poniedziałek, 19 października 2020

"Cycki. Czuła biografia piersi" Corien van Zweden



Poprzednia książka wydawnictwa Mova z gatunku szeroko pojętej literatury faktu, jaką przeczytałam okazała się zaskakująco udana, postanowiłam więc pójść za ciosem. Tym razem poszłam w klimaty feministyczne i zamówiłam „Cycki. Czułą biografię piersi” z księgarni TaniaKsiazka.pl. Wbrew pozorom nie odeszłam od literatury faktu, bo książka Corien van Zweden to reportaż. Bardzo osobisty, ale jednak. 

wtorek, 13 października 2020

"Do boju!" Mary Roach


Kilka lat temu Mary Roach była u nas dość popularna (a przynajmniej w blogosferze wyskakiwała z każdego kąta). Ówczesny wydawca wypuścił chyba trzy czy cztery jej książki, a że miały szeroko zakrojoną kampanię reklamową, można się było na autorkę natknąć wszędzie. Po tym gwałtownym wyrzucie tytułów przez kilka lat nic nowego się nie pojawiało, ale teraz Prószyński wydał „Do boju!”. Czyli książkę o wojsku. 

wtorek, 6 października 2020

Na co poluje Moreni: październik 2020

Październik jest kolejnym miesiącem bardzo w premiery obfitym. Jest oczywiście trochę przesunięć (np. premierę "Przyrodniej siostry", o której pisałam miesiąc temu przesunięto na 6 października), ale jest trochę niewiadomych. Dość kluczowych, bo to ważne dla mnie premiery: Mag ciągle milczy na temat "Piranesi" Susanny Clarke i "Matki żelaznego smoka" Swanwicka. Jest też "Niebieska księga z Nebo", postapo z wydawnictwa Pauza (a to znaczy, że na pewno na wysokim literackim poziomie), którym jaram się jak wiedźma na stosie. Premiera 30 października, ale nie ma jeszcze opisu... Ale nawet bez tego jest mnóstwo tytułów. 

Chcę mieć

"Bezgwiezdne morze" Erine Morgensterm
14 października


Lata temu czytałam "Cyrk Nocy" tej autorki i mnie zachwycił. Nic więc dziwnego, że strasznie się ekscytuję jej nową powieścią. Mam ogromne oczekiwania i cichą nadzieję, że się nie zawiodę.

Głęboko pod powierzchnią ziemi, na brzegach Bezgwiezdnego Morza istnieje labirynt tuneli i komnat pełnych opowieści. Przejścia do tego sanktuarium są często ukryte, niekiedy w lasach, niekiedy w domach, a niekiedy pozostają na widoku. Jednak ci, którzy szukają, znajdą. Ich drzwi na nich czekają.
Zachary Ezra Rawlins szuka swoich drzwi, choć o tym nie wie. Podąża za syrenim śpiewem, niesiony niewytłumaczalną pewnością, że pisany jest mu inny świat. Po odkryciu na półkach uczelnianej biblioteki tajemniczej książki pogrąża się w lekturze i daje porwać opowieściom o zakochanych na zabój więźniach, zaginionych miastach i bezimiennych akolitach. Na jednej ze stron Zachary niespodziewanie natrafia na zdarzenie z własnego dzieciństwa, w niewiarygodny sposób spisane w książce starszej od niego…
"Ten list miłosny do bibliofilów jest jak niepokojący sen, osadzony w najgłębszych emocjach. Rzeczywiście wstrząsający." —Publishers Weekly
Erin Morgenstern jest autorką powieści „Cyrk nocy”, bestsellera przełożonego na trzydzieści siedem języków.

piątek, 2 października 2020

Stosik #131

Miał być minimalizm, miało być ograniczanie zakupów, a wyszło jak zwykle. Ale przynajmniej za niewielki piniondz.

Zacznijmy od tego, co stoi, a nie leży, czyli  od "Farmageddonu". To egzemplarz recenzencki w ramach świeżo nawiązanej współpracy z księgarnią Tania Książka. Już go zresztą przeczytałam i zdążyłam o nim napisać.

Z leżących na górze mamy znowu dwie książki z drugiej ręki. "Podwójne życie Pat" chciałam kupić już dawno, bo "Wśród obcych" tej samej autorki bardzo mi się podobało. A kupiłam akurat teraz, bo było w tym samym antykwariacie co "Niepokonany Seabiscuit", a to jego szukałam. To kolejna "zwierzęca" książka polecona mi na Instagramie i jest to biografia najsłynniejszego (przynajmniej w USA) konia wyścigowego, któremu sławy mogłyby pozazdrościć największe gwiazdy rocka (ponoć dla jego fanów, goniących za nim po kraju, żeby zobaczyć każdą gonitwę, organizowano specjalne pociągi). Ponoć też dobrze napisana.

Dalej mamy dwa zakupy ze Świata Książki. "Najlepsze opowiadania" Lafferty'ego to oczywista oczywistość, bo kolejny Artefakt. A "Niewidzialne kobiety" wyrastają na feministyczny tytuł roku. Miałam je czytać na Legimi, ale doszłam do wniosku, że pewnie będę sporo zaznaczać, więc kupiłam papier.

Reszta to efekt nieopatrznej wizyty na stronie Dedalusa. "Kraina fast foodów" to efekt zbyt częstego oglądania seriali dokumentalnych o jedzeniu. W końcu kupiłam o tym reportaż (nie to, że jedyny w temacie, jaki mam na liście, ale reszta jest na półce Legimi). "Największą tajemnicę życia" wynotowałam sobie jako ciekawy tytuł już przy okazji premiery, no a że była za kilkanaście złotych, to wzięłam. "What the F." miałam na oku, odkąd zdobyła tytuł Mądrej Książki Roku i tak jakoś się skusiłam. "Służące do wszystkiego" miałam kiedyś okazję wziąć do recenzji, ale się nie zdecydowałam, bo doszłam do wniosku, że temat nie bardzo dla mnie. A potem zewsząd zaczęły spływać głosy, jaka to fenomenalna książka jest. Też miałam czytać na Legimi, ale była za 16 złotych, to się skusiłam. I o ile pierwsze 20 stron jest miarodajne, to rzeczywiście zapowiada się fenomenalnie. O "Nowym życiu" też tu kiedyś w zestawieniu nowości pisałam, było za niewielkie pieniądze, to wzięłam. I tu trochę jestem rozczarowana formą, bo format duży i nieporęczny, a tekst strasznie napompowany. Mam nadzieję, że treść będzie dobra.

Ciekawe, czy w październiku uda mi się ograniczyć zakupy...

wtorek, 29 września 2020

"Farmageddon" Philip Lymbery, Isabel Oakeshott

 Jak pisałam tu już kilkakrotnie, książki z wydawnictwa Mova mają tę dziwną właściwość, że najpierw mnie kuszą ciekawym tematem, a potem rozczarowują wykonaniem. Niemniej jednak, ciągle mnie kuszą, więc daję szansę kolejnym. I Farmageddon będzie pierwszą, która mnie nie rozczarowała. Co nie znaczy, że nie mam do niej zastrzeżeń.

Zainteresowałam się tym tytułem głównie dlatego, że chciałam sobie uzupełnić pewne kwestie, które w Wyzwoleniu zwierząt poruszał Peter Singer. Poświęcił on tam wiele miejsca nieetycznym metodom hodowli, ale ostatnia aktualizacja jego książki miała miejsce jakieś 20 lat temu i w zasadzie dotyczyła głównie USA. Chciałam przeczytać coś pokazującego bardziej aktualny stan rzeczy oraz nawiązującego do realiów europejskich. Dlatego „Farmegeddon”, wydany w oryginale w 2014 roku (i jakieś 5 lat temu również w Polsce, bo wydanie, które czytałam, jest już drugim) wydał mi się całkiem trafnym wyborem. I tu niespodzianka: to nie jest książka o prawach zwierząt. To jest książka o etyce rolnictwa, powiedziałabym. Ale w żadnym wypadku nie jest to wada.

czwartek, 24 września 2020

"Dramat zwierząt domowych" Achim Gruber

Książki o pracy weterynarzy należą do moich ulubionych. Niestety, niewiele się ich w Polsce wydaje, bo poza cyklem Jamesa Herriota (który niezbyt przypadł mi do gustu) wyszły bodajże cztery. Nic więc dziwnego, że kiedy wydawnictwo Feeria zapowiedziało „Dramat zwierząt domowych” Achima Grubera, wzbudziło to we mnie wręcz niezdrowy entuzjazm. Z nadziejami, po ostatnim rozczarowaniu, byłam nieco ostrożniejsza.

Książka Grubera to nie do końca jest opowieść o pracy weterynarza (właściwie jest nią tylko w niewielkim stopniu). Przede wszystkim autor co prawda sam jest weterynarzem, ale patologiem, więc rzadko spotyka się w pracy z żywymi zwierzętami (bo nawet jeśli jego pacjenci akurat nie kopnęli w kalendarz, to dostaje najwyżej wycinki ich tkanek). Co ma swoje zalety, bo o ile o pracy standardowych wetów w przychodniach można obejrzeć multum seriali, jeśli poczytać się nie da, to o pracy takich wysoko wyspecjalizowanych lekarzy weterynarii trudno cokolwiek gdzieś znaleźć (zresztą, jak pisze sam Gruber, większość z nich zostaje na uczelniach i nie prowadzi praktyki). Niemniej, choć autor o swoich przypadkach pisze, zawsze są one tylko pretekstem o omówienia jakiegoś szerszego zagadnienia. Przyznam, że to mój ulubiony zabieg w przypadku książki popularnonaukowej.

piątek, 18 września 2020

"Wilk" Jean-Marc Rochette


Jeśli opuścimy grajdołek komiksów superbohaterskich i fantastycznych, trafimy do swoistego mainstreamu. Jednak mam wrażenie, że w przeciwieństwie do mainstreamu powieściowego w tym komiksowym królują opowieści prawdziwe: całkowicie lub częściowo (auto)biograficzne czy też popularnonaukowe. Zdarzają się też adaptacje innych tekstów, jak powieści czy opowiadania. Całkowicie autorskie prace zdają się być stosunkowo rzadkie (przynajmniej na polskim rynku). Jean-Marc Rochette udowadnia, że komiks nadaje się do opowiadania autorskich historii tak samo, jak każda inna forma twórczości.

Fabuła „Wilka” jest na pierwszy rzut oka banalnie prosta. Oto mamy kolejny konflikt człowieka z przyrodą w najbardziej chyba ikonicznej formie opozycji pasterza i wilka. Tutaj czytelnik niejako spodziewa się, że autor wybierze jeden z dobrze wszystkim znanych schematów. Może mianowicie stworzyć opowieść o ludzkiej sile woli zwyciężającej oporną naturę i zaprowadzającej ład cywilizacji. Może też pójść w zupełnie inną stronę i pokazać nam historię, w której dziewicza przyroda jest obiektem westchnień i swoim majestatem oraz potęgą pokazuje pyszałkowatemu człowieczkowi, gdzie jego miejsce. Na szczęście Rochette porzuca takie oczywiste schematy.

piątek, 11 września 2020

"Harda Horda" antologia


Kilka lat temu usłyszałam o inicjatywie, jaką jest Harda Horda. Ot, dwanaście (a potem trzynaście) autorek postanowiło się nieoficjalnie zrzeszyć, aby wzajemnie się wspierać, doradzać i mieć większą silę przebicia w ramach promocji swoich tekstów. Przyznam, że od razu zaczęłam żywić do inicjatywy ciepłe uczucia, bo poza autorkami szeroko znanymi były w niej i te panie, które nie miały do tej pory szczęścia do wydawców (bo fakt, że coś się wydało, ale słuch o autorze zaginął niekoniecznie musi świadczyć o marności dzieła tudzież braku potencjału komercyjnego autora. Przykładem niech będzie tułająca się przez lata od jednego niszowego wydawcy do drugiego Agnieszka Hałas czy Marta Kisiel, którą po pierwszej książce wydawca spisał na straty).

Dwa lata temu SQN zaczął wydawać raz do roku wypasione, bogato ilustrowane antologie (na ten rok też były ponoć jakieś plany, ale pandemia pokrzyżowała). W 2018 były to „Inne światy”, w zeszłym roku wyszła w tym formacie „Harda Horda”. Tom zawierał po jednym opowiadaniu każdej zrzeszonej autorki, a poza tym mnóstwo bardzo ładnych ilustracji (niestety, czarnobiałych ku pewnemu mojemu ubolewaniu). Pozwólcie, że pochylę się nad każdym tekstem z osobna. Są na tyle różne, że nie ma sensu omawiać ich w jakikolwiek sposób zbiorczo.

poniedziałek, 7 września 2020

Na co poluje Moreni: wrzesień 2020

Wrzesień okazała się miesiącem bardzo bogatym w premiery. Są kultowe wznowienia (na przykład "Listy" Tolkiena pojawią się 15 września. Mnie to nie interesuje za bardzo, bo mam poprzednie wydanie). Są też tradyyjnie wydawcy, którzy niepotrzebnie się tajniaczą ze swoimi zapowiedziami tak, że nie mogę ich ująć w zestawieniu, bo poza zajawką wrzuconą w story na insta nic jeszcze nie wiadomo (tak Wydawnictwo Poznańskie zrobiło z "Wojną o szczepionki" Briana Deera. Wiadomo tylko, że będzie 30 września). Niemniej jednak lista i tak jest długa, więc nie przeciągajmy wstępu.

Chcę mieć

"Najlepsze opowiadania" R. A. Lafferty
11 września

Kolejna pozycja z Artefaktów do kolekcji. Tym razem jestem zainteresowana, bo szczerze mówiąc autora kompletnie nie znam, ale zbiory opowiadań lubię.

Raphael Aloysius Lafferty jest uważany za jeden z najoryginalniejszych głosów we współczesnej literaturze. W swojej karierze był wielokrotnie nominowany do nagród i nagradzany, zdobył między innymi World Fantasy Award za całokształt twórczości. Ten zbiór zawiera 22 niezwykłe i niewiarygodne opowiadania, w tym:
nagrodzone Hugo: Matka Euremy ze wstępem Roberta Silverberga,
nominowane do Hugo: Ciąg dalszy na następnej skale ze wstępem Nancy Kress i Niebo ze wstępem Gwendy Bond,
nominowane do Nebuli: Na naszej ulicy ze wstępem Neila Gaimana,
oraz wiele innych opowiadań przedstawianych przez innych współczesnych mistrzów fantastyki, przyznających, że R. A. Lafferty był dla nich ważną inspiracją oraz liczącą się literacką siłą.

środa, 2 września 2020

Stosik #130

Kolejny stosik, niby imponujący, ale trochę oszukany. Bo większość z tego zamówiłam jeszcze w lipcu, ale przyszło dopiero w sierpniu (tak to jest jak człowiek na fali niewytłumaczalnego optymizmu zamówi preorder, który ma wychodzić za dwa dni). Trochę też odkrywam internetowy rynek wtórny (mnóstwo frajdy daje kupowanie poszukiwanych staroci za grosze :D).

Zacznijmy może od tego, co stoi, a nie leży. A stoją egzemplarze recenzenckie od wydawnictwa Marginesy. "Dziewięć miesięcy czułego chaosu" to komiks o przeżywaniu ciąży. Już go przeczytałam, recenzję niedługo napiszę. "Składniki" zaś to książka popularnonaukowa o naszej codziennej chemii. Jeszcze przede mną, ale jestem bardzo ciekawa, jak autor sobie poradził z tematem.

Reszta to zakupy. Na samej górze trzy pozycje z drugiej ręki. "Okrutny szlak" zdybałam na OLX, bo normalnie się go kupić nie dało, a na Allegro jak już się pojawiał, to wołali za niego 80-90zł. Kojarzycie animację "Balto", gdzie tytułowy mieszaniec psa z wilkiem ruszał po transport szczepionek na krztusiec? "Okrutny szlak" to reportaż o wydarzeniach, na których oparto fabułę filmu. Polecono mi go kiedyś na Instagramie, a że w końcu znalazłam ciekawą ofertę (15zł), to kupiłam.

Pozostałe dwie z trzech kupiłam za jakieś grosze (serio, za obie razem zapłaciłam mniej niż wyniósł koszt wysyłki) na Allegro. Obie są egzemplarzami pobibliotecznymi, ale w bardzo dobrym stanie. Zależało mi głównie na "Dziobie księżyca", "Porwanie Baltazara Gąbki" dobrałam dość spontanicznie. Nigdy go nie czytałam, znam tylko bajkę, więc będzie okazja nadrobić, a jak się okaże, że nie trąci myszką, to będę czytać młodej. ;) Tymczasem "Dziób księżyca" to, uwaga, animal fantasy o keach. Pierwszy raz usłyszałam o nim na fanpagu z ciekawostkami o papugach, a potem znalazłam post tłumaczki na Instagramie (no i nie bez znaczenia był fakt, że książka kosztowała niecałe 4 zł). Podobno jest to świetnie napisane a autor był wierny całej naukowej wiedzy, jaką naonczas mieliśmy o keach. Cykl ma więcej tomów, ale nie ukazały się po polsku.

Reszta to moje szaleństwo zakupowe ze Świata Książki (lecimy od góry). "Jedyny i niepowtarzalny Ivan" to książka dla dzieci, którą właśnie ekranizuje Disney (jako film aktorski, ku mojemu ogromnemu rozczarowaniu). Słyszałam o niej już wcześniej, ale dopiero to był bodziec do zakupu. Już przeczytałam, jest świetna. Recenzja niedługo.

"Książkę o śmieciach" Łubieńskiego kupiłam tylko dlatego, że zachwycił mnie swoją książką o ptakach. Mam nadzieję, że teraz też zachwyci. "Ślady zbrodni" po prostu wydały mi się interesujące, za to "Dramat zwierząt domowych" to był mój must have. Też już go zdążyłam przeczytać i opisać, więc notka niedługo się pojawi. "Gdyż jest nas wielu" to też must have, bo po pierwszym tomie nie mogło być inaczej. Też zdążyłam skrobnąć już kilka słów i czekają na publikację. No a dwa ostatnie to Artefakty, więc do kolekcji. Z tym, że wolfowy "Miecz i cytadela" nie jest czytelniczym priorytetem (o ile w ogóle go kiedyś przeczytam). "Green Town" to też nie jest dla mnie jakiś gorący tytuł, no ale jak poznam cokolwiek Bradbury'ego, to może mi się odmieni.

sobota, 29 sierpnia 2020

"Help Me!" Marianne Power

Przyznam, że do poradników sama mam stosunek bardzo nieufny. To znaczy jestem zdania, że te dotyczące konkretnych, namacalnych rzeczy typu zarządzanie budżetem czy szeroko pojęte prowadzenie domu mogą mieć sporo sensu, ale w skuteczność tych mówiących, co zrobić, żeby być pięknym, młodym, bogatym i spełnionym zwyczajnie nie wierzę. Toteż ich nie czytam (i to nie jest tak, że nie próbowałam. Kiedyś jeden przeczytałam. Po czym stwierdziłam, że na takie bzdury szkoda życia). Ale zawsze pozostaje gdzieś z tyłu głowy taka myśl, że skoro te książki sprzedają się w jakichś dzikich nakładach, to może coś w nich jest i może jednak warto byłoby chociaż sprawdzić… Na szczęście znalazł się ktoś, kto mnie od tego dylematu wybawił. 

środa, 19 sierpnia 2020

O tym, dlaczego czytam mniej fantastyki

Od kilku lat obserwuję u siebie pewną tendencję. Mianowicie odchodzę od czytania fantastyki na rzecz literatury faktu i popularnonaukowej. W sumie nic w tym dziwnego, gusta się zmieniają i tak dalej, ale jest pewien problem. Otóż ja za fantastyką tęsknię. Chciałabym czytać jej więcej. Problem polega na tym, że znacznie zmniejszyła się podaż książek fantastycznych, które dają mi czytelniczą satysfakcję.
 
Ostatnio sporo myślałam nad tym, dlaczego gatunek, który jeszcze kilka lat temu stanowił miażdżącą większość czytanych pozycji, teraz jest jakby mniej satysfakcjonujący. I dlaczego odeszłam od niego w kierunku czegoś, co zupełnie fikcja nie jest. Odpowiedź na to drugie pytanie jest prosta: paradoksalnie literatura faktu bywa bardziej zaskakująca. Fikcja ma rzeczywistość naśladować, w związku z czym musi ograniczać się do tych fabuł, które czytelnik uzna za prawdopodobne. Rzeczywistość nie musi, stąd czytając reportaż nie możemy sarkać, że jacy nieprawdopodobni ci bohaterowie, bo no cóż, oni byli, istnieli i raczej zrobili to, o czym napisano, choćby nie wiem jak głupie, niezwykłe czy nielogiczne było. A ja lubię być zaskakiwana. Odpowiedź na pierwsze pytanie wymaga jednak nieco dłuższych wyjaśnień.

Luby za to ciągle czyta praktycznie wyłacznie fantastykę (a tak naprawdę to po prostu lubię to zdjęcie, więc każda okazja jest dobra, żeby się nim podzielić :P )
 

czwartek, 13 sierpnia 2020

"Ruchomy zamek Hauru" Diana Wynne Jones

 
„Ruchomy zamek Hauru” to jedna z tych historii, które w naszym kraju znane są głównie z animowanej adaptacji. Tymczasem w anglosaskim kręgu kulturowym powieść, która była podstawą dla filmu jest kultowym dziełem klasyki dziecięcej. W Polsce jednak nie przebiła się do szerszej publiczności, mimo że wydano go u nas już 15 lat temu. Przyznam, że i ja znałam tę historię jedynie z produkcji studia Ghibli i mam do niej ogromny sentyment. Toteż gdy doszły mnie słuchy o wznowieniu tytułu przez wydawnictwo Nowa Baśń, niecierpliwie czekałam na moment, kiedy będę mogła nabyć książkę i porównać animację z oryginałem. W tej notce też tych porównań unikać nie będę, choć nie mam na celu robienia szczegółowej analizy podobieństw i różnic.

piątek, 7 sierpnia 2020

Na co poluje Moreni: sierpień 2020

Ilość premier sierpniowych nie jest już tak zaskakująco wysoka jak w poprzednim miesiącu. Powiedziałabym, ze to raczej przyjemnie średni miesiąc. Zaczynajmy więc.

Chcę mieć

"Śmiech ma po matce" Carl Zimmer
12 sierpnia

Postanowiłam serię Zrozum zbierać, więc to oczywiste, że tę pozycję kupię. Nie uwiera to jednak mojego kolekcjonerskiego serduszka, bo lubię czytać o genetyce i akurat ten tytuł już na etapie przedstawienia przez wydawcę serii wydawał mi się najbardziej interesujący. Tak więc czekam.

Z tej książki dowiesz się:
• Jak to się dzieje, że dziedziczymy florę bakteryjną?
• Dlaczego wciąż nosimy w sobie geny odpornościowe neandertalczyków?
• Jaką rolę w rozwoju genetyki odegrał groszek?
• Kiedy XX + XY = XY, a kiedy XX?
Wszystkim nam się wydaje, że z dziedziczeniem jesteśmy na ty. Już wiele wieków temu ludzie dostrzegali podobieństwa dzieci do rodziców – podobny kolor oczu lub sposób zachowania w określonych sytuacjach. Nie zastanawiali się jednak, dlaczego tak się dzieje, i nie nazwaliby tego dziedziczeniem. Dziedziczenie oznacza dar lub klątwę. Definiuje to, jacy jesteśmy, na podstawie naszej biologicznej przeszłości. Daje nam również nieśmiertelność, przenosi bowiem naszą cząstkę w przyszłość.
Carl Zimmer, jeden z najbardziej uznanych amerykańskich naukowców, opowiada nam o historii dziedziczenia i genetyki od pierwszych chorób przenoszonych z pokolenia na pokolenie aż po czasy współczesne przyglądając się równocześnie swojej rodzinie. Wybiega również w przyszłość, zastanawiając się, w jakim stopniu etyczne jest modyfikowanie genów i pojedynczych komórek na wczesnym etapie rozwoju człowieka. Gdyby człowiek musiał przeczytać tylko jedną książkę o genetyce, powinien z pewnością sięgnąć po Śmiech ma po matce. Tajemnice genów Carla Zimmera.

wtorek, 4 sierpnia 2020

Stosik #129

Tym razem stosik nie tak wielki, jak mógłby być. A to dlatego, że zaszalałam z zakupami, ale połowa utknęła w limbo, czekając na przekładaną premierę preorderu. No cóż, pozostaje się cieszyć tym, co doszło.


Oto i papierowa część zdobyczy z lipca. Na górze mamy "Ruchomy zamek Hauru", na którego premierę czekałam dość długo i potem czym prędzej kupiłam. Jest już przeczytany, recenzja napisana, pewnie wrzucę w przyszłym tygodniu. Pod nim "Czerń nie zapomina", jedyny papierowy egzemplarz recenzencki (od Rebisu). Już o tej powieści pisałam.

Dalej same zakupy. "Myśliwce" to oczywiście must have, bo zbieram Menażerię (acz kolejne tytuły to od lat większe i mniejsze rozczarowania). "Pana ciemnego lasu" wyciągnęłam z kosza z tanią książka w markecie. "Kotolotki" już czytałam w ebooku, ale jako że tworzę biblioteczkę swojemu dziecku, postanowiłam kupić też papier. No i na samym dole "Bestiariusz - zwierzęta", bo jeśli istnieją jakieś tytuły w tej serii, które koniecznie chcę mieć, to poza smokami będzie właśnie ten.

Tym razem mamy też ebooki.


Jest więc "Do boju", do recenzji od Prószyńskiego. Kilka lat temu inne wydawnictwo wydało cała serię tytułów tej autorki, ale jakoś się nie załapałam wtedy. Teraz sobie nadrobię. Drugi ebook to wydany przez fanowską Grupę Wydawniczą Alpaka. "Tęczowo i fantastycznie" to zbiór queerowej fantastyki i tematycznej publicystyki. Do pobrania za darmo.

piątek, 31 lipca 2020

"Miasteczko Rotherweird" Andrew Caldecott



„Miasteczko Rotherweird” było reklamowane jako „Harry Potter dla dorosłych”. Tego typu deklaracje zwykle wywołują u mnie silną chęć powiedzenia „sprawdzam”. Dlatego też postanowiłam „Miasteczko...” przeczytać (oraz dlatego, że sam pomysł na powieść wydawał się ciekawy, a blurb kładł nacisk na postać nowego nauczyciela, więc miałam cichą nadzieję, że powinowactwo z Harrym Potterem jakieś będzie). Cóż, okazało się, że powieść z cyklem Rowling ma wspólne tylko to, że dzieje się w Anglii. A to tylko jedno z rozczarowań.

sobota, 25 lipca 2020

"Czerń nie zapomina" Agnieszka Hałas



Zakończenia serii są bardzo ryzykowne dla autorów, wszak trzeba usatysfakcjonować rozochoconą widownię. Zadanie jest tym trudniejsze, im lepsza była seria a ryzyko porażki zawsze spore. Tak więc Agnieszka Hałas stanęła przed wyzwaniem, kiedy pisała „Czerń nie zapomina” - finałowy tom swojego „Teatru Węży”. Czy mu podołała?

Po wycieczce w tropikalne rejony w „Śpiewie potępionych” znowu wracamy w klimaty bardziej umiarkowane. Oraz do bohaterów, których do tej pory znaliśmy raczej przelotnie. Akhania ar Vithenare chwyta dwójkę żmijów i z rozkazu srebra każe im odszukać trzeciego, Krzyczącego w Ciemności, który po wydarzeniach z poprzedniego tomu rozpłynął się w powietrzu (w przenośni, nie dosłownie). Lorraine, młoda, choć utalentowana wróżbitka również go szuka, popychana przez nawiedzające ją wizje. Tymczasem demony z Doliny Śniedzi knują intrygę, której konsekwencje mogą okazać się ostateczne dla świata ludzi, a srebrni magowie mają swoje własne problemy.

sobota, 18 lipca 2020

"Oczy uroczne" Marta Kisiel


Mój związek z Martą Kisiel to trudna sprawa. Pisarka ma duże grono zachwyconych jej twórczością fanów, więc i ja spróbowałam, ale na „Nomen omen” się przejechałam, co mnie na dłuższy czas odstraszyło. Niemniej, ponieważ Marta Kisiel ma duże grono zachwyconych jej twórczością fanów, jej powieści i opowiadania są stałym elementem nominacji do nagrody Zajdla. W zeszłym roku w nominacjach wylądowała z powieścią i opowiadaniem i właściwie tylko dlatego zapoznałam się z „Szaławiłą”. Nawet mi się spodobało, więc postanowiłam kiedyś dać szansę powieści, do której stanowiło prequel. W tym roku owa powieść pojawiła się w nominacjach, a że akurat miałam pod ręką ebooka, to postanowiłam zapoznać się z „Oczami urocznymi”.

sobota, 11 lipca 2020

"Kotolotki" Ursula K. Le Guin


Kiedy Prószyński wydawał serię wszystkich dzieł zebranych Le Guin, tak naprawdę jedno pominął. Dziecięce opowiadania o kotolotkach mianowicie, bowiem ta jedna z najbardziej uznanych autorek fantastycznych napisała też coś dla dzieci (tak, to typowa literatura dziecięca, nie żadne young adult). I w sumie brak tego utworu w serii nie był ze strony wydawcy taką złą decyzją, w końcu książki dla dzieci wymagają nieco innej oprawy niż te kierowane do dorosłych kolekcjonerów. Nie pasowałyby do kolekcji.

poniedziałek, 6 lipca 2020

Na co poluje Moreni: lipiec 2020

W poprzednich latach lipiec nie obfitował w premiery - wiadomo, lato urlopy, jedyne co się sprzedaje to romanse i kryminały (a tych akurat nie lubię). W tym roku oferta jest dużo bogatsza. 

Na lipiec przesunięto premierę "Strzelb, zarazków i stali", o których pisałam w czerwcowym zestawieniu. Rebis przygotowuje też wznowienie "Gdzie dawniej śpiewał ptak" Kate Wilhelm, ale mam stare wydanie z Solarisu. Nawet recenzowałam tę książkę na blogu.

Tymczasem przejdźmy do rzeczy.

Chcę mieć

"Green Town" Ray Bradbury
3 lipca

Kolejny tom Artefaktów, więc oczywiście muszę go kupić. Do kolekcji.

Zbiór powieści i opowiadań, których akcja rozgrywa się w miasteczku Green Town.
Niezwykłe historie o krainie dzieciństwa, widzianej z wielką nostalgią i miłością, opowieści o budzeniu się samoświadomości nastoletnich bohaterów, wielkiej afirmacji życia, codziennych wydarzeniach i rytuałach. Ale także podróże do krainy dziecięcych koszmarów, mrocznych miejsc i niepokojących zdarzeń.
W skład książki "Green Town" wchodzą: Słoneczne wino, Jakiś potwór tu nadchodzi, Pożegnanie lata i Letni ranek, letnia noc.

środa, 1 lipca 2020

Stosik #128

Czerwiec nie był zbyt obfitym książkowo miesiącem, ale coś tam do biblioteczki trafiło. toteż pokazuję wam skromny stosik zdobyczy (i już wiem, ze w lipcu będzie większy).


Nie przedłużając, na górze są trzy tomy mangi "One-Punch Man". Po obejrzeniu jakiś czas temu anime na jej podstawie (pierwszy sezon jest na Netflixie, polecam) planowałam zakup pierwowzoru, ale jakoś tak zawsze go odwlekałam. Aż tu nagle Mi się czytanie podoba zorganizowała wyprzedaż na instagramie, to skorzystałam z okazji. Już zresztą przeczytałam, jak mi się nazbiera więcej tomów, to może nawet coś tam skrobnę.

"Wyspa doktora Moreau" z kolei to egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Vesper. Jest to samo piękne wydanie, co "Wojna światów". Mam nadzieję, że jeszcze "Wehikuł czasu" w nim wyjdzie, to będę miała komplet.

A na samym dole "Dinozaury odkryte na nowo", czyli wygrana z instagramowego konkursu. I tak chciałam ją sobie kupić, a tu się udało wygrać. ;) Właśnie ją czytam.

czwartek, 18 czerwca 2020

"Pies jest miłością" Clive Wynne


Przyznam, że nieszczególnie mnie interesują książki popularnonaukowe o psach (co innego tytuły z zacięciem reporterskim). Po prostu dlatego, że psa nie mam, a takie publikacje najczęściej są kierowane właśnie do właścicieli i autorom przyświeca cel pisania ich w taki sposób, aby zawierały mnóstwo sugestii praktycznego wykorzystania informacji. Co dla osób nie mających takiej możliwości jest straszliwie nudne. Gdyby „Pies jest miłością” nie wyszedł w marginesowej serii Eko, też bym go zignorowała. No ale wyszedł.

czwartek, 11 czerwca 2020

"Tetris" Box Brown


Jak być może wiecie, bo kilkukrotnie o tym wspominałam, Marginesy od jakiegoś czasu wydają komiksy. Jednym z pierwszych, jaki pojawił się w ofercie, był „Tetris. Ludzie i gry”. Przyznam, że miałam pewne wątpliwości, ale uznałam, że historia stojąca za jedną z najpopularniejszych gier wszech czasów może być intrygująca (gry interesują mnie raczej umiarkowanie, ale zawsze jestem ciekawa procesu twórczego i decyzyjnego stojącego za znaną marką).


piątek, 5 czerwca 2020

Na co poluje Moreni: czerwiec 2020

Zwykle to kwiecień i maj były miesiącami, w których zalewały nas najciekawsze premiery, a miesiące wakacyjne pozostawały raczej ubogie w tym względzie. Wygląda na to, że w tym roku (ze względu na koronawirusa) trend się odwrócił. W maju ledwo skleiłam notkę zapowiedzi, za to czerwiec (a powoli też i lipiec) zapowiada się na bogato. Dodatkowo wpadnie też kilka premier, które zamieściłam we wcześniejszych zestawieniach, ale ostatecznie albo nie ukazały się dotąd wcale, albo tylko w formie ebooka. Nie przedłużając więc, lecimy z tym koksem.

Chcę mieć

"Ruchomy zamek Hauru" Diana Wynnw Jones
5 czerwca

Kolejna, po "Kotolotkach", pozycja obliczona raczej na tworzenie biblioteczki dla młodej (jeszcze parę lat, zanim skorzysta, ale znając polski rynek książki wtedy pozycje już nie będą dostępne), ale przyznam, że sama też jestem ciekawa. Pozycja kultowa w UK, u nas znana raczej z animacji studia Ghibli niż z czegokolwiek innego (a w oryginale właściciel zamku nazywał się Howl, ale Japończycy nie umieją w europejskie spółgłoski).

Młoda Sophie Kapeluszniczka, z krainy zwanej Ingarią, przykuwa niechcianą uwagę czarownicy i zostaje zamieniona w staruszkę… Decydując, że nie ma nic do stracenia, wyrusza do ruchomego zamku czarodzieja Hauru, który podobno zjada dusze młodych dziewcząt…
W zamku Sophie spotyka Michaela, ucznia Hauru, oraz Kalcyfera, demona ognia, z którym zawiera pewien pakt.
 

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Stosik #127

Po miesięcznej przerwie, w trakcie której nie kupiłam żadnej ksiązki czas powrócić ze stosikiem. W założeniu ten też miał być skromny, ale wydawcy zarzucili mnie promocjami w swoich księgarniach i żal było nie skorzystać. Toteż wieża dość słusznych rozmiarów.


Zacznijmy może od dołu. Na spodzie "Ewolucja piękna" - książka na którą czaiłam się od przeszło roku. Nie kupiłam jej wcześniej, bo jest droga - cena okładkowa to prawie 80 PLN, a i w dyskontach jest niewiele tańsza. Tymczasem wydawca zrobił promocję z okazji Dnia Praw Zwierząt i tak oto udało mi się ją kupić za 35 PLN. Profit.

Wyżej mamy trzy planowane zakupy ze Świata Książki. "Życie", bo mam słabość do książek o ewolucji życia i wszelkich prehistorycznych stworach, więc dołączyłam do kolekcji. O "Nasze imię Legion, nasze imię Bob" już pisałam, bo czytałam ebooka na Legimi. Postanowiłam nabyć też wersję papierową, bo to bardzo przyjemne czytadło jest. A "Ewangelii według węgorza" jestem po prostu ciekawa. Poza tym to ślicznie wydana książka.

Szczyt stosiku to zamówienie z akcji domowych targów książki, jaką zorganizowało w swojej księgarni Wydawnictwo Poznańskie. Przez jeden z majowych weekendów mieli cały asortyment przeceniony o 50%, w tym kilka tytułów przedpremierowo. No to skorzystałam. "Co nas (nie) zabije" i "Czarna owca medycyny" to dwa tomy ich zainicjowanej w tym roku serii popularnonaukowej, którą chyba będę sobie kolekcjonować. "Podziemia" zaś zaintrygowały mnie tematyką (choć rozczarowało mnie nieco, że okładka jest jednak zintegrowana, a nie twarda, jak to wyglądało na zdjęciach). A "Religie dawnych Słowian" kupiłam zupełnie od czapy.

Zaś na kindlu jedyny egzemplarz recenzencki od Prószyńskiego, czyli "Kotolotki". I tak mam zamiar kupić to jeszcze w papierze (przy takiej ilości ilustracji ebook średnio ma rację bytu), no ale jak dawali ebooka, to wzięłam. Już je przeczytałam nawet.

czwartek, 28 maja 2020

"Pan Światła" Roger Zelazny


Z Zelaznym to jest tak, że pokochałam go po przeczytaniu słabo kojarzonej i wydanej u nas jedynie w czasopiśmie mikropowieści „Ciemna noc październikowa”. Co oznacza, że amberowskiego opus magnum jeszcze nie znam (choć czeka na półce, błyskając różowym jednorożcem), czyli zabieram się za znajomość z autorem od d… znaczy ten, od niewłaściwej strony. Za to zabieram się skrupulatnie, bo ściągając do domu wszystkie wznowienia jego twórczości, jakie trafią na półki księgarń (ech, żeby ktoś wypuścił dzieła zebrane kiedyś…). Tym razem ściągnęłam „Pana Światła”, powieść chyba najbardziej po amberowskim cyklu znaną. Wznowił ją Zysk, w tym dobrym tłumaczeniu, pięknej szacie graficznej i solidnym technicznie wydaniu. 

czwartek, 7 maja 2020

Na co poluje Moreni: maj 2020

Na fanpagu bloga pisałam kiedyś, że zapowiedzi w maju nie będzie. Niemniej, rynek wydawniczy dał radę wyprodukować w tym miesiącu aż trzy interesujące premiery, a tak się składa, że to minimalna wymagana ilość, którą sobie do wpisów premierowych założyłam. Czego zabrakło? A no "Hakowania Darwina" Metzla, które co prawda od miesiąca dostępne jest w ebooku, ale tu akurat chciałam sobie kupić papier (nie będę przecież dwa razy płacić), a premiera tegoż z kolei została przełożona na niewiadomokiedy.

Podziału na kategorie tym razem nie będzie, bo wszystkie te tytuły zamierzam prędzej czy później nabyć.

"Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat" Juan Luis Arsuaga
6 maja

Mam słabość do paleontologicznych tytułów popularnonaukowych, a że nie wydaje się ich u nas zbyt wiele (pominąwszy encyklopedie dla dzieci), zwykle kupuję wszystko. Takoż i tym razem postanowiłam się skusić i już nabyłam, bo strona wydawcy obiecywała 600 stron lektury (ale strona księgarni już tylko 380, zobaczymy, kto miał rację).

Bestseller w Hiszpanii!
Wielka historia życia
Juan Luis Arsuaga zabierze cię w porywającą podróż po ścieżkach ewolucji w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego człowiek pojawił się na Ziemi? Razem z nim będziesz mógł zastanowić się, czy nasze miejsce mogły zająć jakieś inne inteligentne istoty. Czy altruizm to naturalny instynkt, czy jest nim raczej agresja i walka o przetrwanie?
Arsuaga w ciągu trwającej 15 dni podróży, rozdział po rozdziale, pokazuje świat, jakiego dotąd nie znaliśmy. Opowiada, jak to się dzieje, że jedne organizmy pojawiają się na Ziemi, a inne znikają. Wyjaśnia, jak te mechanizmy działają w królestwach roślin i zwierząt. Zdradza, co było potrzebne, by wykształciła się kreatywność i inteligencja. Wreszcie zastanawia się, czy historia ewolucji dobiegła już końca, czy człowiek, jakiego znamy, to dopiero początek nowego jej rozdziału.
Juan Luis Arsuaga jest biologiem i paleontologiem, który czterdzieści lat swojego życia poświęcił badaniu ewolucji i historii życia na Ziemi. Na stałe wykłada na Uniwersytecie w Madrycie, gościł też na najbardziej prestiżowych uniwersytetach świata: w Londynie, Cambridge, Zurychu, Rzymie, Arizonie, Filadelfii, Berkeley, Nowym Jorku, Tel Awiwie. Publikuje w prestiżowych czasopismach naukowych, takich jak „Nature” i „Science”. Jego najnowsza książka Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat stała się megabestsellerem w Hiszpanii – przez kilka miesięcy utrzymywała się w czołówce list bestsellerów. Jego książki ukazały się w 11 krajach.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

"Wydech" Ted Chiang


Kiedy człowiek sięga po autora niezwykle uznanego zawsze pozostaje obawa, że się rozczaruje. Sięgając po „Wydech” Teda Chianga nie byłam wyjątkiem. Autor ten nie jest może szeroko rozpoznawany (choć od chwili ekranizacji jednego z jego opowiadań z pewnością bardziej) i nie osiągnął u nas szalonej popularności, ma jednak etykietkę pisarza wybitnego i w pewnych kręgach fandomu nie wypada go nie znać. Jest też znany z bardzo niekomercyjnego trybu pisania: podczas gdy obecnie wydawcy wymagają od swoich autorów spłodzenia opasłego tomiszcza w maksymalnie dwa lata, a w międzyczasie najlepiej jeszcze kilku krótkich tekstów, Chiang pisze wyłącznie opowiadania. A i tych niewiele, bo jak dotąd nazbierało się ich na dwa nieduże zbiorki. Pozostawało pytanie, czy ilość przekłada się na jakość. 

piątek, 24 kwietnia 2020

"Ciemność. W obronie mroku" Sigri Sandberg


Wydawnictwo Kobiece (czy też jego imprint bardziej skupiony na literaturze poważniejszej i faktu, Mova) ma dziwny talent do łapania mnie na obietnice, a potem niestety rozczarowywania. Było tak w przypadku „Obrzydliwej anatomii”. „Ciemność” zebrała sporo pozytywnych opinii w moim kawałku internetu, a ponieważ i mnie temat wydawał się interesujący, sama zaś pozycja pojawiła się w abonamencie Legimi, postanowiłam spróbować. Liczyłam na mariaż reportażu z solidną dawką popularnonaukowych tematów. I niby to dostałam, ale nie czuję się usatysfakcjonowana. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

"Nasze imię Legion, nasze imię Bob" Dennis E. Taylor


Jak być może niektórzy zauważyli, pewnym leitmotivem u mnie jest narzekanie na brak fantastyki środka. Takiej dla dorosłego czytelnika, ale nie potrzebującej na siłę udowadniać swojej dojrzałości przez wrzucanie w treść źle pojętego naturalizmu i przemocy. Ciężko u nas na coś takiego trafić, ale od czasu do czasu się zdarza. O dziwo, ostatnio znacznie częściej w science fiction niż w fantasy. Mam wrażenie, że twórcy space oper wychodzą z założenia, że nie muszą niczego udowadniać (może dlatego, że jest to jednak konwencja mało popularna wśród powieści YA). Tymczasem Mag niedawno wydał powieść Denisa E. Taylora „Nasze imię Legion, nasze imię Bob”, rzecz osobliwą, bo niemilitarną, za to nawiązującą do typowo naukowej futurystyki, tyle że bez wizjonerskiego zadęcia. Podchodziłam do niej z pewnymi obawami, ale pomysł na fabułę mnie skusił (a poza tym jest na Legimi). 

piątek, 17 kwietnia 2020

"Obrzydliwa anatomia" Mara Altman


Czasem człowiek trafia na książkę, po której się spodziewa jednej rzeczy, ale opis jednak mówi co innego. Dziwniej robi się tylko wtedy, kiedy okazuje się, że w rzeczywistości ani twoje oczekiwania, ani opis z okładki nie odpowiadają prawdzie. Do tej właśnie kategorii należy „Obrzydliwa anatomia”. Na początku myślałam, że będzie to zwykła książka popularnonaukowa. Opis z okładki jednak kierował bardziej w stronę feministyczno-kulturoznawczą. 

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

"Dom ptaków" Eva Meijer


Wiecie, przeglądanie zapowiedzi ekoliteratury i porównywanie jej z tym, co wyszło za granicą jest dla mnie źródłem pewnej frustracji. Dlatego, że tacy choćby Anglosasi mają długą tradycję pisania o przyrodzie, a więc i pisze się u nich o niej więcej, i sporo już do tej pory napisano, a polski czytelnik ma niewielkie szanse poznania ułamka tego. W tym świetle fakt zaistnienia na polskim rynku „Domu ptaków” uważam za dość zabawny. Rzadko bowiem wydaje się u nas powieści biograficzne o kompletnie nieznanych na naszym rynku autorkach. 

piątek, 10 kwietnia 2020

"Na ostrzu noża" Patrick Ness


Przyznam, że sama z siebie nigdy nie zainteresowałabym się powieścią Patricka Nessa. Wyglądała bowiem jak kolejna sztampowa młodzieżowa dystopia, jakich wiele swego czasu przewinęło się przez rynek wydawniczy. Jednak tłumaczka wypowiadała się bardzo pochlebnie o poziomie całej serii, więc postanowiłam zaryzykować i się zapoznać. I okazało się, że Ness swoim czytelnikom zaserwował coś, co technicznie wciąż jest powieścią młodzieżową i spełnia z grubsza wszystkie założenia definicji YA, ale jest też bardzo odmienne od tego, do czego rynek nas przyzwyczaił. Do tego stopnia, ze będę musiała powiedzieć kilka słów o zakończeniu, więc gdzieś tam dalej trafi się spoilerowy akapit. Ale spokojnie, oznaczę. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Na co poluje Moreni: kwiecień 2020

Kwiecień zwykle nie bywał u mnie jakoś szczególnie obfity w zapowiedzi, bo większość asów wydawcy trzymali na maj i Warszawskie Targi Książki. Tym razem sporo premier poprzekładano ze względu na epidemię, a WTK odwołano, więc i notka z zapowiedziami będzie króciutka. Dwie najbardziej interesujące mnie pozycje z kwietnia przeniesiono na maj, więc w zapowiedziach pojawią się za miesiąc. Tymczasem na kwiecień spadło zapowiadane wcześniej w marcu "Moje imię Legion, moje imię Bob" (06.04) i "Sekretne życie zwierząt" Kruszewicza (acz ebooka gdzieniegdzie można kupić już teraz).

A ponieważ jedyne must have, które miały wyjść w kwietniu przeniesiono na maj, w dzisiejszym zestawieniu nie ma nic do koniecznego kupienia. To i nagłówków i kategorii nie wyróżniam.

"Pokaż mi swoją bibliotekę" Aleksandra Rybka
13 kwietnia

Rozmowy ze sławami o książkach to jest ten typ publikacji, który zawsze sobie chętnie dopisuję do listy. Co prawda tym razem dobór rozmówców średnio mi odpowiada, ale myślę, ze i tak może to być miła lektura.

Pokaż mi swoją bibliotekę, a powiem ci…
Kto najchętniej czyta w toalecie i kto trzyma tam książki swoich ulubionych pisarzy? Dla kogo Pięćdziesiąt twarzy Greya to pozycja obowiązkowa, a kto bierze do ręki powieści Wiesława Myśliwskiego jedynie „z przyzwoitości”? Kto wie dokładnie, co znajduje się w jego księgozbiorze, a w czyim mieszkaniu poruszanie się utrudniają stosy książek?
Aleksandra Rybka rozmawia z pisarzami, dziennikarzami, felietonistami, znawcami literatury i języka o najintymniejszej sferze ich życia – o domowych bibliotekach. Pokaż mi swoją bibliotekę to szczera, wielogłosowa opowieść o wyborach, wspólnych rodzinnych przyjemnościach i wspomnieniach związanych z książką. Jerzy Bralczyk, Justyna Sobolewska, Sylwia Chutnik, Michał Rusinek i inni zdradzają swoje guilty pleasures, wspominają o powinnościach literackich i największych czytelniczych grzechach.
Trzeba sobie, Jurku, uczciwie powiedzieć, że nie bylibyśmy razem, gdybyśmy tak nie rozmawiali, jak rozmawiamy. A nie rozmawialibyśmy tak, jak teraz z panią, gdybyśmy nie przeczytali tego wszystkiego, co przeczytaliśmy.
[fragment rozmowy z Jerzym Bralczykiem i jego żoną, Lucyną Kirwil]
Aleksandra Rybka – miłośniczka książek i czytania, nauczycielka języka polskiego, mama dwójki dzieci.

piątek, 3 kwietnia 2020

Stosik #126

W tym miesiącu stosik jeszcze taki całkiem niczego sobie. No i jestem dumna, bo żadnej z tych książek nie kupiłam, czyli mogę mówić, że trzymam się planu ograniczania napływu papieru do domu.


"Dziewięcioro nieznajomych" to ostatni rzut biblioteczny. Planowałam ją przeczytać już od dawna (ponoć nie jest to najlepsza powieść autorki, ale jakoś najbardziej pasuje mi fabularnie. Poza tym obecnie historia o ludziach odciętych od świata czyta się nieco inaczej) i trochę w kolejce na nią poczekałam. Mam nadzieję, ze będzie warto.

Reszta to same egzemplarze recenzenckie. Od Marginesów mam dwie pozycje. "Dom ptaków" to biograficzna powieść o kobiecie bardzo znanej w Wielkiej Brytanii jako popularyzatorka wiedzy o ptakach, autorka dwóch książek i licznych artykułów prasowych... z której dorobku w Polsce nie ukazało się nic. Znajduję to ironicznym w zabawny sposób, ale książka zapowiada się dobrze (zaczęłam czytać). "Pies jest miłością" zaś to kolejna odsłona serii Eko, więc wiadomo, że musiała na półce zagościć.

Reszta to fanty od Zyska i s-ki. "Miasteczko Rotherweird" to trochę niewiadoma, ale daję kredyt zaufania, bo w sumie co mi tam, zobaczymy jak ten "Harry Potter dla dorosłych" wypadnie. "Na ostrzu noża" z kolei była mi rekomendowana jako dobra, nieinfantylna młodzieżówka. Sprawdzimy. Poza tym wydanie jest śliczne (i jakby ktoś był ciekaw, to ten sam przekład co wcześniejsze wydanie z Papierowego Księżyca). "Wydech" Chianga to absolutny must have. I świetna okazja, żeby nadrobić poprzedni zbiór. ;) Zaś Zelaznego ostatnio kompulsywnie zbieram, więc takie śliczne wydanie "Pana Światła" musiało się u mnie znaleźć.

Wpadły też dwa ebooki:


"Wszystko, co wiemy o UFO" to egzemplarz recenzencki od Prószyńskiego, już zresztą przeczytany i zrecenzowany. "Nadzieja w mroku" zaś to zdobycz z akcji wydawnictwa Karakter, które w związku z sytuacją epidemiologiczną postanowiło na dwa tygodnie udostępnić do darmowego poprania książkę ku pokrzepieniu serc (acz nie wiem, czy akcja jeszcze trwa).

niedziela, 29 marca 2020

"Wyzwolenie zwierząt" Peter Singer


Osobiście jestem zdania, że istnieje taki kanon lektur, które powinien przeczytać każdy uważający się za miłośnika zwierząt. Co prawda jak ten kanon powinien wyglądać już tak dokładnie sprecyzowanego nie mam, ale zdecydowanie „Wyzwolenie zwierząt” Petera Singera powinno się w nim znaleźć. Nawet jeśli nie ze względu na głoszone tezy, to ze względu na wkład w kształtowanie postaw społecznych wobec zwierząt. 

środa, 25 marca 2020

"Statystycznie rzecz biorąc" Janina Bąk


Być może nazwisko Janina Bąk nic wam nie mówi, natomiast pewnie sporo z was kojarzy bloga i fanpage Janina Daily. To ta sama Janina. Przyznam, że nie jestem jakąś zagorzałą fanką, ale lubię od czasu do czasu zajrzeć. Aż tu nagle, po trzech latach pracy, niespodziewanie, pojawiła się książka. I to, proszę Państwa, popularnonaukowa (zresztą w sumie zgodnie z zapowiedziami). Zdarzyło mi się już czytać aż dwie popularnonaukowe (no… w pewnym sensie) książki blogerów, ale to były przypadki, kiedy i książki, i blogi, pisano o przyrodzie. Tymczasem Janina pisze bloga, jakby to nie brzmiało, lifestylowego. Za to książkę napisała o… statystyce, taka ciekawostka. Nie, żeby jej brakowało merytorycznej wiedzy czy kompetencji. 

poniedziałek, 16 marca 2020

"Wszystko, co wiemy o UFO" Elizabeth i Mark Neila


W zasadzie to można uznać, że sama jestem sobie winna. Rzadko sięgam po książki z poletka teorii spiskowych i pseudonauk, bo, umówmy się, interesują mnie głównie o tyle, o ile skonfrontuje się je z twardymi faktami. Niemniej czasem czuje pokusę. Zwykle wtedy włączam sobie jakiś odcinek „Starożytnych kosmitów” (bo praktycznie zawsze leci na którymś kanale, trochę jak filmy dokumentalne o III Rzeszy), ale akurat Prószyński i s-ka podesłało maila z taką jedną nowością. Tytuł był szumny i wiele obiecywał, a brzmiał „Wszystko, co wiemy o UFO”. Pomyślałam, że może będzie zawierał jakieś nowe, nieznane mi wątki. I pomimo że niewiele się po nim spodziewałam, to i tak się zawiodłam. 

czwartek, 12 marca 2020

"Zawód położna" Leah Hazard


Jest kilka takich segmentów rynku literackiego, które od paru już lat nie są może dominujące, ale stabilnie obecne. Jednym z nich jest wszelka literatura okołomedyczna. Co roku wychodzi kilka-kilkanaście pozycji o pracy różnej specjalizacji lekarzy i personelu medycznego. Takich na przykład książek o położnych czytałam już trzy: dwie autorek brytyjskich i jedną polskiej. Tą polską może odłóżmy na bok (dlatego, że chcę o niej kiedyś napisać osobną notkę, ale także dlatego, że ma zupełnie inną formułę) i skupmy się na „Zawód położna” Leah Hazard. 

piątek, 6 marca 2020

Na co poluje Moreni: marzec 2020

Wydawcy w tym roku nie znają umiaru i szaleją na potęgę, marzec jest więc obfity w premiery, zarówno te koniecznie do kupienia, jak i po prostu potencjalnie interesujące. Tylko coś tym wydawcom ciągle seks w głowie, ten leitmotiv ciągnie się twardo w tle od zeszłego miesiąca i mam wrażenie, że wręcz nabiera energii. No ale nie przedłużając, przejdźmy do przesadnie długiej listy.

Chcę mieć

"Pies jest miłością" Clive D. L. Wynne
11 marca

Szczerze mówiąc książki popularnonaukowe o psach interesują mnie średnio. Nie żebym miała coś przeciwko, ale tyle jest tego na rynku, że i przez rok nie wyczytasz (co innego reportaże w temacie, ale tych z kolei jest jak na lekarstwo). Niemniej, książka wyszła w serii, którą zbieram i do której mam sporo zaufania, więc na półce musi być.

Twój pies cię kocha.
Każdy miłośnik psów zna to uczucie. I choć psia miłość wydaje się oczywista, niektórzy naukowcy wciąż mają wątpliwości i ostrzegają przed antropomorfizacją zwierząt. Oto jednak nadchodzi Clive Wynne, pionierski psi behawiorysta, którego badania pomagają zapoczątkować nową erę: taką, w której miłość, a nie inteligencja czy uległość, stanowią sedno relacji człowiek–pies.
Czerpiąc z najnowocześniejszych badań – przeprowadzanych w swoim laboratorium i innych ośrodkach na całym świecie – Wynne pokazuje, że istotą każdego psa są uczucia, wypełniające je od pyszczków i ogonów aż po DNA. Ta naukowa rewolucja mówi więcej o unikalnym pochodzeniu psów, ich zachowaniu i potrzebach, niż moglibyśmy sobie wyobrazić. Na przykład to, że psy zwyczajnie lubią nasze towarzystwo, a gdy nie mają się do kogo przytulić, stają się osowiałe i dziczeją.
Ludzka, pouczająca książka Pies jest miłością to niezbędna lektura dla każdego, kto kiedykolwiek kochał psa – i doświadczył cudu bycia kochanym.


poniedziałek, 2 marca 2020

Stosik #125

Miałam w tym roku ograniczać zakupy, tymczasem wydawcy najwyraźniej sabotują moje postanowienia w sposób zorganizowany, wydając albo kolejne tomy serii wydawniczych, albo cykli, które zbieram. No i bądź tu człowieku minimalistą.


Tak więc tutaj po prawej mamy wieżyczkę utworzoną z tego, co chciałam mieć od Maga (i co sobie hurtowo kupiłam w Świecie Książki). Na dole dwa Artefakty, czyli "Triumf Endymiona" (bo myślałam, że mam, a okazało się, że nie) i "Cień i pazur" Wolfe'a z nowości. Wyżej trzy tomy "Mrocznych materii" Pullmana. Mam co prawda omnibus Albatrosa, ale kupiłam go tylko dlatego, że straciłam nadzieję, ze ktoś wypuści kiedykolwiek porządniejsze wydanie, więc wolałam brzydkie niż żadne. Teraz wymieniłam sobie na coś co cieszy oko. I przy okazji zaopatrzyłam się w "La Bella Sauvage", pierwszy tom nowej trylogii rozgrywającej się w tym uniwersum, podobno teraz już zdecydowanie dla dorosłych czytelników (choć akurat "La Bella Sauvage" jest technicznie prequelem do "Mrocznych materii"). A na wierzchu najnowsze "Akta Dresdena", czternasty tom, czyli "Zimne dni". Już w czytaniu.

Na baczność zaś stoi trochę zakupów własnych i trochę rzeczy do recenzji. Od lewej zaczynając, mamy trzy zupełnie spontaniczne nabytki, no bo jak tu się oprzeć, kiedy "Wspomnij Phlebasa" było za niecałe 10 zł, a "Ten cholerny Księżyc" i "Ostatnie dni Nowego Paryża" po 6,50? "Leksykon dzikich kobiet" zaś był zakupem całkowicie planowanym, bo jakkolwiek nie wszystkie albumo-leksykony BOSZa chcę mieć, tak ten akurat chciałam. Ilustracje ma bardzo ładne.

Trzy kolejne rzeczy zaś to egzemplarze recenzenckie. "Lis" Ugrešić (od Literackiego) okazał się po wstępnym rekonesansie zupełnie czymś innym, niż się spodziewałam. Ale narzekać nie będę, bo autorka zdaje się świetnie władać piórem, więc zabawa i tak może być przednia. "Statystycznie rzecz biorąc" Janiny Bąk (znanej szerzej w internetach jako Janina Daily) jest zaś książką popularnonaukową o statystyce. Oficjalnie premiere ma 25 marca, ale wydawnictwo WAB było na tyle uprzejme, żeby przesłać mi prebooka. Którego już zresztą przeczytałam. A na końcu kolejny komiks od Marginesów. "Wilk" to bardzo interesująca rzecz (choć niekoniecznie na poziomie scenariusza), właśnie przymierzam się do napisania o nim.

piątek, 21 lutego 2020

"Zmiany" Jim Butcher


Po dłuższej przerwie w zeszłym roku doczekaliśmy się wreszcie kontynuacji cyklu o Harrym Dresdenie. Mag wydał trzynasty tom, czyli „Zmiany”, I muszę przyznać, że tym razem tytuł jest cokolwiek znaczący, bo autor postanowił zamknąć kilka istotnych wątków, zmienić status quo i zakończyć wszystko potwornym clifhangerem. U nas na szczęście kolejny tom wyszedł po miesiącu, ale aż się dziwię, że amerykańscy fani po premierze oryginalnej wersji językowej „Zmian” nie ruszyli pod dom Butchera z widłami i pochodniami. 

poniedziałek, 17 lutego 2020

"12 sprytnych sposobów jak ocalić nasz świat"


Jak niektórzy może pamiętają, jakiś czas temu znęcałam się nad „F**k plastik”, ekoporadnikiem wypuszczonym przez Prószyńskiego i s-kę. Zaś niedawno w swojej skrzynce mailowej znalazłam link do pobrania recenzenckiego egzemplarza kolejnego ekoporadnika od nich, czyli „12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat”. Gdybym powiedziała, że przy ściąganiu go nie towarzyszyła mi małpia, przewrotna złośliwość, to bym skłamała. Niemniej, rekomendacje WWF i obietnica, że to ich eksperci książkę pisali dawała pewne nadzieje. 

wtorek, 11 lutego 2020

Na co poluje Moreni: luty 2020

Luty wydaje się być miesiącem zaskakująco obfitym w premiery, po nieco wstrzemięźliwym styczniu. Jednakowoż, będę musiała trochę zapowiedzi okroić. Na przykładnie wspomnę nic o szumnych zapowiedziach Maga (dlatego tez nie będzie w tym miesiącu sekcji "Chcę mieć", bo wszystkie jej elementy miały być od Maga). W lutym miało wyjść "La Bella Sauvage" Pullmana, "Nasze imię Legion, nasze imię Bob" Taylora, "Zimne dni" Butchera i "Miecz i cytadela" Wolfe'a, ale konkretów i okładek ani widu, ani słychu, a już jakiś czas temu rednacz pisał, że ze względu na problemy z zaopatrzeniem w drukarni premiery mogą przesunąć się nawet na kwiecień...

Ale wciąż pozostaje całkiem sporo ciekawych tytułów. ;)

sobota, 1 lutego 2020

Stosik #124

Miałam w tym roku przystopować ze ściąganiem książek do domu, ale gdyby oceniać po styczniu, to raczej nic z tego nie wyjdzie. No cóż, widać taka karma. Ale na usprawiedliwienie dodam, że nie wszystko, co na zdjęciu jest moje.


Zacznijmy może od sekcji stojącej, czyli faktycznie moich książek. Od lewej mamy "Aldebaran", pełne wydanie komiksu, które wyszło w zeszłym roku (komiks był już u nas ogólnie wydawany wcześniej, ale 18 lat temu i w pięciu zeszytach). Od daty premiery właściwie rozważałam jego kupno i w końcu się złamałam. Czytać jeszcze nie czytałam, ale sama strona wizualna jest odpowiednio satysfakcjonująca.

Dalej mamy jedyny papierowy egzemplarz recenzencki, czyli "Arktyczne marzenia" od Marginesów. Książka uznawana już za klasykę polarnej ekoliteratury pierwsze wydanie miała 34 lata temu, ale dopiero teraz trafiła w ręce polskich czytelników. Mam zamiar sprawdzić, czy opinie o niej nie sa przesadzone.

Cała reszta to zakupy własne. "Dobrego wilka" przeczytałam w abonamencie Legimi, po czym pomyślałam, że warto mieć własny egzemplarz, a na blogu jest już recenzja. "Czerwony śnieg" z kolei pojawił się znienacka na początku stycznia w ofercie Świata Książki (i, żeby było śmieszniej, wciąż jest dostępny), choć pod koniec zeszłego roku nigdzie już go nie można było dostać. Ot, magia remanentu, jak sądzę. "Nieznane życie lodowców" nabyłam za 12 zł i głównie dlatego, że nie było na Legimi, a "Mówili, że jestem zbyt wrażliwa" to pierwszy poradnik, jaki kupiłam od lat. Zobaczymy, czy jest cokolwiek wart. No i oczywiście na końcu artefaktowe "Jestem legendą" z przyległościami, choć przyznam, że nie jest to jakiś szczególnie interesujący dla mnie tytuł.

Sekcja leżąca to nabytki Lubego, które może ewentualnie kiedyś przeczytam. Jak widać, po zakupie gry "Metro. Exodus" postanowił iść za ciosem i zaopatrzyć się w literacki pierwowzór, czyli całą trylogię "Metra". Zaś "Distortion" dostał ode mnie na urodziny.

Przybyły też dwa egzemplarze recenzenckie w ebooku. I oba już przeczytałam, żeby było śmieszniej, więc może na dniach o nich napiszę.


"Spod kozetki" od Marginesów to spis ciekawych przypadków z kariery pewnego psychiatry. Przyjemnie się to czyta. Zaś "12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat" od Prószyńskiego może nie jest idealne, oględnie mówiąc, ale i tak o kilka klas lepsze niż "F**k plastik".

środa, 29 stycznia 2020

"Jak nakarmić dyktatora" Witold Szabłowski


W zasadzie to nie mam pojęcia, dlaczego sięgnęłam po „Jak nakarmić dyktatora” Witolda Szabłowskiego. Ani historia najnowsza mnie szczególnie nie interesuje, ani dyktatorzy nie fascynują, o jedzeniu w sumie też czytać nie lubię jakoś szczególnie. Autora nie znam. Swoje pewnie zrobiła reklama, ale myślę, że zwabiła mnie głównie obietnica spojrzenia z zupełnie innej perspektywy na wielokrotnie roztrząsany temat. Bo służbę o zdanie pyta się stosunkowo rzadko. 

piątek, 17 stycznia 2020

"Dobry wilk" Lars Berge


 Przyznam, że „Dobry wilk” Larsa Berge był tym reportażem, który wzbudził moje zainteresowanie, jak tylko pojawił się w zapowiedziach. W końcu, wnioskując z opisu, spokojnie mógłby trafić do serii Menażeria… No ale mniejsza z tym, wypadek z udziałem dzikich zwierząt jest zawsze sprawą dość sensacyjną. Miałam jednak nadzieję, że autor wyjdzie poza poszukiwanie taniej sensacji i poszuka głębiej, przy okazji pisząc może co nieco o kondycji ogrodów zoologicznych jako takich (bo niestety nie jest tak, że są to placówki bez skazy) i o naszym stosunku do wilków. Nie zawiodłam się i od razu przyznam, że chciałabym, żeby ta książka była ze dwa razy dłuższa. 

wtorek, 14 stycznia 2020

"Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem" Lauren Fern Watts


Czasem dzięki blogosferze trafiam na książki, o których istnieniu nigdy bym się nie dowiedziała. Niekiedy są to perełki, innym razem nie, ale zawsze jest to coś ciekawego. Nie inaczej było z powieścią „Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem” Lauren Fern Watt. I jakkolwiek całkiem nieźle mi się tę książkę czytało, tak spodziewałam się, że będzie czymś nieco innym. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...