
Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.
Dziś przyszła pora na... Dziesięć najpiękniejszych historii miłosnych!
W zasadzie miałam się do akcji przyłączyć dopiero w październiku, ale przy takim temacie nie wytrzymałam i stworzyłam ranking. Sprawiło mi to nieco trudności, bo romansów nie lubię i nie czytuję, a i w stosunku do samych historii jestem wybredna. Oto moi ulubieńcy:
Geralt i Yennefer ("Cykl Wiedźmiński")
Brakuje mi bardzo miłości niejednoznacznej, nieszablonowej, trudnej, zaskakującej i niekoniecznie szczęśliwej. Takiej, w której kobieta nie będzie li tylko omdlewającą w oczekiwaniu na tego jedynego królewną, a on nie będzie czarującym księciem o nieskazitelnym charakterze. A wiedźmin i czarodziejka to jak dotąd jedyny taki przypadek w polskiej fantasy. Przynajmniej tej mi znanej. Numer jeden w polskiej fantastyce.
Dianora i Brandin („Tigana”)
Mój absolutny number one w historiach miłosnych, zarówno fantastycznych, jak i realistycznych. To historia miłości wbrew sobie, do człowieka, który wbrew oczekiwaniom nie okazał się bezwzględnym potworem. Historia, która nie mogła się szczęśliwie skończyć, a jednak jej bohaterowie wycisnęli z niej tyle szczęśliwych chwil, ile się dało. W dodatku tak niesamowicie subtelnie i emocjonalnie opisana przez autora, że klękajcie narody.
Gabriel i Rachela ("Archanioł")
Czego się można spodziewać po aranżowanym boskimi siłami małżeństwie świeżo mianowanego władcy świata i byłej niewolnicy? Ano na pewno nie tego, co nam w tej książce zaserwowano.;) Tutaj urzekł mnie charakterek Racheli (oby więcej takich kobiet w fantastyce) i… no wszystko mnie urzekło.
Baren i Luthien ("Silmarillion")
To już klasyka klasyki, co samo w sobie wystarczy, żeby historia była jedną z obiektywnie najlepszych. Moją subiektywną opinię zyskała tym, że oboje kochanków bierze w równym stopniu los we własne ręce i oboje równie wiele ryzykują. Ofiarę gotów jest ponieść nie tylko Beren (jako ten cny książę), ale i Luthien (ale nie jak Małgorzata z Fausta, oddając życie za ukochanego), a wszystko to dla uzyskania wspólnego szczęścia – w końcu nawet srogi ojciec panny musi ulec determinacji młodych. Dodatkowo jest to też chyba jedyna historia miłosna, którą lubię za (a nie wbrew) szczęśliwe zakończenie.
Fedra i Joscelin ("Dziedzictwo Kusziela")
To chyba jeden z najbardziej dobitnych literackich przykładów na to, że przeciwieństwa się przyciągają. Także na to, że jeśli się chce, trudności można przezwyciężyć
Lyra i Will ("Mroczne materie")
Opowieść o młodej i niewinnej miłości, którą trzeba poświęcić dla lepszej sprawy jest dla mnie kwintesencją opowieści o dojrzewaniu – i to jest piękne. Dodatkowo rzecz cała dzieje się w absolutnie wspaniałym uniwersum, więc nie mogło jej tu zabraknąć.
Dany i Drogo ("Pieśń Lodu i Ognia")
To moja ulubiona para z „Gry o tron”. Drogo podbił moje serce w scenie nocy poślubnej (jednej z najlepszych scen miłosnych w znanej mi części fantastyki; do tej pory jestem obrażona na filmowców z HBO za profanację tego momentu), a Dany ujęła mnie swoim dojrzewaniem u boku barbarzyńskiego męża. Jest to świetnie i realistycznie opisany przykład na to, że bariera kulturowa niekoniecznie musi być barierą w miłości.
Locke i Sabetha ("Niecni Dżentelmeni")
A to moja ulubiona nieopisana historia miłosna. Autor, który potrafi sprawić, że jakaś opowieść staje się ulubiona, mimo, że jeszcze jej nie napisał, musi być fenomenalny.;)
Sneorg i Tib („Wrócieeś Sneogg, wiedziałam” [w:] "Balsam długiego pożegnania")
Dramatyzm, miłość, pytania o sprawy zasadnicze i wiele, wiele więcej. A to wszystko na kilkudziesięciu stronach…
Gollum i Pierścień Jedyny ("Władca Pierścieni" i "Hobbit")
No nie patrzcie na mnie jak na wariatkę. Cóż z tego, że obiektem miłości był przedmiot?;) Ale za to jaka to była miłość: obsesyjna, zaborcza i za wszelką cenę. Modna ostatnio, jeśli się popatrzy na taki choćby "Zmierzch". Za to Pierścień to typowa famme fatale - kokietuje każdego, dopóki go w sobie nie rozkocha, zaś potem wykorzystuje i porzuca. I kto mi powie, że to się nie klasyfikuje jako historia miłosna?:)