niedziela, 11 września 2011

Panthera tigris i Homo sapiens - "Życie Pi" Yann Martel

Całkiem logicznym wydaje się stwierdzenie, że powieść powinna przede wszystkim opowiadać jakąś historię. Stwierdzenie to zakrawa wręcz na truizm. Przecież jeśli pisarz nie ma żadnej historii do opowiedzenia, to pozostaje mu tyle innych gatunków literackich: cała poezja, eseje, polemiki… Muszę jednak z niejakim smutkiem zauważyć, że ostatnio zwykło się nagradzać autorów, którzy pisząc powieści, nie opowiadają żadnej interesującej historii – mimo tego z nieznanych mi bliżej przyczyn, wybierają tę właśnie formę dla swojej twórczości, dostając w pakiecie peany pochwalne nagradzających. Rzadko zdarza mi się, aby w okładce z napisem „Nagroda X” znajdowała się historia, która potrafi porwać samą tylko fabułą. Dlatego tym bardziej cieszę się, że miałam okazję przeczytać „Życie Pi” Yanna Martela – nie dość, że opowiada niepowtarzalną historię, to jeszcze okraszone jest tyloma zaletami, że pewnie nawet połowy nie wymienię w tej recenzji.

Pi Patel (właściwie Piscine Molitor Patel) od dziecka był osobą niezwykłą. Zaczynając od nietuzinkowego imienia, poprzez żywą inteligencję, a na niespotykanej otwartości poglądów kończąc, Pi wyróżniał się nawet na tle własnej rodziny, która przecież również do zwyczajnych nie należała: głową rodu był bowiem dyrektor jednego z indyjskich ogrodów zoologicznych. Pi dorastał więc w otoczeniu rajskich ptaków, wielkich drapieżników i wrednych małp, co niewątpliwie wpłynęło na ogromny szacunek dla naszych braci mniejszych, jaki żywił chłopiec. Niemniej jednak wszystko, co dobre kiedyś się kończy i zmiana sytuacji politycznej w Indiach przesądziła o wyjeździe rodziny (ze znaczną częścią zoologicznego inwentarza) do Kanady.

Pomysł nie okazał się szczęśliwy: statek, którym płynęła do nowego domu zarówno rodzina Patelów, jak i lwiej część ich żywego inwentarza, zatonął na Pacyfiku. Przez 277 dni Pi Patel przebywał na pełnym morzu, dzieląc szalupę ratunkową jedynie z Richardem Parkerem. Przez 277 dni musiał radzić sobie z zaopatrywaniem siebie i towarzysza w wodę i żywność, znosić tą podwójną samotność i dbać o równy i bezpieczny rozkład sił między nim a kompanem. Nie byłoby to być może takie trudne, gdyby nie fakt, że Richard Parker to dwustukilogramowy samiec tygrysa bengalskiego.

„Życie Pi” czytałam, sama będąc w drodze. To bardzo dobrze: fakt, że nieustannie się podczas lektury przemieszczałam sprawiał, że malutka, dryfująca po bezkresie oceanu łódeczka wydała mi się niezwykle bliska, niemal namacalna. To też bardzo niedobrze: podskoki autobusu i nieustanny odgłos pracy silnika nieco przeszkadzały w kontemplacji języka powieści i tego, co autor chciał nam przekazać. A nieprędko będę miała okazję powtórnie dryfować z Pi.

Autor zachwycił mnie całościowo. Językiem subtelnym i tak precyzyjnie wyrażającym wszystko, co miał wyrażać, potrafi tworzyć niezwykle barwne obrazy. Sposobem, w jaki potrafi pisać o sprawach ostatecznych i tym, że równie magicznie potrafi się wyrażać o codzienności. Można by się spodziewać, że historia tego typu będzie bogata w makabryczne szczegóły, ale Martel daje ich czytelnikowi jedynie niezbędne minimum. W końcu nie chodzi o to, żeby stworzyć krwawy cyrk ku uciesze gawiedzi. Powieść ma pokazywać człowieka wobec ekstremalnych warunków, mówi nam, że najważniejsza, wręcz kluczowa dla istnienia jest równowaga i zrozumienie. A to wszystko jest jedynie nikłą częścią przesłania, jakie próbuje nam przekazać.

Powieść jest podobno oparta na faktach autentycznych. Nie wiem, nie sprawdzałam. Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to. Tak samo mnie nie obchodzi, czy Mały Książę był postacią autentyczną. Bo „Życie Pi” jest dla mnie nieco bardziej brutalną wersją „Małego Księcia” – to tak podobne, a jednocześnie tak różniące się powieści… 

Cóż, gdybym chciała należycie opisać wszystkie zalety tej książki, musiałabym dysponować zdolnościami równymi tym, które posiada pan Martel. Nie posiadam jednak takowych, więc pozwólcie, żeby ta książka przemówiła do was sama. Szybko się przekonacie, że na jednej rozmowie się nie skończy.

Tytuł: Życie Pi
Autor: Yann Martel 
Tytuł oryginalny: Life of Pi
Tłumacz: Zbigniew Batko
Wydawnictwo: Znak
Rok: 2004
Stron: 341
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...