sobota, 31 sierpnia 2013

Komiksowo steampunkowo - "Dziewczyna w stalowym gorsecie" Kady Cross

Steampunk jest podobno gatunkiem kiepsko się sprzedającym w naszym kraju. Ponieważ uważam, że to jednak bardzo ciekawy nurt, cieszy mnie każdy tytuł, który wychodzi. Fabryka Słów, obok cenionego skądinąd cyklu Hoddera, postanowiła wypuścić coś lżejszego i skierowanego raczej do nastoletniego czytelnika. W ten sposób światło dzienne ujrzała „Dziewczyna w stalowym gorsecie”, pierwszy tom trylogii autorstwa Kady Cross.

Finley jest miłą, układną pokojówką. Ktokolwiek popatrzyłby na nią z boku, zdziwiłby się bardzo, wiedząc, że często zmienia miejsce pracy, zazwyczaj w burzliwych okolicznościach. Tak to już jest, że czasem uwalnia się nasza mroczna połowa… Właśnie po jednym z takich opłakanych w skutkach „uwolnień” Finley wpada pod koła welocyklu księcia Griffina Kinga. Ten, wiedziony po trosze poczuciem winy, a po trosze intuicją, postanawia zabrać ją do swojej rezydencji. W końcu sam ma pewną dziwną przypadłość, jak większość ludzi z jego otoczenia. Dziewczę wyskakujące z nieludzką prędkością na londyńską ulicę powinno tam pasować.

Autorka w podziękowaniach zamieszczonych na końcu książki nie kryje się z faktem, że główną inspiracją powieści była „Liga Niezwykłych Dżentelmenów” i seria o X-menach. I to niestety widać. Nie chodzi nawet o źródło inspiracji, bo do obu serii nic nie mam, tylko widzicie – to są komiksy. W komiksach nie potrzeba opisów, bo wszystko widać na obrazkach. Autorka najwyraźniej zapomniała, że cuda alternatywnej wiktoriańskiej Anglii warto byłoby opisać szerzej niż tylko kilkoma zdawkowo rzuconymi zdaniami. Zwłaszcza że wizja pani Cross miała spory rozmach, bo są tam i pospolite roboty wszelkich maści i rodzajów, i powozy parowe, i powszechne sterowce, a wreszcie dość mocno odbiegająca od znanej z historii moda. Szkoda, że większości tych smaczków czytelnik musi się sam domyślać.

Skąpość opisów to nie jedyna bolączka świata przedstawionego. Choć autorka miała piękną wizję, widać, że trochę zabrakło jej samozaparcia czy chęci, aby doszlifować detale. Większości czytelników pewnie takie drobne niedociągnięcia nie przeszkadzają, ale dla mnie były wyjątkowo irytujące. Weźmy wspomnianą wyżej modę, bardziej steampunkową niż wiktoriańską: niektóre odstępstwa pani Cross w kilku słowach uwiarygodniła, ale inne wyglądają dość komicznie. Taki na przykład gorset, który dość często występuje jako wierzchnia część garderoby. Z pewnością wygląda fajnie, ale już gdy człowiek wie, że gorsety na wierzchu w owym czasie nosiły wyłącznie damy negocjowanego afektu, zaczyna na cnotliwą Finley w gorsecie patrzeć dość dziwnie (choć nie zdziwiłabym się, gdyby ta wpadka była zasługą tłumaczenia/redakcji). Innym przykładem jest badanie na zgodność grup krwi, które jedna z bohaterek wykonała… pięć lat przed ich odkryciem (grup krwi, oczywiście).

Przejdźmy może do bohaterów, nieco schematycznych, ale ostatecznie całkiem fajnych. Może najpierw przyjrzyjmy im się zbiorczo, bo autorka niewielu ich stworzyła i generalnie grają w jednej drużynie. Jako zbiorowość są idealną wręcz tajną organizacją, bo mamy i genialnego naukowca od wymyślania gadżetów, i supersilnego wojownika o ponurym charakterze, ale gołębim sercu, i szlachetnego prowodyra, a wreszcie własnego trikstera. Wrażenia trochę psuje fakt, że wszyscy są nastolatkami, bo to monotonne i męczące na dłuższą metę, ale w sumie nic wielkiego. Gorzej, że wszyscy zachowują się jak współczesne nastolatki (Finley przez jakiś czas okazuje wiktoriańską pruderyjność, ale i jej dość szybko przechodzi), co nieco psuje klimat epoki, nawet jeśli to epoka alternatywna. Naprawdę, można się było bardziej wysilić.

Czas pochylić się nad każdym z osobna. Finley, czyli bohaterka tytułowa, to postać intensywnie inspirowana Jekyllem i Hyde’em. Trochę szkoda, że autorka postanowiła nie wykorzystywać dalej tego pomysłu. Szkoda również, że romantyczny wątek z nią związany rozegrała tak sztampowo i mało intrygująco, że już bardziej się nie da (naprawdę, jeśli już wchodzimy w schemat „ich dwóch, ona jedna”, to niechże nie będzie od początku oczywiste, który pan jest tym właściwym). Dużo ciekawiej został rozegrany wątek romantyczny między delikatną, choć inteligentną Emily, a mrukliwym i pełnym pretensji Samem – osobiście trochę (ale tylko trochę) skojarzył mi się z „Wichrowymi Wzgórzami”. Zaś co do Emily, to mam z nią problem, rzutujący na postrzeganie całej ekipy. Dziewczyna jest po prostu zbyt genialna. Bo czego to ona nie wynalazła: i odpowiednik komórki, i krótkofalówki, i podrasowała bryki całego oddziału, i mechaniczne bestie tworzy, i broń na każdą okazję wymyśli… Przy czym jej geniusz mniej drażni w odniesieniu do niej samej, a bardziej w kontekście całej drużyny marzeń. No bo jeśli mają taki hipersprzęt i wypasione moce, to czy ktokolwiek będzie się przejmował możliwością ich przegranej?

Kilka słów o stronie językowej. Pani Cross pisze przystępnie i prosto (może nawet zbyt prosto), więc książkę pochłania się błyskawicznie. Na plus należy policzyć, że postacie, w zależności od pochodzenia, różnią się wymową. Inaczej wysławia się książę, a inaczej książę złodziei, zaś szkockiego górala obaj rozumieją z trudnością. Za to w polskim przekładzie wszyscy bezustannie „kiwają twierdząco” głowami. To irytujące – przecież nie jesteśmy w Bułgarii, żeby ktokolwiek mógł kiwnąć przecząco.

Patrzę na tę książkę i dociera do mnie, że chyba znowu nie jestem targetem. Nastolatka, zwłaszcza zafascynowana anime (to jest ten gatunek twórczości, gdzie nastolatki niezależnie od realiów zawsze zachowują się współcześnie), byłaby zachwycona i bohaterami, i dość przewidywalną fabułą, i wątkami miłosnymi wreszcie. Młodszym czytelnikom pozostaje mi książkę polecić. Choć czarno widzę możliwość doczekania drugiego tomu.

Recenzja dla portalu Insimilion.

Tytuł: Dziewczyna w stalowym gorsecie
Autor: Kady Cross (Kathryn Smith)
Tytuł oryginalny: the Girl in Steel Corset
Tłumacz: Patricia Sørensen
Cykl: Kroniki steampunkowe  
Wydawnictwo: Fabryka Słów  
Rok: 2013
Stron: 440

8 komentarzy:

  1. Kiwam twierdząco głową:-) Też mam często wrażenie, że nie jestem targetem... ale czasem lubię sobie strzelić coś takiego od czapy, pośmiać się, podziwić, jak daleko człowiek oddryfował od głównego nurtu. Jeśli mnie zamkniesz z tą książką na cały dzień w poczekalni u lekarza, to przeczytam, w przeciwnym razie musiałaby trochę poczekać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie lubię powieści dla nastolatków, ale tutaj chyba najbardziej mnie bolało, ze w historycznej jednak rzeczywistości pojawili się bohaterowie, którzy pasowaliby do przeciętnego liceum anno domini 2013... Ale do poczekalni jak znalazł.;)

      Usuń
  2. Kurczę! Byłam naprawdę ciekawa tej książki (no bo steampunk) ale mina mi zrzedła po Twojej recenzji, a spora część "chęci" na czytanie gdzieś wyparowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, na płochą rozrywkę się ta książką nadaje.:)

      Usuń
  3. Uf, dobrze, że nie sięgnęłam po tą książkę a miałam taki zamiar! P:))

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Alleluja! Na wszystkich blogach tylko spamy-reklamy tej powieści, a tu wreszcie jakaś recenzja.
    Mniej więcej przeczuwałam, że książka będzie czymś takim, co opisałaś, odkąd zapoznałam się z opiniami ludzi na Goodreads. Jak znajdę gdzieś w przecenie, to się zaopatrzę, będzie akurat na jakiś dobijający dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też zauważyłam - spodziewałam się w piątek wysypu recenzji, jak to w wypadku Fabryki bywa, a tu cisza i spokój...

      Usuń
  5. Lubię steampunk ale po Twojej recenzji wnoszę, że nie jest to pozycja dla mnie. Recenzja wnikliwa i fajnie napisana. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...