sobota, 11 lipca 2020

"Kotolotki" Ursula K. Le Guin


Kiedy Prószyński wydawał serię wszystkich dzieł zebranych Le Guin, tak naprawdę jedno pominął. Dziecięce opowiadania o kotolotkach mianowicie, bowiem ta jedna z najbardziej uznanych autorek fantastycznych napisała też coś dla dzieci (tak, to typowa literatura dziecięca, nie żadne young adult). I w sumie brak tego utworu w serii nie był ze strony wydawcy taką złą decyzją, w końcu książki dla dzieci wymagają nieco innej oprawy niż te kierowane do dorosłych kolekcjonerów. Nie pasowałyby do kolekcji.

A o czym ta historia? Ot, pod pewnym miejskim śmietnikiem na świat przychodzi czwórka kociąt. I w sumie nic by ich nie wyróżniało spośród innych śmietnikowych burasów, gdyby nie fakt, że miały skrzydła i umiały latać. Autorka opowiada nam kilka prostych przygód z życia kotolotek, bez udziwnień i fajerwerków, ku uciesze i nauce.

Przyznam się Wam, że recenzja będzie trochę niekompletna. Dostałam bowiem recenzenckiego ebooka, a to nie jest najszczęśliwsza forma, jeśli chodzi o książki dla dzieci. Wydanie papierowe jest bogato ilustrowane, zaś w formie elektronicznej wszystkie obrazki (na papierze zajmujące nieraz całą stronę) zostały zredukowane do wielkości pudełka zapałek, no i oczywiście na czytniku wszystkie są czarnobiałe. A dla małego odbiorcy forma jest równie ważna, jak treść.

Co do samej treści, są to przyjemnie i przystępnie napisane historyjki (mam podejrzenie, że odrobinę inspirowane bajkami Bellatrix Potter), w sam raz dla dzieci wczesnoszkolnych. Proste w odbiorze i przekazie, jednocześnie uczące szacunku do zwierząt, tego, co inne i cudzej wolności. Wszak dobry autor odnajdzie się w każdym gatunku.

„Kotolotki” to książka świetna na prezent dla młodszego czytelnika, zwłaszcza, jeśli do tego jest małym zwierzolubem. Proste historyjki zachęcają do samodzielnego czytania. Tak więc ja sobie kupię kiedyś jeszcze wydanie papierowe. Też możecie, jeśli macie ochotę.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i s-ka
Tytuł: Kotolotki
Autor: Ursula K. Le Guin
Tytuł oryginalny: Catwings
Tłumacz: Maciej Mazan
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Rok: 2020
Stron: 192

poniedziałek, 6 lipca 2020

Na co poluje Moreni: lipiec 2020

W poprzednich latach lipiec nie obfitował w premiery - wiadomo, lato urlopy, jedyne co się sprzedaje to romanse i kryminały (a tych akurat nie lubię). W tym roku oferta jest dużo bogatsza. 

Na lipiec przesunięto premierę "Strzelb, zarazków i stali", o których pisałam w czerwcowym zestawieniu. Rebis przygotowuje też wznowienie "Gdzie dawniej śpiewał ptak" Kate Wilhelm, ale mam stare wydanie z Solarisu. Nawet recenzowałam tę książkę na blogu.

Tymczasem przejdźmy do rzeczy.

Chcę mieć

"Green Town" Ray Bradbury
3 lipca

Kolejny tom Artefaktów, więc oczywiście muszę go kupić. Do kolekcji.

Zbiór powieści i opowiadań, których akcja rozgrywa się w miasteczku Green Town.
Niezwykłe historie o krainie dzieciństwa, widzianej z wielką nostalgią i miłością, opowieści o budzeniu się samoświadomości nastoletnich bohaterów, wielkiej afirmacji życia, codziennych wydarzeniach i rytuałach. Ale także podróże do krainy dziecięcych koszmarów, mrocznych miejsc i niepokojących zdarzeń.
W skład książki "Green Town" wchodzą: Słoneczne wino, Jakiś potwór tu nadchodzi, Pożegnanie lata i Letni ranek, letnia noc.

środa, 1 lipca 2020

Stosik #128

Czerwiec nie był zbyt obfitym książkowo miesiącem, ale coś tam do biblioteczki trafiło. toteż pokazuję wam skromny stosik zdobyczy (i już wiem, ze w lipcu będzie większy).


Nie przedłużając, na górze są trzy tomy mangi "One-Punch Man". Po obejrzeniu jakiś czas temu anime na jej podstawie (pierwszy sezon jest na Netflixie, polecam) planowałam zakup pierwowzoru, ale jakoś tak zawsze go odwlekałam. Aż tu nagle Mi się czytanie podoba zorganizowała wyprzedaż na instagramie, to skorzystałam z okazji. Już zresztą przeczytałam, jak mi się nazbiera więcej tomów, to może nawet coś tam skrobnę.

"Wyspa doktora Moreau" z kolei to egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Vesper. Jest to samo piękne wydanie, co "Wojna światów". Mam nadzieję, że jeszcze "Wehikuł czasu" w nim wyjdzie, to będę miała komplet.

A na samym dole "Dinozaury odkryte na nowo", czyli wygrana z instagramowego konkursu. I tak chciałam ją sobie kupić, a tu się udało wygrać. ;) Właśnie ją czytam.

czwartek, 18 czerwca 2020

"Pies jest miłością" Clive Wynne


Przyznam, że nieszczególnie mnie interesują książki popularnonaukowe o psach (co innego tytuły z zacięciem reporterskim). Po prostu dlatego, że psa nie mam, a takie publikacje najczęściej są kierowane właśnie do właścicieli i autorom przyświeca cel pisania ich w taki sposób, aby zawierały mnóstwo sugestii praktycznego wykorzystania informacji. Co dla osób nie mających takiej możliwości jest straszliwie nudne. Gdyby „Pies jest miłością” nie wyszedł w marginesowej serii Eko, też bym go zignorowała. No ale wyszedł.

czwartek, 11 czerwca 2020

"Tetris" Box Brown


Jak być może wiecie, bo kilkukrotnie o tym wspominałam, Marginesy od jakiegoś czasu wydają komiksy. Jednym z pierwszych, jaki pojawił się w ofercie, był „Tetris. Ludzie i gry”. Przyznam, że miałam pewne wątpliwości, ale uznałam, że historia stojąca za jedną z najpopularniejszych gier wszech czasów może być intrygująca (gry interesują mnie raczej umiarkowanie, ale zawsze jestem ciekawa procesu twórczego i decyzyjnego stojącego za znaną marką).


piątek, 5 czerwca 2020

Na co poluje Moreni: czerwiec 2020

Zwykle to kwiecień i maj były miesiącami, w których zalewały nas najciekawsze premiery, a miesiące wakacyjne pozostawały raczej ubogie w tym względzie. Wygląda na to, że w tym roku (ze względu na koronawirusa) trend się odwrócił. W maju ledwo skleiłam notkę zapowiedzi, za to czerwiec (a powoli też i lipiec) zapowiada się na bogato. Dodatkowo wpadnie też kilka premier, które zamieściłam we wcześniejszych zestawieniach, ale ostatecznie albo nie ukazały się dotąd wcale, albo tylko w formie ebooka. Nie przedłużając więc, lecimy z tym koksem.

Chcę mieć

"Ruchomy zamek Hauru" Diana Wynnw Jones
5 czerwca

Kolejna, po "Kotolotkach", pozycja obliczona raczej na tworzenie biblioteczki dla młodej (jeszcze parę lat, zanim skorzysta, ale znając polski rynek książki wtedy pozycje już nie będą dostępne), ale przyznam, że sama też jestem ciekawa. Pozycja kultowa w UK, u nas znana raczej z animacji studia Ghibli niż z czegokolwiek innego (a w oryginale właściciel zamku nazywał się Howl, ale Japończycy nie umieją w europejskie spółgłoski).

Młoda Sophie Kapeluszniczka, z krainy zwanej Ingarią, przykuwa niechcianą uwagę czarownicy i zostaje zamieniona w staruszkę… Decydując, że nie ma nic do stracenia, wyrusza do ruchomego zamku czarodzieja Hauru, który podobno zjada dusze młodych dziewcząt…
W zamku Sophie spotyka Michaela, ucznia Hauru, oraz Kalcyfera, demona ognia, z którym zawiera pewien pakt.
 

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Stosik #127

Po miesięcznej przerwie, w trakcie której nie kupiłam żadnej ksiązki czas powrócić ze stosikiem. W założeniu ten też miał być skromny, ale wydawcy zarzucili mnie promocjami w swoich księgarniach i żal było nie skorzystać. Toteż wieża dość słusznych rozmiarów.


Zacznijmy może od dołu. Na spodzie "Ewolucja piękna" - książka na którą czaiłam się od przeszło roku. Nie kupiłam jej wcześniej, bo jest droga - cena okładkowa to prawie 80 PLN, a i w dyskontach jest niewiele tańsza. Tymczasem wydawca zrobił promocję z okazji Dnia Praw Zwierząt i tak oto udało mi się ją kupić za 35 PLN. Profit.

Wyżej mamy trzy planowane zakupy ze Świata Książki. "Życie", bo mam słabość do książek o ewolucji życia i wszelkich prehistorycznych stworach, więc dołączyłam do kolekcji. O "Nasze imię Legion, nasze imię Bob" już pisałam, bo czytałam ebooka na Legimi. Postanowiłam nabyć też wersję papierową, bo to bardzo przyjemne czytadło jest. A "Ewangelii według węgorza" jestem po prostu ciekawa. Poza tym to ślicznie wydana książka.

Szczyt stosiku to zamówienie z akcji domowych targów książki, jaką zorganizowało w swojej księgarni Wydawnictwo Poznańskie. Przez jeden z majowych weekendów mieli cały asortyment przeceniony o 50%, w tym kilka tytułów przedpremierowo. No to skorzystałam. "Co nas (nie) zabije" i "Czarna owca medycyny" to dwa tomy ich zainicjowanej w tym roku serii popularnonaukowej, którą chyba będę sobie kolekcjonować. "Podziemia" zaś zaintrygowały mnie tematyką (choć rozczarowało mnie nieco, że okładka jest jednak zintegrowana, a nie twarda, jak to wyglądało na zdjęciach). A "Religie dawnych Słowian" kupiłam zupełnie od czapy.

Zaś na kindlu jedyny egzemplarz recenzencki od Prószyńskiego, czyli "Kotolotki". I tak mam zamiar kupić to jeszcze w papierze (przy takiej ilości ilustracji ebook średnio ma rację bytu), no ale jak dawali ebooka, to wzięłam. Już je przeczytałam nawet.

czwartek, 28 maja 2020

"Pan Światła" Roger Zelazny


Z Zelaznym to jest tak, że pokochałam go po przeczytaniu słabo kojarzonej i wydanej u nas jedynie w czasopiśmie mikropowieści „Ciemna noc październikowa”. Co oznacza, że amberowskiego opus magnum jeszcze nie znam (choć czeka na półce, błyskając różowym jednorożcem), czyli zabieram się za znajomość z autorem od d… znaczy ten, od niewłaściwej strony. Za to zabieram się skrupulatnie, bo ściągając do domu wszystkie wznowienia jego twórczości, jakie trafią na półki księgarń (ech, żeby ktoś wypuścił dzieła zebrane kiedyś…). Tym razem ściągnęłam „Pana Światła”, powieść chyba najbardziej po amberowskim cyklu znaną. Wznowił ją Zysk, w tym dobrym tłumaczeniu, pięknej szacie graficznej i solidnym technicznie wydaniu. 

czwartek, 7 maja 2020

Na co poluje Moreni: maj 2020

Na fanpagu bloga pisałam kiedyś, że zapowiedzi w maju nie będzie. Niemniej, rynek wydawniczy dał radę wyprodukować w tym miesiącu aż trzy interesujące premiery, a tak się składa, że to minimalna wymagana ilość, którą sobie do wpisów premierowych założyłam. Czego zabrakło? A no "Hakowania Darwina" Metzla, które co prawda od miesiąca dostępne jest w ebooku, ale tu akurat chciałam sobie kupić papier (nie będę przecież dwa razy płacić), a premiera tegoż z kolei została przełożona na niewiadomokiedy.

Podziału na kategorie tym razem nie będzie, bo wszystkie te tytuły zamierzam prędzej czy później nabyć.

"Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat" Juan Luis Arsuaga
6 maja

Mam słabość do paleontologicznych tytułów popularnonaukowych, a że nie wydaje się ich u nas zbyt wiele (pominąwszy encyklopedie dla dzieci), zwykle kupuję wszystko. Takoż i tym razem postanowiłam się skusić i już nabyłam, bo strona wydawcy obiecywała 600 stron lektury (ale strona księgarni już tylko 380, zobaczymy, kto miał rację).

Bestseller w Hiszpanii!
Wielka historia życia
Juan Luis Arsuaga zabierze cię w porywającą podróż po ścieżkach ewolucji w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego człowiek pojawił się na Ziemi? Razem z nim będziesz mógł zastanowić się, czy nasze miejsce mogły zająć jakieś inne inteligentne istoty. Czy altruizm to naturalny instynkt, czy jest nim raczej agresja i walka o przetrwanie?
Arsuaga w ciągu trwającej 15 dni podróży, rozdział po rozdziale, pokazuje świat, jakiego dotąd nie znaliśmy. Opowiada, jak to się dzieje, że jedne organizmy pojawiają się na Ziemi, a inne znikają. Wyjaśnia, jak te mechanizmy działają w królestwach roślin i zwierząt. Zdradza, co było potrzebne, by wykształciła się kreatywność i inteligencja. Wreszcie zastanawia się, czy historia ewolucji dobiegła już końca, czy człowiek, jakiego znamy, to dopiero początek nowego jej rozdziału.
Juan Luis Arsuaga jest biologiem i paleontologiem, który czterdzieści lat swojego życia poświęcił badaniu ewolucji i historii życia na Ziemi. Na stałe wykłada na Uniwersytecie w Madrycie, gościł też na najbardziej prestiżowych uniwersytetach świata: w Londynie, Cambridge, Zurychu, Rzymie, Arizonie, Filadelfii, Berkeley, Nowym Jorku, Tel Awiwie. Publikuje w prestiżowych czasopismach naukowych, takich jak „Nature” i „Science”. Jego najnowsza książka Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat stała się megabestsellerem w Hiszpanii – przez kilka miesięcy utrzymywała się w czołówce list bestsellerów. Jego książki ukazały się w 11 krajach.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

"Wydech" Ted Chiang


Kiedy człowiek sięga po autora niezwykle uznanego zawsze pozostaje obawa, że się rozczaruje. Sięgając po „Wydech” Teda Chianga nie byłam wyjątkiem. Autor ten nie jest może szeroko rozpoznawany (choć od chwili ekranizacji jednego z jego opowiadań z pewnością bardziej) i nie osiągnął u nas szalonej popularności, ma jednak etykietkę pisarza wybitnego i w pewnych kręgach fandomu nie wypada go nie znać. Jest też znany z bardzo niekomercyjnego trybu pisania: podczas gdy obecnie wydawcy wymagają od swoich autorów spłodzenia opasłego tomiszcza w maksymalnie dwa lata, a w międzyczasie najlepiej jeszcze kilku krótkich tekstów, Chiang pisze wyłącznie opowiadania. A i tych niewiele, bo jak dotąd nazbierało się ich na dwa nieduże zbiorki. Pozostawało pytanie, czy ilość przekłada się na jakość. 

piątek, 24 kwietnia 2020

"Ciemność. W obronie mroku" Sigri Sandberg


Wydawnictwo Kobiece (czy też jego imprint bardziej skupiony na literaturze poważniejszej i faktu, Mova) ma dziwny talent do łapania mnie na obietnice, a potem niestety rozczarowywania. Było tak w przypadku „Obrzydliwej anatomii”. „Ciemność” zebrała sporo pozytywnych opinii w moim kawałku internetu, a ponieważ i mnie temat wydawał się interesujący, sama zaś pozycja pojawiła się w abonamencie Legimi, postanowiłam spróbować. Liczyłam na mariaż reportażu z solidną dawką popularnonaukowych tematów. I niby to dostałam, ale nie czuję się usatysfakcjonowana. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

"Nasze imię Legion, nasze imię Bob" Dennis E. Taylor


Jak być może niektórzy zauważyli, pewnym leitmotivem u mnie jest narzekanie na brak fantastyki środka. Takiej dla dorosłego czytelnika, ale nie potrzebującej na siłę udowadniać swojej dojrzałości przez wrzucanie w treść źle pojętego naturalizmu i przemocy. Ciężko u nas na coś takiego trafić, ale od czasu do czasu się zdarza. O dziwo, ostatnio znacznie częściej w science fiction niż w fantasy. Mam wrażenie, że twórcy space oper wychodzą z założenia, że nie muszą niczego udowadniać (może dlatego, że jest to jednak konwencja mało popularna wśród powieści YA). Tymczasem Mag niedawno wydał powieść Denisa E. Taylora „Nasze imię Legion, nasze imię Bob”, rzecz osobliwą, bo niemilitarną, za to nawiązującą do typowo naukowej futurystyki, tyle że bez wizjonerskiego zadęcia. Podchodziłam do niej z pewnymi obawami, ale pomysł na fabułę mnie skusił (a poza tym jest na Legimi). 

piątek, 17 kwietnia 2020

"Obrzydliwa anatomia" Mara Altman


Czasem człowiek trafia na książkę, po której się spodziewa jednej rzeczy, ale opis jednak mówi co innego. Dziwniej robi się tylko wtedy, kiedy okazuje się, że w rzeczywistości ani twoje oczekiwania, ani opis z okładki nie odpowiadają prawdzie. Do tej właśnie kategorii należy „Obrzydliwa anatomia”. Na początku myślałam, że będzie to zwykła książka popularnonaukowa. Opis z okładki jednak kierował bardziej w stronę feministyczno-kulturoznawczą. 

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

"Dom ptaków" Eva Meijer


Wiecie, przeglądanie zapowiedzi ekoliteratury i porównywanie jej z tym, co wyszło za granicą jest dla mnie źródłem pewnej frustracji. Dlatego, że tacy choćby Anglosasi mają długą tradycję pisania o przyrodzie, a więc i pisze się u nich o niej więcej, i sporo już do tej pory napisano, a polski czytelnik ma niewielkie szanse poznania ułamka tego. W tym świetle fakt zaistnienia na polskim rynku „Domu ptaków” uważam za dość zabawny. Rzadko bowiem wydaje się u nas powieści biograficzne o kompletnie nieznanych na naszym rynku autorkach. 

piątek, 10 kwietnia 2020

"Na ostrzu noża" Patrick Ness


Przyznam, że sama z siebie nigdy nie zainteresowałabym się powieścią Patricka Nessa. Wyglądała bowiem jak kolejna sztampowa młodzieżowa dystopia, jakich wiele swego czasu przewinęło się przez rynek wydawniczy. Jednak tłumaczka wypowiadała się bardzo pochlebnie o poziomie całej serii, więc postanowiłam zaryzykować i się zapoznać. I okazało się, że Ness swoim czytelnikom zaserwował coś, co technicznie wciąż jest powieścią młodzieżową i spełnia z grubsza wszystkie założenia definicji YA, ale jest też bardzo odmienne od tego, do czego rynek nas przyzwyczaił. Do tego stopnia, ze będę musiała powiedzieć kilka słów o zakończeniu, więc gdzieś tam dalej trafi się spoilerowy akapit. Ale spokojnie, oznaczę. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Na co poluje Moreni: kwiecień 2020

Kwiecień zwykle nie bywał u mnie jakoś szczególnie obfity w zapowiedzi, bo większość asów wydawcy trzymali na maj i Warszawskie Targi Książki. Tym razem sporo premier poprzekładano ze względu na epidemię, a WTK odwołano, więc i notka z zapowiedziami będzie króciutka. Dwie najbardziej interesujące mnie pozycje z kwietnia przeniesiono na maj, więc w zapowiedziach pojawią się za miesiąc. Tymczasem na kwiecień spadło zapowiadane wcześniej w marcu "Moje imię Legion, moje imię Bob" (06.04) i "Sekretne życie zwierząt" Kruszewicza (acz ebooka gdzieniegdzie można kupić już teraz).

A ponieważ jedyne must have, które miały wyjść w kwietniu przeniesiono na maj, w dzisiejszym zestawieniu nie ma nic do koniecznego kupienia. To i nagłówków i kategorii nie wyróżniam.

"Pokaż mi swoją bibliotekę" Aleksandra Rybka
13 kwietnia

Rozmowy ze sławami o książkach to jest ten typ publikacji, który zawsze sobie chętnie dopisuję do listy. Co prawda tym razem dobór rozmówców średnio mi odpowiada, ale myślę, ze i tak może to być miła lektura.

Pokaż mi swoją bibliotekę, a powiem ci…
Kto najchętniej czyta w toalecie i kto trzyma tam książki swoich ulubionych pisarzy? Dla kogo Pięćdziesiąt twarzy Greya to pozycja obowiązkowa, a kto bierze do ręki powieści Wiesława Myśliwskiego jedynie „z przyzwoitości”? Kto wie dokładnie, co znajduje się w jego księgozbiorze, a w czyim mieszkaniu poruszanie się utrudniają stosy książek?
Aleksandra Rybka rozmawia z pisarzami, dziennikarzami, felietonistami, znawcami literatury i języka o najintymniejszej sferze ich życia – o domowych bibliotekach. Pokaż mi swoją bibliotekę to szczera, wielogłosowa opowieść o wyborach, wspólnych rodzinnych przyjemnościach i wspomnieniach związanych z książką. Jerzy Bralczyk, Justyna Sobolewska, Sylwia Chutnik, Michał Rusinek i inni zdradzają swoje guilty pleasures, wspominają o powinnościach literackich i największych czytelniczych grzechach.
Trzeba sobie, Jurku, uczciwie powiedzieć, że nie bylibyśmy razem, gdybyśmy tak nie rozmawiali, jak rozmawiamy. A nie rozmawialibyśmy tak, jak teraz z panią, gdybyśmy nie przeczytali tego wszystkiego, co przeczytaliśmy.
[fragment rozmowy z Jerzym Bralczykiem i jego żoną, Lucyną Kirwil]
Aleksandra Rybka – miłośniczka książek i czytania, nauczycielka języka polskiego, mama dwójki dzieci.

piątek, 3 kwietnia 2020

Stosik #126

W tym miesiącu stosik jeszcze taki całkiem niczego sobie. No i jestem dumna, bo żadnej z tych książek nie kupiłam, czyli mogę mówić, że trzymam się planu ograniczania napływu papieru do domu.


"Dziewięcioro nieznajomych" to ostatni rzut biblioteczny. Planowałam ją przeczytać już od dawna (ponoć nie jest to najlepsza powieść autorki, ale jakoś najbardziej pasuje mi fabularnie. Poza tym obecnie historia o ludziach odciętych od świata czyta się nieco inaczej) i trochę w kolejce na nią poczekałam. Mam nadzieję, ze będzie warto.

Reszta to same egzemplarze recenzenckie. Od Marginesów mam dwie pozycje. "Dom ptaków" to biograficzna powieść o kobiecie bardzo znanej w Wielkiej Brytanii jako popularyzatorka wiedzy o ptakach, autorka dwóch książek i licznych artykułów prasowych... z której dorobku w Polsce nie ukazało się nic. Znajduję to ironicznym w zabawny sposób, ale książka zapowiada się dobrze (zaczęłam czytać). "Pies jest miłością" zaś to kolejna odsłona serii Eko, więc wiadomo, że musiała na półce zagościć.

Reszta to fanty od Zyska i s-ki. "Miasteczko Rotherweird" to trochę niewiadoma, ale daję kredyt zaufania, bo w sumie co mi tam, zobaczymy jak ten "Harry Potter dla dorosłych" wypadnie. "Na ostrzu noża" z kolei była mi rekomendowana jako dobra, nieinfantylna młodzieżówka. Sprawdzimy. Poza tym wydanie jest śliczne (i jakby ktoś był ciekaw, to ten sam przekład co wcześniejsze wydanie z Papierowego Księżyca). "Wydech" Chianga to absolutny must have. I świetna okazja, żeby nadrobić poprzedni zbiór. ;) Zaś Zelaznego ostatnio kompulsywnie zbieram, więc takie śliczne wydanie "Pana Światła" musiało się u mnie znaleźć.

Wpadły też dwa ebooki:


"Wszystko, co wiemy o UFO" to egzemplarz recenzencki od Prószyńskiego, już zresztą przeczytany i zrecenzowany. "Nadzieja w mroku" zaś to zdobycz z akcji wydawnictwa Karakter, które w związku z sytuacją epidemiologiczną postanowiło na dwa tygodnie udostępnić do darmowego poprania książkę ku pokrzepieniu serc (acz nie wiem, czy akcja jeszcze trwa).

niedziela, 29 marca 2020

"Wyzwolenie zwierząt" Peter Singer


Osobiście jestem zdania, że istnieje taki kanon lektur, które powinien przeczytać każdy uważający się za miłośnika zwierząt. Co prawda jak ten kanon powinien wyglądać już tak dokładnie sprecyzowanego nie mam, ale zdecydowanie „Wyzwolenie zwierząt” Petera Singera powinno się w nim znaleźć. Nawet jeśli nie ze względu na głoszone tezy, to ze względu na wkład w kształtowanie postaw społecznych wobec zwierząt. 

środa, 25 marca 2020

"Statystycznie rzecz biorąc" Janina Bąk


Być może nazwisko Janina Bąk nic wam nie mówi, natomiast pewnie sporo z was kojarzy bloga i fanpage Janina Daily. To ta sama Janina. Przyznam, że nie jestem jakąś zagorzałą fanką, ale lubię od czasu do czasu zajrzeć. Aż tu nagle, po trzech latach pracy, niespodziewanie, pojawiła się książka. I to, proszę Państwa, popularnonaukowa (zresztą w sumie zgodnie z zapowiedziami). Zdarzyło mi się już czytać aż dwie popularnonaukowe (no… w pewnym sensie) książki blogerów, ale to były przypadki, kiedy i książki, i blogi, pisano o przyrodzie. Tymczasem Janina pisze bloga, jakby to nie brzmiało, lifestylowego. Za to książkę napisała o… statystyce, taka ciekawostka. Nie, żeby jej brakowało merytorycznej wiedzy czy kompetencji. 

poniedziałek, 16 marca 2020

"Wszystko, co wiemy o UFO" Elizabeth i Mark Neila


W zasadzie to można uznać, że sama jestem sobie winna. Rzadko sięgam po książki z poletka teorii spiskowych i pseudonauk, bo, umówmy się, interesują mnie głównie o tyle, o ile skonfrontuje się je z twardymi faktami. Niemniej czasem czuje pokusę. Zwykle wtedy włączam sobie jakiś odcinek „Starożytnych kosmitów” (bo praktycznie zawsze leci na którymś kanale, trochę jak filmy dokumentalne o III Rzeszy), ale akurat Prószyński i s-ka podesłało maila z taką jedną nowością. Tytuł był szumny i wiele obiecywał, a brzmiał „Wszystko, co wiemy o UFO”. Pomyślałam, że może będzie zawierał jakieś nowe, nieznane mi wątki. I pomimo że niewiele się po nim spodziewałam, to i tak się zawiodłam. 

czwartek, 12 marca 2020

"Zawód położna" Leah Hazard


Jest kilka takich segmentów rynku literackiego, które od paru już lat nie są może dominujące, ale stabilnie obecne. Jednym z nich jest wszelka literatura okołomedyczna. Co roku wychodzi kilka-kilkanaście pozycji o pracy różnej specjalizacji lekarzy i personelu medycznego. Takich na przykład książek o położnych czytałam już trzy: dwie autorek brytyjskich i jedną polskiej. Tą polską może odłóżmy na bok (dlatego, że chcę o niej kiedyś napisać osobną notkę, ale także dlatego, że ma zupełnie inną formułę) i skupmy się na „Zawód położna” Leah Hazard. 

piątek, 6 marca 2020

Na co poluje Moreni: marzec 2020

Wydawcy w tym roku nie znają umiaru i szaleją na potęgę, marzec jest więc obfity w premiery, zarówno te koniecznie do kupienia, jak i po prostu potencjalnie interesujące. Tylko coś tym wydawcom ciągle seks w głowie, ten leitmotiv ciągnie się twardo w tle od zeszłego miesiąca i mam wrażenie, że wręcz nabiera energii. No ale nie przedłużając, przejdźmy do przesadnie długiej listy.

Chcę mieć

"Pies jest miłością" Clive D. L. Wynne
11 marca

Szczerze mówiąc książki popularnonaukowe o psach interesują mnie średnio. Nie żebym miała coś przeciwko, ale tyle jest tego na rynku, że i przez rok nie wyczytasz (co innego reportaże w temacie, ale tych z kolei jest jak na lekarstwo). Niemniej, książka wyszła w serii, którą zbieram i do której mam sporo zaufania, więc na półce musi być.

Twój pies cię kocha.
Każdy miłośnik psów zna to uczucie. I choć psia miłość wydaje się oczywista, niektórzy naukowcy wciąż mają wątpliwości i ostrzegają przed antropomorfizacją zwierząt. Oto jednak nadchodzi Clive Wynne, pionierski psi behawiorysta, którego badania pomagają zapoczątkować nową erę: taką, w której miłość, a nie inteligencja czy uległość, stanowią sedno relacji człowiek–pies.
Czerpiąc z najnowocześniejszych badań – przeprowadzanych w swoim laboratorium i innych ośrodkach na całym świecie – Wynne pokazuje, że istotą każdego psa są uczucia, wypełniające je od pyszczków i ogonów aż po DNA. Ta naukowa rewolucja mówi więcej o unikalnym pochodzeniu psów, ich zachowaniu i potrzebach, niż moglibyśmy sobie wyobrazić. Na przykład to, że psy zwyczajnie lubią nasze towarzystwo, a gdy nie mają się do kogo przytulić, stają się osowiałe i dziczeją.
Ludzka, pouczająca książka Pies jest miłością to niezbędna lektura dla każdego, kto kiedykolwiek kochał psa – i doświadczył cudu bycia kochanym.


poniedziałek, 2 marca 2020

Stosik #125

Miałam w tym roku ograniczać zakupy, tymczasem wydawcy najwyraźniej sabotują moje postanowienia w sposób zorganizowany, wydając albo kolejne tomy serii wydawniczych, albo cykli, które zbieram. No i bądź tu człowieku minimalistą.


Tak więc tutaj po prawej mamy wieżyczkę utworzoną z tego, co chciałam mieć od Maga (i co sobie hurtowo kupiłam w Świecie Książki). Na dole dwa Artefakty, czyli "Triumf Endymiona" (bo myślałam, że mam, a okazało się, że nie) i "Cień i pazur" Wolfe'a z nowości. Wyżej trzy tomy "Mrocznych materii" Pullmana. Mam co prawda omnibus Albatrosa, ale kupiłam go tylko dlatego, że straciłam nadzieję, ze ktoś wypuści kiedykolwiek porządniejsze wydanie, więc wolałam brzydkie niż żadne. Teraz wymieniłam sobie na coś co cieszy oko. I przy okazji zaopatrzyłam się w "La Bella Sauvage", pierwszy tom nowej trylogii rozgrywającej się w tym uniwersum, podobno teraz już zdecydowanie dla dorosłych czytelników (choć akurat "La Bella Sauvage" jest technicznie prequelem do "Mrocznych materii"). A na wierzchu najnowsze "Akta Dresdena", czternasty tom, czyli "Zimne dni". Już w czytaniu.

Na baczność zaś stoi trochę zakupów własnych i trochę rzeczy do recenzji. Od lewej zaczynając, mamy trzy zupełnie spontaniczne nabytki, no bo jak tu się oprzeć, kiedy "Wspomnij Phlebasa" było za niecałe 10 zł, a "Ten cholerny Księżyc" i "Ostatnie dni Nowego Paryża" po 6,50? "Leksykon dzikich kobiet" zaś był zakupem całkowicie planowanym, bo jakkolwiek nie wszystkie albumo-leksykony BOSZa chcę mieć, tak ten akurat chciałam. Ilustracje ma bardzo ładne.

Trzy kolejne rzeczy zaś to egzemplarze recenzenckie. "Lis" Ugrešić (od Literackiego) okazał się po wstępnym rekonesansie zupełnie czymś innym, niż się spodziewałam. Ale narzekać nie będę, bo autorka zdaje się świetnie władać piórem, więc zabawa i tak może być przednia. "Statystycznie rzecz biorąc" Janiny Bąk (znanej szerzej w internetach jako Janina Daily) jest zaś książką popularnonaukową o statystyce. Oficjalnie premiere ma 25 marca, ale wydawnictwo WAB było na tyle uprzejme, żeby przesłać mi prebooka. Którego już zresztą przeczytałam. A na końcu kolejny komiks od Marginesów. "Wilk" to bardzo interesująca rzecz (choć niekoniecznie na poziomie scenariusza), właśnie przymierzam się do napisania o nim.

piątek, 21 lutego 2020

"Zmiany" Jim Butcher


Po dłuższej przerwie w zeszłym roku doczekaliśmy się wreszcie kontynuacji cyklu o Harrym Dresdenie. Mag wydał trzynasty tom, czyli „Zmiany”, I muszę przyznać, że tym razem tytuł jest cokolwiek znaczący, bo autor postanowił zamknąć kilka istotnych wątków, zmienić status quo i zakończyć wszystko potwornym clifhangerem. U nas na szczęście kolejny tom wyszedł po miesiącu, ale aż się dziwię, że amerykańscy fani po premierze oryginalnej wersji językowej „Zmian” nie ruszyli pod dom Butchera z widłami i pochodniami. 

poniedziałek, 17 lutego 2020

"12 sprytnych sposobów jak ocalić nasz świat"


Jak niektórzy może pamiętają, jakiś czas temu znęcałam się nad „F**k plastik”, ekoporadnikiem wypuszczonym przez Prószyńskiego i s-kę. Zaś niedawno w swojej skrzynce mailowej znalazłam link do pobrania recenzenckiego egzemplarza kolejnego ekoporadnika od nich, czyli „12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat”. Gdybym powiedziała, że przy ściąganiu go nie towarzyszyła mi małpia, przewrotna złośliwość, to bym skłamała. Niemniej, rekomendacje WWF i obietnica, że to ich eksperci książkę pisali dawała pewne nadzieje. 

wtorek, 11 lutego 2020

Na co poluje Moreni: luty 2020

Luty wydaje się być miesiącem zaskakująco obfitym w premiery, po nieco wstrzemięźliwym styczniu. Jednakowoż, będę musiała trochę zapowiedzi okroić. Na przykładnie wspomnę nic o szumnych zapowiedziach Maga (dlatego tez nie będzie w tym miesiącu sekcji "Chcę mieć", bo wszystkie jej elementy miały być od Maga). W lutym miało wyjść "La Bella Sauvage" Pullmana, "Nasze imię Legion, nasze imię Bob" Taylora, "Zimne dni" Butchera i "Miecz i cytadela" Wolfe'a, ale konkretów i okładek ani widu, ani słychu, a już jakiś czas temu rednacz pisał, że ze względu na problemy z zaopatrzeniem w drukarni premiery mogą przesunąć się nawet na kwiecień...

Ale wciąż pozostaje całkiem sporo ciekawych tytułów. ;)

sobota, 1 lutego 2020

Stosik #124

Miałam w tym roku przystopować ze ściąganiem książek do domu, ale gdyby oceniać po styczniu, to raczej nic z tego nie wyjdzie. No cóż, widać taka karma. Ale na usprawiedliwienie dodam, że nie wszystko, co na zdjęciu jest moje.


Zacznijmy może od sekcji stojącej, czyli faktycznie moich książek. Od lewej mamy "Aldebaran", pełne wydanie komiksu, które wyszło w zeszłym roku (komiks był już u nas ogólnie wydawany wcześniej, ale 18 lat temu i w pięciu zeszytach). Od daty premiery właściwie rozważałam jego kupno i w końcu się złamałam. Czytać jeszcze nie czytałam, ale sama strona wizualna jest odpowiednio satysfakcjonująca.

Dalej mamy jedyny papierowy egzemplarz recenzencki, czyli "Arktyczne marzenia" od Marginesów. Książka uznawana już za klasykę polarnej ekoliteratury pierwsze wydanie miała 34 lata temu, ale dopiero teraz trafiła w ręce polskich czytelników. Mam zamiar sprawdzić, czy opinie o niej nie sa przesadzone.

Cała reszta to zakupy własne. "Dobrego wilka" przeczytałam w abonamencie Legimi, po czym pomyślałam, że warto mieć własny egzemplarz, a na blogu jest już recenzja. "Czerwony śnieg" z kolei pojawił się znienacka na początku stycznia w ofercie Świata Książki (i, żeby było śmieszniej, wciąż jest dostępny), choć pod koniec zeszłego roku nigdzie już go nie można było dostać. Ot, magia remanentu, jak sądzę. "Nieznane życie lodowców" nabyłam za 12 zł i głównie dlatego, że nie było na Legimi, a "Mówili, że jestem zbyt wrażliwa" to pierwszy poradnik, jaki kupiłam od lat. Zobaczymy, czy jest cokolwiek wart. No i oczywiście na końcu artefaktowe "Jestem legendą" z przyległościami, choć przyznam, że nie jest to jakiś szczególnie interesujący dla mnie tytuł.

Sekcja leżąca to nabytki Lubego, które może ewentualnie kiedyś przeczytam. Jak widać, po zakupie gry "Metro. Exodus" postanowił iść za ciosem i zaopatrzyć się w literacki pierwowzór, czyli całą trylogię "Metra". Zaś "Distortion" dostał ode mnie na urodziny.

Przybyły też dwa egzemplarze recenzenckie w ebooku. I oba już przeczytałam, żeby było śmieszniej, więc może na dniach o nich napiszę.


"Spod kozetki" od Marginesów to spis ciekawych przypadków z kariery pewnego psychiatry. Przyjemnie się to czyta. Zaś "12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat" od Prószyńskiego może nie jest idealne, oględnie mówiąc, ale i tak o kilka klas lepsze niż "F**k plastik".

środa, 29 stycznia 2020

"Jak nakarmić dyktatora" Witold Szabłowski


W zasadzie to nie mam pojęcia, dlaczego sięgnęłam po „Jak nakarmić dyktatora” Witolda Szabłowskiego. Ani historia najnowsza mnie szczególnie nie interesuje, ani dyktatorzy nie fascynują, o jedzeniu w sumie też czytać nie lubię jakoś szczególnie. Autora nie znam. Swoje pewnie zrobiła reklama, ale myślę, że zwabiła mnie głównie obietnica spojrzenia z zupełnie innej perspektywy na wielokrotnie roztrząsany temat. Bo służbę o zdanie pyta się stosunkowo rzadko. 

piątek, 17 stycznia 2020

"Dobry wilk" Lars Berge


 Przyznam, że „Dobry wilk” Larsa Berge był tym reportażem, który wzbudził moje zainteresowanie, jak tylko pojawił się w zapowiedziach. W końcu, wnioskując z opisu, spokojnie mógłby trafić do serii Menażeria… No ale mniejsza z tym, wypadek z udziałem dzikich zwierząt jest zawsze sprawą dość sensacyjną. Miałam jednak nadzieję, że autor wyjdzie poza poszukiwanie taniej sensacji i poszuka głębiej, przy okazji pisząc może co nieco o kondycji ogrodów zoologicznych jako takich (bo niestety nie jest tak, że są to placówki bez skazy) i o naszym stosunku do wilków. Nie zawiodłam się i od razu przyznam, że chciałabym, żeby ta książka była ze dwa razy dłuższa. 

wtorek, 14 stycznia 2020

"Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem" Lauren Fern Watts


Czasem dzięki blogosferze trafiam na książki, o których istnieniu nigdy bym się nie dowiedziała. Niekiedy są to perełki, innym razem nie, ale zawsze jest to coś ciekawego. Nie inaczej było z powieścią „Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem” Lauren Fern Watt. I jakkolwiek całkiem nieźle mi się tę książkę czytało, tak spodziewałam się, że będzie czymś nieco innym. 

piątek, 10 stycznia 2020

[Zimowe czytanie] "Szara wilczyca" James Oliver Curwood


James Olivier Curwood, obok Jacka Londona, to chyba jeden z najbardziej znanych w Polsce piewców północnoamerykańskiej przyrody. Zwłaszcza tej z północnych obszarów kontynentu. Z dzieciństwa i wczesnego nastolęctwa pamiętam powieści obu tych panów, z tym że akurat wtedy w bibliotece mieli tylko „Włóczęgów północy” w starszym ode mnie wydaniu. Tym bardziej cieszy, że Zysk i s-ka dwa lata temu wznowił bodaj najpopularniejszą u nas książkę autora, czyli „Szarą wilczycę” w bardzo atrakcyjnym wydaniu.

wtorek, 7 stycznia 2020

Na co poluje Moreni: styczeń 2020

Notka z zapowiedziami pojawia się tym razem odrobinę później niż zazwyczaj, bo chciałam dać wydawcom jeszcze tę chwilą na uzupełnienie planów. Jak to w styczniu (bo ludzie wyzbyli się waluty na prezenty, to teraz i na książki nie mają) ilościowego szału nie ma, ale coś ta dla siebie znalazłam. Nie przedłużajmy więc.

Chcę mieć

"Jestem legendą - Piekielny dom - Człowiek, który nieprawdopodobnie się zmniejszał" Richard Matcheson
10 stycznia

Najnowsze Artefakty można było dostać w księgarni Maga już w grudniu, postanowiłam się jednak kierować datami premiery na szerokim rynku. Przyznam, że Matchesona ani nie znam, ani jakoś szczególnie ciekawa nie jestem, ale podobno dobry, no i to omnibus trzech książek i jednak Artefakty, więc nabyć trzeba.
Pośród największych gwiazd na firmamencie horroru i fantasy niewiele błyszczy jaśniej niż Richard Matheson. A choć wielu czytelników zna go głównie z powieści takich jak "Jestem legendą", Piekielny „dom” i szesnastu scenariuszy serialu "Strefa mroku", to najwyższe mistrzostwo osiągnął jako autor mrożących krew w żyłach opowiadań, z których wiele znalazło się niniejszej książce. Od czasu debiutu Mathesona w 1950 praktycznie wszyscy ważniejsi autorzy fantastyki i grozy czerpią garściami z jego dokonań - przyznają się do tego Stephen King i Neil Gaiman, Peter Straub i Joe Hill, a także filmowcy, tacy jak Stephen Spielberg i J.J. Abrams.
Matheson zrewolucjonizował horror, przenosząc go z gotyckich zamczysk i otchłani nieznanego kosmosu na dobrze nam znane i bliskie ulice i przedmieścia. Przesycił opowieści o zjawiskach fantastycznych i paranormalnych mroczną znajomością natury ludzkiej, sięgając do pokładów uniwersalnej grozy samotności i zagrożenia w niebezpiecznym świecie.

sobota, 4 stycznia 2020

Podsumowanie roku 2019

Przyznam szczerze, że rok 2019 nie była jakiś przełomowy w żadnym tego słowa znaczeniu. I przez dłuższy czas z tego powodu myślałam, ze był jakiś gorszy od poprzedniego, aż w końcu doszłam do wniosku, że nie. Ostatnio wszędzie można dostrzec parcie na samorozwój, kolekcjonowanie osiągnięć czy bezustanne spełnianie takich czy innych marzeń. I to jest ok, jeśli czujemy taką potrzebę, a nie przymus. Bo przyjemne i komfortowe życie w zgodzie ze sobą, nawet jeśli teoretycznie nie przemy do przodu, też jest ok i też jest osiągnięciem. A stabilizacja to nie to samo co stagnacja. Tak więc 2019 był dla mnie rokiem stabilizacji. 

środa, 1 stycznia 2020

Stosik #123

Czas na pierwszą notke roku i jak zazwyczaj będzie to stosik, no bo czemu nie. Zakupów w nim niewiele, Mikołaj w tym roku nie poszedł w ksiązki, ale po kilkumiesięcznej przerwie postanowiłam skorzystać z zasobów biblioteki (widać, że Legimi mi zbrakło; ale na swoje usprawiedliwienie mam, że wzięłam tytuły i tak w usłudze niedostępne. W większości). Koniec końców zebrał się pokaźny stos. Strzeżony przez Szczerbatka, bo udało mi się nabyć tego jednego z nielicznych Funko POPów, którego chciałam mieć.


Zacznijmy może od lewego, czyli bibliotecznego skrzydła. Na górze "Zawód położna". Książka opowiada o pracy położnej w Wielkiej Brytanii i mam nadzieję, ze będzie fajną przeciwwagą dla rodzimej "Mundrej" (której reckę rozgrzebałam jakiś czas temu i nie mogę skończyć...). Dalej, "Nieznane więzi natury". Po poprzedniej książce Wohllebena pozostał mi pewien taki niesmak, ale skoro nie muszę za kolejną płacić, to dam mu jeszcze jedną szansę. "Zimowa opowieść" Helprina znalazła się tu w ramach mojego osobistego miniwyzwania, albowiem postanowiłam do końca kalendarzowej zimy przeczytać co najmniej 10 zimowych książek. A to podobno świetna lektura. "Życie na krawędzi" wzięłam, bo było, jakoś tak przypadkiem wpadło mi w oko w internetowym katalogu i pomyślałam, że może być ciekawe. Podobnie rzecz ma się z "Ostatnim pustelnikiem", którego co prawda miałam na liście do przeczytania od dłuższego czasu, ale najwyraźniej potrzebowałam impulsu. "Niewyjaśnione" znalazły się tutaj, ponieważ lubię tajemnicze historie. Może niekoniecznie morderstw, ale też ujdą. Mam nadzieję, że autor poszedł w stronę racjonalizatorskich spekulacji, zamiast czystej sensacji. No i jako ostatni z bibliotecznych nabytków (a przynajmniej tych, które mogłam już odebrać) "Przez dziurkę od klucza" Jane Goodall. nie jestem jakąś szczególną miłośniczką małp człekokształtnych, ale to pozycja dość klasyczna i ostatecznie uznałam, że warto znać.

Na baczność stoją egzemplarze recenzenckie i nabytki własne. Od lewej mamy trzy dary losu od Zyska i s-ki. "Z naszej przyrody" Dyakowskiego to leciwa (bo ponad stuletnia) perełka z pogranicza ekoliteratury i literatury popularnonaukowej, w wydaniu uwspółcześnionym i zredagowanym. Oraz prześlicznym, bo bogato ilustrowanym i solidnym. Mam nadzieję, że treść okaże się równie atrakcyjna jak forma. Nie jestem pewna, czy "Miliardy, miliardy" Sagana (co do których byłam pewna, że ich tytuł brzmi nieco inaczej...) będą najlepszą lekturą na rozpoczęcie znajomości z tym autorem, ale zawsze można się pocieszać, ze w razie czego mam na półce jeszcze jego lepsze książki. A co do "Biegnącej z wilkami", to skorzystałam z okazji, bo akurat w tym miesiącu były dodruki, no bo wszakoż klasyk w feministycznych klimatach. Choć przyznam, że byłam pewna, że książka ma najwyżej połowę rzeczywistej objętości...

I na końcu jedna książka otrzymana i jedna kupiona. "Cała Orsinia" to prezent urodzinowy od Lubego, ostatni tom Le Guin, jaki chciałam mieć. No a "Kosmiczne rozterki" kupiłam sobie sama, żeby były do kolekcji. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...