wtorek, 12 czerwca 2018

"Liga smoków" Naomi Novik



Zdaję sobie sprawę, że notka o ostatnim (czyli dziewiątym) tomie średnio popularnego fantastycznego cyklu nie wzbudzi raczej niczyjego zainteresowania (może poza kilkoma fanatykami takimi jak ja), ale ponieważ to zwieńczenie mojej absolutnie ulubionej opowieści o smokach, nie mogę jej nie napisać. Tak więc słów kilka o „Lidze smoków” Naomi Novik. Wybaczcie, będą drobne spoilery.

Ostatnio zostawiliśmy naszych bohaterów w Rosji, gdzie byli świadkami załamania się ofensywy Napoleona. Teraz wracamy do nich, kiedy gonią uciekające w kierunku Berezyny resztki Wielkiej Armii. Tym razem Napoleonowi udaje się uciec, ale wszyscy wiedzą, że jak tylko wróci do Paryża zacznie zbierać nową armię. Lawrence, wraz z towarzyszącym mu angielskim dyplomatą, dokładają więc wszelkich starać, żeby zawiązywać sojusze – trzeba wyprowadzić uderzenie wyprzedzające...

Tym razem Naomi Novik również ciska naszymi ulubieńcami z miejsca na miejsce, ale ogranicza się do Europy. Mamy satysfakcjonująca ilość scen batalistycznych, ale mnie osobiście najwięcej radochy sprawiały porównywania między początkiem a końcem.

Widzicie, w tym tomie możemy w pełnej krasie podziwiać, jak reformy Napoleona i Lien zmieniły życie francuskich smoków na lepsze. Wcześniej oczywiście widzieliśmy migawki i zapowiedzi, ale dopiero teraz autorka pokazała, jak to wygląda i jak świetnie chińskie standardy (czyli traktowanie smoków, było nie było istot inteligentnych, jak pełnoprawnych członków społeczeństwa a nie jak troszkę większą i droższą wersję konia kawaleryjskiego) sprawdzają się na bardziej konserwatywnym i zacofanym w tym względzie europejskim gruncie.

W Anglii też zachodzą pewne zmiany społeczne, ale niestety nie docierają do skostniałego parlamentu. Większość smoków ciągle zadowala się zarabianiem na usługach kuriersko-przewozowych, ale do niektórych dociera, że teraz jest ostatnia szansa, aby coś dla siebie wywalczyć. Jeszcze ciągle coś znaczą – póki trwa wojna, rząd będzie skory do ustępstw, licząc na pozyskanie wsparcia niewojskowej części populacji. Osobliwie poruszająca w tym kontekście wydała mi się scena rozmowy Temeraire'a z Perscitią (jedyną chyba brytyjską smoczycą aktywnie udzielającą się politycznie), w której smoczyca mówi naszemu bohaterowi, że zostało już niewiele czasu – ludzie niedługo wynajdą taką broń, która odeśle smoki do lamusa. Do Temeraire'a dociera wtedy, co ludzie są zdolni zrobić ze smokami, jeśli uznają je za niepotrzebne – napatrzył się na to w Rosji. To taka scena przebudzenia się świadomości, że nie można poprzestać na budowaniu pozycji społecznej jakiejś grupy na tylko jednym filarze, że stabilizacja jakiejkolwiek mniejszości musi mieć solidniejsze podstawy, bo inaczej nie jest prawdziwą stabilizacją i kiedyś mogą nadejść dni płonących pułapek, jeśli odpowiednio wcześniej nie zabezpieczymy swoich praw...

W zasadzie jedynym rozczarowaniem (w pewnym sensie) była tytułowa Liga Smoków. Wiecie, spodziewałam się mocnego uderzenia fabularnego, czegoś, co wyrwie mnie z butów. Tymczasem... cóż, zamiast rewolucji dostałam początek ewolucji. Co jest zdecydowanie bardziej prawdopodobne i tym bardziej irytujące, ze nie będzie nam dane podziwiać przebiegu tego procesu. To mogłoby być nawet ciekawsze niż powietrzne bitwy.

„Temeraire” to jeden z niewielu cykli, któremu dane było spokojnie dotrzeć do swojego naturalnego końca. Nawet jeśli autorka zechce kiedyś wrócić do tego uniwersum i opowiedzieć inne historie, to rozdział wojen napoleońskich i pewnego Cesarskiego smoka jest już zamknięty. To smutne, że nie spotkam się już z Temeraire'm. Ale ciągle mam jakąś tam nadzieję, że kiedyś wrócę do jego świata (choć raczej nie w najbardziej interesujący mnie okres; chciałabym coś bardziej współczesnego, tymczasem aktorka kiedyś przebąkiwała coś o starożytnym Rzymie).

Tytuł: Liga smoków
Autor: Naomi Novik
Tytuł oryginalny: League of Dragons
Tłumacz: Jan Pyka
Cykl: Temeraire
Wydawnictwo: Rebis
Rok: 2018
Stron: 494

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...