wtorek, 20 lutego 2018

[Piąteczka] O zwierzętach bez fikcji



Naszła mnie ostatnio refleksja, że brakuje na blogu zestawień tematycznych. Raz, że przyciągają kliki, dwa, że człowiek czasem ma ochotę napisać o kilku najfajniejszych książkach o tym czy owym i trochę frustruje go brak okazji. A poza tym takie zestawienie daje możliwość przypomnienia starych notek i książek, które naszym zdaniem zasługują na znacznie większe uznanie i rozgłos, niż otrzymały. Z takiego oto pierwotnego roztworu rozważań narodziła się idea Piąteczek – zestawień pięciu książek na zadany temat, które będą się pojawiały raz w miesiącu.

Temat na pierwszą piąteczkę chodził mi po głowie na długo przed wykrystalizowaniem się samej idei cyklu. Korzystając bowiem z boomu na literaturę przyrodniczą, chciałam napisać o najlepszych książkach z tego nurtu, jakie zdarzyło mi się czytać. Tak się bowiem złożyło, że pojawienie się większości z nich na rynku znacznie wyprzedziło nadejście mody i mogłyby pozostać niezauważone w zalewie nowości. Toteż zapraszam na moją subiektywną listę pięciu najlepszych przyrodniczych pozycji non-fiction (ale niekoniecznie popularnonaukowych), w kolejności przypadkowej. 



To książka otwierająca serię Menażeria i jak dotąd w całej serii zdecydowanie najlepsza. Jest to ten typ literatury o zwierzętach, który najbardziej lubię – autor wychodzi od prywatnych przeżyć (wolontariat w tytułowym azylu) aby pokazać czytelnikowi pewne zjawiska w szerszej perspektywie, cytując odpowiednie badania naukowe i dokumenty. Temat jest rzadko spotykany i trudny: nie dość, że poruszana jest kwestia zwierząt laboratoryjnych, sama w sobie niekomfortowa dla większości ludzi, to jeszcze chodzi o małpy człekokształtne, które są wdzięcznym tematem do programów i książek popularnonaukowych, ale zaskakująco rzadko goszczą w reportażu.

Historie poszczególnych tytułowych szympansów są przejmujące, a ogólne zagadnienie testów na małpach kontrowersyjne, ale Westoll unika zarówno taniego sentymentalizmu, jak i forsowania własnych jedynie słusznych poglądów. Odwala kawał rzetelnej, reporterskiej roboty, opisanej potoczystym językiem, ale ostrzegam, że dla co wrażliwszych czytelników może to nie być łatwa lektura.


To z kolei część serii Biosfera WABu, już zakończonej niestety. Jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsza) literacko książek o przyrodzie, z jakimi się spotkałam. „Corvus” to zbiór esejów o ptakach istotnych w życiu autorki, a że jest ona zawodową pisarką, ma sporą przewagę nad większością ludzi piszących o naturze (większość ta bowiem zawodowo zajmuje się, no cóż, naturą w tej czy innej formie, a nie pisaniem, co często widać po tekstach widać, niestety). Jak to w eseju, od osobistych doświadczeń autorki przechodzimy a to do miejsca ptaków w kulturze, a to do rozważań o stosunku społeczeństwa do przyrody. Aż nabrałam ochoty na relekturę.

„Dwanaście srok za ogon” Stanisław Łubieński

Książka w tematyce i formie bardzo podobna do opisanego wyżej „Corvus”, tyle że rodzimego autora. Łubieński pisze prawie tak dobrze jak Woolfson (prowadzi też bloga, jak ktoś ciekawy. Styl na blogu nie jest tak dopracowany jak w książce, ale daje jakie takie pojęcie o możliwościach autora), ale dotyka tematów znacznie bliższych nadwiślańskiemu czytelnikowi. W swoich dwunastu esejach odnosi się do kwestii ochrony polskiej przyrody zarówno w skali mikro, jak i makro, pisuje trochę o kulturze, ale przedstawia też scenki rodzajowe z życia amatorskiego podglądacza ptaków („amatorskiego” w sensie, że hobbystycznego, nie że mało zaangażowanego). W moim osobistym rankingu serii Menażeria zajmuje zaszczytne drugie miejsce (a potem długo, długo nic).

„Ukryte życie lasu” David Haskell

Po pierwsze jest to książka z pomysłem, co wcale nie tak często się zdarza. A pomysł autor miał taki, żeby przez cały rok obserwować ten sam, niewielki (bo metrowej średnicy) obszar lasu. Dostajemy więc coś w stylu rocznego pamiętnika. Po drugie, autor jest z zawodu biologiem, więc obserwując las, niewątpliwie wiedział, o czym pisze. Po trzecie zaś miał literackie zacięcie.

Nie jest to może książka tak świetnie napisana jak dwie poprzednio wymienione, ale ciągle bardzo pozytywnie wybija się na tle gatunku, jeśli chodzi o aspekty czysto literackie. Dodatkowo autor również preferuje szersze spojrzenie na omawiane zagadnienia, nie ograniczając się jedynie do tego, co widzi i słyszy. Szkoda, że opisywany las nie leży w Europie, tylko w Ameryce Północnej.

„Powiedz, gdzie cię boli” Nick Trout

Uwielbiam książki o weterynarzach. W Polsce wydano jednak tylko trzech autorów piszących w tematyce. Najpopularniejszy oczywiście jest James Herriot, ale mnie się nie podobał. Zdecydowanie za dużo w jego książkach (no dobra, w tej jednej, którą przeczytałam) o mieszkańcach angielskich miasteczek i wsi, a za mało o zwierzętach. U Trouta bardziej mi odpowiadają proporcje.

Książka jest kompilacją najciekawszych przypadków z całej kariery zawodowej autora, ujętych w ramy fikcyjnego dnia pracy (mam wrażenie, że to dość popularna forma u Anglosasów). Trout rzeczywiście skupia się przede wszystkim na pacjentach i na tym, jak na przestrzeni lat (czyli od czasów Herriota, do którego bezpośrednio się odnosi) zmieniło się nie tylko podejście, ale też możliwości leczenia zwierząt. Nie są to jednak suche relacje, a raczej reportaż z wielkiego weterynaryjnego szpitala. Szkoda, że kolejna książka autora nie była nawet w połowie tak udana jak debiut.

Oczywiście jest jeszcze wiele wartościowych książek o zwierzętach (choćby fenomenalne „O kotach” Doris Lessing), które nie zmieściły się w zestawieniu. Może część z nich wystąpi kiedyś w hipotetycznej drugiej części wpisu. A Wy? Macie jakichś faworytów w tej kategorii?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...