sobota, 30 lipca 2011

Wiejska agencja detektywistyczna? No, tak jakby... - "Detektyw i panny"



Czytając tytuł: Detektyw i panny od razu przychodzi na myśl: „Kryminał!”. Po chwili jednak zbija z tropu wesoły i jaskrawy pomarańcz okładki – i nie zmieniają tego stanu dwie męskie nogi usytuowane na stołku i sugerujące co bardziej żądnym krwi czytelnikom, że mogą mieć do czynienia z niedoszłym wisielcem. Jakże to tak, żeby kryminał miał tak pełną życia i wesolutko pomarańczową okładkę? Nie godzi się, toż to pogwałcenie kanonu. Gdzie czerń, i mrok, i trup, i ociekające krwią narzędzia zbrodni? Żadnego z tych elementów na okładce nie znajdziemy, z bardzo prostej przyczyny: Detektyw i panny nie jest stuprocentowym kryminałem. Zastanawiam się, czy w ogóle można tej książce przyczepić plakietkę z napisem „kryminał”.
 
Niemcy, lata dziewięćdziesiąte. Młody, ambitny i pełen energii komisarz Dirk Tielke zostaje przeniesiony z gwarnego Hamburga do Kirchdorfu – miasteczka, gdzie diabeł nie mówi dobranoc tylko dlatego, że nie wie, gdzie to jest. Szybko okazuje się, że świeżo upieczony komendant kirchdorfskiego posterunku nie znajdzie w cichym i sennym miasteczku sposobności do zaspokojenia zawodowych ambicji czy wykazania się detektywistycznym kunsztem. Siedząc samotnie przy swoim biurku (bo podwładny poszedł uczyć dzieci przepisów drogowych) całymi dniami śmiertelnie się nudzi. Jednak po pół roku stagnacji zdarza się cud – w drzwiach komendy staje przestraszona nieco, ale za to młoda i piękna Alke z zamiarem zgłoszenia przestępstwa. Początkowo Dirka bardziej interesuje sama dziewczyna, niż złowróżbny list, który przyniosła, ale okazuje się, że list jest co najmniej równie interesujący…
 
Już niedługo okaże się, że co prawda Kirchdorf to nie Hamburg, ale dla młodego inspektora znajdzie się od czasu do czasu jakaś poważniejsza sprawa do rozwiązania. I bynajmniej nie chodzi tu o gorset panienki Alke.
 
Detektyw i panny nie stanowi spójnej powieści. Jest to raczej zbiór, zawierający dwie mikropowieści: Chiński kurczak i Mysz zastępcza. O ile Mysz zastępczą można nazwać już utworem kryminalnym – gdyż dla fabuły wątek przestępstwa jest wiodący, o tyle Chiński kurczak leży gdzieś poza granicami tego typu utworów. Magdalena Lewańska postawiła tutaj raczej na wzajemne relacje kluczowych postaci i stworzenie klimatu małego miasteczka, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Ot, taka powieść obyczajowa z elementami kryminalnymi. W Chińskim kurczaku widać także pewne niedociągnięcia autorki, choćby skłonność do patetycznego stylu. Występuje ona jednak rzadko i nie rzuca się w oczy aż tak, jak irytująca naiwność bohaterów. Rozumiem, że pisarka chciała w ten sposób wzbudzić sympatię czytelnika, ale momentami przesadza i dostajemy np. młodego wprawdzie, ale już doświadczonego Dirka zachowującego się jak świeżo wypuszczony z akademii policyjnej żółtodziób-idealista. Ani to sympatyczne, ani wiarygodne. Na szczęście oba mankamenty nie występują w Myszy zastępczej.
 
Język, jakim posługuje się Magdalena Lewańska zasługuje na pochwałę. Udało jej się stworzyć wrażenie swojskości, jednocześnie nie nadużywając wulgaryzmów. Bez nadmiernej poetyki, udało się napisać powieść malowniczą i ciepłą, a jednocześnie dynamiczną i wciągającą, przystępną i przyjemną w odbiorze, którą na dodatek pochłania się błyskawicznie. Oby tak dalej.
 
Podczas lektury Detektywa i panien ciągle chodziła mi po głowie myśl, że to coś jakby Chmielewska. Co prawda nie ma tu zbyt wiele humoru, ale atmosfera, mimo makabrycznych czasem szczegółów, pozostaje cały czas pogodna i przyjazna. Czytelnik nie czuje napięcia związanego z wybrykami kirchdorfskich kryminalistów, a jedynie ciekawość i chęć poznania odpowiedzi na pytanie „kto zabił?” lub po prostu „jak to się skończy?”.
 
Podsumowując, po tej zaskakująco solidnie wydanej powieści koneser kryminału raczej nie powinien oczekiwać uczty. Ot, bardziej obyczajowa, niż kryminalna, niezobowiązująca rozrywka. Z tych samych względów książka powinna się spodobać tym, którzy kryminałów nie lubią – mimo wątków śledczych czyta się ją świetnie. Polecam szczególnie na wakacje – idealna do podczytywania pod chmurką!

Recenzja dla portalu Unreal Fantasy.

Tytuł: Detektyw i panny
Autor: Magdalena Lewańska
Wydawnictwo: JanKa
Rok: 2011
Stron: 272

3 komentarze:

  1. Lezy u mnie na półce i jak znajdę trochę wolnego czasu, to chętnie do niej zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie przemawiają do mnie takie książki... ;(

    Zapraszam do mnie ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nie przemawiają do mnie takie książki... ;(

    Zapraszam do mnie ;D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...