Po przeczytaniu „Uczennicy maga” zarzekałam się, że powieści pani Canavan długo nie tknę. Powieść powieścią, ale na opowiadania od dawna miałam chrapkę, więc gdy tylko Aria przekazała je w moje parszywe łapki (dzięki!:)), zabrałam się za lekturę. Okazało się, że autorka lepiej wypada w opowiadaniach, niż w powieściach. Ale czy zachwycająco?
„Szepty dzieci mgły” i inne opowiadania to niewielki zbiorek, w którym mieści się pięć krótkich opowiadanek. Nie są one ze sobą powiązane i stanowią zbiorowisko tekstów dość eklektycznych, ale tym lepiej, bo czytelnik nie znudzi się monotonią narracji, jak to często bywa w powieściach tej pani. Tytułowe „Szepty dzieci mgły” są pierwszym opowiadaniem w dorobku autorki. Zostały nawet nagrodzone, ale szczerze mówiąc, trudno mi powiedzieć, za co. Historia z pointą i przesłaniem, ale poziomem oczywistości dorównuje tekstom Paulo Coelho.
Kolejnym tekstem jest „Szalony Uczeń”, będący uzupełnieniem wątku z „Trylogii Czarnego Maga”. Sam w sobie jest ciekawy, ale nie rewelacyjny, jednak dla miłośników kylariańskich magów to z pewnością gratka. Odpowiada na pytanie, dlaczego wyższa magia (później zwana czarną) została przez Gildię zarzucona.
„Markietanka” jest opowiadaniem najciekawszym pod względem fabularnym. Trudno oczywiście powiedzieć cokolwiek o fabule tak krótkiego tekstu, nie zdradzając jednocześnie zbyt dużo, jednak mogę wspomnieć, że tytułowa markietanka okazuje się kimś dużo bardziej niesamowitym, niż można by wnioskować z jej profesji (co, swoją drogą, w fantastyce nie jest takie niezwykłe; gdyby oprzeć się tylko na literaturze fantastycznej, człowiek niechybnie dojdzie do wniosku, że wszystkie prostytutki są szpiegami, sukkubami i/lub czarodziejkami w przebraniu). Autorce udało się mnie zaciekawić tym tekstem.
„Przestrzeń dla siebie” okazała się najbliższym mi opowiadaniem. Któż z nas nie chciałby znaleźć magicznego pomieszczenia, które sprawia, że kiedy w nim przebywamy, czas na zewnątrz niesamowicie zwalnia? Główna bohaterka wykorzystywała skradziony w ten sposób czas na doskonalenie umiejętności malarskich, co sprawiło, że łatwo mi było się z nią identyfikować.;) Jak nietrudno się domyślić, takie dary nie są darmowe…
Ostatnim opowiadaniem jest „Biuro Rzeczy Znalezionych”. Muszę przyznać, że tytułowe miejsce od dawna wydawało mi się wręcz stworzone do zagospodarowania jakąś fantastyczną fabułą (a najlepiej niejedną). Ta, jaką stworzyła pani Canavan wydała mi się jednak zbyt mało mroczna, chociaż sam pomysł jest niczego sobie.
Dodatkową gratką dla czytelników może być fakt, że każde opowiadanie jest opatrzone posłowiem. Autorka napisała w nim krótko, jak dany tekst powstawał i co było inspiracją do niego. Uważam, że to bardzo dobry pomysł i należałoby go przeszczepić na nasze rodzime ziemie, najlepiej dla co bardziej eklektycznych zbiorów opowiadań.
Mimo iż zbiór czytało mi się szybko i przyjemnie, nie powiedziałabym, że autorka podbiła moje serce i wzbudziła zachwyt. Jej styl jest dużo bardziej jadalny w opowiadaniach (kiedy z konieczności musi wycinać wszelkie dłużyzny i zbędne opisy) i chętnie przeczytałabym jeszcze jakieś teksty tego typu. Szkoda, że pani Canavan woli produkować raczej opasłe powieści, niż zgrabne opowiadanka.
Tytuł: "Szepty dzieci mgły" i inne opowiadania
Autor: Trudi Canavan
Tytuł oryginalny: Whispers of the Mist Children
Tłumacz: Agnieszka Fulińska
Wydawnictwo: Galeria Książki
Rok: 2010
Stron: 202