środa, 20 kwietnia 2011

Czarownice są upiorniejsze od upiora... - "Maskarada" Terry Pratchett

Sponsorem niniejszej recenzji jest Erin, która mi książeczkę pożyczyła. Dziękuję!:)

Terry’ego Pratchetta chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Znany jest najbardziej z cyklu „Świat Dysku” – niekończącej się opowieści, rozrastającej się w sposób ciągły i niekontrolowany. A że lubię humor tego pana, to co jakiś czas sięgam po któryś tom (z moim tempem chyba nigdy mi ich nie zabraknie). Tym razem czytałam „Maskaradę”.

Nania Ogg poważnie się martwi o babcię Weatherwax. Babcia bowiem popadła w bardzo ciężką jesienną apatię, co może się skończyć w sposób dwojaki: albo poczuje zew podróży, Pożyczy gęś i odleci na zawsze, albo stanie się złą wiedźmą. Może sabat rozruszałby babcię, jednak brakuje do niego trzeciej czarownicy: Magrat, jako świeżo upieczona królowa, nie ma zbyt wiele czasu, a poza tym chwilowo nie nadaje się na żadne z trzech sabatowych stanowisk (wiecie: dziewica, matka i… ta trzecia). Pewne nadzieje daje Agnes Nitt, ale wyjechała do Ankh-Morpork. Okoliczności sprawią, że obie wiedźmy z Lancre też się tam udadzą.

Tym czasem Agnes, jako wybitny talent wokalny, postanowiła spróbować sił w operze. Oczywiście zaraz po przesłuchaniu zostaje przyjęta, a ponieważ imię Agnes wydaje jej się zbyt pospolite, postanawia zostać Perditą X. Dream. Problem polega na tym, że opera przeżywa kryzys: pałęta się po niej Upiór i morduje, kogo popadnie. W dodatku najwyraźniej jest niezrównoważony, gdyż ma zwyczaj zapisywania demonicznego śmiechu na liścikach, okraszając go pięcioma wykrzyknikami.  Agnes/Perdita niedługo przestanie się dziwić jego szaleństwu – opera po prostu tak działa na ludzi. A jeśli o ludziach mowa, dyrektor zaangażował właśnie nową śpiewaczkę o wdzięcznym imieniu Christine. Talentu i rozumu w niej za grosz (po prawdzie, talent przyjmuje wartości mocno ujemne) ale za to ma dzianego tatusia. I bardzo sceniczny wygląd. Co wystarczy, żeby dostała najlepszą rolę. I tak się złoży, że niania Ogg i babcia Weatherwax zupełnym przypadkiem trafią do opery. I zupełnie charytatywnie postanowią pomóc rozwiązać zagadkę Upiora, bo przecież to obowiązek czarownicy…

Pierwszy raz spotkałam się u pana Prtchetta z parodią wycelowaną tak precyzyjnie w konkretny utwór. I to całkiem współczesny, gdyż z początku XX wieku. Mowa oczywiście o „Upiorze w operze”. Nawiązania są ewidentne i, że tak się wyrażę, imienne ale bardzo zabawne i wykorzystane w niezwykle twórczy sposób. Śmiem twierdzić, że nie obrażą uczuć nawet najbardziej zagorzałych fanów oryginalnego Upiora. Raczej odświeżą jego odbiór.

Co do zagorzałych fanów Pratchetta, to też się nie zawiodą. Zwłaszcza, jeśli szczególną atencją darzą czarownice. Ale nie tylko dwie leciwe damy się pojawiają, obok nich występuje cała plejada gwiazd: Greebo, przedstawiciele Straży, różne fragmenty klanu Oggów oraz Śmierć we własnej osobie, razem ze Śmiercią Szczurów. W tym spektaklu grają same znane nazwiska.

O Świecie Dysku i jego autorze można by jeszcze długo i kwieciście pisać, tylko kto by chciał tyle czytać. Podsumuję więc krótko: „Maskaradę” warto poznać. Znajdą tam dla siebie coś fani fantasy w ogóle, a Dysku w szczególności, fani opery również doszukają się wielu aluzji, zaś dla tych, którzy lubią „Upiora w operze” to prawdziwa kopalnia żarcików. A pomiędzy tym wszystkim szczypta gorzkiej prawdy o szołbiznesie – żeby zachować równowagę emocji.

Tytuł: Maskarada
Autor: Terry Pratchett
Tłumacz: Piotr W. Cholewa
Tytuł oryginalny:
Mascerade
Cykl: Świat Dysku
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Rok: 2003
Stron: 274
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...