Tematem numeru jest oczywiście fantastyka młodzieżowa – o tyle trafnie, że już od jakiegoś czasu łatwiej mi znaleźć ciekawą serię młodzieżową niż dla dorosłych. Mamy więc i rozbudowany felieton o tej specyficznej juwenalizacji. Felieton ciekawy, choć mało odkrywczy. Jego największym plusem jest to, że padają tytuły wielu interesujących serii, które ze smakiem skonsumuje zarówno nastolatek, jak i jego rodzic (ten drugi oczywiście o ile gustuje w podobnej tematyce). Za równie ciekawy uważam felieton dotyczący steampunku. Mi osobiście pomógł określić, czym to właściwie jest, bo można go (steampunk znaczy) odbierać dwojako: albo jako stylizację i źródło wymyślnych gadżetów, albo jako integralną część historii alternatywnej. Krótki felietonik Jakuba Ćwieka również bardzo przypadł mi do gustu (a dotyczył ważkiego zagadnienia „Jak zrobić postać kultową?”), ale słowem najlepiej określającym moje uczucia do niego byłoby „uroczy”. To oczywiście nie wszystkie felietony w numerze, ale te jakoś najbardziej przypadły mi do gustu.
Poza tym, w styczniowej „Nowej Fantastyce” znajdziemy jeszcze porady dla początkujących pisarzy (na ile trafne i przydatne nie wiem, bo sama nigdy ambicji pisarskich nie miałam), liczne recenzje, konkursy, wywiad z Josephem Delaneyem (autorem młodzieżowej serii „Kroniki Wardstone”) i kilka innych atrakcji. Ale przede wszystkim opowiadania.
Jak już wspominałam, numer jest poświęcony fantastyce młodzieżowej, więc i 3 z 5 opowiadań można do nich zaliczyć. Pierwsze, czyli „Felix, Net i Nika oraz Wędrujące Samogłoski” Rafała Klosika z pewnością przypadnie do gustu fanom serii o trójce nastolatków. Sama ucieszyłam się na jego widok, gdyż uznałam to za świetną okazję do bezbolesnego zapoznania się z cyklem. Niestety, realia odmalowane przez autora (którego lubię, ale najwyraźniej tylko kiedy pisze dla dorosłych) zupełnie do mnie nie przemawiają. Chyba już za stara jestem, żeby zachwycać się wymyślnymi gadżetami, jakimi pan Kosik zalał swoich bohaterów. „Krypta Sądu Ostatecznego” Filipa Haka to już opowiadanie dla dorosłych, ale dla mnie osobiście nie do ugryzienia. Rozumiem potrzebę popełniania eksperymentów literackich, rozumiem nawet, że to się może komuś podobać, ale kompletnie ich jako czytelnik nie trawię. Z kolejnymi tekstami znowu powracamy na łono młodzieżówek, gdyż są to dwa opowiadania bohatera wywiadu, Josepha Delaneya. Oba są osadzone w realiach „Kronik Wardstone” i oba poszerzają wiedzę o postaciach występujących w powieściach. „Opowieść stracharza” jest małą, zamkniętą całością, zdradzającą nam sekrety młodości Johna Gregory’ego – najlepszego strycharza w Hrabstwie. Jest to fajna historyjka o, dramatycznych niekiedy, perypetiach nastolatka, która spodoba się zarówno młodym, jak i starszym i to niezależnie, czy czytali cykl, czy nie. Z „Wiedźmą zabójczynią” (dotyczącą Grimalkin, pewnej tajemniczej… no cóż, wiedźmy zabójczyni właśnie) nie jest już tak dobrze. Nie wywarła na mnie szczególnie dobrego wrażenia i myślę, że spodoba się głównie tym, którzy „Kroniki Wardstone” znają i lubią. Ostatnie opowiadanie, również zdecydowanie niemłodzieżowe (chociaż…), to „Eksterminacja” Roberta Reeda. Postapokaliptyczna wizja, przesycona przeczuciem, że coś tu się nie zgadza i pozostawiająca niepokój po lekturze to jest coś, co uwielbiam w krótkich formach (znaczy, postapokaliptyczność nie jest konieczna). Zdecydowanie najlepsze opowiadanie numeru
.
W obcowaniu z „prasą branżową” jestem nowicjuszką, ale miałam okazję się przekonać, że „Nową Fantastykę” warto przynajmniej czasem kupić, bo każdy znajdzie tam coś dla siebie. Do czego i Was zachęcam (jakby ktoś był hardcorem i chciał zaprenumerować, to dają książkę gratis;)).