środa, 9 lipca 2014

Złoto, złoto, złoto, złoto*, czyli smok w swatkę przemieniony - "Próba złota" Naomi Novik

Jak wspominałam wcześniej, „Języki węży” nie były szczególnie udaną powieścią. Były za to najzwyklejszym zapychaczem, czyli tomem, który jest konieczny, aby historia zachowała spójność (i odpowiednią objętość), ale niekoniecznie cokolwiek wnoszącym. Na szczęście to tylko chwilowy kryzys, bo w „Próbie złota” autorka wraca do formy.

Laurence i Temeraire powoli zadomawiają się w Australii i zdają się być całkiem radzi, że świat o nich zapomniał. Jednak to tylko złudzenie – świat ciągle o nich pamięta i już przygotował specjalną misję. W ramach tej misji czeka ich wyprawa do Ameryki Południowej, bo tamtejsze kolonie znalazły się w niebezpieczeństwie, a tak się składa, że nasza dwójka bohaterów jest z tym akurat zagrożeniem najlepiej zaznajomiona. Niestety, podróż nie obejdzie się bez komplikacji…

Grafika okładki wydania niemieckiego,
autorstwa Kerema Beytia. Na moje oko
przedstawia Fleur de Nuita.


Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że świat wykreowany przez Novik należy do pewnej specyficznej kategorii – jest tak fascynujący i bogaty, że właściwie te wszystkie wojny i polityka tylko przeszkadza w kontemplacji. Najciekawiej czyta się nie sceny batalistyczne czy dworskie intrygi, ale rozdziały poświęcone codziennemu życiu w smoczych kryjówkach (czy też codziennemu życiu po prostu w krajach, w których smoki są częścią społeczeństwa). Szczerze mówiąc, chętniej poczytałabym, jak też radzą sobie niezaprzężone smoki w Anglii od kiedy opuściły tereny rozpłodowe i zaczęły same zarabiać na swoje utrzymanie niż jak wygląda sytuacja na froncie. Tym lepiej czytało mi się „Próbę złota”, której główna część poświęcona jest przedstawieniu kultury inkaskiej.

Mieliśmy już społeczności traktujące smoki jak cenne zwierzęta, mieliśmy równouprawnienie smoków i ludzi (to nawet w dwóch wariantach, w tym jednym z domieszką religii). Czas więc na model, w którym to ludzie są cennym skarbem. W państwie Inków (które ciągle istnieje, bo jako iż konkwistadorzy przypłynęli na kontynent bez smoków, zaś tubylcy mieli ich całkiem sporo, do konkwisty znanej z historii nigdy nie doszło) w wyniku epidemii ludność została znacznie przetrzebiona, więc smoki zazdrośnie strzegą rodzin, które uważają za swoje. Zdarzają się też kradzieże. Co ciekawe, autorka pokazała nam, że nie zawsze tak było, a zwyczaje znacznie zmieniły się na przestrzeni jednego - dwóch smoczych pokoleń. To pokazuje, że jej świat jest przemyślany i dynamiczny (także to, jak fajnie smoki z poszczególnych rejonów geograficznych korespondują z wierzeniami tamtejszych ludów znanymi z naszej rzeczywistości – smoki europejskie są dość masywne, zębate i grzebieniaste, często kolczaste i opancerzone. Rasy chińskie są smuklejsze, zaś smoki południowoamerykańskie… pierzaste. A przynajmniej mają łuski wydłużone na tyle, żeby uchodziły za pióra). Uwielbiam takie światy.

Okładka francuska.
Szalenie mi się podoba.
W „Próbie złota” autorka poświęciła też więcej niż zwykle miejsca bohaterom. Emily Roland zawsze była kreowana na odpowiedzialną i mądrą dziewczynę. Teraz jest nastolatką i przeżywa pierwszą miłość (co prawda wszystko to jest opisane raczej zdawkowo z perspektywy Laurence’a, który nie bardzo wie, jak też podejść do kwestii dorastającej panny w załodze, ale i tak fajnie to wygląda). Ciekawe jest, że Emily nawet w szale młodzieńczych uniesień ciągle ma na uwadze przede wszystkim przyszłość. Wie, co ją czeka za kilka lat i wie też, z kim nie może się związać, a z kim raczej nie powinna. Wyjątkowa dojrzałość jak na nastoletnią bohaterkę powieści rozrywkowej. Poza tym, poznajemy pewne tajemnice Granby’ego, o które nigdy bym go nawet nie podejrzewała. I to chyba dobrze świadczy o autorce, że tworzy postacie, które do tego stopnia nie są definiowane przez jedną cechę, że poznając ją nawet w siódmym tomie, czytelnik może poczuć się zaskoczony (choć muszę przyznać, że przez chwilę towarzyszyło mi poczucie wrzucania pewnych wątków na siłę, ale z drugiej strony nic nie świadczyło ani za, ani przeciw, więc autorce wolno).

Przejdźmy do technikaliów, żebym mogła dać upust swojej złośliwości. Furda kiepska korekta (bo co prawda kiepska była, ale nie aż tak jak w pierwszych tomach), ale ta okładka. TA OKŁADKA. Pomnik smoka (mgliście go kojarzę jako ozdobę dachu tradycyjnego budownictwa dalekowschodniego) z doklejonymi, potraktowanymi filtrami skrzydłami jakiegoś biednego zwierzęcia (które mogli sobie jednak darować) i makabrycznie powykręcanymi łapami (zauważyliście, że łapa, która miała „trzymać” zdobiący okładkę medalion jest po prostu odwrócona o 180 stopni, a nie zaciśnięta jak szpony?). Niniejszym jest to najgorsza okładka nie tylko w serii, ale, podejrzewam, ze wszystkich książek, jakie przeczytałam bądź przeczytam w tym roku. Bardzo wielka szkoda.

Mimo tak odpychającej powierzchowności, „Próba złota” to kawał przedniej rozrywki, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam i lecę czytać kolejny tom.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Rebis.

Tytuł: Próba złota
Autor: Naomi Novik
Tytuł oryginalny: Temeraire: Crucible of Gold
Tłumacz: Jan Pyka
Cykl: Temeraire
Wydawnictwo: Rebis
Rok: 2012
Stron: 400


*Kto zgadnie, do czego nawiązuję w tytule, dostanie order z ziemniaka.;)

5 komentarzy:

  1. Na hiszpańskiej coś bym tylko zrobiła z liternictwem, bo to zbrodnia zasłaniać tę papuziość, nawet częściowo.

    * Khem, krasnoludy pod Załatanym Bębnem w nastroju pieśni biesiadnej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *przy akompaniamencie donośnych famfarów, uroczyście wręcza order z ziemniaka*

      Usuń
    2. Huraa, dzisiaj będą frytki. XD

      Usuń
  2. Ewa Serenity Iwaniec15 czerwca 2015 20:25

    Madziu, ta okładka, która ci się szalenie podoba, to nie hiszpańska (tam raczej tytuł zaczynałby się od la), a francuska. To tak dla porządku.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, rzeczywiście. Zmylił mnie fakt, że znalazłam ją na hiszpańskojęzycznym blogu.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...