czwartek, 9 lutego 2012

Sztywna ta zbroja... - "Templariusz" Paul Doherty

Generalnie niezbyt lubię powieści historyczne. Jestem jednak otwarta i co jakiś czas próbuję zmienić swoje nastawienie, zwłaszcza, jeśli na horyzoncie pojawi się coś w realiach średniowiecznych. Kiedy więc usłyszałam o „Templariuszu” Paula Doherty, byłam szczerze zainteresowana. Przecież to taki wdzięczny temat – zakon ma w popkulturze wizerunek dość romantyczny, bo i spiski, i tajemnice, i potęga, i pociąganie zza kulis za sznurki mogą wchodzić w grę. Dodatkowo wiedza o nim wśród niehobbystów jest dość niewielka, istniała więc możliwość zarówno jej poszerzenia, jak i wygrywania na niej przeróżnych, niesamowitych melodii. Jak wyszło?

Mamy rok 1097. Papież Urban II właśnie wezwał wiernych do odbicia Jerozolimy z rąk niewiernych. Wśród rzeszy odpowiadającej na wezwanie znajdują się Eleonora de Payens wraz z bratem Hugonem i jego bliskim przyjacielem, Gotfrydem z St. Omer. Eleonora chce odbyć pielgrzymkę i, być może, rozliczyć się z przeszłością, jej bratu zaś przyświecają wielkie idee. Wszyscy jednak przeżyją szok w starciu z rzeczywistością – nikomu bowiem nie przyszło do głowy, że Bóg zechce wystawić swoją armię na tyle ciężkich prób…

Zamysł autora był ze wszech miar szlachetny. Miała powstać powieść stylizowana na oryginalną kronikę autorstwa Eleonory, możliwie jak najwierniej oddająca realia tamtego okresu i specyficzność pierwszej krucjaty. Te cele udało mu się osiągnąć. Książka jest napisana jak jedenastowieczna kronika, bez zbędnych zabiegów upiększających. Jest też niezwykle wierna realiom, jakie panowały w obozie krzyżowców, którzy czasem cierpią głód, bywają napadani przez bandytów, wyczerpani po bitwie albo bombardowani przepowiedniami samozwańczych proroków. Nie umknął też opis żadnej ważniejszej bitwy. Jest tylko jeden problem: produktu finalnego nie da się czytać, a w każdym razie nie jak powieści.

„Templariusz” to w założeniu powieść, niestety, widywałam książki popularnonaukowe (ba, nawet podręczniki akademickie) napisane żywszym językiem. Powieść jest strasznie statyczna, relacje z najdramatyczniejszych nawet wydarzeń chłodne jak raport podatkowy, a bohaterowie zdają się glinianymi pacynkami. Wszystkie postacie są opisane mniej więcej tak, jak w podręcznikach do historii: w roku tym i tym dowodził oblężeniem miasta X podejmując następujące działania. Nie ma najmniejszych szans, aby poczuć do kogokolwiek odrobinkę sympatii, o utożsamianiu się nie wspominając.

Fabuła również przypomina wywód wycięty z podręcznika. Owszem, są opisane wszelkie najważniejsze wydarzenie, które miały miejsce w drodze z Francji do Jerozolimy, ale znowu nie wiemy nic ani o relacjach w obozie (prócz tego, że dowódcy czasem kłócą się o wpływy). Jakiekolwiek oznaki tego, że mamy do czynienia z żywymi ludźmi, a nie papierowymi figurkami, zostały przez autora ograniczone do kilku suchych wzmianek, że ten i ów miewali romanse. Wszystko razem sprawia, że powieść przypomina zasuszoną mumię – brak krwi emocji, żeby uczynić to suche próchno odrobinę soczystszym.

Jeśli chodzi o styl autora, to również nie jest lepiej. Środków artystycznych czy poetyckości opisów można ze świecą szukać (z resztą, trudno znaleźć jakiś opis w ogóle, o ile nie dotyczy on fortyfikacji obleganego akurat miasta). Dialogi są króciutkie i beznamiętne, a autor niezbyt sobie radzi z tworzeniem jakiegokolwiek klimatu.

„Templariusz” wbrew zapewnieniom na okładce nie jest powieścią historyczną. To fabularyzowany podręcznik. Polecić go mogę jedynie fanom epoki i zakonów rycerskich. Inni raczej nie będą się przy nim dobrze bawić.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Bellona. Dziękuję!

Tytuł: Templariusz
Autor: Paul Doherty
Tytuł oryginalny: The Templar
Tłumacz: Paulina Maksymowicz
Cykl: Templariusz
Wydawnictwo: Bellona
Rok: 2011
Stron: 343
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...