sobota, 26 czerwca 2010

Przesyt szczęścia - "Starcie królów" George R. R. Martin


Strasznie długo męczyłam się z tą książką. Z jednego prostego powodu: Martin pisze za dobrze. Tworzy postacie tak barwne i żywe, że nie sposób się do nich nie przywiązać. Czytelnik kibicuje ulubieńcom z większym oddaniem, niż żywym sportowcom, a tych, którym nie kibicuje, jest gotowy udusić gołymi rękami, kiedy przeszkadzają . Bohaterowie „Pieśni lodu i ognia” (bo tak nazywa się cykl, którego „Starcie królów” jest drugim tomem) są jak przyjaciele (bądź zagorzali wrogowie). Ale Martin, poza tym, że jest pisarzem świetnym, jest też pisarzem okrutnym. Nie waha się wyrządzać swoim postaciom największych świństw, czy też nawet zabijać. Dlatego tak ciężko było mi brnąć dalej w powieść: nie chciałam się dowiedzieć, że któryś z moich ulubieńców poniósł śmierć. Ale, jak wiadomo, ciekawość ludzka w swym bezmiarze ustępuje tylko głupocie, więc po krótkiej przerwie zawsze wracałam do lektury.

Powieść, poza wadą wymienioną powyżej, to istna uczta. Po wydarzeniach znanych z tomu pierwszego pozostało czterech pretendentów, którym marzy się Żelazny Tron. W związku z tym wybucha wojna domowa. W dodatku ostatni żyjący potomek starej dynastii ma teraz od dawna niespotykaną broń, której nie zawaha się użyć do odzyskania korony, odebranej przez powstanie. Zaś na północy za Murem, zrodziło się nowe zagrożenie. Budzą się pierwotne moce, a do tego nadchodzi najsroższa zima, jaką pamiętają ludzie…

Akcja, jak to na wojnie, toczy się szybko. Częste jej zwroty to gwarancja, że nuda nas nie dopadnie, a dodatkowego smaczku dodaje specyficznie prowadzona narracja. Otóż autor w każdym rozdziale pokazuje bieżące wydarzenia z perspektywy innego bohatera (może w tym tkwi sekret niezwykłej barwności postaci). Dla mnie osobiście dodatkowym plusem było to, że autor poświęcił bardzo wiele rozdziałów mojemu ulubionemu bohaterowi, który w pierwszym tomie miał do powiedzenia znacznie mniej. Co prawda, moja druga ulubienica została potraktowana po macoszemu, ale przecież nie można mieć wszystkiego.

Bohaterów tej stuprocentowo epickiej sagi jest bardzo wielu, a przewijające się różnorakie herby, barwy i ogólne zależności, kto, z kim, gdzie, kiedy i dlaczego, mogłyby wprowadzić zamieszanie. Na szczęście ktoś się tego domyślił i na końcu książki umieścił spis wszystkich dworów i członków co znamienitszych rodów. Wielce to ułatwia połapanie się w intrygach politycznych i zmiennych sojuszach, od których aż gęsto na kartach powieści.

Na zakończenie jeszcze wspomnę, że tłumaczowi należy pogratulować wyczucia odnośnie tłumaczenia nazw własnych. Pan Jakuszewski nie starał się niczego na siłę spolszczyć i chwała mu za to. Jednocześnie wiedział, gdzie polskie nazwy w miejsce angielskich będą brzmiały swojsko. I tak mamy Orle Gniazdo, ale także Winterfell . Oby więcej tłumaczy wykazywało podobne talenty.

Czytając „Starcie królów” ogarniały mnie wszystkie emocje, jakie tylko można poczuć: od łzawego smutku, po wybuchy dzikiej radości. Polecam wszystkim, których nie razi brutalność tekstu. Dla fanów fantastyki to lektura obowiązkowa, a myślę, że i tym, którzy za fantastyką nie przepadają niezwykłe bogactwo świata Siedmiu Królestw przypadnie do gustu. Dla mnie jednak ładunek emocjonalny tej książki był tak potężny, że na zapoznanie się z trzecim tomem poczekam jeszcze dłuższy czas.

G. R. R. Martin, Starcie królów, Zysk i s - ka, Poznań 2000, 916 s.

7 komentarzy:

  1. No ja nie wiem... wszyscy się tym Martinem zachwycają, Ty wystawiłaś mu kolejną 6, a ja się już trzeci chyba tydzień męczę z Grą o tron... Generalnie książka nie jest zła, ale jakoś mnie szczególnie nie wciąga...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Grę o tron" męczyłam 4 miesiące, zanim ją skończyłam, "Starcie królów" tylko 1,5 miesiąca (;)) więc widać Martin wszystkim się ciągnie, mniej lub bardziej. Ale jak wiadomo, de gustibus...:) Dla mnie na przykład kompletnie niestrawny jest Goodkind i jego "Miecz Prawdy", którego pierwszy tom oceniłaś na 5.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś koleną osobą, która podkreśłiła brutalność tej serii, nie powiem, wcale mnie ta opinia nie odstręcza i robie sobie coraz większe nadziee w związku z tym cyklem
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Pocieszyłaś mnie, że nie tylko mi się Gra ciągnie...
    Podziwiam liczbę książek "w trakcie", a ja myślałam, że tylko ja mam tego tak dużo ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. bsmietanka - Nie pożałujesz;)))

    Seremity - Ja z tym stanem walczę, ale niestety z marnym skutkiem.;)

    OdpowiedzUsuń
  6. To niezaprzeczalnie jedna z najlepszych serii jakie kiedykolwiek czytałam. Tylko DLACZEGO Martin nie może tego skończyć???

    OdpowiedzUsuń
  7. Czolem Swiatecznie,
    przypadkiem trafilem na ten blog - ladnie 'blogujesz' wacpanna.
    Lubie Martin'a proze, choc czytalem po angielsku bo mieszkam w US, i zgadzam sie ze nie mozna doznac przesytu czytajac te serie - polecam rowniez 'Hedge Knight'- ostatnio w serii komiksowej.
    Wesolych Swiat

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...