niedziela, 1 sierpnia 2010

Gdy przychodzi zimna noc... życia - "Życie na trzy psy" Abigail Thomas


Zaczynając czytać tę książkę, myślałam, że będzie w niej ogromny ładunek emocji, niekoniecznie pozytywnych. Przygotowałam się na długie opowieści o tym, jak trzy psy pomagały autorce wychodzić z depresji. W końcu wypadek męża to traumatyczne przeżycie, zwłaszcza, jeśli ma trwałe konsekwencje. Tymczasem „Życie na trzy psy” opowiada o czymś zupełnie innym.

Abby i Ritch pobrali się, kiedy ona miała 47 lat, on zaś był panem przed sześćdziesiątką. Od 12 lat są szczęśliwym małżeństwem, kiedy Ritch wpada pod samochód. Wypadek jest brzemienny w skutki: uraz mózgu powoduje, że starszy pan traci pamięć krótkotrwałą. Gdyby oboje byli młodsi, można by oczekiwać, że Abby przejdzie ciężką depresję i zdecyduje się spędzać wszystkie chwile przy boku męża, opiekować się nim, zbierać pieczołowicie okruchy przeszłości i dbać, żeby nie zrobił sobie krzywdy – w końcu ktoś, dla kogo istnieje tylko teraz, nie jest w stanie odpowiadać za siebie. Wtedy czytelnik mógłby ją podziwiać za siłę charakteru. Jednak Abby nie jest już młódką. Na początku, kiedy istnieje jeszcze nadzieja, że mąż wróci do zdrowia, z poświęceniem dogląda go w domu. Jednak kiedy ukochany zaczyna mieć stany paranoidalne i zachowywać się agresywnie, traci wszelkie złudzenia. Postanawia umieścić go w ośrodku specjalizującym się w opiece nad pacjentami z trwałymi uszkodzeniami mózgu.

W tej krótkiej powieści dostałam obraz kobiety doświadczonej przez los, jakiego jeszcze nigdy nie spotkałam. Autorka, bo to ona jest bohaterką, bardzo przeżyła wypadek męża. Jak sama twierdzi, tylko dzięki Harry’emu, nieodłącznemu czworonożnemu przyjacielowi, zdołała nie załamać się po wypadku męża. Starała się nim opiekować, ale musiała trzeźwo ocenić sytuację. Zdała sobie sprawę, że próba opieki nad mającym napady agresji mężczyzną jest ponad jej siły, nawet kiedy ma do pomocy opiekunki. Podjęła decyzję o oddaniu męża do ośrodka, ale mimo logicznych argumentów, mimo tego, że odwiedzała go regularnie, a później nawet zabierała do domu, nie opuszczało jej poczucie winy. Najbardziej zaskakujące dla mnie było jednak to, że od początku zdawała się pogodzona z losem. I tylko w miarę narastającej samotności, w domu pojawiły się kolejne psy: najpierw Rosie, a potem Caroline. W końcu jednak poczucie winy znika, a samotność staje się miłym elementem egzystencji.

Mam wrażenie, że za szybko przeczytałam „Życie na trzy psy”. Powinnam je bardziej kontemplować, wtedy treść dotarłaby głębiej. Sama już tego błędu nie naprawię, ale wszystkim zainteresowanym powieścią radzę nie śpieszyć się. Wtedy delikatny język powieści i nietypowe przesłania będą miały szansę lepiej zadomowić się w waszej pamięci.

A. Thomas, Życie na trzy psy, Galsktyka, Łódź 2007, s. 159
Tłumaczyła Maria Olejniczak - Skarsgard

8 komentarzy:

  1. Bardzo bardzo ciekawie napisane i bardzo bardzo ciekawa musi być książka. Zapisane na liście! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi całkiem nieźle, z chęcią przeczytam jak mi tylko wpadnie w łapki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. imantra, Annette - książka jest dość nietuzinkowa, przynajmniej dla mnie i wierzę, że wy też znajdziecie w niej coś dla siebie.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie coś innego jak widzę. Czyli trzeba przeczytać, bo w tym gąszczu książek powielających się nawzajem, ta będzie perełką ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam dwie inne książki z tej serii, a ta zawsze kusiła mnie okładką :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że mogłoby być to coś dla mnie. Jeśli dużą rolę odgrywają tam psy, to dodatkowo motywuje mnie do przeczytania :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Gratuluję świetnej recenzji - w pełni oddałaś jej specyficzny urok.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...