czwartek, 6 września 2012

Kierunki znane i nieznane - "Wszystkie strony świata" Ursula K. LeGuin

O tym, że prozę Le Guin lubię, pisałam tu już kilkukrotnie. Ostatnio z tym swoim lubieniem bardzo się ożywiłam i miesiąc bez jakiejś książki tej autorki wydaje mi się niepełny. Tym razem czytałam „Wszystkie strony świata”. To mój pierwszy kontakt z krótką formą tej pisarki, „Wszystkie strony świata” są bowiem zbiorem siedemnastu opowiadań z dość wczesnego okresu twórczości (pochodzą z lat sześćdziesiątych i wczesnych siedemdziesiątych), mimo to znalazło się już kilka tekstów nagradzanych najbardziej prestiżowymi nagrodami. Czy zasłużenie?


Zanim odpowiem na to pytanie, dodam, że każde z opowiadań autorka opatrzyła krótkim wstępem dotyczącym okoliczności jego powstania. Bardzo lubię takie smaczki, które częściowo wyjaśniają, co autor miał na myśli, innym razem wyjawiają nam trochę jego osobistych poglądów, a jeszcze kiedy indziej zdradzają inspiracje. A do tego pani Le Guin robi to ze swoistym wdziękiem.

„Naszyjnik Semley” został wykorzystany jako wstęp do „Świata Rocannona” i kilka słów o nim znajdziecie w recenzji tej właśnie książki. Nie jest to jedyny tekst związany z cyklem „Hain”. Kolejnym jest „Królowa Zimy”, związane z „Lewą ręką ciemności”. Mówi on w pewnym sensie o dylematach władzy – zarówno tej królewskiej, jak i tej, którą każdy z nas sprawuje nad samym sobą. Co nam pozostaje, gdy wiemy, że ktoś manipuluje naszym umysłem, ale nie wiemy, w jakim stopniu? I kiedy wiemy, że będzie to miało wpływ na życie milionów? I czy gdy już postanowimy usunąć się w cień, mamy prawo powrócić?

„Dzień przed rewolucją” również związany jest z „Hainem” i odnosi się do „Wydziedziczonych” (został też nagrodzony Nebulą). Stara kobieta ma w nim okazję obserwować pierwsze owoce rewolucji, o jaką przez lata walczyła. Niestety, nie potrafi się nimi cieszyć. Autorka zadaje pytanie o cenę, jaką warto zapłacić za urzeczywistnienie własnych ideałów. Ukazuje też, że rozpoczęte przed laty dzieło w pewnym momencie zaczyna sobie radzić samo – co z jednej strony jest ulgą dla autora, a z drugiej wywołuje poczucie bycia zbędnym.

„Szerzej niż imperia i wolniej” też związane jest z „Hainem”, ale już nie z jakimś konkretnym tomem. Fabuła mówi o poszukiwaniach inteligentnego życia poza haińskimi koloniami, ale tak naprawdę tematem tego opowiadania są emocje, które autorka najwyraźniej uważa za uniwersalne dla wszystkich istot rozumnych. Opowiadanie można odbierać na wielu poziomach. Poza tym, że jest to po prostu piękna, urzekająca historia, mówi jeszcze o obcości, o przekleństwie obcowania z cudzymi emocjami, o przekleństwie niemożliwości porozumienia się nie tylko z obcymi, ale także ze współbadaczami. Jedno z opowiadań, które najbardziej mi się w tym zbiorze podobało.

Jeśli już jesteśmy przy cyklach, to może przejdźmy do dwóch opowiadań wczesnoziemiomorskich. Jak autorka wspomina, kiedy je pisała, sama jeszcze dobrze nie znała Ziemiomorza, stąd pewne odstępstwa od cyklu, zaś czytelnik może śledzić pewne zmiany, jakie zachodziły w koncepcji świata. „Magiczne słowo” zawiera pewne motywy użyte później w „Najdalszym brzegu” i poza nimi trudno mi się doszukać tu czegokolwiek poza wątkiem ucieczki maga, pełnej przemian w baśniowym stylu. „Prawo imion” jest już bliższe tej koncepcji Ziemiomorza, którą znamy z cyklu. Jest ciekawym, nieco baśniowym i nieco humorystycznym opowiadaniem z pointą, która byłaby zaskakująca, gdyby autorka nie zdradziła jej we wstępie.

Czas na opowiadania z niczym niezwiązane. „Kwiecień w Paryżu” jest tekstem trochę nostalgicznym, w którym średniowieczny alchemik przyzywa do swojego paryskiego pokoiku ludzi z różnych czasów. Doprowadza do nieco smutnych wniosków, że niekiedy bratnią dusze możemy znaleźć tylko w czasie, który już dawno minął, ale jest pełne swoistego uroku.

„Mistrzowie” są opowiadaniem, gdzie autorka zajmuje się natura nauki jako takiej. Ciekawym pomysłem było stworzenie świat, w którym parowe technologie funkcjonują mimo tego, że matematyka jest zakazana (w ogóle wiele aspektów nauki jest ukazanych bardzo przewrotnie). Również z aspektami nauki (ale tym razem bardziej z ich ludzką częścią) wiążą się „Gwiazdy pod ziemią”. Dla mnie osobiście jest to literacki dowód na to, że pasja człowieka może przetrwać nawet jego samego, nawet jeśli nikt o tym nie wie i nawet, jeśli ujawnia się w zupełnie zaskakującej dziedzinie. Samo opowiadanie jest jednak raczej smutne.

„Dziewięć śmierci” jest z kolei opowiadaniem sci-fi w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jego głównym tematem jest klonowanie, ale pokazane w zaskakująco odmienny od znanego mi dotąd sposób. Podoba mi się nacisk, jaki autorka kładzie na psychologiczne aspekty naukowego zagadnienia, o którym pisze. Poza tym tekst w świetny, choć wyolbrzymiony sposób pokazuje wady ściśle wyspecjalizowanych i szkolonych do samowystarczalnej pracy zespołów.

„Pole widzenia” to opowiadanie znacząco różniące się od innych tekstów w zbiorze zarówno klimatem, jaki pointą. Jest dość niepokojące i ja widzę w nim groźbę dobrowolnego zaniknięcia indywidualizmu w obliczu jakiejś jedynie słusznej prawdy.

Pozostałe teksty jakoś do mnie nie trafiły. „Skrzynka ciemności” mimo przesłania, jakie w niej znalazłam, raczej odstraszała surrealistyczną fabułą. „Udana wycieczka” ze swoim motywem oczyszczającej i niemożliwej podróży jest dla mnie bezbarwna. Przesłanie „Rzeczy” nawet do mnie nie dotarło, nie mówiąc już o trafianiu. W psychomicie „Wycieczki do głowy” jest zbyt dużo „psycho”, żeby dobrze to czytać. Zaś „Kierunek drogi”, mimo oryginalnego skądinąd pomysłu opisania szosy z perspektywy drzewa, jest kompletnie nie dla mnie – nie podzielam manii autorki odnośnie drzew (nie ujmując im).

Opowiadania pani Le Guin nie wgniatają w fotel. Do tego bowiem potrzebny jest tekst bazujący na emocjach, w którym właśnie one grają pierwsze skrzypce. Tutaj emocje oczywiście są obecne, bo bez nich, moim skromnym zdaniem, żaden dobry, nienaukowy tekst nie może powstać, ale nie grają pierwszych skrzypiec. Opowiadania mają przede wszystkim skłonić do refleksji, do zastanowienia nad pewnymi podstawowymi, zdawałoby się kwestiami. I to zadanie spełniają świetnie.

Tytuł: Wszystkie strony świata
Autor: Ursula K. Le Guin
Tytuł oryginalny: The Winds Twelve Quarters
Tłumacz: Lech Jęczmyk, Zofia Uhrynowska-Hanasz
Wydawnictwo: Prószyński i s-ks
Rok: 1995
Stron: 340

10 komentarzy:

  1. Mam ją w planach, ale na razie nie mam na nią czasu niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie miłej lektury na później:)

      Usuń
  2. Staroć już, te opowiadania... Dla mnie pewnie nie do zdobycia, choć jako wielbicielka Le Guin chętnie bym je przeczytała... Niemcy takich fanaberii nie wydają:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Twoim miejscu przekopałabym biblioteki - czytany przeze mnie egzemplarz właśnie stamtąd pochodził i ma już 17 lat.;) Ewentualnie można poszukać pojedynczych tekstów w necie albo w innych zbiorach.

      Fanaberii w sensie zbiorów opowiadań?

      Usuń
    2. Niemcy niespecjalnie wydają zbior opowiadań i to niezależnie od gatunku...

      Usuń
    3. A to wielka szkoda, faktycznie. Ciekawe, jak wygląda kwestia debiutów w fantastyce. W Polsce większość cykli zaczynało się zbiorem opowiadań.

      Usuń
    4. Masz rację. A prawdziwą kuźnią młodych talentów zawsze była "Fantastyka". Myślę, że to może być jeden z powodów, dla których rzadko słychać o młodych niemieckich debiutantach w fantasy. Choć jeśli chodzi o wątki wampirze i paranormalne, to rynek kwitnie.

      Usuń
    5. Wybacz, ale dla mnie wątki paranormalne się nie liczą (z pewnymi nielicznymi wyjątkami).;) Tutaj na dobrą sprawę wystarczy napisać cokolwiek - i tak się sprzeda. Ciekawe, ile jest na rynku w Niemczech czasopism zdolnych do promocji ewentualnych debiutantów (kiedyś chyba o tym pisałyśmy u Ciebie). U nas teraz co prawda tylko NF, ale Fabryka Słów lubi czasem debiutanta wydać.

      Usuń
  3. Z twórczosci Le Guin znam głównie cykl Ziemiomorze, "Lewa ręka ciemności" wciąż przede mną. Z opisywanych powyżej opowiadań czytałem ostatnio "Królową Zimy" (antologia "Rakietowe Szlaki 2") - bardzo fajny i mądry tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam Twoją recenzję "Rakietowych szlaków" - pełna zgoda w tej kwestii.:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...