piątek, 10 stycznia 2020

[Zimowe czytanie] "Szara wilczyca" James Oliver Curwood


James Olivier Curwood, obok Jacka Londona, to chyba jeden z najbardziej znanych w Polsce piewców północnoamerykańskiej przyrody. Zwłaszcza tej z północnych obszarów kontynentu. Z dzieciństwa i wczesnego nastolęctwa pamiętam powieści obu tych panów, z tym że akurat wtedy w bibliotece mieli tylko „Włóczęgów północy” w starszym ode mnie wydaniu. Tym bardziej cieszy, że Zysk i s-ka dwa lata temu wznowił bodaj najpopularniejszą u nas książkę autora, czyli „Szarą wilczycę” w bardzo atrakcyjnym wydaniu.

Tradycyjnie może najpierw napiszę co nieco o fabule, choć trochę głupio w przypadku książki, która ma ponad sto lat. „Szara wilczyca” opowiada o przygodach… Kazana, w trzech czwartych północnego psa zaprzęgowego, w jednej czwartej wilka (do niego też nawiązuje oryginalny tytuł powieści). Śledzimy go od kiedy przybywa na kanadyjska północ wraz ze swoim panem i ukochaną panią, a potem w wyniku splotu niesprzyjających okoliczności ucieka do lasu, aby dołączyć do watahy wilków. Tam poznaje tytułową szarą wilczycę, która zostaje jego partnerką, i dalej możemy obserwować kilka lat z życia tej nietypowej pary.

Dla mnie siłą powieści Curwooda (tak jak i Londona oraz pewnego polskiego autora, który pisał o zwierzętach tatrzańskich, ale którego nazwiska za nic nie mogę sobie przypomnieć) jest realizm. Autor bowiem opisuje zwierzęta jako po prostu zwierzęta, wspaniałe i godne najwyższego szacunku, ale z drugiej strony rządzące się swoimi prawami, niekoniecznie przystającymi do ludzkich, dzikie i często niebezpieczne. Bez pudru, lukru i nadmiernej antropomorfizacji. I jest to wspaniałą przeciwwagą dla wszechobecnej we współczesnej popkulturze antropomorfizacji i cukierkowości. Wilki Curwooda są właśnie tym, czym być powinny: skutecznymi drapieżnikami, niebezpiecznymi dla człowieka nie dlatego, że mają podły charakter, ale dlatego, że w ich naturze leży polowanie. Potrafią być dla siebie czułe i troskliwe, ale nigdy nie będą uroczymi pieseczkami (co autor zgrabnie podkreśla, zestawiając psią i wilczą naturę w Kazanie-mieszańcu), a dzika przyroda jest surowa i obojętna, niewiele w niej z Mateczki Natury, która dla wszystkich swoich dzieci chce dobrze. Szkoda, że książki pisane w ten sposób straciły na popularności. Mam wrażenie, że w zalewie tego, co serwuje nam Disney i spółka bardzo by się przydały.

Sama opowieść, jak i sposób je podania, nie straciły na aktualności. Owszem, język można by uwspółcześnić (co prawda przekład Jerzego Marlicza wciąż świetnie się czyta, ale myślę, że nowy mógłby być jeszcze lepszy) i poprawić te nieszczęsne jeżozwierze na prawidłowe ursony, ale wciąż opisy Curwooda są tak plastyczne, że człowiek ma wrażenie, jakby oglądał film przyrodniczy, a nie czytał powieść sprzed ponad wieku. Mnie szczególnie podobał się sposób, w jaki autor opisuje podbiegunowe zimy, piękne w swych białych, śnieżnych kożuchach i zabójcze w trzaskającym mrozie, zbierające sowite ofiary z życia zwierząt i ludzi. Dynamiczna narracja i tworzone z wprawą portrety bohaterów sprawiają, że czytanie „Szarej wilczycy” to czysta przyjemność, nawet jeśli jedyną wartością dodaną do lektury będzie szacunek dla dzikiej, amerykańskiej północy.

Mam cichą nadzieję, że z czasem pojawią się też równie ładne (twarda oprawa, ilustracje, wstążeczka-zakładka) wznowienia kolejnych powieści Curwooda. To naprawdę świetna lektura, zwłaszcza jeśli macie na radarze dziecko lat powyżej dziesięciu (tylko pamiętajcie, żeby po lekturze z dzieckiem porozmawiać, bo te powieści zawierają wiele scen znęcania się nad zwierzętami). Będzie świetną przeciwwagą dla filmów Disneya.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Zysk i s-ka 

Tytuł: Szara wilczycCurwooda
Autor: James Oliver
Tytuł oryginalny: Kazan the wolf-dog
Tłumacz: Jerzy Marlicz
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Rok: 2018
Stron: 272

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...