poniedziałek, 14 kwietnia 2014

O wiktoriańskiej modzie i młodzieży poważnej... tyle, że nie - "Dziewczyna w mechanicznym kołnierzu" Kady Cross

Już kiedy czytałam pierwszą część „Kronik steampunkowych” autorstwa Kady Cross było dla mnie jasne, że nie jest to literatura wysokich lotów – raczej mocno przeciętne czytadełko. Nawet nie dawałam większych szans na wyjście drugiego tomu. Ale skoro już wyszedł, postanowiłam sprawdzić, czy autorka choć trochę poprawiła warsztat od czasu debiutu. Cóż, obawiam się, że nie.

W kilka tygodni po wydarzeniach z „Dziewczyny w stalowym gorsecie” dzielna ekipa wiktoriańskich x-menów dociera do Nowego Jorku, aby pomóc przyjacielowi. Okazuje się, że ten został wmieszany w intrygę mającą na celu zdobycie tajemniczego, ale niezwykle potężnego urządzenia przez jeden z lokalnych gangów. Czy książę Griffin i spółka zdołają temu zapobiec i oczyścić przyjaciela z zarzutów?

Zacznijmy może od zalet. Pani Cross potrafi czasem błysnąć zaskakującym zwrotem akcji. Co prawda jeśli chodzi o jej twórczość, to nie mam wygórowanych oczekiwań, ale w kategorii „lekka powieść młodzieżowa” jej umiejętności zaskakiwania czytelnika wypadają całkiem nieźle. Niestety, unikanie przewidywalnych rozwiązań wydaje się być mocno przypadkowe i występuje raczej w mniejszości.

Co jest zdecydowanym minusem? Niestety, Finley. W poprzednim tomie autorka zamknęła kwestię jej podwójnej osobowości i teraz nieudolnie próbuje znowu ją wykorzystać, co wygląda dość sztucznie i w zasadzie niczego nie wnosi. Czytelnik ani przez chwilę nie wierzy w wątpliwości bohaterki (to znaczy, jest przekonany, że Finley naprawdę te wątpliwości ma, ale od początku wiadomo, jak je rozwieje). Dodatkowo postać ewoluuje w jakąś koszmarną hybrydę Mary Sue z tomboy (pozwólcie, że posłużę się angielskim słowem, bo polska „chłopczyca” w popkulturze kojarzy się raczej pozytywnie). To, co jeszcze w poprzednim tomie było w tej postaci fajne, sympatyczne i kobiece, teraz okazuje się gorsze (zamiłowanie do pięknych sukien zmienia się w fascynację męskimi strojami i zajęciami. I nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie jednoznaczne wskazanie, że ta kobieca edycja dziewczyny była zdecydowanie drugiej kategorii). Poza tym Finley (cóż, aby było sprawiedliwie dodajmy, że nie ona jedna) zachowuje się jak rozkapryszony przedszkolak, narażając przyjaciół i ich wspólną misje na niepowodzenie tylko po to, żeby zrobić komuś na złość. Jest niestrawna do tego stopnia, że momentami czytelnik życzy jej długiej i bolesnej śmierci.

Pozostali bohaterowie są dość sztampowi, ale zdecydowanie mniej irytujący. Paradoksalnie, najlepiej wypadają ci epizodyczni. Moim faworytem „Dziewczyny w mechanicznym kołnierzu” jest... Nicola Tesla. Pojawia się tylko w kilku scenkach i ewidentnie widać, że z tym facetem coś jest nie tak, zgodnie z zamiarem autorki. Całkiem sympatyczna pozostaje też Emily, zdająca się być jedyną rozsądną osobą w grupie. Sam nie dostał na tyle dużo czasu antenowego, żeby można było coś konstruktywnego o nim powiedzieć, a Griffin... cóż, poza ciągłymi kłótniami z Finley i rozterkami pt. „czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie” prezentuje się czytelnikom jako nieuprzejmy buc, postępując chamsko w stosunku do dziewczyny, która może i inteligencją nie grzeszyła, ale jej jedynym przewinieniem było to, że nie była Finley (której, za podobne zachowanie nie spotyka słowo krytyki. Z drugiej strony, panna z dobrego domu wdająca się w miejscu publicznym w pyskówkę z dziewczyną, którą uważa za utrzymankę jest bardzo mało prawdopodobna psychologicznie). W ogóle postacie kobiece nie należące do naszej zgranej paczki są (z jednym wyjątkiem) albo puste, albo podłe, albo głupie, albo wszystko naraz. To takie... nieprofesjonalne. Dla dopełnienia obrazu dodam tylko, ze lokalny czarny charakter nie ma w sobie ani odrobiny uroku czy niejednoznaczności. Jest po prostu kartonową zabawką, co do której losów od początku nikt nie ma wątpliwości.

A skoro już jesteśmy w temacie, to słów kilka o wątkach miłosnych. O ile w „Dziewczynie w stalowym gorsecie” były całkiem sympatyczne (choć momentami wysilone) i mieszczące się w młodzieżowych schematach, to w kolejnej powieści wypadają po prostu sztucznie. Autorka dała do zrozumienia, że pewne kwestie już wyjaśniła, po czym w kontynuacji otwarła je na nowo tak, jakby kilka ostatnich stron tomu pierwszego nie istniało. W dodatku poprowadziła rozterki bohaterów znowu tymi samymi torami, więc czytelnik otrzymał nużącą powtórkę z rozrywki, okraszona przepychankami z piaskownicy rodem. I o ile niedojrzałości nastoletnich bohaterów można by jeszcze bronić, to w momencie, kiedy czytelnik uświadamia sobie, że nie ma do czynienia z współczesnymi gimnazjalistami, tylko z osiemnastolatkami w czasach wiktoriańskich, wszystko mu opada.

Stosunek do realiów w ogóle autorka ma ciekawy. Rozumiem, że to fantastyka i pewne rzeczy mają prawo się różnić, ale mimo wszystko to nie jest jakiś autonomiczny fantasyland, tylko historia alternatywna. I miło by było, gdyby autorka trochę uwagi poświęciła wyjaśnianiu różnic między naszą rzeczywistością i własną. Choćby sprawa garderoby, której opisy u Cross zajmują sporo miejsca. Nikt nic dziwnego nie widzi w tym, ze w Nowym Jorku przełomu XIX i XX wieku dziewczyna wychodzi w różowych, falbaniastych spodenkach do kolan i gorsecie. Nie wiem jak mieszkańcy miasta, ale ja na ich miejscu pomyślałabym, że panna zapomniała założyć sukienki i wyszła w samej bieliźnie.

Słów kilka o języku. Jest bardzo prosty i to jest w pewnym sensie zaleta, bo target książki taki język preferuje, ale w drugim tomie ta prostota zaczyna męczyć. Być może nie zauważyłam poprzednim razem (a może w poprzedniej książce było lepiej pod tym względem), ale książka pani Cross zawiera męczącą ilość powtórzeń. Autorka średnio trzy razy na rozdział przypomina nam, że Dalton uśmiecha się jak rekin, a Finley potrafiłaby komuś skręcić kark jak kurczakowi. Na dłuższa metę to męczące.

Tak sobie myślę, że jak poprzednia część, tak i ta trafi w gusta targetu – nastolatek zafascynowanych wizją epoki wiktoriańskiej z anime rodem i nie mająca wiele wspólnego z czymkolwiek. Pozostali czytelnicy powinni raczej trzymać się od „Dziewczyny w mechanicznym kołnierzu” z daleka.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.
Tytuł: Dziewczyna w mechanicznym kołnierzu
Autor: Kady Cross (Kathryn Smith)
Tytuł oryginalny: The Girl in the Clockwork Collar
Tłumacz: Patricia Sørensen
Cykl: Kroniki steampunkowe  
Wydawnictwo: Fabryka Słów  
Rok: 2014
Stron: 384


Książka bierze udział w wyzwaniu Klucznik.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...