Miało być skromnie, bo przecież sezon ogórkowy w pełni i szaleństwa nowości nie odnotowano. Ale wiecie jak to jest - jedna okazja, druga okazja, ktoś coś pożyczy i kolejna papierowa góra w moim pokojowym łańcuch gotowa. A nawet dwie, bo jedna nie zmieściłaby się w kadrze. Zacznijmy od pożyczanek:
Stosik pożyczankowy jest w większości sponsorowany przez Siostrę Lubego - jej wpływy widać od góry. Na czubku pięć tomów mangi "Blue Exorcist", które już przeczytałam. Notki nie będzie, bo nie znam się na komiksie ani zachodnim, ani japońskim, więc mogłabym najwyżej bzdur nawypisywać. Także dlatego, że chyba już wyrosłam (albo nigdy nie byłam targetem) z młodzieżowych mang i byłabym zanadto czepliwa. Ale nawet fajnie się czytało, zwłaszcza jak już przepłynęłam przez fale nastoletniego angstu.
Niżej, z tego samego źródła, potężny ładunek Pratchetta, od góry: "Łups!", "Straż Nocna", "Ruchome obrazki", "Niuch" i "Niesamowity Maurycy i jego Edukowane Gryzonie". Po średnim "Eryku" stęskniłam się za Pratchettem. Najbardziej interesuje mnie ostatni z wymienionych, tutaj w nowym tłumaczeniu.
Trzy ostatnie książki to pożyczanka od JoannyzKociewia. Najbardziej ostrzę sobie ząbki na "Czerwony rynek" i pewnie pierwszy trafi na tapetę. "Myć się czy wietrzy?" ma urocze, humorystyczne ilustracje, a "Bogowie, groby, uczeni" to już właściwie klasyka.;)
Tutaj książki, które zostaną ze mną na dłużej niż czas konieczny na przeczytanie.;) Na górze dwie pozycje do recenzji. "Aposiopesis" od Rebisu to moja próba zapoznania się z serią Horyzonty zdarzeń - poprzednie pozycje jakoś mnie nie skusiły (choć Dębski był blisko), ale steampunkowi w Warszawie nie mogłam się oprzeć. Pod nią "Pająki pana Roberta" od Czarnego - wiadomo, Menażeria, którą obiecałam sobie zbierać (a poprzednia pozycja z serii była naprawdę świetna) już przeczytane, więc niedługo recenzja.
Dalej to już czysty zakupowy szał. Pierwszy tom "Rakietowych szlaków" to w zasadzie przypadek - miałam kupić tylko "Problem kluczy do mieszkania w Piasecznie" Oramusa, patrzę, a tu RS za 10 zł. Nawet miękka oprawa nie mogła ostudzić mojego entuzjazmu.;) Co prawda trzy opowiadania z tomu już kiedyś czytałam, ale do jednego z nich chętnie wrócę, a nieczytanych i tak pozostaje siedemnaście.;)
Poniżej "Zakwitające dziewczęta" - książka, na którą napaliłam się już od dnia premiery. Teraz znalazłam nowiuśki egzemplarz w lokalnej księgarni za jedyne 10 zł. W tej samej księgarni znalazłam też przecenione o 36% "Mgły Avalonu" (występujące jako podstawa stosu), więc dałam się ponieść.;)
Reszta to pakiet dedalusowy, którego w ogóle nie miałam w planach nabywać. Ale wchodzę sobie na stronkę, a tam "Krokodylowa skała" (na którą jestem chora od chwili wydania, ale sześćdziesiąt złotych za książkę w miękkiej oprawie to zdecydowanie więcej, niż jestem skłonna wydać) za 14 zł - propozycja nie do odrzucenia. A jak już postanowiłam złożyć zamówienie, to od razu dosztukowałam do niego kilka pozycji, które od dawna mnie interesowały, ale brakowało impulsu do zakupu. I tak sobie dołożyłam dwa tomy "Zadry" Piskorskiego (bardzo solidny rzemieślnik) i dwie książki Eco. O ile na "Nie myśl, że książki znikną" od dawna ostrzyłam ząbki, to "Apokaliptycy i dostosowani" byli zakupem kompletnie spontanicznym. Mam nadzieję, że mnie nie zawiodą.;)
Skoro tak wygląda miesiąc przewidywany jako wyjątkowo chudy, to aż się boję myśleć o sierpniu...