wtorek, 13 października 2020

"Do boju!" Mary Roach


Kilka lat temu Mary Roach była u nas dość popularna (a przynajmniej w blogosferze wyskakiwała z każdego kąta). Ówczesny wydawca wypuścił chyba trzy czy cztery jej książki, a że miały szeroko zakrojoną kampanię reklamową, można się było na autorkę natknąć wszędzie. Po tym gwałtownym wyrzucie tytułów przez kilka lat nic nowego się nie pojawiało, ale teraz Prószyński wydał „Do boju!”. Czyli książkę o wojsku. 

Przy czym po książce o wojsku spodziewalibyśmy się raczej prezentacji broni i ogólnie prężenia muskułów. Roach jednak postanowiła się skupić nie na tym, co pozwala skutecznie zabijać wrogów, tylko na tym, co pozwala utrzymać naszych przy życiu. Jest więc rozdział o wojskowych tkaninach, o zapobieganiu biegunce czy o tym, jak zwłoki pomagają w tworzeniu manekinów. Ale także o szkoleniu sanitariuszy czy odtwarzaniu męskich genitaliów żołnierzom, którzy je stracili (bo o ile mężczyzna wybuch niszczący jądra raczej przeżyje, to kobieta wybuchu niszczącego jajniki raczej nie).

I przyznam, że mam mieszane uczucia. Sama tematyka, jaką sobie autorka wybrała, jest ciekawa i dosyć nieoczywista. Ogólnie o armii myśli się raczej w kontekście pola bitwy i zabijania tych innych. A jeśli nawet pokazuje się kulisy, to najczęściej dotyczą one opracowywania nowej broni czy walorów nowych pojazdów bojowych. Zwykle nie zastanawiamy się, jakie kryteria powinna spełniać tkanina, z której szyje się mundury czy jak ambiwalentne zastosowania potrafią mieć larwy much (i dlaczego ich medyczne zastosowanie ciągle jest tak rzadkie). Dlatego też perspektywa prezentowana przez Roach jest świeża i budzi ciekawość. No i całkiem przyjemnie się o tym czyta, nawet jeśli mowa jest o krwawej biegunce czy muszycy.

Jest jednak pewne „ale”. Otóż Roach ma bardzo specyficzny styl pisania. Który może się podobać i nawet widzę dlaczego. Mnóstwo anegdotek i specyficzny humor sprawia, że człowiek ma wrażenie, jakby oglądał komedię edukacyjną: zaaferowana dziennikarka popełnia kolejne gafy i w rozgorączkowaniu przypada do tego czy innego specjalisty ze swoimi dziwnymi pytaniami, często ku własnej konfuzji. To jak najbardziej może bawić i się podobać. Problem polega na tym, że mnie akurat irytuje. Widzę tu pewien przerost formy nad treścią i taki styl koniec końców okazał się strasznie męczący.

Niemniej, nie znaczy to, że książki nie warto czytać. Jak pisałam, problem z panią Roach to mój osobisty problem a nie jakaś obiektywna wada. Być może znajdziecie się w gronie entuzjastów jej stylu. Natomiast to całe nieoczywiste wojskowe zaplecze warto poznać. Choćby z ciekawości.
 
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i s-ka. 

Tytuł: Do boju!
Tytuł oryginalny: Grunt: The Curious Science of Humans at War
Tłumacz: Bartosz Sałbut
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Rok: 2020
Stron: 320

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...