piątek, 18 września 2020

"Wilk" Jean-Marc Rochette


Jeśli opuścimy grajdołek komiksów superbohaterskich i fantastycznych, trafimy do swoistego mainstreamu. Jednak mam wrażenie, że w przeciwieństwie do mainstreamu powieściowego w tym komiksowym królują opowieści prawdziwe: całkowicie lub częściowo (auto)biograficzne czy też popularnonaukowe. Zdarzają się też adaptacje innych tekstów, jak powieści czy opowiadania. Całkowicie autorskie prace zdają się być stosunkowo rzadkie (przynajmniej na polskim rynku). Jean-Marc Rochette udowadnia, że komiks nadaje się do opowiadania autorskich historii tak samo, jak każda inna forma twórczości.

Fabuła „Wilka” jest na pierwszy rzut oka banalnie prosta. Oto mamy kolejny konflikt człowieka z przyrodą w najbardziej chyba ikonicznej formie opozycji pasterza i wilka. Tutaj czytelnik niejako spodziewa się, że autor wybierze jeden z dobrze wszystkim znanych schematów. Może mianowicie stworzyć opowieść o ludzkiej sile woli zwyciężającej oporną naturę i zaprowadzającej ład cywilizacji. Może też pójść w zupełnie inną stronę i pokazać nam historię, w której dziewicza przyroda jest obiektem westchnień i swoim majestatem oraz potęgą pokazuje pyszałkowatemu człowieczkowi, gdzie jego miejsce. Na szczęście Rochette porzuca takie oczywiste schematy.

W tej opowieści zarówno człowiek, jak i wilk, to samotni łowcy. Dwa szczytowe drapieżniki, które, tak się złożyło, upatrzyły sobie to samo terytorium. I tak jak człowiekowi zdarza się zapolować na ulubioną zwierzynę wilka, tak wilk nie pozostaje dłużny. Nie ze złośliwości czy chęci odwetu, ale dlatego, że tak działa natura i korzysta się z tych zasobów, które są najłatwiej dostępne. W takim układzie albo drapieżniki znajdą sobie konkretne nisze, w których nie będą sobie przeszkadzać, albo konflikt doprowadzi do wyparcia jednego z nich.

Przy czym to nie jest jedyna płaszczyzna, jaką w tej opowieści znajdziemy. Bo za samym pasterzem również stoi historia (za wilkiem także i można się między nimi doszukiwać pewnych analogii). Mamy tu zgorzkniałego samotnika, któremu świat odebrał już właściwie wszystko (bardziej w sensie emocjonalnym niż majątkowym) i któremu zostały tylko owce i wierny pies pasterski. Tym łatwiej przychodzi mu eskalowanie konfliktu z dzikim drapieżnikiem. I tym bardziej dramatyczna staje się konfrontacja z jego własnymi traumami, kiedy zostaje do niej zmuszony.

Styl rysowania autora jest chropawy, składa się z zamaszystych linii, które często zagłuszają detale, za to pogłębiają cienie. Kolory są wypalone i stonowane, zdominowane przez sepie i chłodne błękity. Paleta idealnie dobrana nie tylko do miejsca które przedstawia (bo rzecz dzieje się na alpejskich halach), ale także do tonu opowieści. Przeszkadza mi jedynie to, że komiks został wydrukowany na lekko kremowym papierze. Moim zdaniem komiksy, jeśli nie są czarno-białe lub monochromatyczne, powinny być drukowane na białym papierze. W przeciwnym razie kolory (zwłaszcza błękity) ulegają przekłamaniu. Mnie osobiście to drażni.

To dobra historia. Odpowiadająca raczej filmowej etiudce lub krótkiemu opowiadaniu niż pełnoprawnej powieści, ale każdy wie, że krótka forma nie równa się brakowi treści. A komiks jest takim medium, które pozwala nawet w krótkiej formie skondensować owej treści maksimum. „Wilk” jest właśnie takim komiksem.
 
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Marginesy

Tytuł: Wilk
Autor: Jean-Marc Rochette
Tytuł oryginalny: Le Loup
Tłumacz: Paweł Łapiński
Wydawnictwo: Marginesy
Rok: 2020
Stron: 112

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...