Ja też jestem prostą dziewczyną, która nienawidzi paranormalnego chłamu. Po lekturze „Zmierzchu” poprzysięgłam sobie, że nigdy więcej książki o brokatowych wampirach zakochanych w małolatach nawet dwumetrową tyką nie tknę. Aż tu nagle z księgarnianej półki wpatruje się we mnie intensywnie osobnik nieokreślonej płci (na faceta zbyt kobiecy, na kobietę za brzydki) z wyraźnie lubieżnymi zamiarami. I ten tytuł: „Rozkosze nocy”. Nie dałam się nabrać na zakup w ciemno, decyzję podjęłam dopiero po zapoznaniu się z licznymi recenzjami (a właściwie dlatego, że na mojej półce zagościł zdobyczny trzeci tom cyklu). Muszę przyznać, że choć oczekiwania miałam niewygórowane, to się nie zawiodłam. A na okładce zamiast osobnika płci nieokreślonej, proponowałabym umieścić wielki, czerwony kwadracik.
Amanda niczego tak nie pragnie, jak nudnego żywota szarej księgowej. Pragnienie zrozumiałe, zważywszy, że dorastała w domu, gdzie rozmowy z duchami, przewidywanie przyszłości i rytuały voodoo należą do codzienności, a w korytarzu można się potknąć o osikowy kołek, rzucony niedbale przez siostrę bliźniaczkę. Najwyraźniej jednak los ma co do Amandy inne plany. Pewnego ranka dziewczyna budzi się przykuta do hiperprzystojniaka. Właściwie nic, tylko się cieszyć. Problem polega na tym, że przystojniak nie jest człowiekiem, tylko… no, zgadnijcie czym? Brawo, macie rację: wampirem! Co prawda w dotyku jest przyjemnie ciepły, oddycha, a serce mu bije no i podsysać obcych bab nie musi, ale ma niebezpieczną prace i nie ma duszy. Właściwie wampirem też nie do końca jest, jeno Mrocznym Łowcą. Jego zwierzyna nie ma jednak nic z łagodności łani, co więcej: wykazuje niebezpieczną fantazję w pozbawianiu (nie)życia Łowców i wszystkich, na kim Łowcom zależy. A Kyrianowi coraz bardziej zaczyna zależeć na przykutej do niego dziewczynie…
Swoją opinię o książce postanowiłam wyrazić w punktach, bo każda inna opcja skutkowała totalnym chaosem wypowiedzi. Zacznijmy od tego, co mi się w „Rozkoszach nocy” nie podobało:
- Wątek romansowy – tak, największe pretensje do książki mam o to, że jest romansem. Cóż poradzę, że nie trawię romansów? W szczególności zaś takich, które pozostają schematyczne. Zastrzegam, że jest to moja osobista fobia, więc ci, którym romanse nie przeszkadzają, powinni zignorować ten punkt.
- Zmarnowanie potencjału kajdan – nie, nie chodzi o jakieś perwersyjne sceny łóżkowe (chociaż, właściwie czemu nie;)). Po prostu spodziewałam się, że ten element fabularny zapewni nam akcję rodem z amerykańskich filmów: pościgi za skutymi więźniami, współdziałanie w trudnych warunkach, takie rzeczy. Tymczasem… no, sami zobaczycie.
- Cudowność głównego bohatera – a właściwie ciągłe jej podkreślanie. Rozumiem, że kanon wymaga, aby pan był przystojny, ale czytelnicy nie są ułomni i nie trzeba im o tym przypominać co trzy strony. Co ciekawe, wspominanie o twardych mięśniach, wysportowanej sylwetce, niesamowitych oczach i innych wcale mi nie przeszkadzało w „monetach”.
- Fakt, że cykl „Mroczny Łowca” jest tylko jednym z podcykli większej serii, a chronologicznie „Rozkosze nocy” są czwarte czy piąte w kolejności. Nie, żeby to specjalnie przeszkadzało, ale podczas czytania daje się wyczuć, że wcześniej coś było.
Hm, wychodzi, że zastrzeżeń mam niewiele. Więcej będzie plusów:
- Nieromansowa część fabuły – całkiem ciekawie ułożona intryga, interesujące opisy walk i zaskakujące rozwiązania to było coś, czego się po książce nie spodziewałam.
- Erotyka – lubię dużo erotyki w literaturze, pod warunkiem, że jest dobrze napisana i ma jakieś uzasadnienie. Tutaj ma, a autorka stworzyła opisy przyjemne dla czytelniczego oka, więc nie zawiodłam się w tym punkcie. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie wszyscy lubią erotykę. To zdecydowanie nie jest książka dla takich osób.
- Rozbudowany i pomysłowy podział stworzeń nocy – mimo, że przypomina nieco specyfikacje ras z systemów RPG, to uważam go za zdecydowanie lepszy niż podział wampirów na dobrych wegetarian (których dobroć nie dotyczy jednak zagrożonych gatunków zwierząt;P) i złych ludożerców. Niektórym czytelnikom może przeszkadzać mnogość odmian, ale przecież w końcu im nas więcej, tym weselej.
- Nawiązanie fabułą do „Pieknej i Bestii” – i więcej o tym nie powiem, bo będzie spoiler jak stąd do Pekinu.;)
- Szybkość czytania – książkę pochłania się w góra dwa wieczory. Jeśli chodzi o lekkie powieści, to zdecydowana zaleta.
Podsumowując, powiem tylko, że mimo irytujących momentów książka mi się podobała do tego stopnia, że zamierzam nabyć następny tom. Polecam oczywiście wszystkim fanom gatunku. Innym czytelnikom także – jeśli będziecie mieli ochotę na wieczór z interesującym romansem.
Tytuł: Rozkosze nocy
Autor: Sherrilyn Kenyon
Tytuł oryginalny: Night Pleasures
Tłumacz: Małgorzata Strzelec
Cykl: Mroczny Łowca
Wydawnictwo: Mag
Rok: 2010
Stron: 432