoś (albo grupa ktosiów), kto chętnie zrobiłby im poważną krzywdę. W dodatku doszło do pewnego wydarzenia, które wydawało się mieć spore znaczenie. I co?
 
No trochę nico. W „Szeptach pod ziemią” okazuje się, że nad nowymi zdolnościami Lesley wszyscy przeszli do porządku dziennego. Skoro już zaczęła czarować, to uczmy ją dalej (co jest w sumie logiczne, ale liczyłam na więcej dramatyzmu). Tak więc w Szaleństwie mieszka teraz troje policjantów. Kwestia anonimowego czarnego maga rozwija się dość dynamicznie. A tymczasem na przystanek metra w środku nocy wczołguje się ofiara napadu i umiera. Nic przyjemnego, ale taka policyjna praca. Sytuacja jednak komplikuje się nieco, kiedy okazuje się, że w sprawę zamieszana jest magia, a denat był synem amerykańskiego senatora...
 
Przyznam, że to chyba jak do tej pory najlepiej napisany tom cyklu. Czyta się go płynnie (choć autor ma kilka irytujących nawyków, o czym później), bez dłużyzn, akcja jest wartka i bez zbędnych przestojów. Nie oszukujmy się, to proza typowo rozrywkowa (choć niegłupia), bez pretensji do czegoś więcej – więc to jak się czyta i czy akcja jest odpowiednio wartka stanowi kluczowe kwestie. Do tego widać, że autor teraz już dokładnie wie, do czego dąży fabułą całego cyklu (we wcześniejszych tomach nie miałam takiego wrażenia).
 
Jak zwykle Londyn jest istotnym bohaterem opowieści. Tym razem eksploatujemy tunele metra, które, mam wrażenie, są najbardziej mitogennym miejscem, zwłaszcza, jeśli połączy się je z kanałami. Nie można więc zarzucić Aaronovitchowi, że element „urban” w jego fantasy jest pretekstowy. Acz podejrzewam, że gdybym bardziej interesowała się angielskimi miejskimi legendami, to i bardziej bym doceniła.
 
Narratorem pierwszoosobowym znowu jest Peter. Muszę przyznać, że ostatnio nabrał irytującego nawyku. Otóż autor uznał najwyraźniej, że prześmieszny jest następujący żart sytuacyjny: Peter rzuca jakimś popkulturowo-geekowskim bon motem, po czym następuje niezręczna chwila konsternacji, bo nikt nie rozumie, o co chodzi. I to może za pierwszym razem było zabawne. Ale w powieści powtarza się z nużącą regularnością i tylko irytuje czytelnika, no bo ileż można. Tak samo ileż razy można powtarzać, że nasz dzielny posterunkowy chciał zostać architektem, ale mu nie wyszło. Mam wrażenie, że w „Szeptach pod ziemią” pyta go o to co druga osoba...
 
No i tak: jak na kolejny tom serii jest bardzo dobrze. „Szepty pod ziemią” mają pewne mankamenty, ale wnoszą też odświeżający powiew do cyklu – pojawia się kilka nowych postaci, które być może jeszcze kiedyś spotkamy, spotykamy kilka starych i sugeruje nam się poszerzenie świata przedstawionego, jak dotąd składającego się na dobrą sprawę tylko z Londynu (przy okazji dowiadujemy się na przykład, że angielska szkoła magiczna nie jest bynajmniej jedyna, a sposób czarowania takich na przykład Azjatów jest zupełnie inny). Widać zwyżkę formy autora. Poczekamy, co będzie dalej.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Mag.

Tytuł: Szepty pod ziemią
Autor: Ben Aaronovitch
Tytuł oryginalny: Whispers Under Ground
Tłumacz: Małgorzata Strzelec
Cykl: Peter Grant
Wydawnictwo: Mag
Rok: 2017
Stron: 378

poniedziałek, 15 stycznia 2018

"Artemis" Andy Weir

„Marsjanin” Andy'ego Weira był bardzo przyjemną lekturą, mimo kiepskiego tłumaczenia. Dlatego też kiedy tylko usłyszałam o nowej powieści autora, chciałam się z nią zapoznać. Jednak szybko pojawiające się w sieci nieprzychylne opinie nieco ostudziły mój zapał i koniec końców podeszłam do lektury z pewną taką nieufnością.

Artemis to miasteczko na Księżycu. Niewielkie, ale jedyne. I lubiane przez bogatych turystów oraz jeszcze bogatszych biznesmenów. I dlatego też osoba o dość elastycznym podejściu do litery prawa ma wzięcie – przecież dziani panowie nie zrezygnują ze swoich drobnych nałogów tylko dlatego, że przenieśli się na Księżyc i niektóre z nich stały się nielegalne, a ktoś musi im te zakazane luksusy sprowadzać. Tym kimś jest Jazz, oficjalnie doręczycielka paczek, a nieoficjalnie przemytniczka. Jazz potrzebuje pieniędzy, ma bowiem plan. A jeden ze stałych klientów ma dla niej propozycję, która pozwoli jej zarobić mnóstwo pieniędzy, jednak zadanie okazuje się dużo bardziej skomplikowane niż to, czym do tej pory się zajmowała. Ale Jazz to dziewczyna pracująca, żadnej pracy się nie boi. W końcu co może pójść nie tak?

Weir w „Artemis” wykorzystał pomysły, które już sprawdziły się w „Marsjaninie” - niedaleka przyszłość, kosmos, zagrożenia i komplikacje jakie czyhają na obrotnego człowieka poza Ziemią i dużo opisowej zabawy z technologiami. Tym razem jednak postanowił napisać thriller i niestety, niektóre rzeczy, które działały w opowieści o nowym Robinsonie Crusoe, przestała działać. Weźmy rozbudowane opisy techniczne. W „Marsjaninie” stanowiły ważną część fabuły i całkiem zgrabnie ją uzupełniały. W „Artemis” tylko powodowały dłużyzny. To znaczy jasne, jesteśmy na Księżycu, więc pewne technikalia istotne dla fabuły trzeba wyjaśnić, żeby intryga miała sens dla czytelnika. Ale Weir z lubością opisuje KAŻDE spawanie bohaterki, technikę opuszczenia miasta, kilkukrotnie powtarza, jak dana rzecz działa... To niepotrzebnie zwalnia akcję (której dobre tempo jest jednak w thrillerze istotne, w przeciwieństwie do opowieści o kosmicznym Robinsonie) i nudzi czytelnika. Ale nie jest największym problemem powieści.

Największym problemem powieści jest bowiem główna bohaterka. Wiecie, jeśli autor chce zagrać kartą niegrzecznej dziewczynki (albo niegrzecznego chłopca, bez różnicy) jako protagonistki, winien przede wszystkim zadbać, aby poza wątpliwą moralnie postawą taką postać charakteryzował jakiś wdzięk. Żeby budziła pozytywne emocje w czytelniku, które pozwolą wybaczyć skazy na charakterze (i praworządności). Jazz brak tego wdzięku. Dostajemy dorosłą kobietę, która zachowuje się jak wulgarna, rozwydrzona, zbuntowana nastolatka. Która jest och jakże uzdolniona, ale obnosi się z tym, że zmarnowała swój potencjał (o czym przypomina jej co druga postać, niemalże roniąc łzy nad tym marnotrawstwem), bo tak to by musiała jakiś wysiłek w pracę wkładać, a jej zależy na takiej, co by zarobić, a się nie narobić. Która dodatkowo jest och jakże seksowna (co na szczęście otwartym tekstem nie leci, ale autor co rusz puszcza nam oczko, że wiecie *wink, wink* o co chodzi). W dodatku pała jakimś absurdalnym poczuciem wyższości wobec całego świata, a tenże świat wciąż oferuje jej okazje i pomoc chyba tylko po to, aby mogła je z tą wyższością odrzucać. Nie ma w niej absolutnie żadnej cechy, która mogłaby sprawić, że jako czytelniczka, polubię bohaterkę. Należy jej się order rasowej Mary Sue.

Taka postawa głównej bohaterki sprawiła, że właściwie z automatu polubiłam każdego, kto jej bruździł, a miał choć odrobinę charakteru. Na przykład Rudy'ego, lokalnego policjanta o niezłomnym charakterze. Taki archetyp szeryfa na rubieżach, który sam jest prawem, ale że ma niezłomny kręgosłup moralny, nie daje się zdeprawować. Albo Dale'a, byłego przyjaciela bohaterki, który co prawda zrobił jej kiedyś straszne świństwo, ale i tak bardziej mi żal jego, niż Jazz. Albo jej ojca, od którego uciekła w akcie nastoletniego buntu a potem głupia buta nie pozwoliła jej już wrócić do rodzinnego gniazda. W zasadzie historia każdej z tych postaci byłaby chyba ciekawsza niż Jazz.

Mocną stroną powieści jest za to miejsce akcji. Opisy tego, jak działa Artemis – nie tylko w kwestiach technicznych, ale przede wszystkim społecznych – bywają ciekawsze niż główny wątek fabularny. (Dodatkowo książka zawiera też schematy i plan miasta, co ułatwia nam orientację w terenie.) Miasto jawi się nam jako swego rodzaju pułapka z kijem i marchewką. Z jednej strony napływ turystów daje możliwości zarobienia sporej gotówki, ale z drugiej sprawia, że (jak to w miejscowościach turystycznych) koszty życia są bardzo duże. A jeśli ci się nie uda, to opuszczenie miasta w poszukiwaniu zieleńszych pastwisk też nie jest ani proste, ani tanie, ani przyjemne.

Cóż, autor musi jeszcze trochę popracować nad warsztatem. Ciągle dobrze rokuje, ale dopóki nie zrozumie, że wszystkich gatunków nie da się dobrze napisać za pomocą tego samego zestawu chwytów fabularnych, będzie produkował buble. Dobrze by było też, żeby przestał zakochiwać się w swoich bohaterach, bo w przeciwnym razie będzie pisał różne niestrawne warianty Mary Sue. W każdym razie, jeśli napisze kolejną powieść, to dam mu szansę. Ciągle mam nadzieję. 

Tytuł: Artemis
Autor: Andy Weir
Tytuł oryginalny: Artemis
Tłumacz: Radosław Matejski
Wydawnictwo: Akurat
Rok: 2017
Stron: 418

czwartek, 11 stycznia 2018

Zmyślenia #39: Książki, na które czekam w 2018 roku

Wypisywanie listy tytułów, na które w danym roku czekam stało się już pewna taką tradycją, choć zaiste przypomina bardziej wróżenie z fusów niż jakiekolwiek rzetelne informacje. Tak będzie i tym razem - trochę wróżenia na zasadzie "chciałabym i prawdopodobieństwo jest istotnie różne od zera" połączonego z informacjami od wydawców, zarówno tych z konkretnymi datami, jak i tych na zasadzie "no, chcielibyśmy wydać, ale ogólnie to się zobaczy". Jednak zanim przejdziemy do tego, co tygryski lubią najbardziej...

Weryfikacja

... sprawdźmy jak na chwilę obecną wygląda status pozycji wymienionych w poprzednich tego typu notkach.

"Szepty pod ziemią" Aaronovitcha, o których pierwszy raz wspominałam w 2015 roku wreszcie wyszły (już je nawet przeczytałam, notka będzie na dniach). Takoż wydawca zapowiada kontynuowanie cyklu w tym roku.

O "The Thorn of Emberlain" Scotta Lyncha ciągle ani widu, ani słychu, ale wszyscy mają nadzieję.
Jeśli chodzi o "Akta Harry'ego Dresdena", to na razie Mag wydał wszystko, do czego aktualnie miał prawa i musi dokupić resztę. Może coś w ostatnim kwartale roku się pojawi.
"Liga smoków" Novik, mimo obecności w rebisowym katalogu wydawniczym i pierwszych konceptów okładki ciągle się nie ukazała. Mam nadzieję, że w tym roku wreszcie wyjdzie, bo to byłoby straszne świństwo, nie wydać ostatniego tomu...

No i bardziej szczegółowe rozliczenie z zeszłoroczna listą:
  • "Historię naturalną smoków" już przeczytałam i zrecenzowałam. Bardzo chętnie gościłabym na tegorocznej liście zapowiedź drugiego tomu, ale nie ma nawet żadnych plotek w tym temacie, więc smutam i mam nadzieję.
  • "Cień Gildii" też już wyszedł i go nawet nabyłam, ale jeszcze nie przeczytałam (co może wypadałoby nadrobić).
  • "Endsingera" dalej nie ma, ale wydawca coś tam przebąkiwał o wydaniu i wznowieniu całej trylogii w nowej szacie graficznej, więc może będzie. Choć po przeczytaniu "Nibynocy" tego samego autora straciłam nieco entuzjazmu.
  • "Teatr węży" Agnieszki Hałas wyszedł w dwóch trzecich, pierwszy tom już zrecenzowałam, drugiego jeszcze nie, ale wszystko w swoim czasie. Podobno jeszcze w tym miesiącu ma być trzeci.
  • "Zima" Michała Ochnika też wyszła i też mam ale jeszcze nie czytałam.
Tymczasem możemy przejść do oczekiwanych premier na ten rok (oczywiście nie będzie w nim tytułów wymienionych w miesięcznych zapowiedziach na styczeń. Ale będzie jeden, którego nie wymieniłam). Kolejność oczywiście przypadkowa.

1. "Kroniki Drugiego Kręgu" Ewa Białołęcka
Przyznam, że sam fakt wznowienia cyklu mnie jakoś szczególnie nie jara, bo już go znam - choć oczywiście zawsze cieszy, kiedy któraś z dobrych autorek wychyla się z wydawniczego limbo. Tym razem wychyla się autorka jedynych chyba rozpoznawalnych polskich smoków (poza wariacjami na temat Smoka Wawelskiego), której styl zresztą lubię. I ja sobie bardzo chętnie to nowe (mam nadzieję, że wypasione) wydanie na półce postawię, pod jednym warunkiem - że pojawią się zamykające tomy (co prawda wstępnie ostatni tom miał być jeden i nosić tytuł "Czas złych baśni", ale ponoć autorce się rozrósł, więc jakby były dwa ostatnie, to bym się nie czuła oszukana). A i jakimś zbiorem opowiadań lengorchiańskich (niekoniecznie nowych, wystarczyłoby zebrać istniejące) też bym nie pogardziła. W każdym razie, Jaguar ma wystartować już w lutym z tą serią.

2. "Miasto ostrzy" Robert Jackson Bennett
Pierwszy tom czytałam w zeszłym roku i (poza tą koszmarną narracją w czasie teraźniejszym) była to jedna z oryginalniejszych pozycji fantasy od dłuższego czasu. W oryginale wyszła już cała trylogia, a Papierowy Księżyc wstępnie planuje drugi tom na pierwszy kwartał tego roku. Mam nadzieję, że plany wypalą.
3. "A Closed and Common Orbit" Becky Chambers
Cóż, tutaj właściwie nie mam żadnych przesłanek odnośnie jakiejkolwiek daty premiery. Ale krążą plotki, że wydawnictwo razem z prawami do pierwszego tomu (który niesamowicie mi się podobał, choć przyznam, że arcydzieło to to nie jest) zakupiło od razu prawa do kontynuacji, więc czemu miałoby jej nie wydać? Ok, tom pierwszy nie miał może jakiejś oszołamiającej promocji a w zdominowanym przez batalistykę środowisku space oper bez tego raczej nie miał szans wzbudzić szerszego zainteresowania, ale nadzieja umiera ostatnia.

4. "Ukryta Forteca" Aleksandra Janusz
Czwarta (i na chwilę obecną zamykająca) cześć Kronik Rozdartego Świata, z których ja dotąd czytałam tylko pierwszy tom - ale kupuję na bieżąco, żeby nie było. Ukaże się raczej bliżej końca roku, więc może zdążę doczytać resztę.

5. "Narzeczona księcia" Wiliam Golman
Klasyczna pozycja napisana przez światowej sławy scenarzystę, wznawiana u nas po dwudziestu latach. Mam wrażenie, że istnieje trend odkurzania fantastycznych szacownych ramotek lub powieści dobrych a zapomnianych, jak ostatnie wznowienia Le Guin chociażby. Ciekawam, do której kategorii zaliczyć należy tę pozycją. Może niedługo się przekonam, bo wyjść ma już w tym miesiącu.

6. "Matka Edenu" i "Córka Edenu" Chris Beckett
"Ciemny Eden" wywarł na mnie ogromne wrażenie i jest chyba obok "Smoka Griaule" moja ulubioną pozycją z Uczty Wyobraźni. Dlatego chętnie zapoznam się z jego kontynuacjami. Co prawda nie mam złudzeń, że wywrą na mnie porównywalnie dobre wrażenie, ale będę kontenta, jeśli poziom będzie przyzwoity. "Matka Edenu" ma się ukazać już w lutym, kiedy będzie "Córka..." bliżej nie wiadomo.

7. "Kirke" Madeline Miller
To jedna z propozycji Albatrosa na najbliższy rok i przyznam, że jestem zainteresowana. Mitologia grecka nie jest szczególnie często eksploatowana w fantastyce (a przynajmniej do Polski niewiele  z tych eksploatacji dociera), dlatego chętnie sprawdzę, co zacz. Acz mam nadzieję, że jest to powieść z pretensjami do literackości, a nie kolejna przygodówka dla jakichś "adult" z przedrostkiem.

8. "Każde martwe marzenie" Robert M. Wegner
Jedna z najbardziej oczekiwanych premier w tym roku. Co prawda pierwotne zapowiedzi mówiły o 2017, ale jak to z Wegnerem bywa - nie wyszło. Cóż, autorowi płodzącemu takie opasłe kobyły jestem w stanie wybaczyć, albowiem robi to dobrze. Tymczasem najnowszy meekhański tom ma się pojawić podobno w pierwszej połowie roku. Obstawiam okolice Pyrkonu.

9. "Szczęściarz" Marcin Jamiołkowski
Na czwarty tom cyklu o Herbercie Kruku, warszawskim magu - krawcu, przyszło mi trochę poczekać. Ale czego się nie robi dla ulubieńców (bo Kruk to mój zdecydowanie ulubiony rodzimy miejski mag. Nie, żeby miał jakąś szczególną konkurencję...)? Genius Creaions przebąkuje o marcowej premierze, ale z nimi trzeba wziąć poprawkę na obsuwy. W każdym razie, może do końca roku się wyrobią.

10. "Mroczne Materie" Philip Pullman
Czytałam tę trylogię w okolicach premiery filmowego "Złotego kompasu" i z miejsca stała się moim ulubieńcem. Mam nawet na półce omnibus, ale... no, jest paskudny i kupiłam go tylko dlatego, ze straciłam nadzieję na pojawienie się ładniejszego wydania. Tymczasem Mag kupił prawa i robi nowe tłumaczenie, po czym zamierza to wydać w twardych oprawach i z własnymi okładkami. I dorzuci do tego "Księgę Pyłu". Nie mogę się doczekać, to będzie świetna okazja do relektury, na którą od jakiegoś czasu mam ochotę. Z tym, że przyjdzie mi poczekać najkrócej do końca roku...

11. "Łąka" Dave Goulson
Wiecie, za co między innymi lubię marginesową serię EKO? Za to, że żaden z jej tytułów nie mówi o tajemniczym, prywatnym czy ukrytym życiu czegoś tam. A taka "Łąka" przecież aż się prosi, żeby dodać do niej marketingowy przedrostek. Poza tym Goulsona lubię, bardzo sympatycznie pisał o trzmielach, więc i o łące pewnie też nie będzie źle. NO i wiadomo, kolejna część ulubionej serii.;)

A Wy czekacie na coś? :)

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Na co poluje Moreni: styczeń 2018

Niedługo tradycyjna już notka z oczekiwanymi w tym roku książkami, tymczasem jednak, jeszcze bardziej tradycyjny, przegląd interesujących nowości miesiąca. Styczeń jest dość ubogi w zapowiedzi, tak się jednak złożyło, że akurat wydawcy postanowili wydać po pozycji w każdej z serii wydawniczych, które zbieram. Więc zakupy i tak mnie nie ominą.

Mamy też jednego spadkowicza z listopada - "Atlantis Rising 1: Rycerze Atlantydy" Evana Currie Zostali przeniesieni na 25 stycznia.

Do kupienia

"Ptakologia" Sy Montgomery
17 stycznia

Kolejny tom zbieranej przeze mnie serii EKO, już trzeci autorstwa Montgomery (to bardzo płodna pisarka jest, nadłubała mnóstwo książek, więc podejrzewam, że to nie ostatnia odsłona jej twórczości w serii. Zwłaszcza, że na skrzydełku "Psiego daru" w zapowiedziach widnieje jeszcze jej książka o ośmiornicach). Znowu co prawda jeden z wielkiej trójcy tematów ekologiczno-zwierzęcych (ptaki, łąki/lasy/ogrody, psy), ale mam dobre doświadczenia z autorką, więc chętni się zapoznam.

Przyroda jest piękniejsza i bardziej fascynująca, niż wymaga od niej ewolucja. Patrząc na ptaki, widać cudowniejsze życie, które my, ograniczeni zmysłami, dopiero zaczęliśmy dostrzegać. Polecam Ptakologię każdemu, komu zależy na zrozumieniu przyrody, a także każdemu, kto częściej marzy, patrząc w niebo niż na wyświetlacz smartfona. Niech śpiew ptaków zawsze będzie z wami.
Łukasz Bożycki, fotograf, biolog, radiowiec
Poznajcie Damy: stado kur o niezwykłych osobowościach, które opracowują różne sposoby radzenia sobie z drapieżnikami i traktują Sy, jakby była gwiazdą rocka. Poznajcie Maję i Zuniego, dwa kolibry, które wylęgły się z jaj wielkości ziaren fasoli. Są tak delikatne, że mówi się o nich „opierzone bąbelki powietrza”, a mimo to władają niebem. Poznajcie Śnieżka, kakadu, którego filmy o tym, jak tańczy, zawojowały YouTube, a on sam uczy teraz dzieci tańca, ale i żako Alexa, potrafiącego mówić, liczyć i… kłamać. Poznajcie też myszołowce Łunę i Zadymę, doskonałych łowców, i gołębie, których zdolności wracania do domu wciąż nie udało się zrozumieć. Poznajcie także wrony, które wykorzystują nas do swoich celów. Poznajcie wreszcie kazuary, które jednym ciosem ogromnego pazura są w stanie rozpłatać człowieka.
Każde z tych stworzeń na zawsze zmieni wasze zdanie o tym, jakie naprawdę są ptaki. I jak wiele nas – ludzi – z nimi łączy.

"W mocy wichru" Agnieszka Hałas
23 stycznia

Pierwszy tom mi się podobał, drugi też (choć recka jeszcze się pisze), więc to raczej naturalne, że czekam na uwieńczenie trylogii. Trochę tylko niepokoi, że wydawca nie ujawnił jeszcze okładki, więc do daty bym się szczególnie nie przywiązywała.

"W mocy wichru" to ostatni tom fantastycznego cyklu powieściowego o świecie Zmroczy "Teatr węży" – mrocznego, intrygującego, pełnego plastycznych szczegółów, z pełnokrwistymi postaciami i przemawiającą do wyobraźni społecznością.
W świecie, gdzie czarny dar czyni cię wyklętym, każda maska i nowa tożsamość mogą zagwarantować bezpieczeństwo tylko przez krótki czas.
Marshia Lavalle przez lata służyła Otchłani, a teraz musi zapłacić za to wysoką cenę. Krzyczący w Ciemności jeszcze nie wie, że przypomnieli sobie o nim wrogowie z poprzedniego życia. Anavri musi nauczyć się posługiwać darem, którego nienawidzi. A w jednym z miast nad Zatoką Snów grasuje morderca.
Co łączy tragedię, jaka rozegrała się przed laty w mieście ogarniętym zarazą, z człowiekiem w stroju błazna, który zabija kobiety lekkich obyczajów? I czy można wygrać z nieubłaganą logiką mówiącą, że w życiu czarnego maga każda więź prędzej czy później musi zostać zerwana?

"Umysł kruka" Bernd Heinrich
31 stycznia

To jest pozycja, którą kupię właściwie tylko dlatego, że jest częścią serii. To znaczy chętnie bym sobie poczytała o krukach ale ze stylem Heinricha wyjątkowo mi nie po drodze. Jego pierwszą książkę jeszcze jakoś zmęczyłam (w końcu merytorycznie była ciekawa), ale z drugą męczę się już rok bez większych sukcesów. Może z krukami pójdzie lepiej... 

Jeden z najinteligentniejszych ptaków wciąż nie cieszy się zbyt wielką popularnością. Dawniej uważano, że wraz z czarnym kotem, nietoperzem i sową służył złym mocom. Tymczasem kruk, choć z magią raczej nie ma nic wspólnego, to stworzenie wyjątkowe, czego z pisarską swadą opartą na rzetelnej wiedzy dowodzi w tej książce Bernd Heinrich. Kruk to ulubiony bohater jego naukowych badań. Heinrich spędził lata na obserwacjach, nie zważając na chłód i niewygody, siedział miesiącami w czatowniach, opiekował się kruczętami, odwiedzał udomowione ptaki i ich właścicieli. Jego ptasi bohaterowie są piękni, mądrzy i zabawni, a ponadto odgrywają niezwykle ważną rolę w ekosystemie.
Szukając praw, jakimi rządzi się cały gatunek, Heinrich udowadnia, że każdy kruczy osobnik jest indywidualistą.  I że my, ludzie, mamy z nimi więcej wspólnego, niż nam się wydaje.

"Endymion" Dan Simmons
31 stycznia

Artefakty - i to powinno wystarczyć. Poza tym mam już oba Hyperiony w domu, więc i tego nie mogło zabraknąć.

Mija prawie trzysta lat od upadku Hegemonii. Większością planet rządzą Kościół katolicki i jego zbrojne ramię - organizacja Pax. Istnieje jednak śmiertelne zagrożenie dla nowej władzy. Jest nim Enea, jedenastoletnia córka Brawne Lamii i Johny'ego, która ma stać się nowym mesjaszem ludzkości. Ścigani przez wszechwładny Pax dziewczynka i jej ochroniarz Raul Endymion przemierzają czas i przestrzeń, by w końcu trafić na Ziemię ukrytą poza naszą Galaktyką przez tajemniczą siłę...

"Wypalić chrom" William Gibson
31 stycznia

Artefakty. Po prostu.

William Gibson zyskał powszechną sławę, jako czołowy przedstawiciel nowej odmiany science fiction, przenoszącej współczesną technologię (w szczególności technikę komputerową) w przyszłość rozpadu miast zdegenerowanej obyczajowości pokoleń postpunkowych.
Oto pierwszy tom jego opowiadań. Neuromancer zdobył wszystkie nagrody, ale największym osiągnięciem Williama Gibsona na zawsze pozostaną krótsze formy. Opowiadania te, stanowiące jednocześnie elegię i satyrę społeczną, pokazują sposób, w jaki redefiniuje się dzisiejsza sf. Gibson jako wirtuoz ścieżek szybkiego przewijania, ukazuje nam drogę, którą podążyć może literatura.

Chcę przeczytać

"Okrutna pieśń" Victoria Schwab
17 stycznia

Co prawda o autorce jeszcze nic nie wiem (jej poprzedniego cyklu nie czytałam - jeszcze), ale wygląda dość interesująco, więc byłabym skłonna zaryzykować.

Pierwszy tom bestsellerowej amerykańskiej serii „Świat Verity”.  Autorka głośnych  „Odcieni magii” powraca w wielkim stylu!
Kate Harker i August Flynn są następcami przywódców podzielonego miasta – miasta, gdzie z przemocy zaczęły rodzić się prawdziwe potwory. Kate chciałaby dorównywać bezwzględnością ojcu, który pozwala potworom wałęsać się po ulicach, a ludziom każe płacić za ochronę. August chciałby być człowiekiem, mieć dobre serce i odgrywać większą rolę w obronie niewinnych przed potworami – niestety sam jest jednym z nich. Może ukraść duszę, wygrywając pieśń na swoich skrzypcach. Jednak Kate odkrywa jego tajemnicę…
„Okrutna pieśń” wciągnie cię w świat pełen tajemnic i niepokojący wir postapokaliptycznej walki o przetrwanie.  W mrocznym urban fantasy dwoje młodych ludzi musi wybrać, czy chcą zostać dobrymi czy złymi bohaterami – przyjaciółmi czy wrogami. A stawką jest przyszłość ich rodzinnego miasta.

"Mózg rządzi" Kaja Nordengen
17 stycznia

Ostatnio czytałam ciekawe wspomnienia brytyjskiego neurologa (recka wkrótce) i niejako na fali możnaby przeczytać coś i o samym mózgu, a nie tylko o ludziach, którzy w nim grzebią.

Czy mózg można wytrenować? Czy naprawdę używamy tylko 10% jego możliwości? Gdzie jest osobowość? A może dusza? Jak on właściwie działa? Mózg sprawia, że jesteś tym, kim jesteś. Umożliwia komunikację – od prostej wymiany zdań do rozumienia ironii i podtekstów. Dzięki niemu mamy uczucia. Niczego nie zapomina, uczy się, zakochuje i przetwarza skomplikowane wzory. I ten sam mózg nagradza uzależnienie i może namówić cię do podjęcia złych decyzji.
Mózg rządzi zgłębia tajniki tego, co mamy w głowie. Fascynująco opowiada, jaki wpływ mózg ma na całość naszego życia, jak kształtuje nas oraz wszystkie nasze wybory. A wreszcie podpowiada, jak wykorzystać jego potencjał.
Ta książka podbiła serca Norwegów, od wielu tygodni gości na najwyższych pozycjach list bestsellerów. Prawa do przekładu nabyły wydawnictwa z kilkunastu krajów.
Autorką ilustracji w książce jest Guro Nordengen.
"Najjaśniejsza noc" Tui T. Shuterland
19 stycznia

Kolejny tom sympatycznej serii o nieletnich smokach, przeznaczony dla nieco młodszego czytelnika. Chętnie poznam dalszy ciąg.

Słonko zawsze bardzo poważnie traktowała smoczą przepowiednię. Skoro smoki Pyrrii potrzebowały, żeby ona, Łupek, Tsunami, Gloria i Gwiezdny Lotnik zakończyli wojnę, to ona jest gotowa spróbować. Ma nawet kilka dobrych pomysłów, jak tego dokonać, niestety nikt jej nie słucha.
Jednakże  wstrząsające wieści od Wieszcza zachwiały wiarą Słonka w ich przeznaczenie. Czy to możliwe, żeby ktokolwiek skończył tę straszliwą wojnę i wybrał nową Piaskoskrzydłą królową? A jeśli tyle się natrudzili na darmo?
Zakopane sekrety, zabójcze niespodzianki i niespodziewane odkrycia dotyczące wyskrobków czekają na nią wśród ruchomych piasków pustyni, gdzie Słonko będzie musiała w końcu zdecydować, czy jej przeznaczenie zostało już zapisane.
A może piątka smocząt zdoła pokierować własnym losem i ocalić świat… na swój sposób?


"Ostatnie dni Nowego Paryża" China Mieville
22 stycznia

Mieville'a jeszcze nie znam (choć mam w domu kilka jego powieści) i dlatego nie mam przekonania co do tej ksiązki, ale byłabym skłonna spróbować. Choć temat średnio mnie kręci.

Rok 1941. W ogarniętej wojennym chaosem Marsylii zjawia się Jack Parsons, amerykański inżynier i adept sztuk tajemnych. W kryjówce antynazistowskiej organizacji spotyka członków ruchu oporu, w tym André Bretona, czołowego teoretyka surrealizmu. Podczas dziwnych gier towarzyskich rozgrywanych przez niepokornych dyplomatów, wygnanych rewolucjonistów i awangardowych twórców Parsons za pomocą swego wynalazku odnajduje i gromadzi nadzieję. A jednak wbrew intencjom doprowadza do uwolnienia mocy zrodzonej ze snów i koszmarów, zmieniając losy wojny i świata na zawsze.
Rok 1950. Thibaut, samotny bojownik surrealistów idzie ulicami nawiedzonego Paryża, gdzie naziści i członkowie ruchu oporu zmagają się w ciągłym konflikcie, a po ulicach przechadzają się żywe obrazy i manifestacje tekstów literackich, a także istoty z głębi piekieł. Aby wydostać się z miasta, musi połączyć siły z Sam, amerykańską fotografką, próbującą utrwalić obraz zrujnowanego Paryża, a oboje znajdą sprzymierzeńca w postaci enigmatycznego symbolu łączącego w sobie przypadek i bunt: wyrafinowanego trupa...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...