W roli maszyny losującej tradycyjnie wystąpił mój Luby (utrzymuje, że to jedyny wpływ, jaki może mieć na mojego bloga i nie ma zamiaru z niego rezygnować). Tym razem szczęśliwym numerkiem (spośród tych od 1 do 29) został numerek 18, który przypadł... tamtadadam!... Edith! (oklaski i szum publiczności). Ze zwyciężczynią skontaktuję się bezzwłocznie.
Wszystkim uczestnikom bardzo dziękuję za udział w losowaniu.:)
***
A teraz obiecany kot w tle. Ma na imię Cwaniak i na oko jakieś pół roku. a wygląda tak:
Tak wygląda jego trochę większy kawałek:
A tak wygląda Cwaniak zadowolony:
W sumie nic specjalnego, ot zwykły dachowiec. Inteligentny, łowny i niezwykle, ale to niezwykle przytulny. Za ludźmi chodzi jak szczeniak, a jego ulubioną rozrywką jest przesiadywanie na kolanach osoby, która zapewni odpowiednią dawkę głaskania (ulubionym "głaskaczem" jest oczywiście Luby;)). Był jednak zbyt zadbany i zbyt czysty na stworzenie urodzone w lesie, więc wniosek nasuwa się sam: ktoś Cwaniaka wyrzucił (mógł jeszcze komuś uciec, ale na potrzeby dalszego ciągu mojego emocjonalnego wywodu zakładamy, że ktoś go wyrzucił). Mój Luby, mimo że nie przepada za kotami, przygarnął Cwaniaka (nie może ścierpieć ludzkiej głupoty). Nakarmił, pozwolił uspokoić nerwy biednego kociaka i dał mu kilka ciepłych starych ubrań jako posłanie do spania. Został również pupilem jego młodszej siostry, która uwielbia bawić się z kociakiem. Pewnie koteczek zaczął rosnąć, przestawał być kociakiem, a zaczynał być kocurem i się poprzedniemu właścicielowi znudził. Możliwe, że poprzedni właściciel doszedł do wniosku, że zrobi dobry uczynek, porzucając kota w lesie, a nie na autostradzie na przykład, bo przecież kot to takie dzikie zwierzę i w lesie sobie poradzi. Nie rozumiem takich ludzi, napawają mnie odrazą. Jak można bezlitośnie wywalić z samochodu takie urocze, ciepłe stworzenie? Tak trudno popytać po znajomych, czy ktoś by nie wziął? Cwaniak miał szczęście, znalazł nowy dom, ale ile innych kociąt ginie gdzieś przejechanych albo rozszarpanych przez psy, próbując wrócić do domu?