Pomysł na cykl notek o moich ulubionych smokach przyszedł mi do głowy już dawno, ale ciągle odkładam wprowadzenie go w życie, bo a to weny brak, a to człowiek pada na twarz po wyczerpującym dniu, a to lakier na bombkach wysechł i można już nakładać sztuczny śnieg... Słowem, tysiąc i jeden wymówek. Dlatego powstał ten wstęp do cyklu – z jednej strony ma mnie zmusić do kontynuowania zaczętego dzieła, z drugiej uściślić, czego to dzieło będzie dotyczyć. I czego w nim nie znajdziecie.
Chcę w ramach tego cyklu notek pisać o smokach, nie tylko z książek, ale i z innych tekstów popkultury. Ale tylko takich, które wzbudziły we mnie jakieś gwałtowne (zazwyczaj ciepłe) uczucia. Prawdę powiedziawszy, na razie mam w głowie materiał na około pięć wpisów, ale liczę, że z upływem czasu będą się pojawiali kolejni kandydaci. A ponieważ nie mogę przewidzieć, kiedy to nastąpi, cykl z założenia jest nieregularny.
Jak widać, same założenia są proste i wystarczyły na nie dwa akapity, więc nie one będą sednem tej notki. Powstaje ona też dlatego, żeby wymienić smoki, które w cyklu się nie pojawią (z powodów innych niż ten prozaiczny, że po prostu jeszcze ich nie znam). Oto krótka lista.
1. Smoki z Pernu.
Mam za sobą jeden tom cyklu Anne McCafrey i pewnie sięgnę kiedyś po kolejne, ale przyznam, że jej wizja mnie kompletnie nie przekonuje. Co prawda mamy kilka smoczych ras, dość ciekawe założenia i teoretycznie w konstrukcji świata niczego nie brakuje, ale bohaterowie tej serii są strasznie bezbarwni. Poza Lessą właściwie nikt z ludzkich bohaterów nie wydał mi się godny zapamiętania, a ze smokami jest jeszcze gorzej. Nie maja własnego charakteru ani poglądów, właściwie sprowadzone są do roli wielkich i nieco niezależnych psów. To zdecydowanie nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
![]() |
Saphira wg. Mixxsart i Ciruelo |
2. Saphira
Podejrzewam, że gdyby Paolini w momencie pisania trylogii w czterech tomach był pisarzem z jako takim talentem, mógłby ze swojej niebieskiej smoczycy zrobić naprawdę świetną postać. Nawet obecnie Saphira ma przebłyski – ot, na przykład cały motyw z odrzuconymi przez starszego smoczego nauczyciela karesami. Mimo braku samodzielnych scen z udziałem smoczycy, autor pokazał w tym miejscu, że ma ona własne życie, ergo jest w pewnym stopniu niezależną bohaterką – szkoda, że szybko z tego pomysłu zrezygnował. Po prawdzie, uważam Saphirę za najbardziej udaną postać cyklu (co w sumie nie jest jednak żadnym osiągnięciem) i jednocześnie za największy zmarnowany potencjał. W sumie trochę szkoda, że znowu dostałam tylko bardziej rozbudowana wersję psa.
3. Smoki Świata Dysku
To nie jest tak, ze ich nie lubię, czy że są mało fajne. Wręcz przeciwnie, uważam, że takie smoki bagienne (i wszystkie inne zresztą też) idealnie pasują do radośnie absurdalnej krainy, jaką stworzył Pratchett. Pomysł też jest bardzo oryginalny, sami przyznacie. Tylko że te wszystkie pocieszne, smutne smoki są po prostu elementem lokalnej fauny i mają w książkach rolę mniej więcej taką, jak losowy zając w losowej powieści głównego nurtu: są i budują nastrój. A to trochę za mało na osobna notkę.
4. Paskuda
Nie wiem, jak wielu fanów ma książka „Paskuda & co.” Magdaleny Kozak – sądzę, że niewielu w porównaniu choćby z Nocarzem. Niemniej, jeśli ktoś zna tytułową bohaterkę i będzie czekał na pojawianie się jej w tym cyklu, to raczej się nie doczeka. Paskuda jest bowiem większym i porośniętym łuskami egzemplarzem głupiutkiego szczeniaczka, równie uroczego, co kłopotliwego. A na takiej podstawie raczej trudno zbudować ciekawego bohatera, można co najwyżej ciekawy element komiczny. Co w przypadku tej smoczycy również jest raczej dyskusyjne.
5. Smoczyca ze „Shreka”
Tu podobnie jak w przypadku Pratchetta – bardzo ją lubię, świetnie pasuje do świata i tak dalej, ale jest postacią tak dalece trzecioplanową, że trudno ją uznać za „swoją”. Za to chętnie bym obejrzała jakąś krótkometrażówkę o burzliwym związku z Osiołkiem.;)
6. Smoki ze wszystkich serii literackich, filmowych i growych związanych ze światem „Dungeos&Dragons”.
Nie... po prostu nie. Wierzę co prawda, że gdzieś w fąfnastym tomie jednej z serii, których imię jest Legion, mogłaby się zapodziać jakaś ciekawa smocza postać, ale z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że szukanie czegoś naprawdę dobrego (a nie tylko dobrego jako odmóżdżacz) w seriach sygnowanych przez świat D&D (głównych serii literackich znam dwie, które mają niezliczoną ilość wchodzących w ich skład podserii, które mają niekiedy liczbę tomów idącą w dziesiątki...) przypomina grzebanie w pryzmie obornika w poszukiwaniu złotej spinki. Aż tak zdesperowana nie jestem, dziekuję.
Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze niezliczone smoki z książek dziecięcych, te, które znam, których nie znam i raczej nie zamierzam poznać. Ale z imienia ich wymieniać nie będę, bo może jeszcze zmienię zdanie (i smoki z „Władców ognia”. Ale o tym filmie mam zamiar kiedyś napisać obszerną notkę, więc chyba nikt nie będzie poszkodowany).
Nie zaproszę Was na kolejny odcinek, bo nie wiem, kiedy będzie (pewnie dopiero w styczniu, żeby mi się za szybko smoki nie skończyły). Ale jakby ktoś znał jakieś fajne teksty popkultury (strasznie mi się podoba to wyrażenie:)), zwłaszcza filmy, seriale czy gry (im mniej skomplikowane, tym lepiej), ze smokami, które powinnam poznać, to niech się dzieli w komentarzach.:)