sobota, 21 sierpnia 2010

Chylę czoła przed mistrzem - "Książki najgorsze" Stanisław Barańczak


Zakładając tego bloga, nigdy nie miałam ambicji stania się profesjonalnym krytykiem. Nigdy nie chciałam mierzyć się z problemami współczesnej literatury z pozycji specjalisty, nie chciałam też być dzięki temu jedynym kreatorem słusznych gustów i wartościowej literatury. Zdawałam sobie sprawę z tego, że profesjonalistom nigdy nie dorównam, analiza moja (jeśli można to tak nazwać) nie będzie tak przenikliwa, a język tak ostry, jak, nie przymierzając skalpel chirurgiczny. I całe szczęście, że takich założeń nie poczyniłam, gdyż po lekturze „Książek najgorszych” Stanisława Barańczaka musiałabym porzucić wszelkie nadzieje i zaszyć się w jakimś kącie, opłakując strzaskane ambicje. Zamiast tego, dzięki Joannie, która mi wielkodusznie książkę pożyczyła, mogę się podzielić wrażeniami.

„Książki najgorsze” jest to zbiorek recenzji drukowanych najpierw w „Studencie”, później w „Biuletynie Informacyjnym”, a kilka ostatnich w „Gazecie Wyborczej”, w latach 1975 – 1980 i w 1993 roku. Są to więc krótkie teksty, w których autor (pod pseudonimem) wyzwierzęcał się bezlitośnie, ale w sposób dowcipny i inteligentny, nad co bardziej „wybitnymi” produktami krajowej grafomanii. Co prawda żadnego z owych produktów osobiście nie znam, ale biorąc pod uwagę co bardziej soczyste cytaty zamieszczane przez Barańczaka, jeśli przesadził, to niewiele.

W „Książkach najgorszych” znalazło się miejsce i dla poezji ideowej, i dla zbiorków propagandowych piosenek, i dla programów obchodów rocznicowych, ale najwięcej owego miejsca zostało poświęcone tzw. powieści milicyjnej. Dla mnie, jako że komunizmu pamiętać nie mogę, bo za późno się urodziłam, gatunek ten to czysta egzotyka. Odebrałam go jako swego rodzaju kryminał poprawny ideowo, gdzie dobrzy, przystojni, inteligentni (przynajmniej w założeniu ich twórców) milicjanci o nieposzlakowanej reputacji ścigają głupich, nieudolnych i brzydkich jak noc deszczowa złoczyńców. Barańczak rozpracował kilka takich „dzieł”. Pióro jego było ostre, a w tekstach daje się na każdym kroku wyczuć inteligentne, ale i złośliwe wytykanie błędów. Ja natomiast, jako czytelnik, budziłam powszechne zgorszenie nagłymi i niespodziewanymi wybuchami śmiechu, gdyż złośliwości te były podawane w sposób przezabawny. Dawno mi żadna książka tak nie poprawiła humoru.

Jest i druga strona medalu. Komunizmu, z jego wszystkimi absurdami, jak wyżej wspomniałam nie znam z doświadczenia, a do czytania o nim nigdy nie miałam ciągot. Stąd też nie wszystkie aluzje i żarty szanownego autora były dla mnie zrozumiałe. Niektóre recenzje wydały mi się też zbyt uwikłane politycznie, nie wiem tylko, czy wrażenie to wynika z mojej nieznajomości epoki, czy jest autentyczne i obiektywne. Wszystko to jednak nie przeszkadza zbytnio w odbiorze tekstów.

Uważam, że „Książki najgorsze” to prawdziwa uczta dla mola książkowego. Ale nawet, jeśli się rasowym czytaczem nie jest, można się wraz z panem Barańczakiem powyśmiewać z wirtuozów dawnej polskiej grafomanii.

Tytuł: Książki najgorsze
Autor: Stanisław Barańczak
Wydawnictwo: Znak
Rok: 2009
Stron: 194
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...