poniedziałek, 4 lipca 2011

Na spalonej słońcem ziemi... - "Słońce Scortów" Laurent Gaudé

„Słońce Scortów” to kolejna powieść, którą przeczytałam tylko i wyłącznie dlatego, że mieliśmy ją omawiać na spotkaniu DKK. Tym razem przyczyną nie była antypatia do gatunku, jaki książka reprezentuje, ale zwyczajny fakt, że marne były szanse, abym zauważyła ją na księgarnianej czy bibliotecznej półce. Może to trochę wina okładki…

Lekturę każdej książki zaczynamy od okładki. Niepozorna okładka „Słońca Scortów” od razu przywodzi na myśl włoską Apulię, krainę, w której rozgrywają się opisane wydarzenia. Jest tak samo szara, jak skały rozpalonych słońcem nadmorskich gór i tak samo ozłacają ją pomarańczowożółte promienie słońca. Jest to miejsce, które wszystkim żyjącym tu stworzeniom stawia twarde warunki, które wymaga oddania mu wielu litrów potu i wielu godzin ciężkiej pracy, aby pozwolić żyć. Nic dziwnego, że taka ziemia rodzi nietypowych ludzi, czasem przy tym okrutnie z nich drwiąc.

Ród Scortów powstał właśnie na tej ziemi, zrodzony z obsesji, żądzy i oszustwa losu. Oto z chwili uniesienia bandyty, który postanowił za wszelką cenę powetować sobie lata zaprzepaszczonego w więzieniu życia na dziewczynie, przez którą do więzienia trafił i starej panny, która dla jedynej w życiu rozkoszy postanowiła nie wyjawiać, że nie jest tą, za którą ją wzięto, zrodził się pierwszy Scorta. Był on człowiekiem twardym, złym i szalonym. I dał początek rodzinie, którą następnie sam przeklął.

Dzieje tej rodziny opowiada nam Carmila, córka protoplasty rodu. Staruszka, przeczuwając, że umysł niedługo przestanie jej służyć, postanowiła powierzyć historię swojej księdzu, aby następnie przekazał ją wnuczce, kiedy dziewczynka osiągnie odpowiedni wiek. Oczywiście staruszka nie zna wszystkich faktów, a więc czasem dane jest nam zobaczyć migawki ze scen jej nieznanych – gdyż tylko autor zna całą historię.

„Słońce Scortów” jest sagą rodzinną. Pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasunęło podczas lektury, to „Sto lat samotności” Marqueza. Co prawda w „Słońcu…” nie uświadczymy realizmu magicznego, tak charakterystycznego dla powieści iberoamerykańskiego pisarza, ale nie styl prozy jest odpowiedzialny za to skojarzenie. Obie powieści opowiadają bowiem o wyobcowaniu pewnego rodu, o samotności i piętnie przekazywanym z pokolenia na pokolenie, w dusznym, spalonym słońcem powietrzu. Zdaję sobie sprawę z tego, że Marquez jest lepszym pisarzem od Gaude’a, ale wydaje mi się, że jeśli ktoś chce zakosztować klimatu „Stu lat samotności”, a jest uczulony na wszelkiego rodzaju realizm magiczny, to „Słońce Scortów” jest dla niego idealnym rozwiązaniem.

Jedynym, co wprowadzało lekki dysonans podczas lektury, był fakt, że autor upodobał sobie krótkie, urywane wręcz zdania. Wyróżnia to co prawda jego styl i nadaje mu rysę indywidualizmu, ale niezbyt pasuje do opisów, powolnej, słonecznej Apulii. Czytelnik czuje rozdźwięk między tum, o czym czyta, a tym, jak to jest napisane, co może utrudniać wczucie się w klimat powieści.

Podsumowując, „Słońce Scortów” szczególnie polecam miłośnikom sag rodzinnych. Poza tym uważam, że książka o najbardziej słonecznym zakątku Włoch będzie świetną lekturą na wakacje, wprowadzającą czasem klimat lekkiej melancholii i zadumy, ale nieprzygnębiającą.

Tytuł:Słońce Scortów
Autor: Laurent Gaudé
Tytuł oryginalny: Le soleil des Scorta
Tłumacz: Jacek Giszczak
Wydawnictwo: W.A.B
Rok: 2005
Stron: 270
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...