
Mamy rok 2044. Świat pogrążył się
w kryzysie gospodarczym i energetycznym, wielu ludzi głoduje i mieszka w
slumsach, zaś wojny nie wybuchają tylko dlatego, że ropa jest zbyt droga, a
czołgi przecież dużo palą. Tymczasem do zgarnięcia jest około 150 miliardów
dolarów i kontrola nad najbardziej dochodowym światowym biznesem. Wystarczy
tylko znaleźć wielkanocne jajo, które ekscentryczny multimiliarder James
Halliday ukrył w stworzonej przez siebie grze komputerowej. Poszukiwania, jak
dotąd – bezcelowe, trwają od pięciu lat i w związku z nimi utworzyła się grupa
zapaleńców żyjących jedynie Hallidayem i tym, czym najbardziej się fascynował,
czyli szeroko pojętą popkulturą ze szczególnym uwzględnieniem lat
osiemdziesiątych XX wieku. Jednym z nich jest Wade Watts, siedemnastolatek mieszkający
w którymś z licznych amerykańskich osiedli przyczep kempingowych (popularnie
zwanych stosami) – to właśnie on wpada na pierwszy trop dotyczący wygranej. Jednak
nie zdaje sobie sprawy, że istnieją ludzie, a nawet całe organizacje, gotowe
zabić nawet za drobną wskazówkę…
Powieść ma kilka zalet, zacznijmy
może od bohaterów. Wade jest typowym nerdem. Cały jego świat to OASIS,
supersymulacja stworzona przez Hallidaya, a sensem życia chłopaka są
poszukiwania wielkanocnego jaja. W sumie nie ma się czemu dziwić, rzeczywistość
zbyt wiele nie oferuje. Z drugiej strony, dzieciak jest bystry, rezolutny i nie
ma najmniejszych problemów z wykorzystywaniem luk w istniejącym systemie dla
ułatwienia sobie życia. Cline dołożył starań, aby dzięki swoim bohaterom zaprezentować
cały przekrój przyczyn, dla których młodzi ludzie uciekają w świat wirtualny.
Udowadnia też, że większość z nich chętnie by tych ucieczek zaprzestała, gdyby
mogła liczyć na odrobinę akceptacji czy zrozumienia. Z jaśniejszej strony
ludzkiej egzystencji (bo przecież to literatura rozrywkowa i nie może być zbyt
ponuro) mamy pochwałę przyjaźni, zdrowej rywalizacji (przeciwstawionej zjawisku
patologicznemu) oraz oddania. Do standardowego kompletu zabrakło tylko procesu
dojrzewania głównego bohatera, ale na to jest już nieco za stary.
Jeśli przy akceptacji i
zrozumieniu jesteśmy, Cline w ciekawy sposób porusza temat dyskryminacji
wszelkich mniejszości. Czasem co prawda wrzuca do tego barszczu zbyt wiele
grzybków na raz, ale nie ma to znaczenia. Taka tematyka, zwłaszcza w
powieściach dla młodych ludzi, jest moim zdaniem poruszana zdecydowanie zbyt
rzadko i autor, który robi to w sposób ciekawy i odpowiedni, zasługuje na
wyróżnienie.
Kolejny plus to nawiązania do
szeroko pojętej popkultury – miłośnicy zwłaszcza starych gier w 2D i z
pikselowymi ludkami powinni być ukontentowani. Co ciekawe, autor skonstruował
swoją powieść tak, że w świecie przyszłości wszystkie te gry i stare filmy są
jak najbardziej na swoim miejscu, nie tworzą wrażenia doklejenia na siłę.
Młodsze pokolenie będzie miało niepowtarzalną okazję prześledzenia początków
gier komputerowych, zaś jeśli książka wpadnie w ręce starszego czytelnika, z
pewnością da mu powód do nostalgicznej wyprawy w świat dzieciństwa. Ale dla
kinomanów czy fanów anime (zwłaszcza klasycznych tytułów) też coś się znajdzie.
Bardzo ciekawy jest też sposób, w jaki autor wykorzystał ogólnie motyw gry –
przeze mnie uważany za jeden z najciekawszych motywów w fantastyce, ale rzadko
używany (nie mylić z książkami na podstawie gier).
Jeszcze kilka słów o wydaniu. Uroda okładki
może być dyskusyjna (choć niżej podpisanej bardzo podoba się taki przykuwający
oko minimalizm), jednak związku z treścią odmówić jej nie można.
Również tłumacz ładnie odrobił pracę domową (tylko raz zdarzyło mu się pomylić
wulkany z volkanami), plus dla niego także za wiarygodny (jak na literackie
warunki) język młodzieżowy. Wykazał się jednak nadgorliwością, niepotrzebnie
spolszczając skróty, które dla każdego gracza są czytelne w angielskim (dla nie
graczy i tak podano rozwinięcie i wyjaśnienie w przypisach). Troszkę gorzej z
autorem – co bardziej czepliwych czytelników może odrzucić sprzeczność, jaką
Cline wprowadził na początku (ludzie są gotowi przymierać głodem, żeby tylko
mieć dostęp do OASIS, ale gra wcale nie jest uzależniająca, o nie, to
potwierdzone naukowo). Poza tym przydałaby się ciut uważniejsza korekta –
literówek czy bardziej spektakularnych błędów co prawda nie ma więcej niż w
granicy błędu statystycznego, ale nagminne podwójne znaki interpunkcyjne
troszkę irytują.
„Player one” to książka, która
świetnie nadaje się do przeniesienia na ekran. Byłoby to wspaniałe widowisko,
chociaż koszty pozyskania licencji na wykorzystanie bohaterów starych filmów
czy gier nie nastrajają optymistycznie. Dlatego nie ma co czekać na
ekranizację, trzeba się brać za powieść. Krótko mówiąc, polecam. Zwłaszcza
miłośnikom gier komputerowych czy ogólnie popkultury. Ale generalnie wszystkim,
bo oprócz gier w książce napisano o wielu sprawach, ważnych niezależnie od
wieku czy stopnia wirtualności świata, w którym żyjemy.
Recenzja dla portalu Insimilion.
Tytuł: Player one
Autor: Ernest Cline
Tłumacz: Dariusz Ćwiklak
Tytuł oryginalny: Redy Player One
Wydawnictwo: Amber
Rok: 2012
Stron: 320
Autor: Ernest Cline
Tłumacz: Dariusz Ćwiklak
Tytuł oryginalny: Redy Player One
Wydawnictwo: Amber
Rok: 2012
Stron: 320