Książkami Marty Fox zaczytywałam się, nastolatką będąc. W wieku lat około czternastu przekopałam całe zapasy biblioteki, a były dość obfite, bo znalazły się tam: cała seria o pierwszej miłości, seria „Agaton – Gagaton”, „Magda.doc”, „Paulina.doc” i jeszcze jakiś zbiorek opowiadań. Wtedy byłam pełna zachwytów, jak to nastolatka czytająca powieści o miłości i to nie takiej lukrowanej, jak miedzy ciapowatą Belcią a boskim Edziem. Jednak, kiedy po długiej, kilkuletniej przerwie, sięgnęłam po „Świętą Ritę od Rzeczy Niemożliwych”, rozczarowałam się. Książka zupełnie do mnie nie trafiła, a skończyłam ją tylko dlatego, że była niewielkich rozmiarów. Dlatego wieść o najnowszej powieści pisarki przyjęłam ze sceptycyzmem i gdybyśmy nie mieli jej omawiać na spotkaniu DKK, pewnie nie sięgnęłabym po nią. Popełniłabym swoisty grzech zaniechania, a żałowałabym za niego szczerze.
Emilia jest kobietą po pięćdziesiątce, spełnioną zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Jest poczytną pisarką i ma u boku mężczyznę, którego kocha, mimo, że nie jest on jej mężem. Nie znaczy to jednak, że jej życie jest przejrzyste jak kryształ, ma zarysowania i skazy, które jednak Emilia odpycha od siebie, zasklepiając w swym wnętrzu i nie szukając rozwiązania. Pewnego dnia spada na nią wiadomość porażająca: powoli zamienia się w kamień. I drogi czytelniku, nie ma co wietrzyć magicznych konotacji, gdyż jest choroba (pewnie obiła się o uszy fanom doktora Hause’a) dająca takie objawy. Nazywa się twardzina. Wiadomość ta mobilizuje Emilię do podjęcia próby poukładania spraw, które jeszcze są aktualne i rozprawienia się ze wspomnieniami tych, które już dawno zakończyła.
Powieści pani Fox (zwłaszcza te kierowane do starszego czytelnika), mają eklektyczną formę. W „Kobiecie zaklętej w kamień” możemy więc znaleźć wiersze i, co powinno być dla blogowiczów dodatkowym plusem, wtręty w postaci notek blogowych. Notki te są właściwie esejami dotyczące tych sławnych kobiet, które w taki lub inny sposób zostały zaklęte w kamień: bądź to stawia im się kamienne pomniki, bądź to izolowały się od najbliższych skorupą tak grubą, że aż kamienną. Główny trzon powieści stanowi jednak historia Emilii. Zawiera ona elementy autobiograficzne, dotyczące twórczości autorki (nie wiem, czy jakieś elementy prywatnej autobiografii również i szczerze mówiąc mnie to nie interesuje, ale inni czytelnicy mogą oczywiście sprawdzić, jeśli najdzie ich ochota). Czytając trzeba jednak zachować ostrożność, bo przeszłość jest przemieszana z teraźniejszością i łatwo zgubić się w czasie akcji. Nawet mi się to przytrafiło, chyba drugi raz w życiu dopiero.
„Kobieta zaklęta w kamień” to przede wszystkim książka o emocjach i o rozrachunku z samym sobą. Emilia poświęca wiele energii na rozpatrywanie wydarzeń i weryfikację swojego emocjonalnego stosunku do nich. Łatwo się więc domyślić, że mimo iż dzieje się sporo, to najważniejsza część fabuły rozgrywa się w głowie bohaterki. Dokonuje ona bilansu dawno zakończonego małżeństwa, aby do końca pogodzić się z tym, że jego rozpad nie był jej winą. Większą trudność sprawia jej akceptacja faktu, że jej dzieci wyfrunęły z gniazda i już od dawna są na tyle dorosłe, żeby świetnie sobie poradzić. Paradoksalnie, choroba jest w tej książce tylko pretekstem, chociaż to dzięki niej Emilia poznaje Monikę, która w jej życiu gości krótko, ale zostawia niezatarty ślad.
Ci, którzy Martę Fox już znają, wiedzą, czego po autorce się spodziewać. Byłabym jednak ostrożna w polecaniu „Kobiety zaklętej w kamień” osobom bardzo młodym, zauroczonym młodzieżową twórczością pisarki. Ze względu na wiek bohaterki identyfikacja z nią przychodziła mi z niejakim trudem, a i w jakiś sposób także sama musiałam dojrzeć do „dorosłych” powieści pani Fox. Jednak pozostałym czytelnikom polecam z całego serca.
Tytuł: Kobieta zaklęta w kamień
Autor: Marta Fox
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok: 2009
Stron: 300
P.S. Luby mi wygrzebał filmiki o pewnym kreskówkowym kocie (Simon's Cat). Urocze;) Muszę jednak wkleić linki, gdyż jakoś nie mogę dojść, jak wkleić video beż ściągania go.:(
Cat Man Do
Snow business
Let me in