wtorek, 2 listopada 2010

Chłopak z gitarą byłby dla mnie parą? - "Muzyka duszy" Terry Pratchett


Terry Pratchett to w pewnym sensie ikona fantastyki. Piszę „w pewnym sensie”, bo fantastyka pana Pratchetta jest bardzo specyficzna. Trudno ją zaklasyfikować do któregokolwiek podgatunku, a właściwie pasowałaby do wszystkich na raz, gdyby nie pewne szczegóły. Bo pan Pratchett, krótko mówiąc, robi sobie jaja ze wszystkich możliwych konwencji literackich. A robi to, ustroiwszy najpierw swoją powieść w fantastyczne fatałaszki. Trzeba dodać, że robi to naprawdę świetnie, dlatego też na miano ikony w pełni zasługuje.

Susan Sto Helit jest normalną szesnastolatką. No może nie tak do końca normalną, ale rodziny się przecież nie wybiera… A z rodziną są problemy: rodzice właśnie zginęli w wypadku, a dziadek się po prostu ulotnił. Co sprawia pewne trudności, jako że piastował niezwykle ważne stanowisko, a Susan okazuje się jedyną istotą zdolną go na tym stanowisku zastąpić. W ten sposób dziewczyna staje się PO (czyli Pełniącą Obowiązki) Śmierci. Zaś na drugim krańcu Dysku pewien bard wchodzi w posiadanie bardzo niepokojącej gitary. To początki muzyki wykrokowej, na którą niestety, Dyski nie do końca jest przygotowany…

„Muzyka duszy” jest kolejnym tomem (chyba szesnastym, jeśli dobrze pamiętam) cyklu „Świat Dysku” (którego akcja rozgrywa się na Dysku umieszczonym na grzbietach czterech słoni, które z kolei stoją na skorupie wielkiego żółwia, płynącego przez kosmos), należącym do podcyklu o przygodach Śmierci (który, zaznaczam, jest tutaj facetem!). Jest to mój ulubiony podcykl, zważywszy na osobę głównego bohatera i muszę przyznać, że akurat ta powieść panu Terry’emu się udała.

Pomijając fakt, że mamy moich ulubionych bohaterów, to są oni w najlepszym wydaniu. Humor tak charakterystyczny dla tego autora również jest obecny, ale akurat w tym przypadku niezbyt nachalny. Stężenie absurdu i groteski również nie jest porażające, co jak dla mnie stanowi ogromny plus. Pan Pratchett poświęcił tu wiele uwagi muzyce, jak z resztą wskazuje tytuł. Dlatego każdy miłośnik wszelakich odmian rocka powinien świetnie się bawić odkrywając wszelkie nawiązania i żarciki, dotyczące tej właśnie dziedziny sztuki. Pisarz dodatkowo obśmiewa tutaj rockowo – metalową subkulturę, a robi to z takim wdziękiem, że nie sposób czuć się urażonym. Zwłaszcza, że pisze szczerą prawdę, choćby i była przedstawiona w krzywym zwierciadle.

Zdaję sobie sprawę z tego, że specyficzny humor „Świata Dysku” nie do wszystkich trafia. Dlatego nie będę polecać tej książki wszystkim. Tym, którzy wiedzą, że do nich nie trafia, moje polecanie nie jest potrzebne, tak samo, jak i tym, którzy już się przekonali, że trafia. Wspomnę jednak, że jest to całkiem niezła pozycja do rozpoczęcia przygody z tym cyklem. A jeśli dodatkowo uważasz się za konesera muzyki wykRO(C)Kowej, to z pewnością powinieneś znajomość z Pratchettem rozpocząć od „Muzyki duszy”.

Tytuł: Muzyka duszy
Autor: Terry Pratchett
Tłumacz: Piotr W. Cholewa
Tytuł oryginalny: Soul Music
Cykl: Świat Dysku
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Rok:?
Stron: 320
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...