
O Pawle Huelle nie wiedziałam właściwie nic, poza może kilkoma pochlebnymi, ale ogólnymi, komentarzami na Biblionetce. Nigdy mnie jakoś nie ciągnęło do jego prozy gdyby nie DKK, pewnie nie miałabym okazji przeczytać żadnej jego książki. Z pewną szkodą dla mnie.
Opowieść owa jest listem do nieżyjącego już pisarza, Bohumila Hrabala, który dla Pawła Huelle jest osobą bardzo ważną we wszystkich kwestiach związanych z literaturą. List ten jednak jest dość nietypowy, bo opisuje czas kursu na prawo jazdy, odbywanego przez bohatera (że zacytuję z okładki) „noszącego wiele znamion, które pozwalają utożsamiać go z autorem”. Jest to zapis rozmów, jakie bohater ów odbywał ze swoją instruktorką, obfitujących w anegdoty motoryzacyjne, w których główną rolę odgrywała marka zawarta w tytule. Mamy więc humorystyczny wgląd w motoryzację przedwojenną i kilka kadrów z czasu komunizmu. Czasem jednak monolog kursanta zostaje przerwany przez instruktorkę, która okazuje się postacią w trudnej życiowej sytuacji. Jest ona źródłem opowieści z motoryzacją nie związanych i mało mających wspólnego z anegdotami, a wiele z polską rzeczywistością lat dziewięćdziesiątych.
Po rozpoczęciu lektury towarzyszyły mi dwie zwięzłe myśli. Pierwsza, że bardzo przyjemny język. Druga była dosłownie taka: „O matko, jakie długie zdania.” No i tutaj byłam w kropce, bo o ile lubię opowieści snute bogatym, nieco lirycznym językiem, o tyle nadmiernie rozciągane zdania przeszkadzają mi w lekturze. Szczęściem, pan Huelle okazał się w sztuce posługiwania piórem wyjątkowo biegły, gdyż, kiedy tylko skupiłam się na treści, opowieść wciągnęła mnie tak bardzo, że przestały mi przeszkadzać dwustronicowe zdania. Dodatkowym smaczkiem są zdjęcia z prywatnego archiwum autora, ilustrujące zawarte w tekście anegdoty (w tym zdjęcie tytułowego mercedesa).
Właśnie przez te zdjęcia (chociaż nie są one jedynym powodem) jestem skłonna twierdzić, że książka ma za bohatera autora właśnie. Nawet, jeśli historie w niej zawarte są nieco ubarwione, wciąż nazywam je wspomnieniami. Przecież wspomnienia po wielu latach często mają niewiele wspólnego z rzeczywistymi wydarzeniami. Co nie zmienia faktu, że pozostają czymś bardzo osobistym, pewną intymną formą autobiografii.
Na koniec dodam, że książkę mogę polecić z czystym sumieniem wszystkim miłośnikom literatury. Ze szczególnym uwzględnieniem fanów motoryzacji.
P. Huelle, Mercedes - Bentz, Znak, Kraków 2003, s. 137