Marzec był miesiącem bardzo obfitym w zdobycze, choć się nie zapowiadało (ale szczerze mówiąc, nigdy się nie zapowiada. A potem kończę z hałdą książek). Nie przedłużając, chwalę się.:)
Na samej górze prebook "Clariel" od Literackiego, której recenzja miała się ukazać w zeszłym tygodniu, ale nie wyszło (nic to, ukaże się po świętach). Pod nim pięć pozycji od GW Foksal. "Przybysze" to oczywiście fantastyka, mam nadzieję, że okaże się nieco mniej młodzieżowa, niż wskazuje na to opis z okładki. Jeśli chodzi o "Biegaczkę", to liczę na opowieść o kobietach (marzy mi się coś w stylu Fannie Flagg, ale nie będę wybrzydzać). "Krew aniołów" uznałam za interesująca młodzieżówkę (tym bardziej, że autorka pojawiła się w "Krokach w nieznane") i mam nadzieję, że się nie zawiodę. Szczególnie ciekawi mnie motyw pszczeli w powieści. "Teoria niegrzecznej dziewczynki" znalazła się tu w ramach odchamiania (wiecie, ambitna literatura, te sprawy - żeby nie było, że tylko rozrywkową a lekką prozę czytuję). A "Analfabetka, która potrafiła liczyć" to pójście za ciosem po "Stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął". Liczę na powtórkę z rozrywki.
"Zły jednorożec" też jest do recenzji, od wydawnictwa CzyTam. To co prawda literatura dziecięca, ale niezwykle mnie fascynuje - zapowiada zdecydowanie nowatorskie podejście do jednorożców. Choć przyznaję, okładka może zniechęcać (mnie się podoba, ale nie jest to estetyka książek dziecięcych, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni).
Do samego dołu to już zakupy (no, z jednym wyjątkiem). "Historia kotów" to efekt wizyty w sempiku - zakup całkiem spontaniczny, choć akurat tę książkę chciałam mieć, odkąd tylko ją zobaczyłam (poszłam na rekonesans w dziale artystycznym, którego efekty można będzie podziwiać w piątek na moim drugim blogasku. Oraz stwierdziłam, że sklepik artystyczno - handmadeowy po drugiej stronie ulicy jest o niebo lepiej zaopatrzony, choć akurat papiery ryżowe w sempiku mają lepsze). "Wyprawa skrytobójcy" to największy zakup z Arosa (ma dziwny, zielonkawy odcień okładki. Wasze też?). A że na Arosie akurat promocja, a ja postanowiłam zacząć zbierać Pratchetta, to dorzuciłam jeszcze "Na glinianych nogach" i "Bogowie, honor, Ankh-Morpork". "Nomen omen" za dychę wygrzebałam z koszyka z tanią książką w Carrefourze. Tyle samo dałam za powieść Safak, tyle że w księgarni - chyba z okazji dnia kobiet mieli mnóstwo tytułów tej autorki w podobnych cenach. Pewnie wzięłabym więcej, ale zdroworozsądkowo postanowiłam nie wydawać zbyt wiele na autorkę, której nie znam (a nuż się nie spodoba). "Czarne mleko" wyglądało najbardziej interesująco. A "Uczta Lodu i Ognia" to prezent z okazji Dnia Kobiet od Lubego (złośliwa bestia z niego, wie, że nie cierpię gotować...).
Z boku stosu głównego przycupnął Kundel, żeby się pochwalić ebookowym "Cieniem wiatru" od Muzy, też do recenzji. Dla mnie bomba, bo to jedna z tych książek, które chciałam przeczytać, ale niekoniecznie byłam pewna, czy chcę, żeby mi zajmowały miejsce na półce. Teraz mam własny egzemplarz w kundlowym brzuchu.^^ Za to z Book Boxa w marcu postanowiłam jednak nie brać niczego. Nieufność wygrała z ciekawością.