
Jakub Ćwiek tym razem rozważa połączenia między sportem a popkulturą. Oświadcza, że co prawda sport nieszczególnie go interesuje, ale kino sportowe to i owszem. Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego, przeczytajcie felieton. Ja zdania pana Ćwieka nie podzielam, bo ani sport, ani kino sportowe mnie w najmniejszym stopniu nie rusza – i nie czuję obowiązku bycia ruszaną.
Następnie Marcin Zmierzchowski opowiada historię ekranizacji „Pamięci absolutnej”. A właściwie tylko pół historii, bo drugie pół będzie w następnym numerze. Mimo wszystko, warto przeczytać, bo pan redaktor ciekawie prawi. A jak już przy filmach jesteśmy – czas na najciekawszy moim zdaniem artykuł w numerze. Dotyczy on współczesnej cenzury, która nie jest co prawda narzucana przez jakiegoś naczelnego cenzora, ale którą sami producenci uprawiają w sposób najróżniejszy – czasem obrażając inteligencję widza, a czasem tylko tworząc zabawne absurdy. Ale cóż począć, doczekaliśmy się świata, w którym więcej zgorszenia budzi zezowaty animowany kucyk (który, dodajmy dla jasności, nic sprośnego nie robi), niż łyskający co parę minut nagi biust.
Artykuł Wawrzyńca Podrzuckiego tym razem traktuje o mutantach – i znowu: dla mnie nic nowego, ale polecam. I przyłączam się do apelu autora: niech twórcy zamiast tworzyć nieprawdopodobne cuda na kiju typu mutacja-teleportacja, pogrzebią trochę w tym, co matka natura już oferuje. Byłoby znacznie ciekawiej. Stronę dalej straszy pół twarzy filmowego Harry’ego Pottera i mamy kilka słów o Pottermore – o tyle na czasie, że dwa tygodnie temu założyłam tam konto (żeby rozwiązać testy na rodzaj różdżki i dom). Jak będę miała lepszy internet, skonfrontuję własne doświadczenia z artykułem. Dalej trochę o zjawisku mushupu. Tekst bardzo ciekawy, aczkolwiek ja do tego gatunku się nie przekonam – o ile na ekranie Lincoln ganiający z siekierą za zombie jest przynajmniej widowiskowy, o tyle „Duma i uprzedzenie” wzbogacona opisami krwawych jatek z nieumartymi mnie nie pociąga. No, chyba że by to na ekran przenieść i porządnie przyrządzić.
Jest też coś na kształt felietonu o konwentach, autorstwa Marcina Zmierzchowskiego. O konwentach lubię czytać, bo jeszcze nie miałam okazji uczestniczyć (ale kiedyś będę!), a ten tekścik jest zaiste ciekawy, bo autor próbuje zasygnalizować pewne zmiany w samej idei konwentów, jakie aktualnie zachodzą. Skoro już przy felietonach jesteśmy, Michael Sullivan próbuje uświadomić wanna be pisarzom, że warto zaufać czytelnikowi i jak już się napisze, że bohater poczerwieniał na twarzy, a jego oczy rzucały błyskawice, to nie trzeba dopisywać, że się zdenerwował. Rafał Kosik stworzył naprawdę fajny tekst (coraz gorzej ze mną…) o interwencjach „z góry” na placach starożytnych budów. Mój ulubiony felieton tego autora spośród dotychczasowych. Wattsa znowu nie ma (ale podobno ma jeszcze być), za to jest Tomasz Rzymowski, ze swoim serialowym kącikiem. Felieton fajny, tylko zupełnie nie dla mnie, za to z pewnością gratka dla braci poszukującej dobrego serialu z dreszczykiem. Zaś Łukasz Orbitowski tym razem dywaguje nad filmem „Incident at Loch Ness”, a ja mam dziwne wrażenie, że przynajmniej jeden ilustrujący tekst fotos pochodzi z zupełnie innego filmu.
Żona Abdela Dżamili - szybki szkic. |
Czas na opowiadania, sponsorowane przez słówko „egzotyka”. W tym numerze prezentują zaskakująco równy, przynajmniej dobry poziom i tylko jedno mnie zawiodło. „Lisiczka” Małgorzaty Wieczorek to bardzo przyjemna historia w klimacie dalekowschodnim. Sporo w niej fantastyki o mitologicznym rodowodzie i mimo, że nie wgniata w fotel, to czyta się bardzo przyjemnie. „Mistrz” Tomasza Zawady również przenosi nas na Daleki Wschód, ale do Japonii, a nie do Chin. Jest to zgrabna, krótka historia o samurajach, z dużą dozą smutnego uroku. „Tajemna historia Nowej Huty” Jewgienija T. Olejniczaka to jedyne opowiadanie, które mi się nie spodobało. Nic nie poradzę na to, że mieszanki realizmu magicznego z legendami miejskimi PRLu w formie króciutkich szkiców nie umiem strawić. W prozie zagranicznej na dzień dobry dostajemy znane nazwisko. „Jipi i elektroniczny parnoik” Neala Stephensona jest historią osadzoną w nieco futurystycznych realiach, z bardzo ciekawym pomysłem i mistrzowskim wykonaniem. Jedyne, co mi nie pasowało, to fakt, że narracja jest prowadzona w czasie teraźniejszym. „Mamo, jesteśmy Żenią. Twoim synem” Toma Crosshilla to również tekst z niezwykle oryginalnym pomysłem, o tym większym ładunku emocjonalnym, że bohaterem i narratorem jest ośmioletni chłopiec. Moim zdaniem całkiem słusznie nominowano je do Nebuli. „Racice i szałas Abdela Dżamili” Saladina Ahmeda były dla mnie tym ciekawsze, że to moje pierwsze spotkanie z fantastyką o arabskim rodowodzie. Klimat opowieści mocno przypomina „Baśnie z 1001 nocy”, ale realistyczne opisy nadają mu twardszy rys. Szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać powieści tego pana (która ma podobno wyjść w październiku) – jeśli będzie tak dobra, jak opowiadanie, zapowiada się coś bardzo ciekawego.
Jak wspominałam na początku, numer wielce udany. Zawiera standardowo jeszcze mnóstwo recenzji i konkursów (w tym jeden literacki!), więc nie pozostaje nic innego, tylko pogratulować redakcji.