czwartek, 19 lipca 2012

Głeboko w otchłań ludzkiego umysłu - "Wody głębokie jak niebo" Anna Brzezińska

„Wody głębokie jak niebo” to książka, z którą miałam problem niemal od początku. Najpierw napastowała mnie bezczelnie z bibliotecznej półki, a kiedy w końcu przyniosłam ją do domu, najeżyła się i nie pozwalała do siebie podejść przez długi czas. Kiedy już mogłam się do niej zbliżyć, zaczęła mnie bezczelnie oszukiwać, sugerując tekstem na tylnej stronie okładki, że jest powieścią. Bezczelność, bo to przecież zbiór opowiadań. I dziwnie mi po przeczytaniu. Z jednej strony – nie zachwyciłam się tak, jak powinnam, czytając pierwszą damę polskiej fantastyki, z drugiej zaś – opowieści wryły się w pamięć i nie mogę o nich zapomnieć.

Anna Brzezińska postanowiła porzucić tym razem zarówno Twardosęka, jak i babunię Jagódkę i zabrać czytelników do krainy nad morzem, podobnej w klimacie do południa Hiszpanii. Tam właśnie potężni magowie tworzą piękne, marmurowe miasta, zaklinając demony w kamieniu, ogniu, wodzie czy innym fizycznym obiekcie. Każda potęga i władza zawiera jednak w sobie strach przed utratą, tak więc okrucieństwo czarnoksiężników bywa legendarne – proces tworzenia tej legendy również dane nam jest obserwować.

Okrucieństwo w pewien sposób przewija się przez wszystkie teksty, przyjmując najróżniejsze formy: od subtelnych intryg o straszliwych konsekwencjach, przez wojny i bestialstwo podjudzonego tłumu, aż do konieczności. Jednak coś we mnie buntuje się przed uznaniem „Wód głębokich jak niebo” za studium okrucieństwa, chociaż w pewnej mierze nim są. Ale tak samo są też studium chorej miłości, szaleństwa, przeznaczenia czy legendy, a nawet prostego dobra. W zależności, w którym miejscu otworzymy książkę.

Jeśli otworzymy ją na „Życzeniu”, dowiemy się, ile prawdy może się skrywać w legendzie i jak bardzo różny od „oficjalnej wersji” może ta prawda mieć wydźwięk. Będziemy ostrzegani, aby swoje pragnienia formułować pieczołowicie, bo ich skutki mogą być nieprzewidywalne i  że czasem nie da się być ostrożnym.

Jeśli otworzymy na „Różach dla Sirroco”, napotkamy na pierwszą z pięciu opowieści o magach Brionii. Z początku zda się nam, że mamy do czynienia z prostą, piękną baśnią o sile prawdziwej miłości. Przynajmniej do momentu, kiedy nie staniemy przed wyborem, czy prawdziwsza jest miłość żony, czy matki.

Jeśli otworzymy na „Zaćmieniu serca”, dowiemy się jak czas wypacza prawdę i jak skrupulatnie mu w tym pomagają zwycięzcy. Także o tym, że bezpodstawna obsesja może nas zniszczyć, że miłość prowadzi do okrucieństwa a strach do sprawiedliwości. I że, jak wszyscy wiedzą, czasem to, czego od zawsze pragnęliśmy, okazuje się gorsze od najgorszego koszmaru.

Jeśli otworzymy na „Jej cieniu”, poznamy smak szalonej obsesji. Znowu dowiemy się czegoś o legendach, a także poznamy sekret dalekiej przeszłości. Przekonamy się, że nawet demony dotrzymują słowa, a igranie z potęgą kończy się tragicznie.

W „Filarach nieba” zobaczymy ruiny dawnej dynastii, zubożałych potomków wielkiego rodu walczących niczym szakale przy truchle bestii. Dowiemy się, że magii płynącej w żyłach nie da się oszukać i poznamy destrukcyjne znaczenie powiedzenia „prawda was wyzwoli”.

W „Śmierci czarnoksiężnika” porzucimy rodowe niesnaski magów rządzących półwyspem. Poznamy za to nowe oblicze starej, dobrej hipokryzji oraz przewrotności losu. Poza tym, dostaniemy klasyczną historię z interesującym zwrotem akcji – fabularnie najlepszą w zbiorze.

W tytułowych „Wodach głębokich jak niebo” oddalamy się o półwyspu i trafiamy na wyspę, gdzie obok ludzi żyją różne potwory. To opowiadanie to studium rasizmu i nieco uproszczony schemat powstawania rzezi na tle etnicznym (tym razem w mikroskali). Także opowieść o tym, że nie trzeba godzić się z tłumem, chociaż czasem już nic nie da się zrobić…

Muszę wspomnieć o specyficznym stylu autorki. Nazwałabym go onirycznym, pełnym poetyckich, ale niezwykle obrazowych metafor i porównań. Czytając te opowiadania, niejednokrotnie miałam wrażenie, że czytam zapis snu, ze wszystkimi jego niedopowiedzeniami, tajemnicami i brakiem konkretności, a niekiedy nawet realizmu. Niektórym czytelnikom może to sprawiać pewne trudności, nie można jednak odmówić stylowi autorki swoistego piękna.

Wszystkie te historie są niezwykle mądre i wielowarstwowe. Jednak ich specyficzność sprawia, że każdy osobiście powinien się przekonać, czy pasuje mu nieco oniryczny klimat półwyspu.

Tytuł: Wody głębokie jak niebo
Autor: Anna Brzezińska

Wydawnictwo: Runa
Rok: 205
Stron: 358

12 komentarzy:

  1. Ale mnie zaciekawiłaś! Po urlopie muszę się rozejrzeć po antykwariatach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z Twojego opisu - cudo... Na pewno jednak nie rzecz, która wciaga się naraz, a raczej dozuje po jednym opowiadanku. Ja tak ostatnio nawet z Babunia Jagódka robię, bo naraz mam przesyt.

    Sorry, ale z nieznanych mi przyczyn wcina mi niektóre polskie czcionki, ę mam, "a z ogonkiem" już nie...:-((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzezińska zdecydowanie należy dawkować. Styl ma tyleż piękny, co ciężki, więc w dużych ilościach nie wchodzi. Swoją drogą, ciekawe, jak czytałoby się powieść tej pani.

      Usuń
  3. Brzeińska: nazwisko obija mi się ciągle o uszy, trzeba będzie w końcu spróbować :_)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie.:) Na spróbowanie polecam opowiadania.

      Usuń
  4. Brzezińska zawsze mnie męczyła, jakoś nie mogłem pochwycić jej stylu. Ale kto wie - może tym razem byłoby inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, jej styl w większych dawkach bywa męczący. Dlatego radzę czytać małymi partiami, bo w "Wodach..." jest wiele ciekawych rzeczy.:)

      Usuń
  5. Ja też czuję się zachęcona. Nie czytałam jeszcze żadnej powieści ani żadnego opowiadania Brzezińskiej, a chyba warto to zmienić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto, przynajmniej jeśli chodzi o opowiadania.:)

      Usuń
  6. Mam podobnie z tą autorką co Simon - po ostatnim opowiadaniu Brzezińskiej w NF na razie nie planuję po nią sięgać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To opowiadanie w NF było, szczerze mówiąc, słabe. Teksty w "Wodach..." są o niebo lepsze (chociaż pisane podobnym stylem), a moje nieliczne kontakty z babunią Jagódką również wskazują na znacznie wyższą jakość.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...