piątek, 30 września 2011

Sens cierpienia - "Ludzie na walizkach" Szymon Hołownia

O książce Hołowni było swego czasu głośno, ale mimo bombardujących mnie ciągle świetnych opinii jakoś nie byłam zainteresowana. Niedawno obejrzałam jednak wywiad z autorem (przeprowadzony na okoliczność wydania drugiej części „Ludzi na walizkach”) i urzekło mnie to, co Hołownia mówił o swoich rozmówcach. I to, jak o nich mówił. W tym miejscu, niby superbohater w łopoczącej pelerynie, pojawiła się moja nieoceniona JoannazKociewia i poratowała mnie książeczką.

Zaiste, jest to książeczka – ma tylko 151 stron. Ale za to jaka treść na tych paru ledwie stroniczkach! „Ludzie na walizkach” to ludzie, którzy zetknęli się, bądź stykają się na co dzień z cierpieniem: lekarze różnych specjalności, ratownicy medyczni, ale także osoby niepełnosprawne, czy bliscy tych osób. A wywiady z nimi potrafią zaskoczyć.

Już pierwsza rozmowa rozbiła w pył moje przewidywania co do tonu zbiorku. Sebastian Luty jeździ na wózku, chociaż nie zawsze tak było. Wcześniej był prezesem firmy ubezpieczeniowej, uprawiał liczne sporty ekstremalne, podróżował. Później uległ wypadkowi i teraz sam nie jest w stanie zejść z wózka inwalidzkiego. Jego hart ducha i wola walki są jednak porażające: nie poddał się rozpaczy, wręcz przeciwnie. Zrobił wszystko, aby móc realizować dawne pasje. Ciągle też ćwiczy, aby być w dobrej kondycji, gdyby nagle dostał możliwość operacji. Pogodny optymista. Nie tak wygląda obrazek kaleki na wózku w oczach społeczeństwa.

Wiele było rozmów z lekarzami: z neurochirurgiem o tym, kiedy właściwie człowiek umiera, z neonatologiem o tym, kiedy wcześniaka należy ratować mimo oczywistego bólu i niepewności powodzenia, a kiedy pozwolić dziecku godnie umrzeć, ze specjalistą od terapii bólu o sensie cierpienia (która chyba najbardziej mi się podobała). W takich momentach czytelnik z całą mocą uświadamia sobie, jakie dramatyczne decyzje lekarze są zmuszeni podejmować na co dzień. Decyzje tym bardziej dramatyczne, że często, przynajmniej w naszym kraju, uwarunkowane finansami. Bo jak tu myśleć o zakupie specjalistycznej aparatury ratującej życie wcześniakom urodzonym w 21. tygodniu ciąży, kiedy nie wiadomo, czy wystarczy pieniędzy na eksploatację inkubatorów?

Głos dostali też ci, którzy stoją przy cierpiących: rodzice dzieci, które zachorowały nagle i nieuleczalnie, wbrew wszystkiemu nie tracący nadziei, mąż, którego żona zmarła na raka, ojciec-lekarz, walczący o życie córki z wrodzoną wadą. A także wywiad ze zmarłym niedawno Krzysztofem Kolbergerem. Niesamowity spokój bije z wypowiedzi tych ludzi. Spokój przebytego, przepracowanego i zaakceptowanego bólu. I chociaż w ich relacjach bywają momenty upiorne, niezmiennie zadziwia mnie umiejętność wybaczania i pogodzenia się z tym, co nieuniknione. Przy czym nie tracą nadziei.

Polecam, nie tylko miłośnikom literatury faktu, ale wszystkim wrażliwym ludziom, poszukującym materiału do przemyśleń.

Tytuł: Ludzie na walizkach
Autor: Szymon Hołownia

Wydawnictwo: Znak
Rok: 2010
Stron: 151

4 komentarze:

  1. Wstyd, ale nie czytałem Hołowni. Ciągle zamierzam. W końcu muszę coś z tym zrobić :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dawna zamierzam przeczytać jakąś książkę pana Hołowni i może w końcu mi się to uda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaję się całkiem fajna. Być może niedługo się za nią zabiorę;) Zapraszam Cię na mój blog z recenzjami książek;) {centerbook.blog.onet.pl}

    OdpowiedzUsuń
  4. PiterMurphy - E tam, żaden wstyd.;) Ale gorąco polecam.

    Samash - będę trzymać kciuki.:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...