Dziś od razu do rzeczy, bo i stosik niewielki. Na samej górze zdobycz pyrkonowa, którą chwaliłam się już w relacji z konwentu - "Wyposażenie osobiste" Marka Oramusa. Pod nią wygrzebany w carefourowym koszyku z tanią książką "Demi-Monde. Zima". Co prawda książka ma co najmniej trzy tomy kontynuacji, które nie wyszły w Polsce, ale kosztowała niecałe siedem złotych, więc niech tam.
W tym miejscu rozpoczyna się strefa recenzencka. "Rzeki Londynu" chwalił chyba każdy bloger, który choć trochę gustuje w fantastyce i umie czytać po angielsku, więc muszę i ja się zapoznać - choć po prawdzie zwątpiłam już, że do mnie trafią (za to okładka jest paskudna, choć srebzysty napis i tak prezentuje się lepiej od krwistoczerwonego). "Brudne ulice nieba" to książka, na której nie mam autografu Williamsa, bo nie zabrałam jej z hotelu.;_; Liczę, ze wynagrodzi mi to jakością (i tu wiadomo, ze przynajmniej drugi tom na pewno zostanie wydany). Oczywiście od Rebisu. Dwie kolejne dostałam od Czarnej Owcy. "Jej wszystkie życia" mam ambitny plan zrecenzować do poniedziałku, najdalej do środy - zapowiada się ciekawie, węszę podobieństwo do "Żony podróżnika w czasie", minus romans. "Druga płeć" to opasłe tomiszcze z serii Biblioteka Kongresu Kobiet. Coraz bardziej mnie ta seria interesuje, może nawet uzupełnię sobie brakujące tomy.