Marcowy numer Nowej Fantastyki nie ma tematu przewodniego. Artykuły są dobrane wyjątkowo eklektycznie, co w sumie wychodzi na dobre, bo każdy powinien coś dla siebie znaleźć. A z okładki spogląda na nas uciekający przed dwoma nieprzyjemnymi bestiami John Carter. Dla mnie bomba, od miesiąca czekam na premierę, a tu redakcja postanowiła mi podsunąć artykuł o tym nieznanym w Polsce, choć kanonicznym bohaterze.
Ale może po kolei. Zanim przejdziemy do tematu z okładki, mamy jeszcze felietony. Po standardowych tekstach wprowadzających i zapowiedziach na marzec, mamy felieton Jakuba Ćwieka, który można uznać za dalekie echo afery z ACTA. Autor co prawda Ameryki nie odkrywa, ale porusza dość ważne kwestie, a wizja tytułowej „Gry w krzesełka” bardzo przypadła mi do gustu. Wokół podobnej tematyki krąży felieton Rafała Kosika, tyle, że autor wziął sobie najwyraźniej za cel uświadomienie czytelnikom, że prawa autorskie są potrzebne. Mnie przekonywać nie musi, ale przyznam, że robi to bardzo rzeczowo (tylko przykład ze spontanicznym kopiowaniem kufla piwa, jako rzeczą absurdalną, trochę nietrafiony – drukarki3D są coraz tańsze i pewnie za kilka lat każdy będzie mógł sobie wydrukować idealną kopię ulubionego bibelotu). Jak już od felietonów zaczęłam, to może dokończę. „Urodzeni, by być złymi” Petera Wattsa porusza ciekawy temat – dlaczego naukowcy piszą przeważnie bardzo drętwą fantastykę, skoro logicznym wydaje się, że SF powinno im wybitnie wychodzić. Tekst jest częścią większej całości (coś jakby podcykl) i już się nie mogę doczekać kolejnych. Łukasz Orbitowski również zajmuje się ciekawym tematem: co tworzy w twórcy, bo przecież niekoniecznie jego świadomy byt. Rozważania zainspirowane były filmem „Nagi lunch”.
Artykuły w marcowym numerze również wypadają ciekawie. Pierwszy to „Fantastyka, kobieca przygoda” i jak łatwo się domyślić, traktuje o polskich paniach piszących fantastykę. A że same opisy pań byłyby raczej suchawe, autorka okrasza je obficie sporami z teorii literatury rodem, dotyczącymi zagadnienia, czy istnieje coś takiego, jak literatura kobieca, a jeśli tak, to co to jest. Te rozważania są może nawet ciekawsze od samych piszących pań. Potem przechodzimy do sekcji filmowej, gdzie dostajemy słowo o Tarsemie (właściwe nazwisko to Tarsem Dhandwar Slngh) – wybitnym, choć ekscentrycznym reżyserze. Widzom znany jest z „Celi” czy „Magii uczuć” („The fall”), a ostatnio z filmu „Immortals”. Żeby zgrabnie połączyć temat filmowy z literackim, jest też okładkowy artykuł o Johnie Carterze. Nie dotyczy on filmu, a genezy książki, czyli kto Johna wymyślił, kim John jest i gdzie w bibliotece można go znaleźć. Najciekawszy jednak jest opis perypetii, przez jakie przechodziła książka, zanim, w bez mała 70 lat po pierwszych przymiarkach, udało się ją zekranizować. W cyklu „Lamus” zaś mamy kolejnego zakurzonego autora, którego można by określić mianem piszącego fantastykę, mianowicie Aleksandra Junoszę-Olszakowskiego. A jakby w zestawie, artykuł na temat popularnej ostatnio fantastyki historycznej. Chociaż osobiście za takową nie przepadam, tekst wydał mi się ciekawy – zwłaszcza, że autor celnie wytyka przywary magicznych huzarów czy alternatywnych krzyżaków. Na koniec wspomnę jeszcze o cyklu rad dla piszących: w tym miesiącu omawiany jest punkt widzenia (czyli narracja). Ciekawe uwagi ma pan Sullivan.
Teraz słów kilka o opowiadaniach. Mamy ich sześć, w tym cztery polskie. „Najlepszy hycel w mieście” Tomasza Przewoźnika pokazuje nam ciekawy świat, w którym hycle zajmują się odłowem modyfikowanych genetycznie, zdziczałych psów. Niemniej, tekst sporo traci przez to, że autor zbyt słabo zarysował emocjonalność bohatera, co jest kluczowe dla uzyskania odpowiedniej mocy pointy. „Lilka” Radosława Raka jest za to opowieścią leżącą gdzieś pomiędzy fantasy a horrorem i zasługuje na miano najlepszego polskiego opowiadania numeru. W „Legendzie” Tomasza Kaczmarka dostajemy opis całkiem intrygującego (o ile to dobre słowo) psychopaty, problem w tym, że niewiele dostajemy poza tym. „Całą prawdę o Amgleterre” czytało mi się całkiem miło, ale ponieważ historia Związku Radzieckiego nie leży w kręgu moich zainteresowań, mam wrażenie, że coś mi umknęło. „Księga Feniksa (Fragment większej księgi)” Nnedi Okorafor jest moim skromnym zdaniem najlepszym opowiadaniem numeru. Niby to krótka historia pensjonarki domu dla eksperymentów genetyczno-wojskowych, ale siłę wyrazu ma porażającą. W „Magii” Leonid Kaganow w interesujący sposób zmieszał rzucanie uroków z technologią, a to wszystko w postapokaliptycznym świecie. Tekst ze wszech miar godny polecenia.
Poza tym na czytelników czekają jeszcze recenzje z wszelkich dziedzin popkultur oraz konkursy. Warto zajrzeć.