poniedziałek, 11 kwietnia 2011

O tkaniu magii - "Księga Sandry" Tamora Pierce

Ostatnio młodzieżowa fantastyka przeżywa prawdziwy boom. Powieści tego podgatunku, którymi zapchane są księgarniane półki, można z grubsza podzielić na dwie kategorie. Pierwszą z nich stanowią oczywiście wszelkiego rodzaju ogniste romanse między ludzkimi dziewczętami a „nastoletnimi” wampirami, wilkołakami, aniołami i co tam jeszcze autorzy uznają za stosowne (sytuacje odwrotne, kiedy to dziewczę jest „paranormal” w tym całym romance należą do rzadkości). Druga kategoria to książki, które zajęły niszę powieści przygodowych. Zamiast wszystkich Tomków Wilmowskich i Tomków Sawyerów mamy więc Percych Jacksonów i Harrych Potterów. W wersji „hard” tego typu powieści, protagoniści głównie ratują świat, zaś w wersji „soft” akcja skupia się na dojrzewaniu bohaterów i ich wewnętrznych przemianach, a ratuje się jedynie skórę własną i przyjaciół. Do tej ostatniej grupy należy Księga Sandry, pierwszy tom cyklu Krąg Magii Tamory Pierce.

Czworo dzieci dzieli pewien rzadki dar, chociaż u każdego z nich przejawia się on inaczej. Nie wiedzą jednak nawet o swoim istnieniu, a co najważniejsze, świat każdego z nich właśnie się zawalił. Sandry, a właściwie Lady Sandrilene fa Toren, siedzi zamknięta w magicznym schowku po tym, jak zaraza zabrała wszystkich jej bliskich. Kiedy okazuje się, że ostatnia lampka właśnie się dopala, zrozpaczona dziewczyna przekonuje się, że potrafi wpleść światło w nici… Tymczasem w oddzielonym od niej morzem mieście Hajra nieletni drobny złodziejaszek ma zostać wysłany do kopalni – za recydywę. Jedyną pociechą jest dla niego rosnący w celi mech, który jakby specjalnie dla chłopca przybrał postać miękkiego posłania. Gdzieś pomiędzy tą dwójką na tratwie dryfuje samotny rozbitek – Daja, jedyna ocalała po katastrofie statku ojca. Zawsze fascynowała ją metalurgia i kowalstwo, ale teraz już chyba nie dane jej będzie się tym zająć. Po przeciwnej stronie morza zaś, Tris Chandler traci kolejny dom. Ale przecież nic nie poradzi na to, że jej emocje w nieprzewidywalny sposób wpływają na pogodę… Całą czwórkę w kluczowym momencie odnajduje Niklaren Złotooki – mistrz magii. Od tego momentu ich domem staje się Wietrzny Krąg – kompleks świątynny, w którym kształci się nie tylko kapłanów, ale także magów.

Ponieważ z różnych powodów nie pasują do rówieśników, cała czwórka w końcu trafia do miejsca zwanego Dyscypliną. Jest to położona na uboczu chata, w której mieszkają ci z uczniów świątyni, którzy mają problemy z odnalezieniem się w dużych grupach. Chociaż początkowo wszyscy podchodzą do siebie nieufnie – dzieli ich pochodzenie, kultura, narodowość i dawne krzywdy – po jakimś czasie się oswajają i podejmują naukę. Stały rytm życia świątyni pomaga uspokoić skołatane nerwy młodych bohaterów. Zaczynają tworzyć się więzi, które mają szansę przerodzić się w przyjaźń. Czy jednak powstanie ona dość szybko, aby dzieci mogły wyjść cało z opresji, w którą wpadną?

Akcja płynie powoli i skupia się głównie na życiu w Dyscyplinie i kształceniu jej nowych mieszkańców. Ponieważ raczej brak tu spektakularnych wyczynów, śmiem sądzić, że powieść przypadnie do gustu bardziej dziewczynkom, niż chłopcom. Niemniej, nudno nie jest. I chociaż w tłumaczeniu tu i ówdzie daje się wychwycić pewne zgrzyty, to młodemu czytelnikowi nie będą one raczej przeszkadzały. Zwłaszcza, że pani Pierce włada piórem całkiem sprawnie i chociaż język powieści nie wyróżnia się niczym szczególnym, autorka świetnie sobie radzi z budowaniem klimatu.

Kiedy poznajemy Sandry, Tris, Daję i Briara, czytelnik ma wrażenie, że wraz z nimi siedzi zamknięty w schowku lub dryfuje na chybotliwej tratwie. Opisy są bowiem tak realistyczne, że aż chciałoby się wyciągnąć rękę, żeby sprawdzić, czy mech Briara rzeczywiście jest taki miękki, czy też oblizać wargi, które niechybnie pokryła morska sól. Dopiero po chwili konsternacji zdajemy sobie sprawę, że przecież siedzimy w wygodnym fotelu, a nie w zimnym lochu czy niegościnnym dormitorium. I mimo iż w dalszej części powieści ten magiczny klimat traci na sile, jest niewątpliwie plusem książki. Tak jak i dziecięcy bohaterowie.

Autorka niezwykle wprawnie nakreśliła portrety dzieci po przejściach. Każde z nich jest inne, każde ma własną osobowość. Towarzyska i przyjazna Sandry, której zależy przede wszystkim na utrzymaniu dobrych stosunków w grupie jest kompletnym przeciwieństwem Tris, zamkniętej w sobie, porywczej i ciągle warczącej na otoczenie, jako iż zdążyła się już nauczyć, że najlepszą obroną jest atak. Tak samo spokojna i zrównoważona Daja mocno różni się od Briara, któremu zdarza się coś zrobić, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Niemniej jednak, mimo, że bywają oni czasem mocno irytujący (aż chciałoby się jednym czy drugim potrzasnąć), zachowują się jak zwykłe dzieci lub młodsze nastolatki, jakich każdy spotyka w swoim otoczeniu. Bywają zagubione, przestraszone czy po prostu zbuntowane, ale też odważne i solidarne. Rozwijają się i dojrzewają, zawiązują się między nimi przyjaźnie. I wcale przy tym nie muszą by jedynymi i nieustraszonymi bohaterami. Chwilowo świat nie wymaga ratunku. Troszkę gorzej natomiast wygląda kwestia bohaterów dorosłych, ale są to postacie drugoplanowe no i zawsze istnieje szansa, że w kolejnych tomach dowiemy się o nich nieco więcej (zwłaszcza trójka opiekunów dzieci zasługuje na bogatszy opis).

Dodatkowy plusik zarobiła u mnie autorka opisem specyficznego rodzaju magii, którym włada czwórka młodych bohaterów, każdy na swój sposób. Różni się ona od zdolności „dyplomowanych” mistrzów magii, kształcących się na uniwersytetach. Jest to bowiem moc codziennych czynności i zjawisk: przędzenia i tkania, sadzenia i pielęgnacji roślin, obrabiania metali czy pogody. Więcej jednak nie zdradzę, nie chcę psuć zabawy ewentualnym czytelnikom.

W książce znalazłam jednak nie tylko pozytywy – dopatrzyłam się również pewnych mankamentów. Przede wszystkim – zbyt ubogie moim zdaniem są opisy. O kulturze czy zwyczajach, a nawet realiach świata powieści nie wiemy zbyt wiele, a i z geografią byłoby krucho, gdyby nie mapka. Co prawda od pewnego momentu braki te rekompensują ciekawe opisy życia i zwyczajów Wietrznego Kręgu, ale nie zastąpią one wszystkiego. Nadzieja w kolejnych tomach.

Na koniec słów kilka o wydaniu. Format książki jest bardzo poręczny, zaś klejenie sprawia, że nie trzeba książki dociskać i zginać, aby wygodnie się czytało. Dodatkowym plusem jest czytelna czcionka i optymalna interlinia. Mapka zamieszczona na początku ułatwia orientację, zaś na koniec mamy próbkę kolejnego tomu. I chociaż grafika okładki nie jest może jakaś szczególnie zachwycająca, to niewątpliwie wiąże się z treścią (co wcale nie jest takie oczywiste przy książkach fantasy…). Na uznanie natomiast zasługuje szata graficzna serii – wszystkie niezbędne informacje zamieszczono w widocznych miejscach, ale nie naprzykrzają się one obserwatorowi.

Książkę mogę szczerze polecić, zwłaszcza tym, którzy chcą zrobić literacki prezent młodej latorośli (niekoniecznie własnej) płci żeńskiej, lub sami są taką latoroślą. Może Księga Sandry nie wywoła spazmów czytelniczej ekstazy, ale z pewnością zapewni kilka wieczorów miłej rozrywki, nie tylko młodzieży, ale nawet rodzicom.

Recenzja napisana dla portalu Unreal Fantasy.

Tytuł: Księga Sandry
Autor: Tamora Pierce
Tłumacz:
Jarosław Zachwieja
Tytuł oryginalny: Sandry's Book
Cykl: Krąg Magii
Wydawnictwo: Initium
Rok: 2011
Stron: 288

6 komentarzy:

  1. Książka bardzo fajna, mam nadzieję, że w następnych tomach akcja bardziej się rozkręci. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chętnie bym zapoznała się z tą powieścią :)

    Pozdrawiam serdecznie! I życzę miłego popołudnia :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zachwyciła mnie ta książka, jednak być może sięgnę po drugi tom, aby przekonać się czy jest lepszy w porównaniu z pierwszą częścią. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze mówiąc jakoś nie ciągnie mnie to tej pozycji. To chyba przez to, że nie mieszczę się już w wieku docelowym ;) W każdym bądź razie jestem ciekawa jak będą się prezentować kolejne części ... może okaże się, że jednak warto sięgnąć po ten cykl?

    OdpowiedzUsuń
  5. Vampire_Slayer - Też mam taką nadzieję. Ten tom wygląda raczej na wprowadzenie, dalej liczę na więcej akcji.:)

    pandorcia - Pozdrawiam również.:)

    Lenalee - Ja też od zachwytów jestem raczej daleka, ale jako miły i nie wymagający specjalnego myślenia czasozapychacz sprawdza się świetnie. Tyle, że ja raczej nie jestem targetem - za stara na to jestem.;)

    enedtil - Też liczę na poprawę w kolejnych częściach. Jak dla mnie to raczej książka na prezent dla młodszego kuzynostwa, niż do własnej biblioteczki.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka po prostu tragiczna...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...