Spodziewałam się, że w listopadzie trafi do mnie ostatecznie więcej książek, niż trafiło. Ale nie narzekam, bo i tak troszkę się tego nazbierało. Większość to zakup własny (postanowiłam skorzystać z okazji i nabyć wreszcie te wszystkie książki, z zamiarem nabycia których nosiłam się przez kilka miesięcy).
Na górze dwa egzemplarze recenzenckie. "Smoki na zamku Ukruszon" (od Rebisu) powoli kończę i mam nadzieję, że uda mi się o nich coś napisać już w środę. "Księgi Jakubowe" (od Literackiego) jakie są, każdy widzi i nie da się ich przeczytać w dwa dni. A to jeszcze trzeba się nad stroną językową i takimi tam pozachwycać, więc będę zadowolona, jeśli notka pojawi się przed świętami.
Reszta to wynik promocji w Arosie. "O kotach" czytałam już dawno i od tamtej pory chciałam mieć własny egzemplarz. "Serafinę" chciałam przeczytać właściwie od kiedy wypatrzyłam ją w zapowiedziach. Wiecie, smoki. "Uczeń skrytobójcy" to dla mnie wielka niewiadoma. Zawsze chciałam przeczytać coś Hobb, ale liczyłam, że będzie to trylogia o Żywostatkach. Ponieważ jednak MAG chwilowo nie ma zamiaru jej wznawiać, zaczynam od Skrytobójcy. "Bestiariusz słowiański" już recenzowałam, a "Labirynt Śniących Książek" pewnie niedługo będę, bo kusi okrutnie.