piątek, 12 kwietnia 2013

Opowieść o pasji - "Żyjący z wilkami" Shaun Ellis, Penny Junior

Uwielbiam czytać o ludziach z pasją. Wiecie, takich, co to często nierozumiani przez otoczenie wiele poświęcają, żeby móc robić to, co kochają. Ten opis najczęściej pasuje do artystów i tak, o artystach lubię czytać. Ale nie tylko ludzie sztuki mają tendencję do poświęcania się całkowicie tematowi swoich poszukiwań. Zdarza się to ludziom zwykłym, którzy np. nagle odkrywają, że prowadzenie zoo to jest właśnie to, co chcą robić przez resztę życia, w związku z czym wydają wszystkie oszczędności aby rzeczone zoo nabyć i doprowadzić do świetności. Zdarza się też badaczom (co utwierdza mnie w przekonaniu, że nauka ma wiele wspólnego ze sztuką). I zdarza się zwykłym ludziom, którzy z różnych (najczęściej finansowych) powodów nie zostali dyplomowanymi badaczami, a powinni. Takim człowiekiem jest „Żyjący z wilkami” Shaun Ellis.

„Żyjący z wilkami” to powieść w zasadzie autobiograficzna, więc tworzenie akapitu z zarysem treści nie ma sensu. Wiadomo, że będzie o życiu Shauna Ellissa od dzieciństwa do chwili obecnej (czyli do chwili ukończenia książki), piórem Penny Junior napisane. Chciałabym się skupić na kilku innych rzeczach.

Pierwszą rzeczą, na której chciałabym się skupić, jest wspomniana we wstępie pasja. Wielkich pasjonatów (np. wziętych artystów, czy znanych naukowców, których praca wiąże się z długimi i wyczerpującymi badaniami terenowymi) często przedstawia się jako ludzi spełnionych, których wyrzeczenia w obliczu prawdziwego powołania nie mają znaczenia, a często i sami zainteresowani (przynajmniej zdaniem ludzi o nich piszących czy opowiadających) nie zdają sobie z nich sprawy. Ellis też na początku się tym nie przejmował – wilki pochłonęły go dogłębnie i sam fakt, że mógł z nimi pracować stanowił doskonałą rekompensatę wszelkich niedogodności. Ale nie trwało to długo – w końcowych rozdziałach widać, że autor-bohater jest świadomy tego, co musiał poświęcić (a chodzi głównie o rodzinne relacje) i teraz żałuje. Co ciekawsze, jest gotów włożyć wiele wysiłku w działania mające na celu poprawienie jego relacji z bliskimi, nawet jeśli będzie musiał mniej czasu spędzać z wilkami. Dla mnie to doskonała ilustracja faktu, że każde wielkie powołanie ma swoją cenę i w pewnym momencie możemy już więcej nie chcieć jej płacić. Dlatego warto się zastanowić, co w wypadku, gdy nie będzie możliwości odzyskania depozytu.

Rozważania egzystencjalne możemy już odsunąć na bok, przejdźmy do tego, co mnie naprawdę w „Żyjącym z wilkami” zachwyciło. Czyli do podejścia Ellisa do obcowania z przyrodą, ze szczególnym uwzględnieniem pewnego uspołecznionego gatunku psowatych. Niezwykle podobało mi się, jak autor pisał o wilkach, o tym, jak wniknął w strukturę watahy i jak podejmował interakcję z jej członkami, nie zaburzając naturalnego podziału ról w stadzie. Opisy były niezwykle sugestywne, jednocześnie nie pozbawione reporterskiej precyzji, zawierały w sobie coś magicznego. Jednak metody, które stosował, jakkolwiek (przynajmniej jak mówi opis) niesamowicie skuteczne, przywiodły mi na myśl przepychanki między „zaklinaczami” zwierząt (o ile się nie mylę, Ellis sam o sobie nigdy tak nie mówił, ale aż się prosi, żeby jakaś stacja telewizyjna czy wydawnictwo reklamowała go jako zaklinacza wilków) a badaczami ściśle naukowymi. Przepychanek nie rozumiem, bo jakkolwiek metodę naukową w badaniach zachowań zwierząt cenię, a mistyczna otoczka działań niektórych zaklinaczy mnie drażni, to głównym argumentem strony naukowej zdaje się być wykrzykiwanie hasła „To nie żadna magia, tylko umiejętne wykorzystywanie wiedzy o zwierzęcych metodach porozumiewania się!”. No przecież to chyba oczywiste, nie? Smaczku sprawie dodaje fakt, że metody propagowane przez Ellisa lata później zaczęły zdobywać poklask w środowiskach naukowych, oczywiście dopiero po tym, kiedy zaczęła je propagować osoba z dyplomem…

Hm, zdaje się, że miałam pisać o niesamowitej więzi człowieka z wilkiem przedstawionej w książce, a uciekłam w dygresję. Cóż, nie jestem pisarką, więc bogactwa oryginału nie oddam – niech każdy sobie sam przeczyta, a gwarantuję, że rozczarowania nie będzie. To oczywiście nie wszystko, bo w „Żyjącym z wilkami” mamy i piękny, choć nieprzesłodzony obraz angielskiej wsi z lat sześćdziesiątych, i relację z wyprawy do Polski (też byłam tam, gdzie autor, ha! Choć wilka nie widziałam ani jednego…), i piękne opisy hierarchii stada oraz zachowań wilków, i odrobinę niezwykłości. Ale jest to przede wszystkim historia ogromnej pasji, jaką były żołnierz darzy wilki. Piękna historia, choć często gorzka. 
 
Tytuł: Żyjący z wilkami
Autor: Shaun Ellis, Penny Junior
Tytuł oryginalny: The Man Who Lives with Wolves
Tłumacz: Dorota Kozińska
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok: 2011
Stron: 334
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...