niedziela, 13 maja 2012

Moby Dick in the sky. And he can fly! - "Lewiatan" Scott Westerfeld

Co lubicie w książkach przygodowych? Ja ostatnio lubię, kiedy są w konwencji fantastycznej. A jeśli już macie książkę przygodową w konwencji fantastycznej, to czego od niej oczekujecie (poza takimi oczywistościami, jak logiczna fabuła i bohaterowie nieco żywsi niż papierowe figurki)? Ja osobiście oczekuję ciekawego świata o konstrukcji na tyle spójnej, żeby mi się kołek od zawieszania niewiary nie złamał. Nic nie poradzę na to, że mam słabość do ładnych dekoracji. Jeśli o nie chodzi, to dawno nie widziałam tak barwnych i bogatych, jak w „Lewiatanie”. A to nie jest jego jedyna zaleta.

28 czerwca 1914 roku. W nocy do pokoju Aleksandra wpadają dwaj jego nauczyciele i każą mu się natychmiast ubierać. Okazuje się, że rodzice chłopca zostali zamordowani podczas wizyty w Sarajewie, zaś on sam może rychło podzielić ich los. Za stajniami na uciekinierów czeka już bojowa machina krocząca, która ma ich zabrać w bezpieczne miejsce. Ucieczka będzie długa i trudna – pościg rusza już po kilku godzinach, zaś wrogowie nie przebierają w środkach…

Tymczasem w Anglii Deryn przygotowuje się do spełnienia swojego marzenia o karierze w siłach powietrznych. Jest tylko jeden mały problem: Deryn to dziewczyna, a na służbę przyjmuje się tylko mężczyzn. Trzeba więc wojskowych oszukać, a ma w tym pomóc doświadczenie zdobyte podczas balonowych lotów z ojcem, brat już pełniący służbę, który zadbał o odpowiednie rekomendacje i kilka krawieckich poprawek w umundurowaniu. W końcu możliwość latania na olbrzymim podniebnym wielorybie jest warta tej odrobiny ryzyka, prawda?

Szybi szkic Tazzy, pewnego wilka workowatego:)
Oczywiście losy dwójki bohaterów w pewnym momencie się splatają, ale ja nie o tym, tylko o zaletach powieści. A więc główną i niezaprzeczalną jest wartka, porywająca fabuła. Ciągle mamy do czynienia z pościgami, potyczkami zarówno w powietrzu, jak i na ziemi oraz niezwykłymi przygodami, że o takich drobiazgach, jak katastrofy nie wspomnę. Nie ma chwili spokoju. To dobrze, wszak „Lewiatan” jest powieścią młodzieżową, a młodzieży nie w głowie poznawanie dylematów egzystencjalnych bohaterów. Niemniej, autor wykazał się nie lada sprytem i umiejętnościami, bo całkiem sporo udało mu się w tę fabułę wpleść. Mamy więc trochę rozważań politycznych z epoki (która, mimo iż alternatywna, generalnie wszystkie główne założenia ma wspólne z prawdziwą), trochę treści historycznych, w tym anegdot i ciekawostek (te, które zaistniały jedynie na kartach powieści, zostały skrupulatnie wyliczone w posłowiu), rozważania o sytuacji jednostki wciągniętej w tryby światowej polityki oraz standardową w książkach dla młodzieży dawkę krzepiącej wiedzy o sile przyjaźni, który to wątek dopiero się rozwija.

Kilka słów o bohaterach. Jak już wspominałam, mamy do czynienia z literaturą młodzieżową, więc nie ma się co spodziewać rozbudowanej psychologizacji postaci. Niemniej, autorowi kilkoma nieraz zdaniami udaje się nakreślić barwny obraz, wypunktować subtelnie główne cechy charakteru, zaś drobniejsze rysy jedynie zasugerować. I tak Alek i Deryn są odważni i zuchwali nastoletnią, niedojrzałą zuchwałością, zaś pani Barlow pozostaje tajemniczą kobietą, której prawdziwej władzy i możliwości możemy się jedynie domyślać (nawiasem, to moja ulubiona postać). Spektrum osobowości jest tak szerokie, że każdy znajdzie sobie ulubieńca.

Fragment ilustracji Keitha Tompsona.
Na początku wspomniałam o dekoracjach. W „Lewiatanie” składają się na nie z jednej strony darwinistyczne stworzenia o niesamowitych kształtach i rozmiarach, które w Anglii, Francji i Rosji są hodowane w miarę potrzeb i zastąpiły praktycznie wszystkie maszyny, z drugiej zaś wielkie mechanizmy chrzęstów (czyli Niemców, Austriaków i Turków) – olbrzymie machiny kroczące, sterowce czy proste aeroplany. I tak sobie myślę, że te ozdobniki nie miałyby nawet połowy swojej siły oddziaływania, gdyby nie fenomenalne ilustracje Keitha Tompsona. Są niewiarygodnie szczegółowe i liczne, co sprawia, że książkę czyta się trochę jak komiks, a trochę ogląda jak film. W każdym razie, nawet jeśli ktoś nie lubi lub mu się nie spodoba, to warto ją mieć choćby po to, żeby pogapić się na obrazki.

„Lewiatan” to powieść nawiązująca do najlepszych tradycji książek przygodowych. I mimo że fabuła nie powala oryginalnością - na litość, nie od tego są takie dziełka. Są od tego, żeby z wypiekami na twarzy spędzić z nimi kilka wieczorów. I to zadanie „Lewiatan” wypełnia znakomicie.

Tytuł: Lewiatan
Autor: Scott Westerfeld
Tytuł oryginalny: Leviathan
Tłumacz: Jarosław Rybski
Cykl: Lewiatan
Wydawnictwo: Rebis
Rok: 2011
Stron: 410

PS. Mam kilka szkiców do "Lewiatana", a z kolejnymi częściami trylogii pewnie jeszcze dojdą nowe. Gdyby znaleźli się jacyś chętni do oglądania, to po zrecenzowaniu całej trylogii mogę wstawić specjalną notkę ze szkicami. Co wy na to? 
PS.2 Tutaj jest przecudnej urody trailer do angielskiego wydania "Lewiatana". Klikajcie, bo warto obejrzeć.:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...