piątek, 2 grudnia 2016

Kochany Święty Mikołaju, czyli znowu o tym, co bym chciała znaleźć pod choinką

W tym miesiącu notki z zapowiedziami nie będzie, bo w sumie pewna jest tylko jedna data (a to i tak wznowienie. Jest co prawda jeszcze kilka interesujących tytułów, ale konkretów w ich sprawie brak, więc dajmy im spokój), ale trochę głupio tak robić notkę z jedną zapowiedzią. Dlatego też będzie list do Świętego Mikołaja i nie tylko. Może jakiś Mikołaj przeczyta.:)

(W razie, gdyby ktoś chciał sarkać, że do Świąt jeszcze daleko, pragnę zaznaczyć, że w grudniu Moreni ma również urodziny. W sytuacji, gdyby ktoś ze znajomych chciałby uszczęśliwić ją prezentem bardziej kreatywnym, niż trzy kilo karmy dla świnek - która też jest niezgorszym pomysłem - może mu się ta notka przydać.)

Jako że jest to blog książkowy, lista też składa się z książek. Kolejność przypadkowa. 

1. "Rybak znad Morza Wewnętrznego" Ursula K. Le Guin
Nowe wydania Le Guin, jakimi raz do roku w listopadzie raczy nas Prószyński i s-ka to jest mniej więcej to, czego oczekiwałam. Co prawda niektóre detale możnaby poprawić (papier na przykład), ale generalnie idea wydawania w twardej oprawie dzieł zebranych jednej z najważniejszych fantastycznych pisarek jest mi bardzo bliska. Dwa poprzednie omnibusy już mam, dlatego też nie dziwi chyba, że pragnęłabym mieć trzeci. I nawet fakt, że część tekstów już znam oraz to, że mam już ebooka nie sprawia, że mniej pożądam papieru.

2. "Bestiariusz słowiański. Część druga" Paweł Zych, Witold Vargas
Poprzednią część mam i bardzo sobie chwalę. Aby seria była kompletna bardzo chętnie weszłabym w posiadanie także części drugiej. To są ładne, solidnie wydane albumy i jako fanka fantastyki czuję się w obowiązku weń zaopatrzyć.

3. "Księga smoków polskich" Bartłomiej Grzegorz Sala
Popatrzcie na logo blogaska. Teraz popatrzcie na tę książkę. I jeszcze raz na logo blogaska. To chyba oczywiste, że jest to tytuł, który mieć muszę w swoich zbiorach. Jak dotąd przed kupnem powstrzymuje mnie jedynie fakt, że współlokatorka ma egzemplarz i łudzę się, że od niej pożyczę, a dopiero potem podejmę decyzję, czy nabyć. Czym oszukuję sama siebie, bo patrz pierwsze linijki akapitu. Dobrze by było zostać wybawioną od autooszustwa.

4. "Światy polskiej fantastyki" Wojciech Sedeńko
To jest jak myślę lektura może nie koniecznie obowiązkowa dla fana fantastyki, ale z pewnością bardzo pomocna. Dlatego też odkąd tylko o niej usłyszałam, chciałam ją mieć. Ale ponieważ jest dostępna w druku na żądanie i drukowana jest przez drukarnie samego autora raczej nie przewiduję, żeby kiedyś stała się niedostępna (najwyżej nieaktualna, tudzież wybrakowana. Ale na to potrzeba by było ładnych paru lat). Toteż nie ma pospiechu. Święta to bardzo dobra okazja, żeby takie braki uzupełnić.;) Poza tym jestem ciekawa, jakie światy szanowny autor uznał za godne wzmianki.

5. "Planeta Lema" Stanisław Lem
Do prozy Lema podchodzę jak pies do jeża, więc może publicystyka bardziej by mnie ośmieliła. Lubię krótkie formy (felietony, eseje i takie tam, bo akurat nie o opowiadaniach ten akapit) pisarzy-fantastów (szkoda, że tak niewiele tego się u nas wydaje. Ale wobec braku czasopism branżowych to nawet szczególnie dziwne nie jest).

6. Brakujące tomy serii "Eco"
Jako kolekcjonerka tej serii oczywiście chciałabym swoja kolekcję uzupełnić. Na chwilę obecna brakuje mi trzech tomów: "Dobra świnka, dobra" Sy Montgomery, "Mądrość i cuda świata roślin" Jane Goodall oraz "Wilk zwany Romeo" Nicka Jansa (choć ten ostatni ma niedługo do mnie trafić;)). Oczywiście bardziej chciałabym mieć te dotyczące zwierząt od jedynego jak dotąd "roślinnego" tomu serii.

7. Jakaś dobra literatura faktu.
Punkt dość ogólny, bo akurat w tym przypadku nie mam niczego konkretnego na myśli. Chętnie przygarnęłabym "Plutopię" na przykład. Albo "Mundrą". Zasadniczo coś z zakresu przyrody (tematyczne serie wydawnicze co prawda śledzę, ale przecież coś mi mogło umknąć), medycyny lub Dalekiego Wschodu. Albo jakieś eseje okołofantastyczne, część serii Krytycy o fantastyce wygląda bardzo obiecująco.:)

piątek, 11 listopada 2016

Ogłoszenie organizacyjne

Dzisiaj szybko i konkretnie, nie ma co nabijać znaków po próżnicy. Niedawno marudziłam, że blogowanie w formie uprawianej do tej pory mnie męczy i chciałam coś z tym zrobić. No i wymyśliłam kilka rzeczy, które ulegną zmianie. Początkowo miałam z tym czekać do nowego roku, ale doszłam do wniosku, że nie ma sensu.

A więc rzeczowo, w punktach:
  • Biorę sobie blogowy urlop do końca miesiąca. Nowe notki pojawią się dopiero w grudniu. Ale na fanpejdżu i cudzych blogach ciągle będę się udzielać wedle uznania, więc w razie czego tam można mnie szukać.
  • Odtąd posty będą się pojawiać na zasadzie "jak napiszę, to będzie". Ale nie częściej, niż dwa razy w tygodniu. System regularnej publikacji sprawdzał się bardzo dobrze, niestety teraz zaczął mi ciążyć. Być może po jakimś czasie do niego wrócę, teraz potrzebuję trochę więcej swobody.
Na razie to tyle.:) Ogłaszam urlop za rozpoczęty.

wtorek, 8 listopada 2016

"Czterdzieści i cztery" Krzysztof Piskorski

Jest coś takiego, co anglosaskim fantastom wychodzi świetnie, a u nas dość mocno kuleje. Jest to mianowicie wykorzystywanie i popularyzowanie w popkulturze motywów z klasyki literatury (już pominę retteling, bo zdaje się, że tego typu teksty dla rodzimych pisarzy mogłyby nie istnieć, takie to rzadkie. I tak, wiem o „Legendach polskich”, kiedyś je przeczytam, jak już wszyscy o nich zapomną). Co jakiś czas ktoś przywołuje w swoim dziele Dickensa, Austen czy Doyle’a. U nas Mickiewicza, Prusa czy Sienkiewicza unika się jak ognia, ewentualnie rzuca dyskretnymi nawiązaniami. Tym większe brawa dla Krzysztofa Piskorskiego, który polskich romantyków postanowił potraktować z iście anglosaskim podejściem. A to nie jest jedyna zaleta „Czterdzieści i cztery”.

Eliza Żmijewska właśnie płynie do Anglii. Ot, zwykły rejs starej panny, chciałoby się powiedzieć. Tyle, że nie. Rejs nie jest zwykły, bowiem odbywa się w alternatywnym świecie Anglii2, do którego można dostać się przez eterowe bramy. Sama Eliza też zwykłą starą panną nie jest (no, najpopularniejszy wiek zamążpójścia ma już za sobą, ale umówmy się, nad trumną się jeszcze nie chwieje) – ma oto bowiem wykonać wyrok, jaki na pewnego polskiego, a odnoszącego ogromne sukcesy w Anglii przedsiębiorcę wydała Rada Narodowa. Przy okazji chce też wyjaśnić dawne zaszłości, bo tak się składa, że przedsiębiorca jeszcze kilkanaście lat temu był jej bliskim przyjacielem… A potem nastąpiło powstanie i wszystko się pokomplikowało. Niemniej, Eliza nie wie jeszcze, że podczas tej podróży spotka więcej niż jednego dawnego przyjaciela, a także pozna wielu nowych. Niekoniecznie ludzkich. Oraz będzie musiała zdecydować, która sprawa jest naprawdę ważna, a która ostatecznie tylko osobista.

Na początek napiszę, że nie czytałam (jeszcze, bo leży na półce) „Zadry”, w której świecie rozgrywa się „Czterdzieści i cztery” (oraz z pomysłu na kontynuację której wyewoluowało). „Krawędzi czasu” też nie czytałam. I dlatego być może nie mam odpowiedniego odniesienia, ale najnowsza powieść Piskorskiego jest zdecydowanie tą, którą najlepiej mi się czytało. Owszem, nie jest tak innowacyjna jak „Cienioryt”, właściwie nic szczególnie odkrywczego nie wprowadza, pomysł na intrygę też do rewolucyjnych nie należy… Ale czysto subiektywna satysfakcja z poznawania opowieści znacznie większa.

Sama opowieść, jak to u Piskorskiego - wieloetapowa. Większość fantastów przyzwyczaja nas do dość liniowych fabuł (w czym nic złego nie ma), w których co prawda mamy punkty widzenia różnych bohaterów i kilka mniejszych opowieści, ale od początku mniej więcej wiadomo, do czego to zmierza, a jeśli jakiś wątek się kończy, to najwyżej wpłynięciem do wątku głównego, jak jeden z dopływów do głównej rzeki. U Piskorskiego dopływy-wątki kończą się raczej w jeziorach, z których wypływa nowa rzeka, mająca jednak korzenie w starej (tak, wiem, nie umiem w metafory). Mamy więc wątek podróży Elizy do Londynu, który sam w sobie tworzy dość zamkniętą całość, później mamy kilka aspektów jej działalności w Londynie, a to, co po Londynie, to także całkiem właściwie zamknięta historia. Każdej starczyłoby na osobną powieść. Chwalić dowolnie wybranego boga, że autor jednak nie zwykł chodzić tą drogą.

Jakby co, to warto polubić fanpejdża,
bo tam częściej wrzucam rysunki.
Co do głównej bohaterki, to jest to ten typ kobiecej postaci, który lubię najbardziej. Silna i zdecydowana, a jednocześnie osadzona w historii tak, że jej płeć nie robi fabule różnicy. Choć przyznam szczerze, że Eliza Żmijewska nie jest typem bohaterki, którą chciałabym poznać bezpośrednio. Mimo że jest postacią złożoną i jak najbardziej prawidłowo skonstruowaną.

Niemniej, z całym szacunkiem i sympatią do Elizy, najfajniejsi są bohaterowie drugo- i dalszoplanowi. Jej skazaniec na przykład czy też inny dawny przyjaciel z dzieciństwa, o których za dużo napisać nie mogę, bo mogłabym komuś popsuć radość z odkrywania wzajemnych relacji. Dlatego wspomnę o moim ulubionym bohaterze, czyli wielkim, inteligentnym owadzie. Xa’ru (i w sumie towarzyszący mu w charakterze gadającej głowy lor Mitchell trochę też, tylko on swoje już zrobił) to w zasadzie postać jak z antycznej tragedii – niezależnie od tego, jakie rozwiązanie wybierze, jego historia nie może skończyć się dobrze. Tacy bohaterowie zawsze wydają mi się interesujący. No i plus za stworzenie obcej, inteligentnej rasy w sposób, który dobitnie uzmysławia czytelnikowi, że Xa’ru i jego pobratymcy to jednak obce formy życia, których ludzie być może nigdy nie będą w stanie do końca zrozumieć.

(A kolejny plus za smoki, bo zawsze daję plusa za smoki. Szkoda tylko, że pojawiły się na chwilę. Oraz mam wrażenie, że autor jednak czytał smoczy cykl Novik. Zaś Napoleon i cała jego otoczka przypomina mi silnie Imperatora i jego Złoty Tron z uniwersum Warhammer 40 000. W ogóle nawiązań do różnych rzeczy, tak historycznych, jak i kulturowych jest w tej książce mnóstwo.)

Lubię Piskorskiego. Zawsze ma dla mnie coś fajnego – jeśli nie oryginalny pomysł, to przynajmniej solidnie napisaną, wciągającą fabułę. Będę go dalej czytać, bo nawet jeśli wielkim poetą nie był, to zasługuje na uwagę na poletku polskiej fantastyki. 

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Literackiego.
Tytuł: Czterdzieści i cztery
Autor: Krzysztof Piskorski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok: 2016
Stron: 548

piątek, 4 listopada 2016

Na co poluje Moreni: listopad 2016

Po stosunkowo mało "chciejkowym" (jak na ogólną ilość premier) październiku, czas na znacznie bogatszy listopad. Nic to w sumie dziwnego, bo od kilku lat to właśnie w listopadzie wydawcy wyciągają swoje świąteczne hity.

Przy okazji znowu mamy spadkowicza. Premiera drugiego tomu "Opowiadań zebranych" Franka Herberta została przeniesiona na 29 listopada.

Chcę mieć

"Rybak znad Morza Wewnętrznego" Ursula K. Le Guin
8 listopada

Muszę przyznać, że namiętnie zbieram te wydania Le Guin. A skoro tak, to i ten tom mieć muszę, to elementarne (i nawet fakt, że wchodzące w skład zbioru "Wszystkie strony świata" już czytałam mnie nie powstrzymuje). Poza tym zwyczajnie lubię Le Guin i czasem zdaje mi się, że lepiej jej wychodzą opowiadania niż powieści.

Po raz pierwszy w jednym tomie!
"Rybak znad Morza Wewnętrznego" to trzeci – po "Ziemiomorzu" i "Sześciu światach Hain" – tom dzieł Ursuli K. Le Guin. W jego skład wchodzą cztery zbiory opowiadań: "Wszystkie strony świata", "Rybak znad Morza Wewnętrznego", "Cztery drogi ku przebaczeniu", "Urodziny Świata", oraz powieść "Opowiadanie Świata". Zbiór "Rybak znad Morza Wewnętrznego" ukazuje się w Polsce po raz pierwszy! Autorka ponownie odwiedza stworzony przez siebie wszechświat Ekumeny oraz Ziemiomorze, ale nie tylko. Tematyka zawartych w nim opowiadań zaskakuje różnorodnością i siłą wyrazu, świadczącymi zarówno o mistrzostwie wybitnej pisarki, znajdującej się u szczytu możliwości twórczych, jak i o humanizmie dojrzałej artystki, która stawia czoło światu, nie utraciwszy nic ze swojego daru zachwycania się i zdumiewania nim.
Dowcipne, satyryczne i zabawne (…), jej opowiadania zawsze traktują o ludziach, a nie o technice, i to ta perspektywa oraz znakomita proza autorki nadają temu zbiorowi tak wielką klasę i wartość.
„Publishers Weekly”
Elegancka pisarka, z wprawą operująca poezją języka.
„Philadelphia Inquirer”
Przez wiele lat czytałam tylko fantastykę naukową autorstwa Ursuli K. Le Guin. Teraz już nie czytam fantastyki naukowej, ale na pewno nie przegapiłabym żadnej książki Le Guin. Wyszła poza granice tego gatunku i stała się tym, co było jej pisane: naszą wróżką, naszą wizjonerką, pisarką o nieograniczonych możliwościach tematycznych i sile wyrazu (…) Ta kobieta potrafi wszystko! Niech jeszcze długo kontynuuje swoje dzieło.
Carolyn Kitzer
Proza Ursuli Le Guin tchnie inteligencją i światłem. Autorka potrafi wynieść beletrystykę do poziomu poezji i ścisnąć ją do gęstości alegorii.
Jonathan Lethem


"Wilk zwany Romeo" Nick Jans
16 listopada

Kolejny, po dłuższej przerwie, tom serii Eco. Jak wiecie (lub nie) jest to seria, którą zamierzam skompletować, bo uwielbiam książki ozwierzęce. I mam nadzieję, że ta będzie faktycznie bardziej ozwierzęca niż podróżnicza.

„Jedna z najlepszych książek o przyrodzie wydanych w Polsce w ostatnich latach”. - Mikołaj Golachowski
Prawdziwa i poruszająca historia wyjątkowego wilka, który spędził siedem lat w pobliżu psów i ludzi na Alasce. Kiedy się pojawił, mieszkańcy Juneau zachowali ostrożność. Byli też zafascynowani. Nie samym wilkiem – na Alasce mieszka ich sporo. Ale tym, że ten czarny dziki wilk zaczął się przyłączać do narciarzy, bawić się z ich psami albo po prostu w ciche popołudnia wylegiwać na słońcu na środku zamarzniętego jeziora. Książka Nicka Jansa to kapitalna opowieść o niezwykłej przyjaźni. Albo raczej o zwykłej – ot, ssak zaprzyjaźnił się z innym ssakiem, bo był samotny, bo stracił kogoś bliskiego, bo potrzebował towarzystwa. I co z tego, że ten ssak jest wilkiem w pełni sił, a za przyjaciół wybrał sobie człowieka i jego psy, a później i innych mieszkańców miasteczka Juneau na Alasce? Nauka zachodnia dopiero niedawno oficjalnie przyznała, że zwierzęta mają swoje uczucia, emocje i charaktery, czyli coś, co każdy współlokator psa lub kota wie od dawna. I dopiero niedawno przestaje alergicznie reagować na przejawy czegoś, co jeszcze pięćdziesiąt lat temu określiłaby jako zbrodnię antropomorfizacji. Z całej książki przebija zresztą głębokie zrozumienie przyrody. Autor nie tylko opiera się na najnowszej wiedzy naukowej, ale wnosi też własne doświadczenie z wielu lat życia w dzikich ostępach Alaski, również wśród myśliwych z plemienia Inupiaków. Obok rzetelnych informacji informacje o biologii wilków i ich roli w ekosystemach oraz w ludzkiej kulturze, znajdziemy tu też porywającą historię porozumienia ponad podziałami, gdzie uczestnicy spotykają się na równych prawach i nawiązują kontakt, który przetrwał wiele lat.


"Planeta LEMa" Stanisław Lem
24 listopada

Cóż, ciągle nie mogę się przekonać do prozy Lema (nie, żebym ostatnio próbowała, prawdaż), ale za to lubię felietony.

Pierwsze wydanie najlepszych felietonów Stanisława Lema
Klasyk literatury fantastycznej, myśliciel, futurolog. Powieściopisarz, autor dyktand i w pewnym stopniu także rysownik. Kim jeszcze był Stanisław Lem? Ta książka dowodzi, że krakowski pisarz mistrzostwo osiągnął w jeszcze jednej dziedzinie – w pisaniu felietonów.
Planeta LEMa to wybór najlepszych felietonów wybitnego twórcy. Imponuje w nich przede wszystkim skala podejmowanych tematów – znajdziemy tu teksty, które dotyczą socjologii, informatyki, rozwoju cywilizacji, polityki, historii, literatury… Zaskakujące, idące pod prąd komentarze Lema zaintrygują czytelników zainteresowanych polityką i historią. Z kolei miłośnicy literatury odnajdą wiele arcyciekawych interpretacji. I wreszcie to, z czym kojarzymy pisarza – futurologia. Jak wiele z prognoz Lema się sprawdziło? I czy, biorąc pod uwagę jego sceptycyzm i brak wiary w moralny postęp ludzkości, to nie powód do niepokoju?
Dlatego właśnie są to felietony najlepsze – wciąż aktualne, fascynujące i prowokujące do myślenia. Dodatkowo błyskotliwie napisane.
Książkę tworzą starannie wybrane felietony z wcześniej wydanych zbiorów Krótkie zwarcia, Moloch, Rasa drapieżców, Dylematy i Sex Wars.


Chcę przeczytać

"Atrament i krew" Rachel Caine
2 listopada

Muszę przyznać, że książki, po których niczego nie oczekuję ostatnio zaczęły mnie mocno rozczarowywać. Niemniej, chyba nie umiem uczyć się na błędach, bo chciałabym zapoznać się z kolejną. Trochę to wina tematyki - biblioteka jako miejsce, z którego rządzi się światem brzmi ciekawie. No i nie jest to romans, co zawsze jest plusem.

Jeśli wiedza to władza, to Biblioteka jest największą potęgą na świecie. I najbardziej okrutną...
Rachel Caine tworzy historię od nowa i kreuje niebezpieczny alternatywny świat, gdzie Wielka Biblioteka kontroluje dostęp do wiedzy, a posiadanie książek jest okrutnie karane.
Biblioteka Aleksandryjska, największy skarbiec wiedzy starożytnego świata, nie spłonęła… Bezwzględna i wszechpotężna ma swoją siedzibę w każdym wielkim mieście świata 2020 roku. Włada alchemią i panuje nad wiedzą, kontrolując do niej dostęp. Jednak posiadanie książek na własność jest zabronione i surowo karane.
Jess Brightwell jest kurierem, na polecenie swojego przebiegłego ojca przemyca książki dla klientów. Wszystkiego, co wie, nauczył się z nielegalnych książek, które jego rodzina zdobywa na czarnym rynku. Ta niebezpieczna praca pozbawiła życia jego starszego brata. Ale bardziej ryzykowne jest zadanie, jakie ojciec wyznacza mu teraz. Jess ma zostać szpiegiem rodziny w Wielkiej Bibliotece…
Rozpoczyna szkolenie w Bibliotece. Wszyscy tu mają tajemnice: uczniowie i ich mentor - bezlitosny Bibliotekarz. Lecz najbardziej złowieszcze sekrety kryje sama Biblioteka. Jess z przerażeniem odkrywa, że dla tych, którzy nią rządzą, wiedza jest cenniejsza niż ludzkie życie. I że wkrótce spłoną zarówno buntownicy, jak i książki...


"Śpiący giganci" Sylvain Neuvel
9 listopada

W zasadzie sytuacja analogiczna jak powyżej - interesujący pomysł oraz jestem ciekawa.

Powieść na miarę "Jurassic Park", "World War Z" i "Marsjanina", po mistrzowsku łącząca elementy thrillera, fantastyki i powieści przygodowej. Kiedy pod jadącą rowerem Rose zapada się ziemia i dziewczynka ląduje na ogromnej metalowej dłoni, nikt nie podejrzewa, że to zwiastun wydarzeń, które pchną losy ludzkości na nowe tory. Siedemnaście lat później Rose realizuje swoje marzenie: trafia do zespołu, którego zadaniem jest rozwikłanie tajemnicy zagadkowego artefaktu. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na całej planecie spod ziemi wyłaniają się ukryte przez tysiące lat, kolejne elementy kolosalnych posągów-robotów. Skąd się wzięły? Czemu miały lub mają służyć? Jaka rola przypadnie Rose w rozwikłaniu zagadki?

"Sztylet rodowy" Aleksandra Ruda
16 listopada

Znowu jak wyżej. Poza tym zawsze to okazja do poczytania fantasy zza wschodniej granicy. Trzeba jakiś płodozmian po tym zachodzie zrobić.

Co zrobić jeśli wraz z końcem wojny skończyły się też marzenia o wspaniałej karierze i chwale, twoje cokolwiek ograniczone zdolności magiczne nie są nikomu potrzebne, a w kieszeniach świecą pustki?
Oczywiście zostać królewskim posłańcem, do obowiązków którego należy odwiedzenie regionów kraju i sprawdzanie dokumentów podatkowych. To nic, że do towarzystwa dostaniesz zakochanego trolla, tchórzliwego krasnoluda, bezczelną wojowniczkę i elfa, który utracił wiarę w piękno. I jeszcze kapitan królewskiej armii patrzy z góry i nie daje chwili wytchnienia!
Pracuj, Milo, chwilowo jesteś tu uziemiona. Czeka cię wiele nauki, by pokonać trudności czyhające na każdym kroku, bo zwykłe zadanie może okazać się znacznie trudniejsze niż wydawało się na pierwszy rzut oka...  


"Piąta pora roku" N. K. Jemisin
23 listopada

W zasadzie nie ufam tej autorce, bo opinie są podzielone, a sama jeszcze nic nie czytałam, więc nie miałam jak zweryfikować. Ale ciekawi mnie, za co ten deszcz nagród (i nominacji).

W sercu rozległego kontynentu Stillness pojawiła się ogromna szczelina, która dotarła do głębi Ziemi, a unoszącego się pyłu było tak wiele, że mógłby przykryć niebo na całe lata. Albo wieki. W Stillness wybuchła wojna pomiędzy narodami, nie o terytorium, ale o źródła wody, słońca i pożywienia.
Essun, kobietę prowadzącą zwyczajne życie w małym miasteczku, nie porusza zagłada świata. Jej syn został brutalnie zamordowany. Sprawcą okazał się jej mąż, który na dodatek porwał córkę. Teraz Essun musi przebyć potworny, umierający teren. Bez słońca, czystej wody i zaopatrzenia. Losy świata są jej najmniejszym zmartwieniem. Sama jest zdolna dokonać jego zniszczenia, jeśli tylko będzie to konieczne, by odzyskać córkę.



wtorek, 1 listopada 2016

Stosik #85

Październikowy stosik jest trochę większy niż wszystkie ostatnio prezentowane. To dlatego, że pozwoliłam sobie na drobne zakupy i to nie w taniej książce. No ale nie przeciągajmy już.


Na samej górze jedyny w zestawieniu ebook, do recenzji od Wydawnictwa Literackiego. Jest to "Czterdzieści i cztery" Krzysztofa Piskorskiego. Już przeczytane, notka w przyszłym tygodniu.

Trzy niższe pozycje to kolekcje - pratchettowska i fantastyki polskiej. "Prawdę" już czytałam, "Ruchome obrazki" ciągle przede mną. No i oczywiście dukajowa "Córka Łupieżcy". Przyznam, że to najbardziej interesująca mnie książka autora.

Niżej druga i ostatnia w tym stosiku pozycja do recenzji, czyli "Szóstka wron" Leight Bardugo od Maga. Poprzedniej trylogii z tego uniwersum (jeszcze!) nie znam, ale nie powinno mi to przeszkodzić w cieszeniu się lekturą. Właśnie się wgryzam.

Dalej zakupy. Wreszcie kupiłam sobie "Upadek Hyperiona" Simmonsa, czyli jedyny brakujący tom Artefaktów. Kupiłam sobie też "Utraconą Bretanię" Aleksandry Janusz, bo lektura pierwszego tomu pozostawiła mnie w przekonaniu, że będzie to książka warta moich pieniędzy (polecam traktowanie zakupów książkowych jako wspieranie finansowo ulubionych autorów. Człowiek od razu się czuje jak jakiś mecenas sztuki). Na samym dole kupiony za grosze trzeci tom Cobleya, czyli "Wschodzące gwiazdy". Luby zachwycił się tomem pierwszym, ale drugi tak go rozczarował, że nawet nie skończył. A że sama chciałam jednak przeczytać całość, to skorzystałam z okazji i dokupiłam na promocji trzeci (siedem złotych nie majątek).

No i tyle.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...