czwartek, 19 sierpnia 2010

Krąg toczy się dalej - "Kamień na szczycie" Ewa Białołęcka


Z recenzowaniem kolejnych tomów cykli wiąże się pewne ograniczenie. Ponieważ początek tomu następnego świadczy o końcu tomu poprzedniego, nie można ani pisnąć o fabule, żeby potencjalnym czytelnikom cyklu nie znającym nie zepsuć niespodzianki. Będę starała się nie wyjawić niczego, ale nie dam głowy, czy mi się uda. Ci, co pierwszą część znają, nie muszą się obawiać. Ci co nie znają czytają na własną odpowiedzialność. Ale spoilerów nie ma.:) Chciałabym jeszcze podziękować Sznajperowi, bo i ten drugi tom również mogłam czytać dzięki jego uprzejmości.

Główna różnica w stosunku do tomu pierwszego polega na tym, że wydarzenia z „Kamienia na szczycie” były mi zupełnie nie znane, w przeciwieństwie do fabuły tomu pierwszego. Dlatego też czytało mi się go dużo przyjemniej, fabuła potrafiła mnie zaskoczyć i to całkiem często. Pani Białołęcka jest na szczęście autorką dość łagodną dla swoich bohaterów, toteż nie zsyłała na nich nieszczęść i okrucieństw ponad miarę. I chociaż nie jest sielankowo, a każdy bohater dźwiga własną traumę, czytelnik nie musi odwracać wzroku z niesmakiem nawet przy (rzadkich) bardziej drastycznych scenach.

A skoro już przy bohaterach jesteśmy: w „Kamieniu na szczycie” autorka poświęciła więcej uwagi pozostałym członkom Drugiego Kręgu, nie skupiając się już na Kamyku i Nocnym Śpiewaku. Dowiadujemy się więc, skąd pochodzi Wędrowiec Wężownik, jakie jest pochodzenie Myszki czy też dlaczego Promień nienawidzi swoich rodziców. Pojawiają się też nastoletnie miłostki, ale też miłość całkiem dojrzała. Fabuła dryfuje jednak w kierunku mistyki i sposób, w jaki autorka wprowadziła ingerencję bóstw wydaje mi się, delikatnie mówiąc, mało subtelny. Cóż z tego, skoro pani Białołęckiej udało się mnie na tyle zaciekawić, że natychmiast zabrałam się za kolejny tom?

Styl pisarki nie zmienił się. Tak samo, jak w tomie poprzednim, kojarzył mi się ze stylem Rowling, chociaż był może nieco mniej humorystyczny. Nic w tym dziwnego, zważywszy na to, że Białołęcka nawiązuje do tematów trudnych. Nie rozbiera ich jednak na czynniki pierwsze, pozostają jakby w uśpieniu. Albo autorka doszła do wniosku, że „Kamień na szczycie” nie jest książką z gatunku analiz psychologicznych, albo ma zamiar te kwestie subtelnie rozwijać w kolejnych tomach. Niebawem się przekonam.

Tych, którzy Białołęcką lubią, nie muszę zachęcać. Tych, którzy jej nie znają, zachęcam do zapoznania się najpierw z pierwszym tomem cyklu „Kroniki Drugiego Kręgu”. Tych, którym tom pierwszy się nie spodobał, no cóż… obawiam się, że dla nich marną zachętą będzie powiedzenie, że drugi jest lepszy. Ale mimo to, mówię.


Tytuł: Kamień na szczycie
Autor: Ewa białołęcka
Wydawnictwo: Runa
Rok: 2002
Stron: 269

5 komentarzy:

  1. explendit blog, congratulations
    regard from Reus Catalonia
    thank you

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że Białołęcka Ci się podoba :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Choć kilka razy słyszałam już o książkach Białołęckiej wiele dobrego, jeszcze nigdy się na nią nie skusiłam ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Wychodzę z założenia, że nieznający cyklu i tak nie zapamięta, a czytający cykl poprzednie tomy zna.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Reus - Thank you for your visit.:)

    Sznajper - dziękuję Ci bardzo, że mi ją pożyczyłeś.:) Świetne te książki są, dawno nie czytałam tak dobrej polskiej fantastyki.
    Również pozdrawiam:)

    Meme - To może warto spróbować?:D

    clevera - wiesz, że to chyba bardzo słuszne założenie. Zacznę je z Tobą dzielić.;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...