czwartek, 22 marca 2012

Podróże z pieśnią na... skrzypcach - "Pieśń Czasu. Podróże" Ian R. MacLeod

W serii „Uczta Wyobraźni” często pojawiają się powieści i zbiory opowiadań wydawane w jednym tomie. Myślę, że można by to uznać za swego rodzaju cechę charakterystyczną. Inną cechą charakterystyczną, bardziej „statutową”, jest fakt, że w tej serii ukazuje się fantastyka ambitna, bez względu na podgatunek, do jakiego należy. Może to odstraszać niektórych czytelników, zwłaszcza tych młodszych i mniej doświadczonych. Czy jednak nie na tym polega rozwój, że próbujemy się mierzyć z rzeczami trudniejszymi niż dotychczas?

Jeśli ktoś chciałby zacząć znajomość z „Ucztą Wyobraźni”, a boi się utonięcia w odmętach trudnego i abstrakcyjnego słownictwa science fiction, powinien zacząć od Iana R. MacLeoda. Jego dzieła co prawda nie posiadają wartkiej akcji i są nastawione bardziej na refleksję i piękny język, ale zawsze prezentują coś ciekawego. O ile tej prozy nie da się traktować jako niezobowiązującej, czysto rozrywkowej lektury na jeden wieczór, o tyle jako w miarę łatwo przyswajalną bazę do refleksji już tak. Zwłaszcza że trudno rozgraniczyć, kiedy pisana jest fantastyka naukowa, a kiedy fantasy. Szczególnie w opowiadaniach.

Jak już wyżej wspominałam, „Pieśń Czasu. Podróże” to tak naprawdę dwa w jednym: powieść oraz zbiór opowiadań. Zajmijmy się najpierw „Podróżami”, czyli zbiorem właśnie.

Patrząc na teksty zebrane w „Podróżach”, można dojść do wniosku, że MacLeod najbardziej ceni sobie wszelkiego rodzaju historie alternatywne, podszyte magią lub nie. Wdzięk i subtelność, z jakimi tworzy wydarzenia, które nigdy nie mogły mieć miejsca (albo właśnie mogły, wedle teorii, że każdy wariant historii miał już miejsce gdzie indziej), jest wręcz zadziwiający. Pisarz nie dąży, niczym większość autorów, do jak najbardziej spektakularnego opisania różnic czy momentu zwrotnego, kiedy historia „oddzieliła się” od naszej własnej. Woli po kawałeczku, z wyczuciem, odsłaniać przed nami świat zmieniony, widziany najczęściej oczyma jednostki, która z jednej strony nie jest postacią najważniejszą dla ogółu, a z drugiej w pewnym sensie kluczową. Tak jest w „Buncie Anglików”, gdzie mamy możliwość obejrzenia powstania narodowowyzwoleńczego w Anglii wchłoniętej przez Imperium Mongołów. Tak jest też w „Dywanie z hobów” – najlepszym, moim zdaniem, opowiadaniu ze zbioru – choć tu historia zmieniła się już u zarania ludzkości i w króciutkim „Zwieńczeniu”. Zaś w „Drugiej podróży króla” mamy niesamowitą wariację na temat tego, co by się stało, gdyby Chrystus nie umarł i nastało nam Królestwo Niebieskie. „Opowieść młynarza” to czysty steampunk, którego tytuł doskonale opisuje treść. Jednocześnie jest to niby-realistyczna baśń o przemijaniu. „Żywioły” są historią nietypowego odkrycia, które mści się na odkrywcy, zaś „Wainwrightowie na wakacjach” to jedyne w zbiorze opowiadanie niefantastyczne. Na koniec warto wspomnieć o dwóch króciutkich tekstach: „Dbaj o siebie” odebrałam jako miniaturową humoreskę, natomiast „O spotkaniu z innymi wyspami” sprawiło mi ogromne trudności. Niemniej, wszystkie opowiadania trzymają bardzo wysoki poziom i stanowią świetną rozgrzewkę przed przejściem do powieści.

„Pieśń czasu” również dotyczy historii poniekąd alternatywnej. Poniekąd, bo dotyczy stosunkowo niedalekiej przyszłości. Rozpoczyna się w momencie, kiedy stojąca już nad grobem sławna skrzypaczka znajduje na plaży poranionego, młodego mężczyznę. Nie pamięta on, kim jest, skąd pochodzi, ani nawet jak się nazywa – więc dostaje imię Adam. Kobieta zatrzymuje go w domu, w tym czasie opowiadając historię swojego życia, nie wiadomo, czy bardziej Adamowi, sobie, czy czytelnikom.

„Pieśń czasu” jest niesamowitą opowieścią o muzyce, o trudzie bycia geniuszem, trudzie życia z geniuszem i strachu przed umieraniem. Mimo iż w trakcie stuletniego życia Roushany miało miejsce wiele katastrof o światowej skali, nie uświadczymy tu nieoczekiwanych zwrotów akcji rodem z opowieści o Jamesie Bondzie. Przecież wspomnienia zawsze koncentrują się na osobie wspominającej, a nie na sytuacji światowej gospodarki czy polityki, prawda? Jednak jeśli szukamy czegoś więcej, to na pewno to znajdziemy, opisane językiem niezwykle poetycznym, miejscami wręcz lirycznie. Zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę – jej miłośnicy powinni być zachwyceni.

Trudno mi podsumować tę książkę. Nie jest przeznaczona z pewnością dla tych czytelników, którzy gonią tylko za wartką akcją, scenami walk czy innymi tego typu fajerwerkami. Nie jest to też książka do odmóżdżania. Poleciłabym ją osobom, które szukają na fantastycznym poletku czegoś ambitniejszego, a jednocześnie niestanowiącego problemu w odbiorze. Ale najbardziej powinna przypaść do gustu czytelnikom chcącym po prostu poszerzyć horyzonty, niezależnie od tego, czy są fanami fantastyki, czy nie.

 Recenzja dla portalu Insimilion.


Tytuł: Pieśń Czasu. Podróże
Autor: Ian R. MacLeod
Tytuł oryginalny: Song of Time; Journeys
Tłumacz: Grzegorz Komerski
Wydawnictwo: Mag
Rok: 2011
Stron: 482

29 komentarzy:

  1. Jak sobie czytałam tę Twoją recenzję, przypomniało mi się, jak wielkie MacLeod zrobił na mnie wrażenie. Dzięki :)

    Teraz jakoś ciężko znaleźć mi czas na spokojną lekturę bez zobowiązań, ale chyba tegoroczny urlop spędzę z MacLeodem - mam jeszcze na półce Wieki światła i Dom burz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja raczej nie będę się spieszyć do kolejnego spotkania. Ten pan co prawda pisze świetnie i wywołuje ogromne wrażenie, ale szczerze mówiąc, dużo bardziej przypadł mi do gustu styl choćby takiego Sheparda. Chociaż mam chrapkę na "Dom burz", więc pewnie jak tylko zdążę się stęsknić, to rozpocznę polowanie.:)

      Usuń
    2. Od "Domu burz" lepsze są "Wieki światła" moim zdaniem. A stylistą jest MacLeod świetnym moim zdaniem, chociaż faktycznie pisze inaczej niż Shepard (i dobrze, bo po co dwóch takich samych autorów?).

      Usuń
    3. Mówisz, "Wieki światła" jednak lepsze? Skoro tak...;)
      Ależ ja nie przeczę, że MacLeod jest świetnym stylistą. Po prostu styl Sheparda całkowicie subiektywnie bardziej do mnie trafia.:) Różnorodność zaś jest towarem wielce pożądanym, zwłaszcza w fantastyce.:)

      Usuń
    4. A, żeby nie było, to "WŚ" i "DB" to te sam świat co "Opowieść młynarza" (chociaż nie określałbym go mianem "czystego steampunka"). Jeśli to opowiadanie ci się spodobało, to sięgaj po książki.

      Usuń
  2. Przydałby mi się teraz MacLeod,tak w ramach odskoczni od "Łowcy złodziei". Już z samej Twojej recenzji tchnie magią, więc mogę się jedynie domyślać jak odebrałabym całą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyszłym tygodniu będzie konkurs (co prawda na Insimilionie, ale) i MacLeod będzie do wzięcia. Więc zachęcam do udziału.;)

      Usuń
    2. O! dziękuję za informację :)

      Usuń
    3. Jeszcze w odpowiednim czasie będę ogłaszać na blogu.:)

      Usuń
  3. Nie lubię opowiadań, więc raczej nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem pewna, czy to książka dla mnie, choć przecież nie szukam w fantastyce ani wartkiej akcji, ani scen bitew, ani nie muszę się odmóżdżać. Jednak preferuję dłuższe formy, a moje zapotrzebowanie na opowiadania zaspokaja "Fantastyka". Jeszcze nie wiem, czy przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już pisałam, jest tam też pełnoprawna powieść. A akurat MacLeod ma tą dziwną właściwość, że nawet jego powiadania czyta się jak powieści (przynajmniej niektóre), więc zachęcam.:)

      Usuń
    2. Czuję się zachęcona :-)

      Usuń
  5. "Wieki światła" McLeoda były piękne! Chciałabym przeczytać "Pieśń czasu. Podróże".
    A Uczta Wyobraźni to wspaniała seria ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyny, ale to łączne wydanie opowiadań i powieści! Nie skreślajcie powieści tylko dlatego, że nie po drodze Wam z opowiadaniami :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam opowiadania :) Zdecydowanie coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Właściwie mogłabym powtórzyć to, co napisała Viv - miło było przypomnieć sobie o wrażeniu, jakie wywiera ta książka. :)
    Smuci mnie tylko to, że nie mam już żadnej książki MacLeoda do przeczytania. A nie słychać o planach wydania u nas kolejnych jego powieści/opowiadań. Smutno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ni przejmuj się, jeszcze kilka nieprzetłumaczonych tytułów zostało, więc jest nadzieja. Gorzej, gdyby już nie było co tłumaczyć.

      Usuń
  9. Mam gościa na celowniku (czytelniczym, oczywiście). Ostatnio skończyłem znaną antologię, w której tekst MacLeod'a, napisany kilkanaście lat temu, był mocnym punktem. Świetnie opowiadanie w realiach II wojny światowej, coś pomiędzy głównym nurtem a fantastyką. Hmm, za opisywaną przez Ciebie książkę na pewno się wezmę.

    PS. Pomysł „Drugiej podróży króla” przypomina mi pewne Dukajowe opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat tutaj nie ma tego opowiadania, o którym wspominasz.;) Chociaż właściwie większość tekstów MacLeoda można by określić mianem "coś pomiędzy głównym nurtem a fantastyką". W każdym razie, warto na celownik wziąć.;)

      Dukaja na tyle nie znam (właściwie, wcale nie znam), więc się nie odniosę. Miałam skojarzenia tylko z cyklem o inkwizytorze Piekary i chciałam nawet o tym wspomnieć, ale doszłam do wniosku, że nie ma co MacLeoda brukać takim porównaniem.^^'

      Usuń
  10. Planuję zapoznać się z twórczością tego autora w wakacje. Kocyk, kawka, błękitne niebo i Uczta Wyobraźni. ;) Ach, będzie pięknie! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zachęcona pozytywnymi recenzjami zakupiłam sobie tę książkę jakiś czas temu. Niestety, jak na razie czeka ona cierpliwie na swoją kolej...

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię zarówno ambitniejsze jak i odmóżdżające książki. Tak chwalicie tego pisarza, a u mnie pustki bezkresne w portfelu. Może w konkursie mi się poszczęści, choć nie za bardzo w to wierzę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam na "Pieśń" wielką ochotę, ale zacząłem już "Rzekę Bogów" więc po kolejną UW szybko nie sięgnę :/

    Eeej zaraz... masz normalne komentarze nareszcie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj "Rzekę...", czytaj i pisz recenzję, bo noszę się z zamiarem nabycia i chcę wiedzieć, czy mi się opłaci.;)

      Ano mam:D

      Usuń
    2. Czytam, ale opornie mi to idzie, jakoś ostatnio znów mam niż.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...