piątek, 28 lutego 2014

Spotkanie po latach - "Republika złodziei" Scott Lynch

Niewiele jestem w stanie wymienić książek, których oczekiwano tak niecierpliwe, jak „Republiki złodziei” – może jeszcze kolejne tomy „Pieśni Lodu i Ognia” Martina, ale jego fani są już do dłuższych przerw przyzwyczajeni. W końcu jednak i miłośnicy „Niecnych dżentelmenów” dostali swój trzeci tom. Po pięciu latach czekania spodziewają się czegoś niezwykłego. Cóż, od razu powiem, ze jeśli komuś nie podobało się „Na Szkarłatnych Morzach”, nie ma się co brać za „Republikę…” - to już nie te czasy, kiedy autor sypał intrygami i złodziejskimi pomysłami jak z rękawa, teraz, wiecie, za psychologię postaci się wziął. Pozostałych zapraszam do lektury.

Po spektakularnej klęsce genialnego planu w Tar Verrar Jean i Locke liżą rany w Lashainie, o ile lizaniem ran można nazwać umieranie w dość bolesny sposób – przynajmniej w przypadku Locke’a. Żaden medyk ani alchemik nie potrafi mu pomóc. W takich okolicznościach pojawia się Cierpliwość, wysoko postawiona w hierarchii węzimagów czarodziejka, z propozycją nie do odrzucenia. Niby nic wielkiego – Locke i Jean mają stać się szarymi eminencjami wyborów w mieście magów, Karthainie, i zapewnić zza kulis zwycięstwo partii popieranej przez zwolenników Cierpliwości. Jednak bardziej od możliwości powrotu do zdrowia kusi Locke’a możliwość ujrzenia jedynej miłości jego życia, która podobno również ma wziąć udział w rozgrywce…

Nie będzie chyba wielkim nietaktem, jeśli powiem, że autor wreszcie pozwolił czytelnikom poznać Sabethę – tę samą, której imię towarzyszyło im od początku, ale której nigdy na kartach powieści nie spotkali. Niczym nowym nie jest, że Lynch potrafi kreować bardzo ciekawe postacie kobiece, więc w przypadku Sabethy również nie zawiódł. I nawet daje się ją polubić. Nie od razu oczywiście, bo autor daje nam pstryczka w nos, pokazując najpierw wyrachowana oszustkę, zdolną stosować najbardziej podłe sztuczki, czy też pyskatą, opryskliwą nastolatkę (w częściach retrospektywnych). Dopiero później pokazuje, jakież to emocje, myśli i lęki kryją się za tą humorzastą barierą – a czytelnikowi jest głupio, że dał się złapać na takie sztuczki. Ładny twist.

Zostawmy na chwilę kwestię bohaterów (jeszcze do nich wrócimy), gdyż dla porządku i lepszego zrozumienia trzeba powiedzieć kilka słów o konstrukcji tekstu. Lynch lubi przeplatać akcję właściwą interludiami z bliższej lub dalszej przeszłości bohaterów i tym razem również zastosował ten chwyt. Oswaja czytelnika z „nową” bohaterką, pokazując jej poczynania w szklanym kretowisku, ale główny trzon sekcji retrospektywnej stanowi opowieść o tym, jak to cały gang w wieku nastoletnim wyjechał wystawiać szkutę w sąsiednim mieście. Bardzo to urozmaica opowieść (w zasadzie dostajemy dwie w cenie jednej), ale czasem stosowane przez autora z upodobaniem cliffhangery doprowadzają do szału.

Wróćmy do bohaterów, bo to chyba główny powód zauroczenia „Niecnymi Dżentelmenami”. Znowu możemy podglądać Locke’ia i Jeana planujących nowe przekręty, przekomarzających się i zdolnych skoczyć za sobą w ogień. Od poprzedniego tomu ich niezwykłej przyjaźni i urokowi osobistemu niczego nie ubyło. Intelektowi zresztą też nie. Dodajmy do tego pełną sprzeczności, piekielnie inteligentną Sabethę i nierozwiązaną sprawę jej związku z Lockem, a atmosfera się zagęści. Autor postanowił też sięgnąć po postać, która zdawała się już wyłączona z gry, ale co z tego wyniknie, dowiemy się zapewne w następnym odcinku. W bonusie możemy za sprawą interludiów oglądać, jak wyglądały początki burzliwego romansu głównej pary, dzięki czemu otrzymujemy możliwość lepszego poznania zarówno starych, jak i nowych bohaterów.

Co się zmieniło względem poprzednich tomów, to stosunek do świata przedstawionego. Poprzednio Lynch dawał nam raczej wycinki z kompleksowym opisem bardzo konkretnych miejsc i mgliste plotki o odleglejszych zakątkach. Pasowało to co prawda do konwencji, bo przecież uliczników Camorry (choćby i wykształconych ponad miarę) czy piratów interesowała najbardziej ich okolica i ich zwyczaje. W „Republice złodziei” dostajemy coś w rodzaju preludium do kosmologii świata i rachitycznego zbiorku reguł dotyczących magii, a także sugestię, że tajemnicza, wymarła rasa wcale nie jest tak tajemnicza. A przynajmniej nie dla wszystkich. Bardzo podoba mi się to poszerzenie świata przedstawionego, bo jakkolwiek poznaliśmy już mnóstwo szczegółów, tak brak wiadomości ogólnych zaczynał doskwierać (wciąż żywię nadzieję, że wraz z tomem czwartym może dostaniemy bardziej całościową mapę świata „Niecnych Dżentelmenów”, ale obawiam się, że to płonne nadzieje).

Na zakończenie mogę powiedzieć, że Lynch absolutnie nie stracił formy. Co prawda „Republika złodziei” zdecydowanie bardziej niż poprzednie tomy skupia się na wzajemnych relacjach między trójką (no dobrze, właściwie to dwójką) głównych bohaterów, jest to jednak relacja trudna i ciekawa, a nie mdławy romansik. Dodajmy do tego tajemnicze interesy magów i bardo dobry motyw, który autor zaznaczył w epilogu i mam nadzieję, że twórczo rozwinie w tomie kolejnym (na zachętę dodam, że jest to mieszanka szaleństwa i magii), a znajdziemy się w miejscu, w którym z błyszczącymi z podekscytowania oczami stoją fani czekający na kolejny tom. Podobno ma być już za rok, a więc do zobaczenia w 2015, Locke!

Recenzja dla portalu Insimilion.

Tytuł: Republika złodziei
Autor: Scott Lynch
Tłumacz: Małgorzata Strzelec i Wojciech Szypuła
Tytuł oryginalny: The Republic of Thieves
Cykl: Niecni Dżentelmeni
Wydawnictwo: Mag
Rok: 2013
Stron: 656

6 komentarzy:

  1. Jestem w szoku po końcowych stronach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zacieram łapki, bo na przyszłość wróżą bardzo ciekawie.;)

      Usuń
  2. Mój miaużon wciągnął dwa pierwsze tomy na wdechu (trzeci jeszcze w Niemczech nie wyszedł), a już tyyyyle dobrego słyszałam o tym cyklu. Cóż, mam w planach, raczej tych bliższych i dalszych i powiem tylko tyle: obiecuję sobie bardzo wiele :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałżon ma najwyraźniej dobry gust.;) Seria jest świetna, nie powinnaś się zawieść. Czekam więc na Twoja opinię.:)

      Usuń
  3. Cóż, rzeczywiście podobne mamy wrażenia :) Też mi się podoba, że świat został poszerzony i traktowany bardziej systematycznie. Ciekawe, ile czekania przed nami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor w wywiadzie dla jakiegoś zagranicznego blogera (zabij, nie wiem którego - mignął mi na fejsie) mówił, że do grudnia powinien skończyć pisanie. Liczę, że nawet jeśli do grudnia nie zdąży, to w 2015 będziemy mogli się spodziewać przekładu.;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...