środa, 16 listopada 2011

„To nie jest książka o Australii. Nie, to o całkiem innym miejscu, które tu czy tam przypadkiem jest trochę… australijskie.”* - "Ostatni kontynent" Terry Pratchett

Bardzo lubię Świat Dysku Pratchetta, chociaż uczucie to bywa czasami dość trudne. Trudna bywa zwłaszcza wtedy, kiedy na horyzoncie pojawiają się magowie z Niewidocznego Uniwersytetu. Alem czytelniczka odważna i wytrwała, więc nawet kadra uniwersytecka mi nie straszna. Zwłaszcza, że po sir Pratchett’cie można się spodziewać nie tylko irytujących bohaterów, nawet, jeśli dana książka należy do podcyklu o nich.

Bibliotekarz zachorował. To co prawda tylko przeziębienie, ale kompletnie uniemożliwia podjęcie obowiązków zawodowych (każdemu by uniemożliwiało, gdyby byle kichnięcie groziło losową zmianą kształtu). A magiczne księgi pozbawione nadzoru dziczeją niebezpiecznie. W związku z tym kierownictwo Uniwersytetu postanawia działać. Szybko okazuje się, że żeby pomóc Bibliotekarzowi, niezbędny jest Rincewind. Problem polega na tym, że w efekcie nieudanego eksperymentu magicznego został wysłany na IksIksIksIks, a nikt nie wie, gdzie to jest… Wiadomo tylko, że jest to kraina niezwykła: otoczona nieprzebytym antycyklonem i wzburzonym morzem, pełna dziwnych stworzeń i jeszcze dziwniejszych obyczajów, a w dodatku sucha jak pieprz, bo nigdy tam nie pada. Chyba grupa starszych magów nie będzie w stanie tego bardziej zepsuć, prawda?

Nie lubię magów z NU. Zamiast bawić, działają mi na nerwy i utrudniają czytanie. Ale przecież od tego Pratchett jest mistrzem humoru, żeby mi tak zaserwować nielubianych magów, co bym ich połknęła ze smakiem. Co prawda tym razem sos był (nie)australijski, a ja na (nie)australijskości za bardzo się nie znam, ale smakował całkiem nieźle. Łyżka absurdu, doprawiona szczyptą złośliwości, ale zaraz osłodzona humorem i ciepłem, to jest to, co smakoszom pratchettowskiej kuchni z pewnością przypadnie do gustu. Natomiast początkującym degustatorom raczej odradzam – są bardziej soczyste części cyklu.

Krótko było tym razem, bo cóż można napisać o kolejnym tomie, zwłaszcza, że bywały lepsze? Niemniej jednak polecam "Ostatni kontynent", bo Pratchett zawsze poprawia humor, a i w ciekawe cytaty jest obfity. No i czyż to nie frajda poczytać o upałach przy takiej pogodzie?

*Cytat z dedykacji(?)
Tytuł: Ostatni kontynent
Autor: Terry Pratchett
Tłumacz: Piotr W. Cholewa
Tytuł oryginalny:
The Last Continent
Cykl: Świat Dysku
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Rok: 2006
Stron: 302

10 komentarzy:

  1. Pratchett jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Każda jego książka to świetna zabawa. Tej jeszcze nie czytałam, ale zamierzam przeczytać wszystkie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Ostatni Kontynent" to jedna z słabszych części Świata Dysku. Chyba najsłabsza z tych, które dane mi było czytać.
    A magowie z NU są czasem zbyt irracjonalni :P

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jestem wdzięczna za krótką recenzję. W nagrodę przeczytałam całą - na długą nie mam już siły ;)
    Co jestem w tym moim antykwariacie to zerkam na Pratchetta, bo nie czytałam, a przecież to się nie godzi, żeby nie znać Pratchetta. Ale jeszcze nie wiem, od czego chcę zacząć i tak się ten mój stan nieznajomości przeciąga. Nic to, byle do emerytury - potem będzie duuużo czasu, to i Pratchetta w końcu przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Immora - też zamierzam przeczytać wszystkie i jestem na dobrej drodze ku temu.;) Ale nie będę oszukiwać, że wszystkie mnie zachwyciły. Ta na przykład nieszczególnie, a przez "Kolor magii" przeszłam chyba tylko siłą rozpędu... Co nie zmienia faktu, że sir Pratchett jest wyjątkowym pisarzem.;)

    Silaqui - zgadzam się, że jedna ze słabszych, ale jak dla mnie najsłabszy pozostaje jednak "Kolor magii". Magowie z NU zawsze działają mi na nerwach. Nawet Rincewind, chociaż najmniej irytujący, jest znakiem, że może i będzie miło, ale się nie zachwycę.;)

    viv - bo ja o Pratchett'cie przeważnie krótko.^^ (Długo to bym mogła tylko raz, jak dotąd, ale to było przed erą blogowania, więc rozumiesz;)). Co do początku, o polecam "Morta" albo "Zbrojnych" - jak zaczniesz z którymś z tych tomów, to dalej już samo pójdzie.;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Madziu! Literówka Ci się wkradła - to chyba działanie jakichś chochlików blogowych. Jest: "humory" a być powinno "humoru". :D A recenzja rzeczywiście króciuteńka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Alannada - :-)

    Serenity - Poprawione.:) A o "Tae..." będzie po wekendzie, bo do domu jadę.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma sprawy. Tak czy siak masz jeszcze sporo czasu. Jak się uporasz z "Tae" to postaram się o "Obsydianowe serce". :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja "Kolor Magii" wspominam nawet miło, więc to chyba kwestia kolejności czytania :)
    Obok "Zbrojnych" poleciłabym jeszcze na start "Straż! Straż!" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana, czy ja już się zachwycałam Twoim pięknym szablonem? Tak, tak, tym na górze. Nie? Jeszcze nie? Ooooj!

    Słyszysz jak ktoś piszczy z zachwytu na cały Olsztyn? Tak, to ja :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...